Monday, May 25, 2020

Moralny infantylizm a kształcenie charakteru

Największą obyczajową bolączką współczesności nie jest ani moralny dogmatyzm, ani moralny relatywizm, ani moralny nihilizm, tylko moralny infantylizm - tzn. nie przekonanie, że dobro i zło to zjawiska oczywiste, ani nie przekonanie, że dobro i zło to zjawiska względne, ani nie przekonanie, że dobro i zło to zjawiska iluzoryczne, ale przekonanie, że dobro jest tym wszystkim, czego popieranie daje tanie poczucie intelektualnego i emocjonalnego samozadowolenia, a zło jest tym wszystkim, czego potępianie daje podobne poczucie.

Innymi słowy, jest to zjawisko łączące w sobie najgorsze cechy moralnego dogmatyzmu, relatywizmu i nihilizmu, nie zachowując jednocześnie definicyjnej przejrzystości żadnego z nich. Stąd skuteczne przeciwstawienie się mu wymaga połączenia tych wszystkich zalet charakteru, które pozwalają na skuteczne przeciwstawienie się wszystkim powyższym zjawiskom. A jako że moralny infantylizm nie tyle zatwardza charakter, gmatwa go czy zwodzi go na manowce, co całkowicie go rozmiękcza, zwycięstwo nad nim może być w istocie wyzwaniem bez precedensu.

Thursday, May 21, 2020

On the Impossibility of Intellectual Property

The concept of intellectual property (IP) has been variously criticized as incompatible with natural rights and detrimental to the dissemination of innovations. In this paper I argue that it can be criticized on an even more fundamental level—namely as a praxeological impossibility.

More specifically, it is suggested that since ideas are not economic goods, but preconditions of action, and since physical goods transformed by ideas become as heterogeneous (and thus as intellectually unique) as the individuals who enact such transformations, no economic goods can be meaningfully designated as appropriable in virtue of embodying the objectively definable value of one’s intellectual labor.

In view of the above, I subsequently suggest that IP protection laws constitute an exceptionally arbitrary and thus exceptionally disruptive form of interventionism directed against the very essence of the entrepreneurial market process.

[Read More]

Tuesday, May 19, 2020

Prawdziwy i fałszywy wzrost gospodarczy oraz ich granice - webinarium Instytutu Misesa

Pod tym adresem można obejrzeć nagranie przeprowadzonego przeze mnie webinarium pt. „Prawdziwy i fałszywy wzrost gospodarczy oraz ich granice" zorganizowanego pod egidą Instytutu Misesa.

Kluczową umiejętnością pozwalającą na dokonywanie rzetelnych osądów ekonomicznych jest zdolność do odróżniania prawdziwego i iluzorycznego wzrostu gospodarczego. W ramach niniejszego webinarium przedstawiłem główne czynniki odpowiadające za oba te zjawiska, ze szczególnym uwzględnieniem ich wzajemnych zależności. Zastanowiłem się też nad tym, jakie są na daną chwilę dalsze perspektywy rozwojowe globalnej gospodarki, zwłaszcza biorąc pod uwagę stan wiedzy społeczeństwa w zakresie omawianej tematyki.

Thursday, May 14, 2020

Dobrobyt jako dowód, nie cel produktywności

Solidny rozwój gospodarczy jest w stanie trwać tak długo, jak długo bogaci zachowują się tak, jakby byli biedni: tzn. cały czas ciężko pracują, choć nie muszą. Perspektywy przyspieszonej zapaści gospodarczej pojawiają się natomiast na horyzoncie wtedy, gdy biedni zaczynają zachowywać się tak, jakby byli bogaci: tzn. nie chcą pracować, choć zdecydowanie powinni.

Innymi słowy, solidny rozwój gospodarczy jest w stanie trwać tak długo, jak długo społeczeństwo zachowuje świadomość, że dobrobyt jest przede wszystkim nie celem, a dowodem produktywności. Przyspieszona zapaść gospodarcza następuje natomiast wtedy, gdy społeczeństwo zaczyna uważać, że w świecie dobrobytu produktywność jest nie warunkiem godnego życia, ale luksusem lub fanaberią.

Saturday, May 2, 2020

Męstwo i roztropność jako warunki normalności

Przedłużająca się obecna sytuacja może posłużyć współczesnemu człowiekowi jako istotna lekcja klasycznych cnót męstwa i roztropności, z którymi dawno wziął on rozbrat. Każdy prędzej czy później zechce w pełni powrócić do normalnego życia, ale na pytanie, w jakim stopniu będzie to bezpieczne, nie odpowie nikomu w sposób wiarygodny żaden mniej lub bardziej samozwańczy ekspert.

Innymi słowy, prędzej czy później każdy będzie musiał dokonać indywidualnego osądu w zakresie tego, jak szybko i gruntownie zechce na powrót znormalizować swoje życie, i jakie związane z tym nieznane ryzyka będzie gotów zaakceptować. Co więcej, każdy będzie musiał przy tej okazji uzyskać lub pogłębić swoją świadomość faktu, że normalność nie jest stanem danym na zawsze, ale zdobyczą, o którą nieraz trzeba zawalczyć, jeśli nie chce się jej bezwiednie przehandlowywać na coraz gorsze namiastki.

Podsumowując, przedłużająca się obecna sytuacja będzie konsekwentnie popychać coraz większe rzesze osób w kierunku zrozumienia prawdy, że męstwo i roztropność nie są wyłącznymi przywilejami bohaterów i świętych, ale warunkami niezbędnymi minimalnie godnego życia, tzn. życia nie będącego jałowym bytowaniem mentalnie zniewolonego paranoika. Oczywiście nic ani nikt nie jest w stanie zagwarantować, że, zrozumiawszy ową prawdę, zechce się ją właściwie wykorzystać. Nie sposób jednak nie docenić konieczności tak wyrazistej z nią konfrontacji, naświetlającej mocno różnicę między życiem a jego ersatzem.

