Tuesday, May 29, 2018

"Marksizm kulturowy" jako odrobienie lekcji z rzetelnej ekonomii instytucjonalnej

Wobec pojęcia "marksizmu kulturowego" zachowuję pewien dystans, gdyż zbyt często staje się ono uniwersalnym wytrychem w rękach rozmaitych tropicieli globalnych spisków. Nie ukrywam przy tym jednak, że dostrzegam zjawisko agresywnej infantylizacji dyskursu publicznego - zwłaszcza w tzw. krajach zachodnich - polegającej na nachalnym forsowaniu przekonania, jakoby tożsamość była pojęciem dowolnie elastycznym i subiektywnym, a więc stwarzającym nieskończone możliwości w zakresie budowania w sobie mentalności ofiary, ciemiężonej rzekomo przez tych, którzy nie tolerują jej tożsamościowych fanaberii. Choć więc tego rodzaju kulturowa infantylizacja nie wpisuje się w klasyczną marksistowską narrację o walce obiektywnie zdefiniowanych klas społecznych, to sprzyja ona jednak realizacji marksistowskiego celu, jakim jest całkowita kontrola społeczna wynikająca z całkowitej antagonizacji i politycyzacji wszelkich relacji społecznych.

Nie sposób więc uciec tu od wniosku, że być może niszczyciele cywilizacji odebrali w tym kontekście kilka kluczowych lekcji od jej zwolenników. Wszakże np. Mises konsekwentnie podkreślał w "Teorii i historii", że - na przekór klasycznemu marksizmowi - to nie "siły produkcji" kształtują "relacje produkcji", ale na odwrót: to nie względy materialno-technologiczne kształtują deterministycznie kulturowo-instytucjonalny kształt danego społeczeństwa, tylko idee i wyrażające je instytucje określają, jaki poziom materialno-technologicznego rozwoju jest danemu społeczeństwu dostępny. To nie materialistyczno-biologistycznie rozumiana walka o zasoby generuje pojęcie własności prywatnej mające usankcjonować pozycję zwycięzców w owej walce, tylko autentycznie zinternalizowany szacunek dla własności prywatnej umożliwia zastąpienie walki o zasoby ich kooperacyjnym pomnażaniem.

Podobny wniosek wybrzmiewa konsekwentnie w literaturze ekonomicznej tzw. nowych instytucjonalistów - to nie dostępność zasobów naturalnych czy rozwiązań technologicznych jest kluczem do rozwoju społeczno-gospodarczego, tylko instytucje, idee i przymioty kulturowe umożliwiające uczynienie z tych pierwszych właściwego użytku. Obecność tych pierwszych w oderwaniu od tych drugich staje się wręcz na ogół katalizatorem społeczno-gospodarczego regresu, w ramach którego lokalni watażkowie otrzymują dodatkowe środki umożliwiające im korumpowanie wybranych grup społecznych i jeszcze intensywniejsze ciemiężenie grup pozostałych.

Przeniesienie prób całkowitej antagonizacji i politycyzacji relacji społecznych z obszaru obiektywno-ekonomicznego na obszar subiektywno-tożsamościowy zdaje się znamionować, że wrogowie wolnego społeczeństwa wzięli sobie do serca powyższe wnioski, wypracowane na ogół przez ich ideowych oponentów. Stąd też - zachowując ostrożność wobec posługiwania się pojęciem-wytrychem, jakim stał się "marksizm kulturowy" - należy zachowywać dziś szczególną świadomość, że rzetelna edukacja ekonomiczna musi być wyczulona na kulturowo-mentalnościowe fundamenty zdrowo działającej gospodarki.

