Monday, April 27, 2026

Przekraczanie zasad rządzących rzeczywistością jako punkt zbieżny wszystkich wielkich manowców

Wiele wskazuje na to, że w historii ludzkości definitywnie zakończył się już etap wymyślania wszelkiego rodzaju nowatorskich, przełomowych czy rewolucyjnych idei filozoficznych, politycznych, społecznych i religijnych. Rozpoczął się za to etap, w którym ludzkość wystawiona jest na działanie bezustannego informacyjnego szumu zawierającego w sobie spauperyzowane, populistyczne wersje wszystkich znaczących tego rodzaju idei lub ich rozmaitych połączeń.

Kluczowym zadaniem wydaje się w tym kontekście stosowanie reguł heurystycznych pozwalających niezawodnie identyfikować te idee, które są jednoznacznie szkodliwe, niebezpiecznie zwodnicze i wyjątkowo destrukcyjne. Naczelną zaś spośród owych reguł zdaje się być ta, która nieomylnym kryterium rozpoznawania szczególnie trefnych wymysłów czyni ich sprowadzalność do tego, co można by określić mianem "pierwiastka lucyferycznego" - to jest przekonania, że miarą samodoskonalenia jest przekraczanie zasad rządzących rzeczywistością (czyli, używając klasycznej formuły, stanowienie o dobru i złu).

Gdy tylko przemyśli się to kryterium wystarczająco dogłębnie, bez trudu można następnie odkryć nadzwyczaj wyraźny wspólny mianownik wszystkich najbardziej fatalnych manowców, w jakie zabrnęła kiedykolwiek ludzkość, w swoich odmianach zarówno świeckich, jak i duchowych (lub też łączących mniej lub bardziej widocznie obie te płaszczyzny). Oto dość wymowna - choć w żadnym wypadku nie wyczerpująca - lista podobnych bałamuctw:

1. Wszelkiego rodzaju gnoza, sugerująca, że kategorie prawdy i fałszu, dobra i zła, przyczyny i skutku, winy i kary itp. są przeznaczone wyłącznie dla maluczkich, podczas gdy samozwańcza elita "oświeceńców" wznosi się ponad nie i wykorzystuje je wyłącznie instrumentalnie, podporządkowując rzeczywistość dyktatowi swojej woli wyposażonej w moc "tajemnej wiedzy".

2. Wszelkie odmiany manicheizmu, który głosi, że dobro i zło oraz byt i niebyt są równorzędnymi i równoprawnymi kategoriami, a zatem należy służyć im obu jednocześnie, żeby pozostawać w bezpiecznym stanie rzekomej ontologicznej i etycznej równowagi. Jego najpopularniejszą nowożytną postacią jest oczywiście jungizm, który w ramach dbania o "rozwój samoświadomości" postuluje nie zwalczenie w sobie zła, ale obłaskawienie go i zintegrowanie się z nim.

3. Kwietystyczny pseudomistycyzm twierdzący, że postrzegalna rzeczywistość - zwłaszcza w wymiarze materialnym - jest iluzją, od której trzeba się uwolnić obojętniejąc na wszelkie jej przejawy do tego stopnia, by ulec całkowitej depersonalizacji umożliwiającej rozpłynięcie się w "błogim niebycie".

4. Wszelkiego autoramentu "dialektyka" (w znaczeniu nowożytnym), zgodnie z którą zderzanie przeciwstawnych sobie jakości prowadzi do powstania doskonalszej od nich obu "nadjakości" czy też "syntezy". A zatem: konfrontacja prawdy i fałszu ma prowadzić do odkrycia "nadprawdy", konfrontacja dobra i zła ma pozwolić na sięgnięcie szerszej perspektywy znajdującej się poza dobrem i złem itd. W wymiarze intelektualnym najpopularniejszą odmianą dialektyki jest heglizm, ufundowany na negacji klasycznych zasad logiki, zaś w wymiarze politycznym - marksizm, ufundowany na negacji współpracy jako głównej siły napędowej rozwoju społecznego.

5. Rozmaicie pojmowany "postmodernizm", którego rdzeniem jest przekonanie, że zasadnicze kategorie intelektualne, moralne, estetyczne i egzystencjalne są nieskończenie płynne, w związku z czym najlepszym, co ludzkość może uczynić, jest oddawanie się bezustannemu i całkowicie jałowemu "dialogowi" w duchu "różnorodności i inkluzywności". Innymi słowy, "postmodernizm" jest niczym innym, jak tylko rozmiękczoną i wykastrowaną formą "dialektyki", która jednakowoż jest nie mniej skuteczna w zakresie znieczulania swoich ofiar na wymogi logiki.

6. Tzw. transhumanizm, czyli topornie materialistyczno-technokratyczna gnoza dla mas, obiecująca wyzwolenie z okowów przyrodzonej ludzkiej natury dzięki zniesieniu granic między człowiekiem a maszyną, a więc bycie nie tyle "jak bogowie", co jak cybernetyczne bałwany.