Friday, May 1, 2020

Charakter jako ostateczny gwarant solidności

Ostatecznym gwarantem społeczno-gospodarczej solidności (czy nawet, jak to określa modny żargon, "antykruchości") jest jakość występującego w danym społeczeństwie osobowego charakteru i powstałych na jego bazie międzyosobowych więzi. Charakter zaś to nie po prostu "indywidualny typ osobowy", ale dysponowanie całym zestawem silnie rozwiniętych osobowych przymiotów (albo, w mowie klasycznej, cnót) obejmujących wszelkie kluczowe w tym kontekście płaszczyzny: intelektualną, moralną, estetyczną i duchową.

Charakter jest przede wszystkim kluczowym spoiwem organizacyjnej i instytucjonalnej złożoności - dzięki niemu można konsekwentnie osiągać gabarytowo wielkie cele i stawiać czoła gabarytowo wielkim wyzwaniom, nie posiłkując się przy tej okazji protezami i ersatzami w postaci kolejnych warstw biurokratycznych reguł i wsobnych specjalizacji. Najbardziej natomiast "kruche" i niesolidne okazują się te systemy społeczno-gospodarcze, które są złożone jedynie z pozoru - takie, które są pełne organizacyjnych labiryntów i technologicznych udogodnień, a jednocześnie podszyte charakterologiczną miałkością i osobowościową przeciętnością.

Systemy "charakterne" potrafią zachować swój wewnętrzny wigor zarówno w latach tłustych, jak i w latach chudych - czasem to wręcz te drugie najbardziej sprzyjają jego odnowie. Natomiast systemy zwiotczałe w swoim bezpodstawnym samozadowoleniu zachowują się na ogół jak domki z kart nawet przy najlżejszym podmuchu niepowodzenia. Jedyną ich nadzieją jest wtedy to, że ogromna obfitość udogodnień i protez zgromadzona przez ich co bardziej zapobiegliwych przedstawicieli będzie się wyczerpywała na tyle wolno, że na powrót zdąży się przepracować najważniejszą w tym kontekście lekcję: tą mówiącą, że nawet nieskończenie wiele nieskończenie wymyślnych metod budowania na piasku w najmniejszym stopniu nie zastąpi budowania na skale.

Monday, April 27, 2020

Racjonalność w ekonomii: kiedy interes jednostki wchodzi w konflikt z interesem grupowym?

Pod tym adresem można obejrzeć nagranie przeprowadzonego przeze mnie webinarium pt. „Racjonalność w ekonomii: kiedy interes jednostki wchodzi w konflikt z interesem grupowym i jak temu zaradzić?" zorganizowanego pod egidą Instytutu Misesa.

Wśród rozmaitych problemów stojących na drodze harmonijnej współpracy rynkowej wymienia się nieraz sytuacje, w których interes własny poszczególnych jednostek wchodzi w konflikt z interesem całej grupy dotkniętej rezultatami konkretnych działań. W ramach niniejszego webinarium przedstawiłem rozmaite przykłady powyższego zjawiska oraz różne metody stosowane przez podmioty rynkowe w celu niwelowania jego niekorzystnych skutków. Innymi słowy, starałem się wykazać, iż przedsiębiorczy proces rynkowy nie tylko generuje naturalne harmonie ekonomiczne, ale też wytwarza na bieżąco nowatorskie sposoby likwidowania potencjalnych ekonomicznych dysharmonii.

Tuesday, April 21, 2020

The Ongoing History of Civilizational Change

When pre-civilizations become too small for their liveliness, they give way to civilizations. When civilizations become too pleased with their greatness, they give way to anti-civilizations. When anti-civilizations become too exhausted with their wickedness, they give way to pseudo-civilizations. When pseudo-civilizations become too saturated with their smugness, they give way to bygone civilizations. And since history does not repeat itself, God only knows what happens next.

Saturday, April 4, 2020

Czy koronawirus oddzieli prawdziwy wzrost gospodarczy od fałszywego?

To, że wybuch pandemii — a więc podręcznikowe wręcz zjawisko o charakterze „realnym” — okazał się w tym kontekście katalizatorem obnażającym nagromadzone przez ostatnich kilkanaście lat problemy gospodarcze o charakterze monetarnym, jest dobrym przyczynkiem do refleksji na temat różnic między realnym a iluzorycznym wzrostem gospodarczym, jak również, co istotniejsze, na temat granic obu z nich.

Z jednej strony wszelkie obiektywne wskaźniki gospodarcze — takie jak realne PKB per capita czy odsetek osób żyjących w ubóstwie — demonstrują jednoznacznie, że od czasu wybuchu rewolucji przemysłowej na przełomie XVIII i XIX wieku mamy do czynienia z bezprecedensowo szybkim tempem jak najbardziej rzeczywistego wzrostu i rozwoju gospodarczego. W sensie bezpośrednim za zjawisko to odpowiada pogłębiająca się intensyfikacja czynników takich jak specjalizacja, podział pracy, akumulacja kapitału, innowacyjność oraz przedsiębiorczość. W sensie ostatecznym natomiast kluczowy zdaje się tu być wpływ stosownych idei oraz wyrosłych na ich gruncie instytucji, gdzie wśród tych pierwszych należałoby wymienić locke’owską laborystyczną teorię własności, Smithowską niewidzialną rękę czy tzw. burżuazyjną godność, zaś wśród tych drugich silne prawa własności, swobodę konkurencji czy stabilność monetarną.