Innymi słowy, szczególnie dziś należy konsekwentnie podkreślać, że tak jak nie ma specjalizacji, podziału pracy, akumulacji kapitału i przedsiębiorczości bez szacunku dla wolności osobistej i własności prywatnej, tak nie ma szacunku dla wolności osobistej i własności prywatnej bez kultury przepojonej zarówno klasycznymi "konserwatywnymi" cnotami roztropności, powściągliwości i dyskrecji, jak i klasycznymi "postępowymi" cnotami odwagi, odpowiedzialnej innowacyjności i ciągłej autorefleksji. Im solidniejsza bowiem staje się materialno-technologiczna "baza", tym bardziej krucha i narażona na pogrążenie się w rozkapryszonej, politykierskiej roszczeniowości może się stać jej mentalno-kulturowa "nadbudowa", która - co wykazali wspomniani wcześniej rzetelni ekonomiści - jest w rzeczywistości ową ostateczną "bazą", z której wynika nie tylko możliwość wypracowania społeczno-gospodarczego dobrobytu, ale również możliwość ocalenia - oraz zaprzepaszczenia - tego rodzaju dobrobytu wypracowanego przez poprzednie pokolenia.

Wrogowie cywilizacji zdają się dziś rozumieć to nadzwyczaj dobrze, tym lepiej więc muszą to dziś rozumieć wszyscy jej zwolennicy - zwłaszcza, że to spośród nich wywodzą się ci, którzy odkryli kluczowe w tym kontekście zależności.

Friday, May 25, 2018

Man is a Social, not a Tribalistic Creature

Man is not a tribal creature - or, worse still, a tribalistic creature - but a social creature. It is in his nature to undertake collective endeavors, but it is not in his nature to submit to collectivist enslavement. His natural urge is to cooperate, not to serve, and all of his specifically human accomplishments bear the clear mark of individual will, not of herd instinct.

Tribalism and collectivism may be alluring and addictive - as evil things usually are - but they are unnatural in the sense that they diminish our humanity and stifle its potential. They are a caricature of human coexistence, not its natural form, and it is crucial to bear this in mind whenever power-hungry swindlers equate what is popular with what is natural. Society is a harmony of individual desires - it is only the mob that is a cacophony of animalistic lusts. If we want to belong to the former and never fall victim to the latter, it is imperative to remember that they couldn't be further apart, and that the human mind needs to be stupefied if it is to forget this fact.

Saturday, May 12, 2018

Libertarianizm i aksjologiczna konkurencja

Libertarianizm nie tylko nie jest światopoglądem metafizycznym, ale nie jest nawet światopoglądem obyczajowym, a więc moralnym w pełnym tego słowa znaczeniu - jest on wyłącznie światopoglądem prawnym, czyli wyszczególniającym, w jakich okolicznościach dopuszczalne jest instytucjonalne wymuszenie bądź zablokowanie określonych działań. Co więcej, jest on, logicznie rzecz ujmując, jedynym możliwym światopoglądem czysto prawnym, a więc nie wikłającym prawa w narzucanie jakiejkolwiek metafizyki czy obyczajowości, zamiast tego widząc w nim instytucjonalne zabezpieczenie możliwości działania w zgodzie z dowolną nieagresywną metafizyką bądź obyczajowością.

Innymi słowy, libertarianizm jest filozofią społeczną w najwyższym stopniu odciążoną od metafizyki i obyczajowości. Z tego wynika jednakże, że jest on jednocześnie filozofią społeczną najbardziej wymagającą wobec metafizyki i obyczajowości - wymagającą od nich tego, aby przeszły one ostateczny test autentycznej społecznej akceptacji, jakim jest test skutecznej perswazji w ramach swobodnej aksjologicznej konkurencji. W im większym więc stopniu zwolennik danej metafizyki bądź obyczajowości reaguje wrogością wobec wizji życia społecznego opartego na zasadach libertariańskich, w tym większym stopniu zdradza on brak wiary w autentyczną wartość własnych propozycji metafizycznych i obyczajowych. Zdradza on bowiem wówczas przekonanie, że akceptacja dla owych propozycji powinna wynikać nie tylko z wiary w ich autentyczną wartość, ale również - czy może przede wszystkim - ze strachu przed fizycznymi represjami, a więc ze względów jednoznacznie koniunkturalnych.

