Showing posts with label autonomia. Show all posts
Showing posts with label autonomia. Show all posts

Tuesday, March 24, 2020

Władza, wolność, autonomia i sytuacje kryzysowe

Tzw. władza nie jest żadnym organizatorem życia społecznego ani strażnikiem społecznego dobrobytu, tylko najszkodliwszym z instytucjonalnych pasożytów przyssanych do zdrowej społecznej tkanki. Widać to zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych, kiedy to możliwość oddolnego koordynowania działań zaradczych w oparciu o własny zdrowy rozum i o swoją znajomość szczegółowych okoliczności miejsca i czasu jest paraliżowana przez instytucjonalną niepewność generowaną przez arbitralne, nieegzekwowane i częstokroć wzajemnie sprzeczne rozporządzenia tzw. politycznych decydentów.

Trudno wyobrazić sobie w sytuacji kryzysowej bardziej destabilizujące zjawisko, niż regularne podejmowanie prób odgórnego i arbitralnego wyznaczania innym "reguł życia" powiązane z groźbami represji wobec "niesubordynowanych". A tym jest właśnie esencja działania monopolistycznych aparatów opresji. Stąd raz jeszcze należy stanowczo podkreślić, że zwłaszcza w stanach podwyższonego zagrożenia wolność osobista i decyzyjna autonomia to dobra absolutnie kluczowe, bez których nie może być mowy o szybkim i skutecznym powrocie do normalności.

Friday, March 13, 2020

Ułuda eksperckiej kontroli w stanach kryzysowych

Obecnie słyszymy już o dwóch wzajemnie sprzecznych zaleceniach: albo należy pozostawać w izolacji celem zapobieżenia rozprzestrzenianiu się wirusa, albo należy "żyć jak co dzień" celem stopniowego rozprzestrzenienia wirusa na jak największym obszarze, co ma sprzyjać sukcesywnemu budowaniu odporności na niego wśród globalnej populacji i zapobiec nawracaniu pandemicznych szczytów. Pod oboma zaleceniami podpisują się osoby określające siebie mianem epidemiologów i wirusologów, w tym osoby zasiadające w ciałach doradczych przy rozmaitych politycznych decydentach.

Wniosek wypływający z powyższego jest następujący: "koordynacyjne działania" dokonywane przez monopolistyczne aparaty opresji są równie zbędne i szkodliwe w sytuacjach kryzysowych, co w rutynie codziennego życia. Innymi słowy, żadna samozwańcza władza nigdy nie ocali nikogo przed nagłymi zagrożeniami o globalnym charakterze, i najgorsze, co w obliczu tego rodzaju zagrożeń można zrobić, to zrezygnować z własnego osądu sytuacji i z wolności reagowania na bazie owego osądu. Można wręcz powiedzieć, że to właśnie w obliczu tego rodzaju zagrożeń należy jak najusilniej zabiegać o pełne zachowanie (i jak największe rozszerzenie) jednostkowej autonomii.

Wyjątkowo nieodpowiedzialnym jest przy tym kapitulowanie w tym kontekście przed sugestią, że podporządkowanie się zaleceniom "władzy" jest uzasadnione faktem, iż ma ona na podorędziu szczególną wiedzę ekspercką. Na powyższym przykładzie widać bowiem w sposób wyraźny, że różne "władze" korzystają z zaleceń różnych ekspertów, którzy przeczą sobie nawzajem. Tym dobitniej widoczny staje się więc tutaj fakt, że w ostatecznym rozrachunku to zawsze wolna jednostka jest zmuszona do przyjęcia roli metaeksperta, który w oparciu o własne intuicje i własny zdrowy rozsądek oceni to, który z dostępnych ekspertów zdaje się oferować rozwiązania najlepsze.

Zasada ta, notabene, obala wszelkie sugestie z obszaru tzw. preskryptywnej ekonomii behawioralnej, zgodnie z którymi konsumenci korzystają na podporządkowaniu się eksperckim decyzjom w zakresie modyfikowania struktury dostępnych im opcji. Rzecz bowiem nie w negowaniu rozróżnienia na laików i ekspertów, ale w uświadomieniu sobie, iż to swobodnie działający laik - a nie żaden jego samozwańczy władca - jest osobą unikatowo predysponowaną do bycia ekspertem w wyborze ekspertów. Bo jakkolwiek nieroztropnie może on w tym kontekście postępować, to jedyną alternatywą wobec jego możliwej jednostkowej nieroztropności jest gwarantowana zbiorowa głupota.

Saturday, October 28, 2017

Katalonia, secesja i szacunek dla samostanowienia

Nie miałem jednoznacznego zdania w sprawie Katalonii, gdyż secesję uważam za jednoznacznie skuteczne narzędzie poszerzania zakresu wolności osobistej tylko wówczas, gdy posługują się nim jednoznaczni zwolennicy tego rodzaju poszerzania, co w tym przypadku nie było dla mnie oczywiste.

W świetle reakcji Madrytu można jednak pokusić się o tezę, że pokojowe ruchy niepodległościowe w obrębie krajów UE - choćby nie reprezentowały one czysto libertariańskiego ducha - pełnią korzystną rolę o tyle, o ile obnażają całkowitą pogardę reprezentantów politycznego status quo dla wizji unijnej współpracy opartej w większym stopniu o wartości kontraktowego samostanowienia i decentralizacyjnej autonomii.

Szczególnie obłudnie brzmi w tym kontekście argumentacja, jakoby sukces tego rodzaju ruchów z definicji służył Rosji czy innym monolitycznym dyktaturom, bo - nawet jeśli owe dyktatury mają swoją wizję skorumpowania owych ruchów - UE przebudowana w duchu autentycznie wielostronnych, zdecentralizowanych umów pomiędzy regionami jak najbardziej jednomyślnymi w swojej autonomiczności byłaby dużo silniejsza jedyną zdrową w tym kontekście siłą - siłą społeczną, nie polityczną. Owe dyktatury byłyby zaś o tyle słabsze, że również w ich łonie mogłyby się wówczas pojawić znaczące, dobrze zorganizowane i zdeterminowane ruchy secesjonistyczne, mogące wówczas odrzucić cynizm każący im wierzyć, że członkowie UE są pod względem szacunku dla regionalnego samostanowienia nie lepsi od ich własnych ciemiężycieli.

Innymi słowy, secesja nie jest żadną prostą drogą wiodącą do królestwa wolności, a czasami jej wpływ w tym zakresie jest wręcz mocno ambiwalentny, ale w większości przypadków odgrywa ona pozytywną rolę w takim stopniu, w jakim w pokojowy sposób demistyfikuje ona etatystycznego bożka "nienaruszalności ustanowionej władzy". To zaś stanowi zawsze istotny krok na drodze do takiej zmiany świadomości społecznej, której rezultatem jest coraz większa społeczna akceptacja wyłącznie dla struktur organizacyjnych opartych na dobrowolności, kontraktowości i decyzyjnej jednomyślności.