Tymczasem z drugiej strony należy zauważyć, że w ów imponujący i jak najbardziej prawdziwy wzrost zwłaszcza w ciągu ostatniego stulecia wmieszał się jego fałszywy odpowiednik, pozostający z tym pierwszym w relacji czysto pasożytniczej. Wśród jego głównych źródeł można wymienić m.in. powstanie czysto dekretowych systemów monetarnych, regularną ekspansję pustego kredytu oraz konsekwentnie wzrastający poziom finansowania inwestycji długiem zamiast kapitału własnego, zaś za jego zasadniczy przejaw można uznać regularnie nawracające cykle koniunkturalne, znamionowane m.in. spektakularnym pęcznieniem i pękaniem baniek cenowych na rynkach aktywów. Czysto pasożytniczy charakter owego sztucznego wzrostu jest podstawowym faktem, który trzeba zawsze podkreślać przy omawianiu podnoszonej tu tematyki. Nie jest on bowiem w stanie w żaden sposób trwale spotęgować realnych procesów wzrostowych opisywanych w poprzednim akapicie, ale jest w stanie pojawić się wyłącznie w otoczeniu owych procesów, drenując istotną część ich produktywnego potencjału.

Jak zostało wcześniej zaznaczone, ostatecznym czynnikiem wpływającym na proporcje występowania obu rzeczonych rodzajów wzrostu jest intelektualna i moralna świadomość ich charakteru wśród ogółu członków społeczeństwa. W związku z tym szczególnie godne uwagi jest w tym kontekście to, jak wygląda typowa reakcja na sytuację, w której materialne zjawiska uderzające w realny rozwój gospodarczy ujawniają przy okazji godzące w niego zjawiska strukturalno-finansowe, będące podwaliną rozwoju iluzorycznego. Otóż, najkrócej rzecz ujmując, reakcja ta polega niemal zawsze na dolewaniu oliwy do ognia. Gdy rozprzestrzeniający się wirus przerywa globalne łańcuchy dostaw, obnażając tym samym w bezprecedensowo dobitny sposób „zzombifikowaną” naturę wielu międzynarodowych firm, w odpowiedzi następuje tym intensywniejsza kreacja kredytu z powietrza, dodatkowo cementująca ich strupieszałość. Gdy strach przed epidemią przekłuwa nabrzmiałe bańki cenowe na rynkach aktywów, monetarni centralni planiści prześcigają się w decyzjach o zbijaniu stóp procentowych do zera. A gdy kwarantannowe przestoje ujawniają zakres zaburzeń w obrębie kapitałowych struktur produkcji, tym bardziej próbuje się odwlekać stosowne procesy dostosowawcze — związane z bankructwami, zwolnieniami i upłynnieniami — składając na wyprzódki obietnice „pieniędzy z helikoptera”. Innymi słowy, potężny cios wymierzony realnemu wzrostowi, osłabionemu już wcześniej pasożytniczymi nawarstwieniami rozwoju sztucznego, zdaje się prowokować w sposób nieomal naturalny coraz intensywniejsze — i jak najbardziej celowe — osłabianie tego pierwszego.

Nasuwająca się tu ekonomiczno-socjologiczna refleksja na temat granic wzrostu jest nie tyle pesymistyczna, co otrzeźwiająca. Granice wzrostu sztucznego, posiłkującego się inflacyjną sztuczką tworzenia „darmowego kredytu”, są precyzyjnie określone: wyznacza je bądź to wejście danej gospodarki w stan recesji, bądź to — w najgorszym przypadku — całkowite zniszczenie działającego w jej obrębie systemu finansowego i monetarnego. Trudniejsza jest natomiast odpowiedź na pytanie, gdzie przebiegają granice wzrostu realnego, związanego z czynnikami zwiększającymi fizyczną produktywność gospodarki oraz jej organizacyjną efektywność. Jedna możliwa w tym kontekście odpowiedź brzmi następująco: wzrost i rozwój gospodarczy spowalniają w sposób trwały (lub nawet się zatrzymują) wtedy, gdy zbyt duży staje się rozziew między sprzyjającymi im czynnikami, a odnośnymi miękkimi instytucjami, przede wszystkim tymi o charakterze ideowym. Ściślej rzecz ujmując, akumulacja kapitału nie jest w stanie postępować w obliczu powszechnego przekonania, że rzadkość kapitału może być zmniejszona poprzez monetarne manipulacje, specjalizacja i podział pracy nie są w stanie postępować w obliczu powszechnego przekonania, że każdemu należy się „dochód bezwarunkowy”, a przedsiębiorczość nie jest w stanie funkcjonować w atmosferze konsekwentnie pogłębiającej się reżimowej niepewności. Zjawisko to można również przedstawić na bazie prawa malejących przychodów: przyrastający zasób kapitału fizycznego i organizacyjnego w oderwaniu od komplementarnego wobec niego kapitału intelektualnego i etycznego z czasem będzie przynosił coraz bliższe zeru lub nawet ujemne zwroty.

To, że opisany wyżej rozziew musi naturalnie rosnąć w miarę upływu czasu, nie jest, rzecz jasna, żadną logiczną koniecznością ani quasi-heglowskim prawem historii. Nie wydaje się jednak przesadą traktowanie powyższej prawidłowości w kategoriach solidnie umocowanej empirycznej generalizacji, zawartej już w biblijnej frazie „gdzie dobra się mnożą, mnożą się ich zjadacze”. Parafrazując inną znaną frazę, dobrobyt rozleniwia, a spektakularny dobrobyt rozleniwia spektakularnie. W momencie zaś, gdy nawet tak potężny szok podażowy, jakim jest wybuch globalnej pandemii, zdaje się nie tylko w żadnej mierze nie odwodzić społeczeństwa od wiary w najbardziej siermiężne ekonomiczne sofizmaty, ale wręcz ową wiarę umacniać, prawdopodobnym staje się wniosek, że definitywnie przekroczony został krytyczny próg społecznej roszczeniowości połączonej z ekonomiczną ignorancją.