Podsumowując, to nie zwolennik libertarianizmu zdradza z definicji jakiekolwiek inklinacje dekadenckie, ale ten, kto w imię rzekomego przywiązania do pewnego kanonu metafizycznych czy obyczajowych wartości wykazuje wobec libertarianizmu wrogość - tzn. ten, kto ostateczną gwarancję szacunku dla owych wartości widzi w zinstytucjonalizowanej agresji i miarą takiego poglądu mierzy wszystkich innych. Ten natomiast, kto jest do owego kanonu rzeczywiście i szczerze przywiązany, powinien tym bardziej zabiegać o możliwość przetestowania jego normatywnego wpływu w warunkach pełnego poszanowania dla wolności osobistej i swobody wyboru.

Sunday, April 29, 2018

Wartość unikania konfliktów pseudowartości

Najskuteczniejszym sposobem odwodzenia ludzkości od prawdy, dobra i piękna nie jest bezpośrednie stręczenie jej fałszu, zła i brzydoty. Zamiast tego - w zależności od temperamentu i charakteru danej grupy osób - prowadzi się ją na manowce jedną z dwóch ścieżek pośrednich.

Tym, którzy są przekonani, że żyją prawdą, dobrem i pięknem rozumianymi jako zjawiska równie obiektywne, co oczywiste, oferuje się ich karykatury - slogan, konwenans i kicz. Tym zaś, którzy są przekonani, że żyją prawdą, dobrem i pięknem rozumianymi jako zjawiska subiektywne, a więc całkowicie własne, oferuje się ich atrapy - wymysł, zachciankę i modę. Następnie namawia się tych pierwszych, aby bezustannie bronili przed tymi drugimi karykatury tego, co ponadczasowe, a tych drugich, by stale walczyli z tymi pierwszymi o atrapę tego, co postępowe.

Innymi słowy, najskuteczniejszym sposobem odwodzenia ludzkości od współpracy w imię wartości jest podsycanie ciągłego konfliktu między różnymi odmianami pseudowartości, twierdząc przy tym, że warunkiem owej współpracy jest bądź to wyeliminowanie strony przeciwnej, bądź to trwanie w "dialektycznym" ścieraniu się domniemanych wartości z antywartościami. Pierwszym zaś krokiem ku rzeczywistej współpracy w imię wartości jest konsekwentne odmawianie uczestnictwa w owym konflikcie, natomiast drugim - przekonanie jak największej liczby osób, żeby postąpiły tak samo. A to i tak dopiero początek drogi - ale początek niezbędny i niestety nieoczywisty.

Thursday, April 19, 2018

Etyka gospodarcza jako refleksja nad jakościowym potencjałem działalności ekonomicznej

Poniższy artykuł przedstawia koncepcję etyki jako refleksji nad jakościowym potencjałem działalności gospodarczej. Sugeruje on, że ilościowo-instrumentalna użyteczność kategorii gospodarczych takich jak monetarne zyski i straty może się w pełni zmaterializować wyłącznie w odpowiednim jakościowo-autotelicznym otoczeniu - sugeruje zatem, że ekonomiczna efektywność nie tylko nie wchodzi w żaden immanentny konflikt z etyczną zasadnością, ale jest jej naturalnym następstwem. W kontekście tym podkreślony jest szczególnie potencjał przedsiębiorczej kreatywności w zakresie znoszenia pozornych moralnych dychotomii, takich jak interes własny versus interes cudzy czy rentowność versus charytatywność. Szczególny nacisk położony jest również na fakt, że tzw. gospodarka oparta na wiedzy, charakterystyczna dla okresu rewolucji informacyjnej, stwarza wyjątkowo korzystne warunki dla rozwoju owej przedsiębiorczej kreatywności oraz jej etycznego potencjału.

[Read More]

Tuesday, April 17, 2018

Etatyzm: niepożądany, niekonieczny i usuwalny

Czy etatyzm jest zjawiskiem pożądanym? Nie, nie jest. Wręcz przeciwnie, zinstytucjonalizowana i ideologicznie wybielana agresja jest najbardziej niepożądaną rzeczą, jaka może przyjść na myśl rozsądnej osobie.

