Tuesday, May 24, 2022

"Globaliści" i "antyglobaliści" a ludzie dobrej woli

"Globaliści" z Davos i protestujący przeciwko nim "antyglobaliści" to dwie strony tego samego złego szeląga. Jedni i drudzy bezustannie epatują tą samą groteskową nowomową o "dochodzie gwarantowanym", "sprawiedliwości klimatycznej", "cyfrowej inkluzywności" i pokrewnych ideologicznych andronach, których wspólnym mianownikiem i nieodzownym narzędziem jest zinstytucjonalizowana destrukcja, grabież, reglamentacja i psychomanipulacja prowadząca do całkowitego duchowego upokorzenia człowieka.

Jedyna między nimi różnica jest taka, że ci drudzy bywają na tyle głupi, iż autentycznie wierzą, że podobne upokorzenie jest dla człowieka czymś dobrym, podczas gdy ci pierwsi są na tyle źli, iż autentycznie wierzą, że podobne upokorzenie wszystkich pozostałych jest dobre dla nich samych. Innymi słowy, ci drudzy są pożytecznymi idiotami dla tych pierwszych, zaś ci pierwsi są pożytecznymi strachami na wróble dla tych drugich.

Tymczasem człowiek dobrej woli wie, że tworzenie tego rodzaju fałszywych alternatyw i popularyzujących je "globalnych narracji" to zgrana sztuczka złego - tym nachalniej eksploatowana, im bardziej brakuje mu subtelniejszych zastępników. Taki człowiek wie doskonale, że należy bezwarunkowo wstrzymywać się od złodziejstwa, pożądliwości cudzego i budowania wszelkiego rodzaju wież Babel i "ziemskich rajów": czy to oligarchiczno-technokratycznych, czy to komunistyczno-prymitywistycznych. Wszystkie one skazane są na samozniszczenie, zaś do końca zachowa swój rozum, sumienie i godność tylko ten, kto w pełni świadomie będzie się zawsze trzymał z dala od pola ich rażenia.

Monday, May 23, 2022

Preludium "fazy mieszanej" planowanego chaosu

Nieco ponad dwa miesiące temu wspominałem, że po "fazie sanitarnej" i "fazie militarnej" uruchomionej dwa lata temu finalnej postaci globalnego planowanego chaosu jego nadzorcom pozostaje już jedynie połączyć owe fazy i rozszerzać je na coraz większą skalę.

Stopniowo nasilające się ostrzeżenia przeciwko "tajemniczo rozprzestrzeniającej się odmianie ospy" (realizacja planu ogłoszonego na "ćwiczeniach" NTI z marca 2021, tak jak pojawienie się poprzedniego "niepokojącego drobnoustroju" zostało ogłoszone na "ćwiczeniach" WEF z października 2019) oraz bezprecedensowo prowokacyjne pohukiwanie figurantów z rządu USA "na wypadek chińskiego ataku na Tajwan" to nic innego, jak oczywiste preludium do zainicjowania wspomnianej wyżej "fazy mieszanej" globalnie koordynowanego społeczno-gospodarczego kolapsu.

Odpowiedź na pytanie o to, jak odnieść się do kolejnych epizodów owego diabolicznego chuligaństwa, pozostaje niezmienna: jako że jedyną istotną stawką jest tu ostatecznie ludzka dusza, należy konsekwentnie dbać o to, żeby na poziomie wewnętrznego wyboru woli w żadnej mierze nie współpracować z dyrygentami jakichkolwiek "globalnych narracji". Innymi słowy, należy zatroszczyć się o to, aby w żadnym stopniu nie stać się chętnym pacjentem światowego biolaboratorium ani ochoczym partyzantem "politycznie słusznego" frontu na "światowej szachownicy". Wtedy bowiem zachowa się wszystko to, co nieskończenie wartościowe, choćby opici doczesną władzą psychopaci bezpardonowo dążyli do pozbawienia nas wszystkich rzeczy mających wartość jedynie narzędziową.

Zaś jako że owego wewnętrznego wyboru nie jest nas w stanie pozbawić nikt - włącznie z nami samymi - nie istnieją żadne dobre wymówki, żeby dokonać go błędnie lub, co na jedno wychodzi, nie dokonać go wcale. W ostatecznym rachunku na więcej nie musi nas być stać, bo też z niczego więcej nie będziemy rozliczeni.

Monday, May 16, 2022

Proza rzeczywistości przeciw bełkotowi systemu

"Zrównoważona gospodarka" to nie gospodarka dbająca o Ziemię, tylko gospodarka zrównana z ziemią; "kultura różnorodności" to nie kultura stymulujących dyskusji, tylko "kultura" ogłupiającej kakofonii; a "inkluzywne społeczeństwo" to nie społeczeństwo spontanicznej gościnności, tylko społeczeństwo ideologicznej inwigilacji. Najbardziej niszczycielskie działania kryją się na ogół za sloganami równie pustymi, co nachalnie forsowanymi, a więc takimi, które w swej wszechobecnej jałowości służą bezustannemu wyjaławianiu umysłów odbiorców.