7. Wszelkie nieprzeliczone "współczesne" odpowiedniki powyższych doktryn, włączając w to choćby tzw. symulacjonizm (czyli popkulturową wersję kwietystycznego pseudomistycyzmu połączonego z "transhumanizmem"), tzw. intersekcjonalną teorię krytyczną (czyli marksizm przeszczepiony na grunt szeroko rozumianej kultury i tożsamości) i radykalny ekologizm (czyli próbę zatarcia granic między światem człowieka a światem natury na przekór przykazaniu "czynienia sobie ziemi poddaną").

Podsumowując, jakkolwiek gatunkowo rozmnożone, koncepcyjnie nieprzejrzyste i natrętnie stręczone byłyby rzeczone bałamuctwa, można je wszystkie błyskawicznie przejrzeć mając świadomość ich wspólnej lucyferycznej podstawy, polegającej na nakłanianiu człowieka do intelektualnego, moralnego i duchowego samobójstwa, które wtórnie skutkuje społeczną, gospodarczą i kulturową autodestrukcją. Przejrzawszy je zaś, można skutecznie opędzać się od ich wpływu i równie skutecznie przestrzegać przed nim bliźnich, w czym powinni celować wszyscy ludzie dobrej woli, zwłaszcza mający powołanie do pracy w świecie idei.

Wednesday, April 22, 2026

Burzliwe losy "AI", czyli krótka droga od bożka postępu do głównego rozsadnika masowej chałtury

Znaczenie terminu "AI" przeszło na przestrzeni raptem kilku lat bardzo znamienną metamorfozę - jeszcze chwilę temu wypowiadano to słowo z niemal nabożną czcią, traktując je jako synonim rzekomego wykładniczego technologicznego postępu. Obecnie natomiast jest ono w większości przypadków tożsame z masowo produkowaną cyfrową tandetą - do tego stopnia, że skomentowanie jakiegoś tworu tekstowego, graficznego lub dźwiękowego określeniem "AI" kwalifikuje go niemal niezawodnie do kategorii spamu, który albo należy ignorować, albo wręcz czynnie zwalczać i blokować.

Co ciekawe i skądinąd pokrzepiające, zjawisko to działa również w drugą stronę: otóż skomentowanie danego tworu tekstowego, graficznego lub dźwiękowego sformułowaniem "to na pewno nie AI" sugeruje, że może być on godny większej uwagi, a przynajmniej nie zasługuje na bezzwłoczne skasowanie. Umiarkowanie optymistyczny wniosek jest tu zatem taki, że w konfrontacji z masową produkcją wytworów groteskowo wręcz odczłowieczonych ludzkość zaczęła, często bezwiednie, w nowy sposób doceniać swoje człowieczeństwo i jego unikatowy charakter. To zaś pozwala domniemywać, że - wbrew bezustannym wysiłkom domorosłych "rządców tego świata" - finalne zabicie człowieka w człowieku jest jednak dużo trudniejsze, niż im się zdawało.

Monday, April 13, 2026

Pycha kroczy przed upadkiem, czyli mesjańskie deklaracje jako przejaw schyłkowej formy obłędu

Pomarańczowy człowiek zupełnie otwarcie ogłosił się Mesjaszem - tzn. w takim stopniu, w jakim jednoznaczne deklaracje można wyrażać w formie obrazkowej. Jest to niemniej oświadczenie w gruncie rzeczy przewidywalne i wpisujące się w mesjańską narrację uprawianą już od dłuższego czasu przez jego środowisko polityczno-religijne.

Wszakże jego najważniejszy sojusznik, pan BN, raczył zauważyć miesiąc temu, że kampania irańska zwiastuje "powrót Mesjasza". Co jeszcze istotniejsze, członkowie ogromnie wpływowej kabalistycznej sekty Chabad Lubawicz uwielbiają podkreślać, że ich najwyższy przywódca i niekwestionowany duchowy autorytet, Menachem Mendel Schneerson, poinformował pana BN o zleconej mu przez Boga szczególnej misji - misji przygotowania gruntu pod nadejście Mesjasza i przekazania mu berła władzy nad światem.

O jakim "Bogu" tutaj mowa, nietrudno się domyślić - i chyba nawet "sztuczna inteligencja", która zmajstrowała mesjański wizerunek pomarańczowego człowieka, wykazała się w tym kontekście nadzwyczajną prawdomównością, umieszczając w tle cień postaci budzącej skojarzenia z rogatym aniołem. Jak by wszakże nie było, całą rzecz pozostaje skwitować stwierdzeniem: "Pan Bóg (prawdziwy, nie ten czczony przez domorosłych "możnych tego świata") nierychliwy, ale sprawiedliwy". Warto też pamiętać, jaki los czekał żonę rybaka z powszechnie znanej baśni o złotej rybce, gdy ta, będąc już cesarzem i papieżem, zażyczyła sobie być Panem Bogiem.

Sic semper transit gloria mundi - tyle że w końcu Panu Bogu zabraknie cierpliwości i uwolni raz na zawsze ludzi dobrej woli od wszelkich "żon rybaka" i ich obłędnych kaprysów. I choć nikt na ziemi "nie zna dnia ani godziny", widząc to, co wyprawia ta czereda równie butnych co bezrozumnych opętańców, coraz częściej ciśnie się na usta: oby jak najszybciej.