Czy etatyzm jest zjawiskiem koniecznym? Nie, nie jest, jako że zinstytucjonalizowana i ideologicznie wybielana agresja jest ścisłym przeciwieństwem deklarowanego celu etatyzmu, jakim jest zabezpieczanie społecznej współpracy.

Czy etatyzm jest zjawiskiem nieuniknionym? Nie, nie jest, jako że nie ma nic nieuniknionego w wykazywaniu tolerancji dla zinstytucjonalizowanej i ideologicznie wybielanej agresji, podobnie jak nie było nic nieuniknionego w wykazywaniu tolerancji dla niewolnictwa, pańszczyzny czy publicznych tortur.

Czy etatyzm mimo to będzie trwał? To zależy wyłącznie od wszystkich ludzi dobrej woli, którzy zawsze mogą masowo wypowiedzieć mu posłuszeństwo, tym samym skazując go na obumarcie. Nie istnieją żadne "zła konieczne" - istnieją jedynie wysiłki konieczne do ich pokonania.

Friday, April 13, 2018

Prywatność danych a dyskrecja użytkowników

W kontekście ostatnich wypadków z Facebookiem w tle pojawia się często utyskiwanie na temat "wykorzystywania prywatnych danych z publicznych profili". Stwierdzenie takie zdaje się świadczyć o poważnym nierozumieniu pojęcia prywatności wraz z jego różnymi znaczeniami. Jeśli prywatność rozumieć jako wyłączną, osobistą własność - tak jak w pojęciu własności prywatnej - to pod tę kategorię nie podpada oczywiście zawartość publicznych profili, a więc zjawisko nie tylko nieskończenie replikowalne, ale też - na własne życzenie - ogólnodostępne. Jeśli natomiast prywatność rozumieć jako intymność i poufność, to - podobnie jak wyżej - ogólnodostępność dowolnych danych czyni je z definicji nieintymnymi i niepoufnymi. Innymi słowy, jak sama nazwa wskazuje, publiczne profile nie są w żaden sposób prywatne - to, że są osobiste, tzn. przypisane konkretnym osobom, w żaden sposób tego nie zmienia.

Być może wypadki te posłużą więc jako dobra lekcja tego, że publiczne zdawanie relacji ze swoich prywatnych spraw - co jest w Internecie zjawiskiem nagminnym - z definicji owe sprawy deprywatyzuje i wydaje je na pastwę wszystkich podglądaczy i naciągaczy świata. Inaczej rzecz ujmując, być może kilka kolejnych tego rodzaju historii uświadomi w końcu użytkownikom globalnej informacyjnej gospodarki wartość przymiotów takich jak dyskrecja, anonimowość i pokora rozumiana jako brak potrzeby epatowania swoją wirtualną obecnością. Warto również, by w parze z tym szła świadomość, że wyłącznie owe przymioty - a nie jakiekolwiek zapewnienia składane przez internetowych usługodawców, czy też, Boże uchowaj, biurokratycznych "regulatorów" - są w stanie sprawić, że te dane, na poufności których nam zależy, poufne pozostaną.

PS. Powyższe nie zmienia oczywiście faktu, że jeśli wbrew woli użytkowników stronom trzecim przekazywane są informacje kontraktowo prywatne - tzn. np. wiadomości z Facebook Messengera - to dochodzi do niedopuszczalnego naruszenia zawartej uprzednio umowy. To jednak jedynie najoczywistszy aspekt dużo obszerniejszego tematu ostentacyjnej niedbałości o prywatność nie po stronie internetowych usługodawców, ale po stronie ich klientów.

Thursday, March 29, 2018

Im więcej się ma, tym lepszym trzeba być

Biblijna historia dotycząca pobytu człowieka w rajskim ogrodzie jest doskonałą ilustracją tego, że im więcej się ma, tym lepszym trzeba być - im więcej ma się do dyspozycji zasobów, tym większe jest ryzyko ich nadużycia, a tym samym tym większy jest wymóg stosownego moralnego wysiłku i tym bardziej upokarzające są konsekwencje jego braku.

