Tuesday, March 17, 2020

Atak wirusa makroekonomicznego komunizmu

Cytując klasyka: "To nie kryzys, to rezultat". Innymi słowy, pandemia koronawirusa nie jest ostateczną przyczyną zapaści na rynkach finansowych, a jedynie jej bezpośrednim katalizatorem. Ostateczną przyczyną jest tu natomiast trwające od kilkunastu lat wyjątkowo zintensyfikowane centralne sterowanie stopami procentowymi i podażą pieniądza przez centralnoplanistyczne politbiura zwane bankami centralnymi. Pandemia pełni tu jedynie rolę przysłowiowego chłopca, który nie bał się krzyknąć, że król jest nagi.

W przeciwieństwie jednak do komunizmu sowieckiego, makroekonomiczny komunizm bankowości centralnej nie tylko wciąż nie przyznaje się w obliczu swoich coraz to kolejnych porażek do swojego całkowitego intelektualnego bankructwa, ale zdaje się być zdeterminowany, żeby całkowicie zniszczyć globalne rynki finansowe. W tym kontekście warto sobie przypomnieć, jak mogą wyglądać kolejne, dotychczas niespotykane elementy owej destrukcji, w ramach której giełdy będą nie tyle znikać (jak w komunizmie klasycznym), co stawać się w coraz większym stopniu całkowicie dysfunkcjonalnymi wydmuszkami. Zdawszy zaś sobie sprawę z natury owych procesów, należy - na miarę własnych możliwości - dołożyć wszelkich starań, ażeby je zablokować, jeśli nie chce się dopuścić do zaprzepaszczenia produktywnego wysiłku co najmniej kilku ostatnich pokoleń.

Friday, March 13, 2020

Ułuda eksperckiej kontroli w stanach kryzysowych

Obecnie słyszymy już o dwóch wzajemnie sprzecznych zaleceniach: albo należy pozostawać w izolacji celem zapobieżenia rozprzestrzenianiu się wirusa, albo należy "żyć jak co dzień" celem stopniowego rozprzestrzenienia wirusa na jak największym obszarze, co ma sprzyjać sukcesywnemu budowaniu odporności na niego wśród globalnej populacji i zapobiec nawracaniu pandemicznych szczytów. Pod oboma zaleceniami podpisują się osoby określające siebie mianem epidemiologów i wirusologów, w tym osoby zasiadające w ciałach doradczych przy rozmaitych politycznych decydentach.

Wniosek wypływający z powyższego jest następujący: "koordynacyjne działania" dokonywane przez monopolistyczne aparaty opresji są równie zbędne i szkodliwe w sytuacjach kryzysowych, co w rutynie codziennego życia. Innymi słowy, żadna samozwańcza władza nigdy nie ocali nikogo przed nagłymi zagrożeniami o globalnym charakterze, i najgorsze, co w obliczu tego rodzaju zagrożeń można zrobić, to zrezygnować z własnego osądu sytuacji i z wolności reagowania na bazie owego osądu. Można wręcz powiedzieć, że to właśnie w obliczu tego rodzaju zagrożeń należy jak najusilniej zabiegać o pełne zachowanie (i jak największe rozszerzenie) jednostkowej autonomii.

Wyjątkowo nieodpowiedzialnym jest przy tym kapitulowanie w tym kontekście przed sugestią, że podporządkowanie się zaleceniom "władzy" jest uzasadnione faktem, iż ma ona na podorędziu szczególną wiedzę ekspercką. Na powyższym przykładzie widać bowiem w sposób wyraźny, że różne "władze" korzystają z zaleceń różnych ekspertów, którzy przeczą sobie nawzajem. Tym dobitniej widoczny staje się więc tutaj fakt, że w ostatecznym rozrachunku to zawsze wolna jednostka jest zmuszona do przyjęcia roli metaeksperta, który w oparciu o własne intuicje i własny zdrowy rozsądek oceni to, który z dostępnych ekspertów zdaje się oferować rozwiązania najlepsze.

Zasada ta, notabene, obala wszelkie sugestie z obszaru tzw. preskryptywnej ekonomii behawioralnej, zgodnie z którymi konsumenci korzystają na podporządkowaniu się eksperckim decyzjom w zakresie modyfikowania struktury dostępnych im opcji. Rzecz bowiem nie w negowaniu rozróżnienia na laików i ekspertów, ale w uświadomieniu sobie, iż to swobodnie działający laik - a nie żaden jego samozwańczy władca - jest osobą unikatowo predysponowaną do bycia ekspertem w wyborze ekspertów. Bo jakkolwiek nieroztropnie może on w tym kontekście postępować, to jedyną alternatywą wobec jego możliwej jednostkowej nieroztropności jest gwarantowana zbiorowa głupota.