Jak wspomniałem wcześniej, ów wniosek warto traktować w kategoriach nie tyle pesymizmu, co otrzeźwienia — nie tyle zniechęcenia, co nabrania szerszej i bardziej realistycznej gospodarczej perspektywy. Jeśli słusznie zakładamy, że — jak każdy przejaw postępu wykładniczego — obecna krzywa epidemiologiczna ulegnie w pewnym momencie zasadniczemu spłaszczeniu, powinniśmy poczynić to samo założenie w odniesieniu do krzywej opisującej trwający od dwustu lat wykładniczy wzrost gospodarczy. W obu tych przypadkach musimy bowiem w równym stopniu respektować ogólne prawo domagające się zachowania długoterminowej fizycznej (a może i metafizycznej) stabilności otaczającego nas świata.

W powyższej obserwacji nie zawierają się jakiekolwiek ustępstwa wobec doktryn prymitywistycznych, neoluddystycznych czy neomaltuzjańskich. Zawiera się w niej za to kolejne potwierdzenie odwiecznej, logicznie koniecznej prawdy, że życie na kredyt w pewnym momencie się kończy — przy czym wyjątkowo spektakularnie kończy się ono wtedy, gdy jest życiem na kredyt intelektualny i kulturowy. Idee, których kulminacją był wybuch rewolucji przemysłowej, kształtowały się mozolnie przez kilka tysięcy lat — ich podstaw intelektualnych należy szukać w klasycznym okresie starożytnej Grecji, ich podstaw organizacyjnych należy upatrywać w osiągnięciach starożytnego Rzymu, a ich podstaw duchowych w chrześcijaństwie oraz biblijnym judaizmie. Naturalną jest tu zatem konkluzja, iż odzyskanie rozwojowego impetu rewolucji przemysłowej może wymagać trwającego przynajmniej kilka wieków mozolnego odzyskiwania stosownej intelektualnej i kulturowej świadomości oraz dojrzałości. To przynajmniej zdaje się sugerować najszerzej rozumiane prawo malejących przychodów oraz wymóg elementarnej równowagi w obrębie najszerzej rozumianej instytucjonalnej struktury produkcji.

Tym natomiast, co z dużym prawdopodobieństwem może się odbywać w międzyczasie, może być nie apokaliptyczna zapaść czy gwałtownie postępująca gospodarcza prymitywizacja, ale długotrwała „rekonwalescencyjna stagnacja”. Innymi słowy, świat dającej się przewidzieć przyszłości może być nie światem latających samochodów czy turystycznych lotów na Marsa, ani też nie światem samowystarczalnych, quasi-amiszowskich osad, ale światem przewlekłego rozwojowego status quo, oznaczającego nie „koniec historii” rodem z książek Fukuyamy, ale kluczową okazję do przemyślenia i powolnego przetrawienia ostatnich kilku wieków historycznego dynamizmu w jego zarówno dobrych, jak i złych aspektach. Co istotne, jest to wizja nie wykluczająca tego, że nadal będzie trwał tzw. efekt doganiania, w ramach którego — nawet jeśli wolniej niż dotychczas — kraje rozwijające się będą się zbliżały do rozwojowego status quo krajów rozwiniętych. Co zaś jeszcze istotniejsze, jeśli odbudowywaną w tym okresie intelektualną i kulturową świadomość oraz dojrzałość traktować jako dobra par excellence jakościowe — a więc takie, które najtrudniej uchwycić w typowych makroekonomicznych wskaźnikach produktywności — wówczas można mieć poważne wątpliwości co do tego, czy ów okres należałoby rzeczywiście określać jako stagnacyjny. Tak czy inaczej, obecne kwarantannowe spowolnienie życia — czy też przynajmniej przestawienie go na jakościowo inny rodzaj prędkości — może być tu postrzegane jako znamienny prognostyk.

Niezależnie jednak od tego, w jakim stopniu powyższe przewidywania okażą się trafne, rola krzewicieli rzetelnej wiedzy ekonomicznej pozostaje niezmienna: jest nią niestrudzone opisywanie kluczowej różnicy między prawdziwym a fałszywym wzrostem gospodarczym, tak aby zmaksymalizować szanse na kontynuację (lub odrodzenie) tego pierwszego oraz zminimalizować materialnie i intelektualnie szkodliwy wpływ tego drugiego. W przypadku bowiem obu tych zjawisk szeroka akceptacja dla prawdziwych bądź fałszywych idei ekonomicznych (oraz ich normatywnych implikacji) jest kwestią absolutnie zasadniczą.

[Przedruk z mises.pl]

Tuesday, March 31, 2020

Wolność zawsze upomina się w końcu o siebie

Obecna sytuacja ma to do siebie, że jest z konieczności tymczasowa: strach szybko ustąpi miejsca znudzeniu, potem zniechęceniu, potem rozdrażnieniu i w końcu działaniu. Będzie to spektakularny przejaw spontanicznej koordynacji jednostkowych zachowań w oparciu o wspólnotę elementarnych przekonań: nikt, kto nie będzie się bał skutków ewentualnego zarażenia, nie będzie się tym bardziej bał ewentualnych represji ze strony reżimu, wiedząc doskonale, że podobnego strachu nie żywi większość jego współplemieńców. Innymi słowy, lud w niedługim czasie sięgnie na powrót po chleb i igrzyska, traktując wszelkie odgórne zakazy i pogróżki w tym zakresie jak legendarne zalecenia Marii Antoniny co do jedzenia ciastek, a szeregowi ochroniarze reżimu albo pozostaną wobec tego obojętni, albo się do ludu przyłączą.