Warto mieć to na uwadze, ilekroć przytacza się zasłużenie optymistyczne fakty świadczące o tym, w jak bezprecedensowym dobrobycie żyje dziś ludzkość dzięki swojej współpracy, innowacyjności i przedsiębiorczości. Jeśli ów materialny i technologiczny dobrobyt nie stanie się siłą napędową dla odnośnej kulturowej dojrzałości, duchowej pokory i moralnej dyscypliny, to od pewnego momentu zacznie on spektakularnie topnieć pod wpływem rozochoconej roszczeniowości, niewdzięczności i infantylnego rozkapryszenia.

Ważne więc, by pamiętać, że dobrobyt nie ma służyć wygodzie życia, tylko stawianiu sobie coraz bardziej jakościowo wymagających wyzwań - owoce wolności gospodarczej mają służyć nie ich biernej konsumpcji, ale wyznaczaniu owej wolności (nie tylko gospodarczej) coraz trudniejszych rozwojowych celów. W innym razie trzeba będzie regularnie się przekonywać, jak łatwo raje stają się rajami utraconymi - w tym zwłaszcza te ziemskie.

Sunday, March 25, 2018

Statism: Undesirable, Unnecessary, and Avoidable

Is statism desirable? No, it is not. In fact, institutionalized and ideologically whitewashed aggression is the most undesirable thing that any sane person can think of.

Is statism necessary? No, it is not, since institutionalized and ideologically whitewashed aggression is the very opposite of its stated goal of securing social cooperation.

Is statism inevitable? No, it is not, since there is nothing inevitable about tolerating institutionalized and ideologically whitewashed aggression, just as there was nothing inevitable about tolerating slavery, serfdom, human sacrifice, and public torture.

Will statism persist nonetheless? It only depends on you and other people of good will, who can always jointly resolve to serve no more and successfully starve the beast. There are no necessary evils - there are only necessary efforts to defeat them.

Monday, February 19, 2018

The Economics of Law, Order, and Action

My book "The Economics of Law, Order, and Action: The Logic of Public Goods" is now available for purchase. Its primary purpose is to provide a comprehensive challenge to the standard position of the economic and political mainstream, according to which efficient production of so-called public goods, including law and defense, requires the use of territorial monopolies of coercive force.

In other words, in an attempt to draw on the interdisciplinary spirit of classical political economy, it aims at providing a wide-ranging economic and ethical case for extending the applicability of voluntary, entrepreneurial cooperation to the realm of creating and sustaining legal and protective services together with attendant institutional frameworks.

Sunday, February 11, 2018

There is No "Third Way" Between Cooperation and Destruction

Just as astronomy is anti-astrology and medicine is anti-quackery, economics is anti-politics: politics destroys peaceful social cooperation and hampers its potential, while economics describes all of its productive nuances and beneficial intricacies; politics promotes social myths that crush the developmental drive of creative human action, while economics dispels those myths by explaining the enriching power of commerce and entrepreneurship; politics stokes artificial divisions and collective hatreds, while economics describes the processes whereby strangers become friends without even being acquaintances.

In other words, as a perspective on the world, economics is no more reconcilable with politics than astronomy is reconcilable with astrology or medicine with quackery. There is no "third way" between cooperation and destruction, production and plunder, or education and propaganda. Every such "third way" turns out to be at best a dead end of stagnation, and at worst a highway to social disintegration, and sound economic knowledge is the most reliable means of avoiding both.