Mając to na uwadze, trzeba wykształcić w sobie umiejętność ich automatycznego mentalnego odfiltrowywania, czyli umiejętność oddzielania prozy rzeczywistości od bełkotu systemu. Tylko wówczas można bowiem skutecznie działać na rzecz wyzwalania tej pierwszej spod kontroli tego drugiego.

Thursday, May 12, 2022

O naturze upadków wszystkich "rajów na Ziemi"

Jeśli ktoś nie może rozwikłać zagadki tego, że każdy "raj na Ziemi", "ład bezklasowy", "nowy porządek świata", "nowy wspaniały świat" itp. implodował w spektakularnie niszczycielski sposób, a mimo to globalne "elity" nieustannie łożą ogromne środki na wskrzeszanie podobnych absurdów, to rozwiązanie brzmi następująco: owe spektakularnie niszczycielskie implozje to nie tragiczne rozczarowania, tylko ściśle zamierzone rezultaty, przynajmniej z punktu widzenia najwyższych czynników decyzyjnych. Niczym innym nie może być bowiem świadome imitowanie tego, który postanowił "poprawić świat po Bogu".

Stąd wniosek, że nie ma sensu toczyć "intelektualnych debat" ani "moralnych dialogów" ze sponsorami podobnych wież Babel, tylko trzeba na bieżąco sabotować ich budowę, działając na własną miarę. Jeśli natomiast mimo wysiłku ogółu ludzi dobrej woli sabotaż ostatecznie się nie powiedzie, wówczas nie należy wpadać w fatalną pułapkę masochistycznego przeświadczenia, że "może jednak da się powstrzymać upadek tej wieży i w miarę wygodnie się w niej przechować", tylko trzeba zawczasu usunąć się z pola jej rażenia, zabierając ze sobą na modłę Abrahama jak największą liczbę sprawiedliwych.

Wtedy i tylko wtedy zdoła się zachować w obliczu imponujących katastrof trzeźwość umysłu, spokój sumienia i odwagę ducha - z jednej strony nie dziwiąc się, dlaczego dzieje się to, co się dzieje, a z drugiej strony zachowując pokrzepiającą świadomość, że zrobiło się, co się mogło, żeby do tego nie doszło.

Tuesday, May 10, 2022

"Szczęście" niewolnika vs. szczęście niezłomnego

"Rządcy świata tych ciemności" nie rzucają gróźb na wiatr: skoro demonstracyjnie obwieścili, że "nie będziesz miał niczego i będziesz szczęśliwy", to nie spoczną, póki nie doprowadzą do takiego stanu rzeczy. A jako że mają oni do dyspozycji kontrolę nad globalną podażą pieniądza, biolaboratoria, broń nuklearną i wszelkie inne środki masowego zniszczenia, zdecydowanie są oni w stanie osiągnąć na tym polu swoje zamierzenia.

Niemniej należy zwrócić uwagę na fakt, iż powyższe obwieszczenie składa się z dwóch zasadniczo odmiennych członów. Ściślej rzecz ujmując, dokonując kontrolowanej implozji globalnej gospodarki można pozbawić swoich ofiar wszystkiego w wymiarze materialnym, ale nie można ich w ten sposób automatycznie "uszczęśliwić". Tu właśnie dokonuje się kluczowy test: jeśli po wymuszonej utracie wszelkiej wolności i własności dobrowolnie wyzbędzie się również swojej godności i będzie się "szczęśliwym" szczęściem niewolnika błagającego swoich "panów" o "pokój i bezpieczeństwo", wówczas "zwierzchności i władze" odniosą wobec takiej osoby ostateczny triumf i posiądą ją na własność w najgłębszym i nieodwołalnym sensie.

Jeśli jednak po wymuszonej utracie wszelkiej zewnętrznej wolności i własności pozostanie się szczęśliwym szczęściem człowieka mimo to w pełni wolnego i niezłomnie broniącego swojej godności, wówczas "zwierzchności i władze" okażą się wobec takiej osoby ostatecznymi i zupełnie bezradnymi przegrańcami. O ile zatem to, czy w nieodległej już perspektywie będzie się cokolwiek mieć, zależy od indywidualnych osób w stopniu stosunkowo niewielkim, to, jakim szczęściem odpowie się na ów stan rzeczy, zależy od nich w stopniu zasadniczym i pełnym. Warto w świetle powyższego przemyśleć zawczasu swoje priorytety, żeby uniknąć sytuacji, w której najbardziej bezcenny konkret sprzeda się w chwili słabości za pełen zestaw pozorów - równie nieświadomie, co nieodwołalnie.