Wnioskiem z tego płynącym nie jest ani to, że lud ma swój własny rozum, ani też to, że go nie ma, a jedynie to, że zorganizowaną agresją i zastraszaniem nie da się w sposób fundamentalny przetransformować rzeczywistości wbrew woli większej części jej mieszkańców. Inaczej rzecz ujmując, tam, gdzie ktoś chce w dobrej wierze wdrożyć rozwiązania wymagające znacznych poświęceń i drobiazgowej koordynacji ze strony ogółu członków społeczeństwa, tam w ostatecznym rozrachunku mogą sprawdzić się wyłącznie metody cywilizowane, czyli dobrowolne: perswazja, reputacja lub ostracyzm. Kto więc szczerze wierzy, że poważnie traktowana kwarantanna powinna trwać jeszcze przez kilka miesięcy, ten niech nie powtarza etatystycznej propagandy o rzekomo korzystnym wpływie ograniczania wolności w "sytuacjach wyjątkowych". Wolność w tej czy innej formie tak czy inaczej niebawem upomni się o siebie - kwestią jest tu jedynie to, co się jej wtedy zaoferuje.

Friday, March 27, 2020

"Proeksperckość", "antyeksperckość" i roztropność

W ostatnim czasie widać nad wyraz jasno, że właściwym nastawieniem w obliczu sytuacji kryzysowej nie jest ani programowo przekorna "antyeksperckość", ani programowo czołobitna "proeksperckość". Oba te nastawienia biorą bowiem swoje źródło w pysze - albo w pysze wynikłej z urażonej godności kogoś, kto nie życzy sobie, żeby pouczano go co do tego, jak należy żyć, albo w pysze wynikłej z miałkiego samozadowolenia typowego dla tych, którzy weszli w rutynę pouczania innych co do tego, jak należy żyć.

Jak się okazuje, niespodziewane wydarzenie o złożonych, dalekosiężnych skutkach jest w stanie łatwo przywołać do porządku zwolenników obu powyższych podejść. Jednocześnie dostarcza nam ono kolejnego potwierdzenia od dawna znanej prawdy, że zwłaszcza w sytuacji kryzysowej nic nie jest w stanie zastąpić zdrowego rozsądku, inaczej zwanego roztropnością czy też mądrością praktyczną. Ów przymiot charakteru, typowy dla mentalności przedsiębiorcy, z jednej strony nakazuje posiłkować się specjalistyczną wiedzą wtedy, gdy jest ona wymagana, ale z drugiej strony pozwala na zachowanie świadomości, że w ostatecznym rachunku każdy musi samodzielnie oceniać wiarygodność różnych źródeł owej wiedzy i brać pełną odpowiedzialność za jakość owych ocen.

Z kluczowej roli mądrości praktycznej w stanach powyższego zagrożenia wynika z kolei jeszcze istotniejsza rola wolności osobistej i decyzyjnej autonomii w tego rodzaju scenariuszach. Bez nich nie może być bowiem mowy ani o zachowaniu niezależności osądu w obliczu zalewu domniemanych opinii eksperckich, ani o powściąganiu odruchowej przekory w konfrontacji z rzeczywistymi głosami rozsądku. Innymi słowy, jedyną godną polecenia alternatywą wobec bezmyślnego robienia tego, co każą i bezmyślnego kontestowania tego, co każą, jest przemyślane robienie tego, co w ostatecznym rachunku wydaje nam się właściwe. Innej opcji nie ma - i powinniśmy cieszyć się z takiego stanu rzeczy.

Tuesday, March 24, 2020

Władza, wolność, autonomia i sytuacje kryzysowe

Tzw. władza nie jest żadnym organizatorem życia społecznego ani strażnikiem społecznego dobrobytu, tylko najszkodliwszym z instytucjonalnych pasożytów przyssanych do zdrowej społecznej tkanki. Widać to zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych, kiedy to możliwość oddolnego koordynowania działań zaradczych w oparciu o własny zdrowy rozum i o swoją znajomość szczegółowych okoliczności miejsca i czasu jest paraliżowana przez instytucjonalną niepewność generowaną przez arbitralne, nieegzekwowane i częstokroć wzajemnie sprzeczne rozporządzenia tzw. politycznych decydentów.

Trudno wyobrazić sobie w sytuacji kryzysowej bardziej destabilizujące zjawisko, niż regularne podejmowanie prób odgórnego i arbitralnego wyznaczania innym "reguł życia" powiązane z groźbami represji wobec "niesubordynowanych". A tym jest właśnie esencja działania monopolistycznych aparatów opresji. Stąd raz jeszcze należy stanowczo podkreślić, że zwłaszcza w stanach podwyższonego zagrożenia wolność osobista i decyzyjna autonomia to dobra absolutnie kluczowe, bez których nie może być mowy o szybkim i skutecznym powrocie do normalności.

Tuesday, March 17, 2020

Atak wirusa makroekonomicznego komunizmu

Cytując klasyka: "To nie kryzys, to rezultat". Innymi słowy, pandemia koronawirusa nie jest ostateczną przyczyną zapaści na rynkach finansowych, a jedynie jej bezpośrednim katalizatorem. Ostateczną przyczyną jest tu natomiast trwające od kilkunastu lat wyjątkowo zintensyfikowane centralne sterowanie stopami procentowymi i podażą pieniądza przez centralnoplanistyczne politbiura zwane bankami centralnymi. Pandemia pełni tu jedynie rolę przysłowiowego chłopca, który nie bał się krzyknąć, że król jest nagi.