Wednesday, January 31, 2018

Wolność słowa, jakość słowa i ideologiczny szum

W dobie Internetu wolność słowa jest nieusuwalnym faktem. Nie oznacza to, że ktoś, kto jest wyjątkowo nieostrożny w formułowaniu wyjątkowo prowokacyjnych opinii, nie może czasem stać się kozłem ofiarnym, na którym skupi się szczególna uwaga któregoś z monopolistycznych aparatów opresji, ale oznacza to, że każdy pogląd, który ktoś chce wyrazić, może zostać wyrażony, dostrzeżony i zapamiętany. Wynika z tego między innymi, że w dobie Internetu każdy członek tzw. klasy rządzącej może być bezustannie i bezpardonowo wyszydzany, a każdy ideologiczny fetysz bezustannie i bezpardonowo mieszany z błotem.

Ci, którzy aspirują do bycia członkami tzw. klasy rządzącej i do wykorzystywania tego rodzaju ideologicznych fetyszy w celu bałamucenia społeczeństwa, na ogół zdają sobie z powyższego sprawę. W związku z tym ich obecnym głównym celem w sferze propagandy nie jest uprawianie realnej ideologicznej cenzury - bo to jest rzecz dziś niemożliwa - ale wciąganie jak najszerszych grup społecznych w bezproduktywne, intelektualnie wyjaławiające połajanki na tzw. mediach społecznościowych, uprawiane rzekomo w celu "obrony honoru" wspomnianych wyżej fetyszy i ich politycznych chwalców. W ten sposób nie tyle zamyka się usta wyrazicielom politycznie niewygodnych opinii - np. opinii konsekwentnie libertariańskich i anty-trybalistycznych - co sprawia się, że owe opinie toną w permanentnym trybalistycznym rozemocjonowaniu i rozwrzeszczeniu, co skutecznie neutralizuje jakikolwiek ich odbiór.

Innymi słowy, wyraziciele tego rodzaju opinii nie mogą dziś poprzestać wyłącznie na podkreślaniu wagi wolności słowa, ani też na używaniu owej wolności w celu regularnego przekłuwania ideologicznych balonów nadmuchiwanych przez tzw. klasę rządzącą. Muszą oni również podkreślać, że wolność słowa - jak każda inna wolność - jest wyjątkowo cenną wartością, która, aby taką pozostała, musi być używana w sposób wstrzemięźliwy, precyzyjny i umiejętny, niedający się absorbować politycznej pianie ani kulturowemu infantylizmowi. Jeśli bowiem będzie się marnotrawiło jej potencjał, a nie wykorzystywało go w jakościowo najlepszy sposób, to szybko się okaże, że tego rodzaju marnotrawstwo służy wrogom wolności słowa - i każdej innej wolności - niewiele gorzej niż represyjna cenzura. Podsumowując, należy pamiętać, że wolność słowa - jak każda inna wolność - szybko traci swoją intelektualną, moralną i duchową siłę, jeśli nie towarzyszy jej stosowna odpowiedzialność. Pamiętając zaś o tym, i chcąc dbać o jakość swojej wolności, należy konsekwentnie dążyć do tego, aby ową odpowiedzialność w sobie wykształcić.

Monday, January 22, 2018

Polilogizm, neomarksizm i "postmodernizm"

Choć należę do osób sceptycznych wobec opinii, jakoby jungowski psycholog Peterson stanowił wielkie intelektualne objawienie, w jego publicznej działalności doceniam zwłaszcza konsekwentne podkreślanie faktu, że tzw. postmodernizm nie jest żadną powściągliwie agnostyczną odpowiedzią na XX-wieczne totalitaryzmy z ich rzekomym monopolem na prawdę, ale ideologiczną przykrywką dla neomarksizmu. Innymi słowy, tak jak klasyczny marksizm służył realizacji zasady "dziel i rządź" poprzez wzniecanie zbiorowych nienawiści wynikających z domniemanych "konfliktów klasowych", tak neomarksizm realizuje tę samą zasadę w dokładnie ten sam sposób, z tą jedynie różnicą, że "konflikty klasowe" zastępuje "konfliktami tożsamościowymi", gdzie "postmodernistyczny" pensjonarski nihilizm stanowi pretekst do wymyślania nieskończonej liczby choćby najbardziej absurdalnych tożsamości, fakt posiadania których ma dawać każdemu prawo do czucia się ofiarą "systemowej dyskryminacji", skonfliktowaną z reprezentantami "tożsamości społecznie dominujących".