Monday, March 9, 2020

Epidemie, wolność i syreni śpiew etatyzmu

Krótkie przypomnienie dla wszystkich, którzy w chwili słabości wywołanej przez epidemiologiczne lęki gotowi są na ulegnięcie emocjonalnemu stanowi pt. "jak trwoga, to do monopolistycznego aparatu opresji":

1. Brak szacunku dla wolności osobistej i swobody działania jest ujemnie skorelowany z poziomem higieny życia i rozwoju medycyny. To więc, że epidemie nadzwyczaj często biorą swój początek w krajach totalitarnych, nie powinno być najmniejszym zaskoczeniem, w związku z czym sugerowanie, że w obliczu oczywistych klęsk totalitaryzmu słuszne jest tym większe jego nasilanie, stanowi podręcznikowy wręcz przykład dodawania zniewagi do krzywdy.

2. Człowiek, który nie został jeszcze do końca zdemoralizowany mentalnością niewolniczą, nie da zrobić z siebie potencjalnie permanentnego więźnia na rozkaz monopolistycznego aparatu opresji. W związku z tym im bardziej rzeczone aparaty będą grozić, straszyć i się panoszyć, w tym większym stopniu przynajmniej część ludzi odmówi jakiejkolwiek z nimi współpracy, schodząc do przysłowiowych katakumb lub po kryjomu wyjeżdżając poza obszar ich jurysdykcji, tym samym zwiększając zagrożenie epidemiologiczne. Jest to sztandarowa ilustracja procesu powstawania niezamierzonych konsekwencji, która nie powinna w najmniejszym stopniu zaskakiwać jakichkolwiek osób zaznajomionych z tezami Ludwiga von Misesa na temat przeciwskutecznego charakteru interwencjonizmu.

3. Cytując klasyka: "Celem życia nie jest przeżycie". Cytując zaś klasyka nad klasykami: "Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?" Choćby więc nawet, per impossibile, prawdziwa była następująca alternatywa - albo zdrowie i bezpieczeństwo pod stałym nadzorem monopolistycznego aparatu opresji, albo ryzykowne bycie wolnym człowiekiem - to, szanując swoją ludzką godność, należałoby wybrać to drugie. Na szczęście, co wiadomo m.in. z punktów powyższych, a także z elementarnego zdrowego rozsądku, powyższa alternatywa jest całkowicie fałszywa, a działania totalitarnie podochoconych monopolistycznych aparatów opresji są znacznie większym zagrożeniem dla zdrowia i życia zarówno jednostek, jak i społeczeństw, niż wszystkie dotychczasowe epidemie razem wzięte.

Sunday, March 8, 2020

Normatywne korzyści późnego dojścia do wolności

W późnych latach 80-tych, kiedy los tzw. bloku wschodniego był już na dobrą sprawę przypieczętowany, Murray Rothbard przewidywał, że przynajmniej niektóre kraje przynależące podówczas do tego bloku nie tylko dogonią z czasem tzw. kraje zachodnie pod względem poziomu szeroko rozumianej kultury wolności, ale wręcz je przegonią.

Choć w kontekście ówczesnych wydarzeń tego rodzaju przewidywania można było w pewnej mierze traktować nie jako ścisłą prognozę, ale jako przejaw woli pokrzepienia serc, dziś należałoby już poważnie zastanowić się nad tym, czy nie kryła się w nich całkowicie szczera i bardzo ścisła intuicja.

Wśród badaczy rozwoju gospodarczego coraz powszechniejsza wydaje się stawać świadomość, że warunkiem zaistnienia instytucji prawno-organizacyjnych sprzyjających owemu rozwojowi jest istnienie - i ciągłe trwanie - odpowiednich instytucji kulturowych i obyczajowych. Poza zaś szacunkiem dla wolności osobistej, własności prywatnej i swobodnej przedsiębiorczości, trzeba jeszcze wymienić w tym kontekście to, co, najoględniej rzecz ujmując, można by nazwać egzystencjalną powagą - tzn. świadomością, że wolność osobista nie jest zabawką służącą folgowaniu swoim kaprysom, tylko kluczowym narzędziem służącym pogłębianiu swojej relacji z obiektywnymi kategoriami prawdy, dobra i piękna.

Dość karkołomnymi byłyby próby udowadniania, że większa część mieszkańców tzw. krajów zachodnich zachowuje do dziś wspomnianą wyżej egzystencjalną powagę. Traktując tamtejsze wpływowe ośrodki opinii jako papierek lakmusowy ogólnej trajektorii rozwoju kulturowego i obyczajowego, należałoby raczej mówić o konsekwentnym brnięciu w coraz bardziej patologiczne formy egzystencjalnego infantylizmu. Innymi słowy - przy pełnej świadomości mocno uproszczonego charakteru niniejszej konkluzji - należałoby tu stwierdzić, że zbyt długie i zbyt bezrefleksyjne cieszenie się owocami wolności osobistej w zbyt dużym stopniu uśpiło świadomość jej beneficjentów dotyczącą jej najgłębszych normatywnych fundamentów.