W przeciwieństwie jednak do komunizmu sowieckiego, makroekonomiczny komunizm bankowości centralnej nie tylko wciąż nie przyznaje się w obliczu swoich coraz to kolejnych porażek do swojego całkowitego intelektualnego bankructwa, ale zdaje się być zdeterminowany, żeby całkowicie zniszczyć globalne rynki finansowe. W tym kontekście warto sobie przypomnieć, jak mogą wyglądać kolejne, dotychczas niespotykane elementy owej destrukcji, w ramach której giełdy będą nie tyle znikać (jak w komunizmie klasycznym), co stawać się w coraz większym stopniu całkowicie dysfunkcjonalnymi wydmuszkami. Zdawszy zaś sobie sprawę z natury owych procesów, należy - na miarę własnych możliwości - dołożyć wszelkich starań, ażeby je zablokować, jeśli nie chce się dopuścić do zaprzepaszczenia produktywnego wysiłku co najmniej kilku ostatnich pokoleń.

Friday, March 13, 2020

Ułuda eksperckiej kontroli w stanach kryzysowych

Obecnie słyszymy już o dwóch wzajemnie sprzecznych zaleceniach: albo należy pozostawać w izolacji celem zapobieżenia rozprzestrzenianiu się wirusa, albo należy "żyć jak co dzień" celem stopniowego rozprzestrzenienia wirusa na jak największym obszarze, co ma sprzyjać sukcesywnemu budowaniu odporności na niego wśród globalnej populacji i zapobiec nawracaniu pandemicznych szczytów. Pod oboma zaleceniami podpisują się osoby określające siebie mianem epidemiologów i wirusologów, w tym osoby zasiadające w ciałach doradczych przy rozmaitych politycznych decydentach.

Wniosek wypływający z powyższego jest następujący: "koordynacyjne działania" dokonywane przez monopolistyczne aparaty opresji są równie zbędne i szkodliwe w sytuacjach kryzysowych, co w rutynie codziennego życia. Innymi słowy, żadna samozwańcza władza nigdy nie ocali nikogo przed nagłymi zagrożeniami o globalnym charakterze, i najgorsze, co w obliczu tego rodzaju zagrożeń można zrobić, to zrezygnować z własnego osądu sytuacji i z wolności reagowania na bazie owego osądu. Można wręcz powiedzieć, że to właśnie w obliczu tego rodzaju zagrożeń należy jak najusilniej zabiegać o pełne zachowanie (i jak największe rozszerzenie) jednostkowej autonomii.

Wyjątkowo nieodpowiedzialnym jest przy tym kapitulowanie w tym kontekście przed sugestią, że podporządkowanie się zaleceniom "władzy" jest uzasadnione faktem, iż ma ona na podorędziu szczególną wiedzę ekspercką. Na powyższym przykładzie widać bowiem w sposób wyraźny, że różne "władze" korzystają z zaleceń różnych ekspertów, którzy przeczą sobie nawzajem. Tym dobitniej widoczny staje się więc tutaj fakt, że w ostatecznym rozrachunku to zawsze wolna jednostka jest zmuszona do przyjęcia roli metaeksperta, który w oparciu o własne intuicje i własny zdrowy rozsądek oceni to, który z dostępnych ekspertów zdaje się oferować rozwiązania najlepsze.

Zasada ta, notabene, obala wszelkie sugestie z obszaru tzw. preskryptywnej ekonomii behawioralnej, zgodnie z którymi konsumenci korzystają na podporządkowaniu się eksperckim decyzjom w zakresie modyfikowania struktury dostępnych im opcji. Rzecz bowiem nie w negowaniu rozróżnienia na laików i ekspertów, ale w uświadomieniu sobie, iż to swobodnie działający laik - a nie żaden jego samozwańczy władca - jest osobą unikatowo predysponowaną do bycia ekspertem w wyborze ekspertów. Bo jakkolwiek nieroztropnie może on w tym kontekście postępować, to jedyną alternatywą wobec jego możliwej jednostkowej nieroztropności jest gwarantowana zbiorowa głupota.

Monday, March 9, 2020

Epidemie, wolność i syreni śpiew etatyzmu

Krótkie przypomnienie dla wszystkich, którzy w chwili słabości wywołanej przez epidemiologiczne lęki gotowi są na ulegnięcie emocjonalnemu stanowi pt. "jak trwoga, to do monopolistycznego aparatu opresji":

1. Brak szacunku dla wolności osobistej i swobody działania jest ujemnie skorelowany z poziomem higieny życia i rozwoju medycyny. To więc, że epidemie nadzwyczaj często biorą swój początek w krajach totalitarnych, nie powinno być najmniejszym zaskoczeniem, w związku z czym sugerowanie, że w obliczu oczywistych klęsk totalitaryzmu słuszne jest tym większe jego nasilanie, stanowi podręcznikowy wręcz przykład dodawania zniewagi do krzywdy.

2. Człowiek, który nie został jeszcze do końca zdemoralizowany mentalnością niewolniczą, nie da zrobić z siebie potencjalnie permanentnego więźnia na rozkaz monopolistycznego aparatu opresji. W związku z tym im bardziej rzeczone aparaty będą grozić, straszyć i się panoszyć, w tym większym stopniu przynajmniej część ludzi odmówi jakiejkolwiek z nimi współpracy, schodząc do przysłowiowych katakumb lub po kryjomu wyjeżdżając poza obszar ich jurysdykcji, tym samym zwiększając zagrożenie epidemiologiczne. Jest to sztandarowa ilustracja procesu powstawania niezamierzonych konsekwencji, która nie powinna w najmniejszym stopniu zaskakiwać jakichkolwiek osób zaznajomionych z tezami Ludwiga von Misesa na temat przeciwskutecznego charakteru interwencjonizmu.