Powyższy zasadniczy związek między neomarksizmem a "postmodernizmem" nie powinien zaskakiwać żadnego uważnego czytelnika dzieł Ludwiga von Misesa, który konsekwentnie podkreślał, że fundamentem marksizmu jest immanentnie nihilistyczna koncepcja polilogizmu - tzn. koncepcja, jakoby różne grupy osób posługiwały się różnymi, wzajemnie sprzecznymi rodzajami logiki, co z definicji musi czynić konflikt fundamentem wszelkich relacji międzygrupowych. Mises zaznacza przy tym, że nie należy myśleć o marksistowskim polilogizmie jako o pojęciu nacechowanym wyłącznie ekonomicznie - każdy pretekst do wzniecania wzajemnie skonfliktowanych zbiorowych nienawiści jest politycznie pożądany, jeśli tylko może posłużyć kontrolowaniu społeczeństwa zgodnie z zasadą "dziel i rządź". Neomarksizm jest jednak w tym sensie bardziej ekspansywny od marksizmu klasycznego, że o ile ten drugi twierdzi, iż linie konfliktów klasowych są ustalone obiektywnie (a kto owe ustalenia kwestionuje, ten jest "wrogiem klasowym" albo ofiarą "fałszywej świadomości"), o tyle ten pierwszy twierdzi, że mogą one przebiegać wszędzie, a każda świadomość (i każda związana z nią tożsamość) skłonna, by je mnożyć, jest ideologicznie słuszna.

Podsumowując, o ile ekonomia w duchu Misesa okazała się kluczowa dla zdyskredytowania klasycznego marksizmu i złamania jego władzy, o tyle obnażenie i pokonanie jego kulturowo-tożsamościowej wersji może wymagać intensywnego rozwoju i upowszechniania szerzej rozumianej wiedzy prakseologicznej - tzn. wiedzy podkreślającej fakt, że istnieje obiektywna logiczna struktura ludzkiego działania, która tyczy się nie tylko jego ekonomicznych aspektów, ale też szerzej rozumianej sfery kultury i tożsamości. Innymi słowy, tak jak istnieją pewne immanentnie nielogiczne wizje funkcjonowania gospodarki (do których należy wizja oparta na marksistowsko rozumianych "konfliktach klasowych"), tak istnieją również immanentnie nielogiczne wizje funkcjonowania relacji obyczajowych (do których należy wizja oparta na neomarksistowsko rozumianych "konfliktach tożsamościowych") - jeśli ktoś np. w czysto subiektywny sposób definiuje swoją tożsamość, to w żaden logicznie uzasadniony sposób nie może on twierdzić, że jej lekceważenie przez innych stanowi obiektywny przejaw "dyskryminacji" czy "opresji", itd. Prakseologia ma więc znów do odegrania niezwykle doniosłą rolę, a od tego, czy odegra ją z sukcesem, może zależeć to, czy uda się ostatecznie zahamować proces ideologicznej dewastacji społeczeństwa.

Sunday, January 21, 2018

Wyzwolenie jest ostateczną formą ucieczki

Owszem, libertarianizm jest eskapistyczny. Z tym że, parafrazując Tolkiena, jest on eskapistyczny we właściwym sensie tego słowa - tzn. jest to filozofia zdrowej na umyśle osoby usiłującej uciec z zakładu dla obłąkanych. Wyzwolenie jest w istocie ostateczną formą ucieczki - i, jako takie, jest ono również ostateczną formą pokonania ciemiężcy bez używania jego własnej broni. Każda wolna osoba jest w kluczowym sensie skutecznym uciekinierem, i jest to forma skuteczności, której nie sposób przecenić - libertarianizm osiąga sukces nie wtedy, kiedy pokonani zostają nadzorcy niewolników, ale wtedy, kiedy cele niewolników stają się puste.