W stwierdzeniu, iż przynajmniej niektóre kraje byłego "bloku niewoli" mają dziś przed sobą dużo jaśniejsze perspektywy konsekwentnego cywilizacyjnego rozwoju, nie ma zatem żadnego cierpiętniczego romantyzmu. Jest w nim jedynie czysto logiczna obserwacja, iż owe kraje znalazły się w kulturotwórczo dogodnym momencie historycznym, w którym - wciąż zachowując względny szacunek dla kluczowych w tym kontekście norm obyczajowych - same dopiero zaczęły na dobre korzystać z owoców wolności osobistej, widząc jednocześnie, do czego musi doprowadzić długotrwałe korzystanie z nich w sposób kulturowo bezrefleksyjny i egzystencjalnie nieodpowiedzialny.

W stwierdzeniu tym nie ma również żadnego taniego optymizmu, bo nawet znalezienie się w najdogodniejszym momencie historycznym nie gwarantuje, że będzie się umiało skorzystać z udzielanych przez niego lekcji. Jest w nim jedynie wskazanie na wciąż dość słabo rozpoznaną przewagę komparatywną naszej części świata, którą Murray Rothbard potrafił zidentyfikować już ponad 30 lat temu, a której potencjał jest dziś zarówno bezprecedensowo duży, jak i bezprecedensowo wymagający.

Sunday, February 23, 2020

Dyskryminacja, wykluczanie i wolność osobista

Dyskryminacja jest kluczowym elementem budowania i doceniania prawdziwej różnorodności, gdyż jest ona niczym innym, jak umiejętnością dokonywania i poważnego traktowania realnych rozróżnień. Natomiast wykluczanie jest konieczną konsekwencją prawdziwej równości, gdyż wynika z niego równe prawo do swobodnego dysponowania swoją wyłączną, prywatną przestrzenią.

Innymi słowy, oba te zjawiska są naturalnymi częściami składowymi intelektualnie dojrzałego światopoglądu i moralnie dojrzałej praktyki społecznej, i nie wolno przyzwalać na ich orwellowską karykaturyzację, jeśli nie chce się dopuścić do obyczajowej infantylizacji społeczeństwa. Tam bowiem, gdzie nie mogą swobodnie dyskryminować i wykluczać wolni ludzie, tam zawsze będą to robić - i to na bazie zupełnie makiawelicznych kryteriów - wszyscy domorośli "poprawiacze świata", którym przez myśl nie przejdzie, aby dopuścić do istnienia choć krzty jakiejkolwiek autentycznej bezstronności, tolerancji czy różnorodności.

Saturday, February 15, 2020

Infantilism: The Greatest Ethical Problem in Today's So-Called Civilized World

The greatest ethical problem in today's so-called civilized world is neither barbarism, nor totalism, nor nihilism, but infantilism. In other words, the greatest ethical problem in today's so-called civilized world is not that wrong values are followed, or that one value is promoted at the expense of every other value, or that all values are rejected, but that hardly any true value is treated as seriously as it deserves, while a lot of pseudo-values are treated far more seriously than they deserve.

Friday, February 7, 2020

"Mowa nienawiści" a mowa rzekomej cnotliwości

Największym problemem etycznym związanym z komunikacją w dobie Internetu (ze szczególnym uwzględnieniem tzw. mediów społecznościowych) nie jest powszechność tzw. mowy nienawiści, tylko powszechność mowy domniemanej cnotliwości. Innymi słowy, największym problemem nie jest w tym kontekście nieograniczona obfitość obelg wystosowywanych pod każdym możliwym adresem, tylko równie nieograniczona obfitość samozadowolonych, pseudomoralistycznych deklaracji na każdy możliwy temat.

O ile bowiem miotanie obelg nie jest siłą rzeczy częścią tzw. dyskursu etycznego (a ich niezasłużona obfitość może być wręcz pomocna w zakresie budowania psychicznej odporności u ich adresata), o tyle bezustanne szermowanie wyrazami rzekomego świętego oburzenia sprawia, że język etyczny staje się bezprecedensowo tani, a tym samym komunikacyjnie nieużyteczny. To zaś sprawia, że wykorzystywanie go w celu przeprowadzenia poważnej, przemyślanej dyskusji na tematy etyczne staje się wyjątkowo trudne i nieporęczne.

Być może jest jednak przy tym tak, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, i intelektualna pauperyzacja języka etycznego może okazać się w dłuższej perspektywie pożyteczna w takim stopniu, w jakim ponownie uczuli ona wszystkich na zasadę, że poznaje się po owocach, nie po deklaracjach. Z takiego zaś rezultatu będą mogli skorzystać również ci, których owocami są przede wszystkim utwory słowne, gdyż wymusi to na nich taką dbałość o ich aspekty jakościowe, żeby również twórczość czysto werbalna mogła być traktowana jako prawdziwie owocna.