3. Cytując klasyka: "Celem życia nie jest przeżycie". Cytując zaś klasyka nad klasykami: "Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?" Choćby więc nawet, per impossibile, prawdziwa była następująca alternatywa - albo zdrowie i bezpieczeństwo pod stałym nadzorem monopolistycznego aparatu opresji, albo ryzykowne bycie wolnym człowiekiem - to, szanując swoją ludzką godność, należałoby wybrać to drugie. Na szczęście, co wiadomo m.in. z punktów powyższych, a także z elementarnego zdrowego rozsądku, powyższa alternatywa jest całkowicie fałszywa, a działania totalitarnie podochoconych monopolistycznych aparatów opresji są znacznie większym zagrożeniem dla zdrowia i życia zarówno jednostek, jak i społeczeństw, niż wszystkie dotychczasowe epidemie razem wzięte.

Sunday, March 8, 2020

Normatywne korzyści późnego dojścia do wolności

W późnych latach 80-tych, kiedy los tzw. bloku wschodniego był już na dobrą sprawę przypieczętowany, Murray Rothbard przewidywał, że przynajmniej niektóre kraje przynależące podówczas do tego bloku nie tylko dogonią z czasem tzw. kraje zachodnie pod względem poziomu szeroko rozumianej kultury wolności, ale wręcz je przegonią.

Choć w kontekście ówczesnych wydarzeń tego rodzaju przewidywania można było w pewnej mierze traktować nie jako ścisłą prognozę, ale jako przejaw woli pokrzepienia serc, dziś należałoby już poważnie zastanowić się nad tym, czy nie kryła się w nich całkowicie szczera i bardzo ścisła intuicja.

Wśród badaczy rozwoju gospodarczego coraz powszechniejsza wydaje się stawać świadomość, że warunkiem zaistnienia instytucji prawno-organizacyjnych sprzyjających owemu rozwojowi jest istnienie - i ciągłe trwanie - odpowiednich instytucji kulturowych i obyczajowych. Poza zaś szacunkiem dla wolności osobistej, własności prywatnej i swobodnej przedsiębiorczości, trzeba jeszcze wymienić w tym kontekście to, co, najoględniej rzecz ujmując, można by nazwać egzystencjalną powagą - tzn. świadomością, że wolność osobista nie jest zabawką służącą folgowaniu swoim kaprysom, tylko kluczowym narzędziem służącym pogłębianiu swojej relacji z obiektywnymi kategoriami prawdy, dobra i piękna.

Dość karkołomnymi byłyby próby udowadniania, że większa część mieszkańców tzw. krajów zachodnich zachowuje do dziś wspomnianą wyżej egzystencjalną powagę. Traktując tamtejsze wpływowe ośrodki opinii jako papierek lakmusowy ogólnej trajektorii rozwoju kulturowego i obyczajowego, należałoby raczej mówić o konsekwentnym brnięciu w coraz bardziej patologiczne formy egzystencjalnego infantylizmu. Innymi słowy - przy pełnej świadomości mocno uproszczonego charakteru niniejszej konkluzji - należałoby tu stwierdzić, że zbyt długie i zbyt bezrefleksyjne cieszenie się owocami wolności osobistej w zbyt dużym stopniu uśpiło świadomość jej beneficjentów dotyczącą jej najgłębszych normatywnych fundamentów.

W stwierdzeniu, iż przynajmniej niektóre kraje byłego "bloku niewoli" mają dziś przed sobą dużo jaśniejsze perspektywy konsekwentnego cywilizacyjnego rozwoju, nie ma zatem żadnego cierpiętniczego romantyzmu. Jest w nim jedynie czysto logiczna obserwacja, iż owe kraje znalazły się w kulturotwórczo dogodnym momencie historycznym, w którym - wciąż zachowując względny szacunek dla kluczowych w tym kontekście norm obyczajowych - same dopiero zaczęły na dobre korzystać z owoców wolności osobistej, widząc jednocześnie, do czego musi doprowadzić długotrwałe korzystanie z nich w sposób kulturowo bezrefleksyjny i egzystencjalnie nieodpowiedzialny.

W stwierdzeniu tym nie ma również żadnego taniego optymizmu, bo nawet znalezienie się w najdogodniejszym momencie historycznym nie gwarantuje, że będzie się umiało skorzystać z udzielanych przez niego lekcji. Jest w nim jedynie wskazanie na wciąż dość słabo rozpoznaną przewagę komparatywną naszej części świata, którą Murray Rothbard potrafił zidentyfikować już ponad 30 lat temu, a której potencjał jest dziś zarówno bezprecedensowo duży, jak i bezprecedensowo wymagający.

Sunday, February 23, 2020

Dyskryminacja, wykluczanie i wolność osobista

Dyskryminacja jest kluczowym elementem budowania i doceniania prawdziwej różnorodności, gdyż jest ona niczym innym, jak umiejętnością dokonywania i poważnego traktowania realnych rozróżnień. Natomiast wykluczanie jest konieczną konsekwencją prawdziwej równości, gdyż wynika z niego równe prawo do swobodnego dysponowania swoją wyłączną, prywatną przestrzenią.

Innymi słowy, oba te zjawiska są naturalnymi częściami składowymi intelektualnie dojrzałego światopoglądu i moralnie dojrzałej praktyki społecznej, i nie wolno przyzwalać na ich orwellowską karykaturyzację, jeśli nie chce się dopuścić do obyczajowej infantylizacji społeczeństwa. Tam bowiem, gdzie nie mogą swobodnie dyskryminować i wykluczać wolni ludzie, tam zawsze będą to robić - i to na bazie zupełnie makiawelicznych kryteriów - wszyscy domorośli "poprawiacze świata", którym przez myśl nie przejdzie, aby dopuścić do istnienia choć krzty jakiejkolwiek autentycznej bezstronności, tolerancji czy różnorodności.