Tuesday, January 9, 2018

Racjonalność, racjonalizacja i libertarianizm

Jedną z dzisiejszych popularnonaukowych mód jest chętne powoływanie się na psychologiczne badania mające rzekomo wykazywać, że osądy moralne są w ostatecznym rachunku wyrazem emocjonalnych preferencji, a nie logicznego namysłu, i że argumenty etyczne są w związku z tym w większej mierze wyrazem racjonalizacji, niż racjonalności.

Moda ta nie jest niczym nowym, bo bardzo podobne hasła głosił kilkadziesiąt lat temu słusznie przebrzmiały dziś nurt "logicznego pozytywizmu" - nowe, albo przynajmniej stwarzające pozór nowości, jest w tym kontekście jedynie zakorzenienie owych haseł w rzekomych obserwacjach "psychologii eksperymentalnej" czy "nauk behawioralnych". Nowa zdaje się być jednak również powiązana z ową modą sugestia, jakoby akceptacja powyższej wizji moralności mogła służyć wolności osobistej, pokojowemu współistnieniu, dobrowolnej separacji i innym ideałom liberalnym oraz libertariańskim.

Sugestia ta zdaje się głosić, że jeśli skonfliktowane strony przekonają same siebie, że ich moralne dysputy polegają wyłącznie na przerzucaniu się wzajemnie przeciwstawnymi racjonalizacjami, to szybko dojdą do wniosku, że jedynym obopólnie satysfakcjonującym rozstrzygnięciem podobnych dysput jest pełna autonomia działań w indywidualnych prywatnych przestrzeniach i maksymalne zwiększenie zasięgu owych przestrzeni. Kluczowym powodem, dla którego jest to sugestia błędna, jest fakt, iż powyższa "racjonalizacyjna" wizja moralności jest niczym innym, jak kolejną odsłoną błędu genetycznego, na którym była oparta m.in. ideologia marksistowska.

Ściślej rzecz ujmując, tak samo jak z faktu, że pewien argument służy czyimś "klasowym interesom", nie wynika, że jest to argument błędny, z faktu, że pewien osąd moralny jest naturalnie zgodny z czyimś przyrodzonym temperamentem, nie wynika, że osąd ów nie zawiera w sobie logicznie wydedukowanej etycznej prawdy. Jeśli więc - zgodnie z "racjonalizacyjną" wizją moralności - argument na rzecz rozstrzygania moralnych sporów poprzez tworzenie autonomicznych prywatnych przestrzeni można domyślnie uznać za przejaw temperamentalnej preferencji i związanych z nią zabiegów racjonalizacyjnych, to oczywiście w żaden sposób nie wyda się on przekonujący tym, którzy mają temperamentalnie odmienne wizje rozstrzygania podobnych sporów - np. poprzez podporządkowanie wszystkich stron konfliktu monopolistycznemu aparatowi agresji.

Innymi słowy, na gruncie antyracjonalistycznej metaetyki nie zbuduje się racjonalnych praktyk rozstrzygania etycznych kwestii. Natomiast negatywne efekty działań racjonalizacyjnych - których istnienie i naturalny powab jest przecież rzeczą znaną od starożytności - zdoła się uśmierzyć nie w takim stopniu, w jakim uzna się je za fundament osądów moralnych, ale w takim stopniu, w jakim nauczy się je odróżniać od autentycznie racjonalnej moralnej argumentacji.

Podsumowując, szeroka akceptacja "racjonalizacyjnej" wizji moralności nie jest w stanie w żaden znaczący sposób sprzyjać szerokiej akceptacji dla wartości klasycznie liberalnych czy libertariańskich - filozofia oparta na tych wartościach, chcąc trwale zwiększać zasięg swojego oddziaływania, musi trzymać się świadomości, że, nomen omen, tylko prawda wyzwala. Mając zaś ową świadomość, musi ona tę prawdę w konsekwentnie dogłębny i przejrzysty jednocześnie sposób badać, opisywać i ilustrować.