Saturday, February 15, 2020

Infantilism: The Greatest Ethical Problem in Today's So-Called Civilized World

The greatest ethical problem in today's so-called civilized world is neither barbarism, nor totalism, nor nihilism, but infantilism. In other words, the greatest ethical problem in today's so-called civilized world is not that wrong values are followed, or that one value is promoted at the expense of every other value, or that all values are rejected, but that hardly any true value is treated as seriously as it deserves, while a lot of pseudo-values are treated far more seriously than they deserve.

Friday, February 7, 2020

"Mowa nienawiści" a mowa rzekomej cnotliwości

Największym problemem etycznym związanym z komunikacją w dobie Internetu (ze szczególnym uwzględnieniem tzw. mediów społecznościowych) nie jest powszechność tzw. mowy nienawiści, tylko powszechność mowy domniemanej cnotliwości. Innymi słowy, największym problemem nie jest w tym kontekście nieograniczona obfitość obelg wystosowywanych pod każdym możliwym adresem, tylko równie nieograniczona obfitość samozadowolonych, pseudomoralistycznych deklaracji na każdy możliwy temat.

O ile bowiem miotanie obelg nie jest siłą rzeczy częścią tzw. dyskursu etycznego (a ich niezasłużona obfitość może być wręcz pomocna w zakresie budowania psychicznej odporności u ich adresata), o tyle bezustanne szermowanie wyrazami rzekomego świętego oburzenia sprawia, że język etyczny staje się bezprecedensowo tani, a tym samym komunikacyjnie nieużyteczny. To zaś sprawia, że wykorzystywanie go w celu przeprowadzenia poważnej, przemyślanej dyskusji na tematy etyczne staje się wyjątkowo trudne i nieporęczne.

Być może jest jednak przy tym tak, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, i intelektualna pauperyzacja języka etycznego może okazać się w dłuższej perspektywie pożyteczna w takim stopniu, w jakim ponownie uczuli ona wszystkich na zasadę, że poznaje się po owocach, nie po deklaracjach. Z takiego zaś rezultatu będą mogli skorzystać również ci, których owocami są przede wszystkim utwory słowne, gdyż wymusi to na nich taką dbałość o ich aspekty jakościowe, żeby również twórczość czysto werbalna mogła być traktowana jako prawdziwie owocna.

Monday, January 27, 2020

Efektywność techniczna, efektywność ekonomiczna i społeczny dobrobyt

Efektywność techniczna nie jest tożsama z efektywnością ekonomiczną. Ta pierwsza oznacza zdolność do jak najszybszego i najpełniejszego osiągnięcia konkretnego, jednostkowego celu, podczas gdy ta druga oznacza zdolność do budowania otoczenia, w którym jak największa liczba osób jest w stanie zaspokoić jak największą liczbę jak najbardziej jakościowo zróżnicowanych celów.

W związku z tym tej pierwszej mogą sprzyjać dowolne środki, włącznie z agresją, grabieżą czy oszustwem, podczas gdy tej drugiej mogą sprzyjać wyłącznie zjawiska takie jak swobodnie rozwijająca się specjalizacja, podział pracy, akumulacja kapitału, innowacyjność i przedsiębiorczość, które są w stanie realizować swój potencjał w sposób trwały i konsekwentny wyłącznie w warunkach bezwarunkowego szacunku dla wolności osobistej, własności prywatnej i dobrowolnej współpracy.

Stąd elementarnym błędem jest przekonanie, że dyktatorski reżim, który potrafi w sposób siłowy zaangażować wszystkie dostępne na danym obszarze środki do realizacji swojego widzimisię, daje tym samym świadectwo swojej ekonomicznej skuteczności. Może on dać tego rodzaju działaniami świadectwo swojej technicznej skuteczności w pewnym wąskim zakresie, ale, po pierwsze, owa skuteczność - jako podporządkowana wyłącznie celom reżimu - w żaden sposób nie przekłada się na dobrobyt społeczny, a po drugie - jako zjawisko czysto pasożytnicze - zawsze budowana jest kosztem ekonomicznej skuteczności społeczeństwa, konsekwentnie wyniszczając jego kooperacyjny potencjał, a tym samym będąc przejawem działań długofalowo przeciwskutecznych i autodestrukcyjnych.

Innymi słowy, to, że Związek Sowiecki zapoczątkował erę propagandowej ostentacji zwaną "wyścigiem kosmicznym", ani to, że Korea Północna organizuje najbardziej spektakularne na świecie parady, nie powinno w najmniejszym stopniu przekładać się na sugestię, jakoby polityczna opresja mogła mieć jakikolwiek pozytywny wpływ na rozwój gospodarczy danego społeczeństwa. Wręcz przeciwnie, powinny być to najdobitniejsze ilustracje faktu, do jakiego stopnia polityczna opresja jest w stanie ów rozwój hamować i trwonić go na moralnie obraźliwe pomniki próżności.

Saturday, January 18, 2020

My Talk on Austrian Economics as a Paradigm of Golden Mean Thinking

Here you can watch the recording of my talk "Austrian Economics as a Paradigm of Golden Mean Thinking" presented at the Eighth International Conference "The Austrian School of Economics in the 21st Century", Vienna, November 2019.

The main contention of my talk is that the tradition of the Austrian School is a paradigmatic example of the application of the Aristotelian golden mean to the realm of economic theorizing. Consequently, it argues that the Austrian tradition allows for uniquely clear and perceptive interpretation of the workings of the catallactic order and it is uniquely placed to develop economics as a methodologically and substantively distinct scholarly discipline, which does not have to borrow the tools or subject matter of any other field of inquiry.

Wednesday, January 15, 2020

Wykład o ekonomii pozytywnej i normatywnej

Pod tym adresem można obejrzeć mój wykład pod tytułem "Ekonomia pozytywna a normatywna" wygłoszony na inauguracyjnym spotkaniu Koła Naukowego Ekonomii Pozytywnej działającego na Uniwersytecie Wrocławskim.