Saturday, May 7, 2022

Realizm personalistyczny, nie "realizm polityczny"

Przejawem "realizmu" nie jest bezwzględne zastąpienie rozumowania w kategoriach moralnych rozumowaniem w kategoriach zimnokrwistej "walki interesów". Jedyną obiecującą formą realizmu, który można by nazwać realizmem personalistycznym, jest za to z jednej strony uznanie, że monopolistyczne aparaty opresji są faktycznie tworami immanentnie niemoralnymi (nie jedynie amoralnymi), ale z drugiej strony pamiętanie, że poszczególne jednostki są suwerennymi podmiotami zasługującymi na wsparcie w dążeniu do jak najlepszego życia.

Innymi słowy, wolni ludzie winni pomagać innym wolnym ludziom w obliczu wszelkich form agresji, doceniając również fakt, że z czysto pragmatycznego punktu widzenia "lepsze" może być przejście pod kontrolę mniej bezpośrednio niszczycielskiego monopolistycznego aparatu opresji. Nigdy nie należy jednak przy tym zapominać, że fundamentalnie szkodliwe w dziele budowania owego spontanicznego sojuszu ludzi dobrej woli jest przekonanie, że którykolwiek monopolistyczny aparat opresji może być autentycznym nośnikiem i orędownikiem jakichkolwiek moralnych wartości, godnym wejścia z nim w "ideowy pakt". W tym obszarze obowiązuje bowiem rzeczywiście jedynie "walka interesów" i ścieranie się "stref wpływu", które w wymiarze instrumentalnym służy rozszerzaniu możliwości pasożytnictwa, a w wymiarze ostatecznym rozszerzaniu możliwości ciemiężenia.

Podsumowując, należy zawsze pamiętać o "realistycznej" prawdzie, iż wszystkie monopolistyczne aparaty opresji są ze swej natury zdolne do zastosowania wszelkich form zinstytucjonalizowanego bandytyzmu, natomiast to, które z nich w danych okolicznościach miejsca i czasu wybiorą, jest wyłącznie pochodną ich statusu materialnego, militarnego, dyplomatycznego i ideologicznego. Świadomość owej "realistycznej" prawdy nie tylko nie powinna jednak prowadzić do cynizmu, amoralizmu czy fatalizmu, ale, wręcz przeciwnie, powinna stanowić kluczowe źródło wiedzy w zakresie tego, kto zasługuje na uczciwą pomoc i w jaki sposób jej udzielać, a także kluczowe źródło motywacji w zakresie jej faktycznego i skutecznego udzielania.

Monday, May 2, 2022

Nieoczywiści spekulanci, konsumenci i prezesi

Kredytobiorca w obcej walucie to spekulant, absolwent "egzotycznych" studiów to konsument dóbr luksusowych, a założyciel rodziny to prezes domowej mikrofirmy. Pierwszemu nic się nie należy z tytułu finansowej nieroztropności, drugiemu nic się nie należy z tytułu zawodowego niedosytu, a trzeciemu nic się nie należy z tytułu organizacyjnej niekompetencji. Nic poza pouczającymi doświadczeniami, które przy odpowiednim nastawieniu pozwolą wszystkim trzem coraz lepiej odnajdywać się w swych rolach.

Aby jednak były to doświadczenia rzeczywiście pouczające, a nie rozzuchwalające, nie można ich łączyć z absolutnie żadnymi "nagrodami" z cudzej kieszeni. W innym wypadku problem, zamiast naturalnie wyłaniać z siebie swoje własne rozwiązanie, będzie jedynie pęczniał do rozmiarów systemowej katastrofy. Wtedy też przyjdą naturalne rozwiązania - ale nie takie, jakich chciałoby się komukolwiek życzyć, niezależnie od ich dydaktycznej skuteczności.

Thursday, April 28, 2022

Niezależny osąd a ideologiczna walka z gramatyką

Psucie rzeczywistości zaczyna się od psucia języka. Co prawda większość języków świata jest już od dawna psuta różnymi formami sofistycznego bądź zwyczajnie bełkotliwego żargonu, ale dopiero od niedawna rozmaici ideologiczni wichrzyciele wzięli się za językową dewastację na bardziej fundamentalnym poziomie: na poziomie nie leksykalnym, a gramatycznym.

Na tzw. Zachodzie w pierwszej kolejności postanowiono obciążyć wydumanymi ideologicznymi niedorzecznościami kwestię używania zaimków. Domyślając się jednak, że podobna operacja nie powiedzie się w naszej części świata, postanowiono w zastępstwie - powołując się cynicznie na wpływ autentycznie tragicznych wydarzeń - zacząć w podobny sposób majstrować przy kwestii używania przyimków.

Wymówki dla powyższych działań są w obu przypadkach podszyte przewrotnym pseudomoralizmem i w obu przypadkach identyczny jest również ich cel. Jest nim testowanie, do jakiego stopnia można w błyskawicznym tempie zdalnie programować świadomość szerokich mas i zastępować ich odwieczne, zdroworozsądkowe nawyki podległością wobec arbitralnych ideologicznych kaprysów. Jest to też tym samym sprawdzanie, w jakim stopniu sprawuje się nad masami władzę nie polityczną czy gospodarczą, ale duchową - czyli tą najgłębszą i dającą domorosłym "władcom świata" najbardziej perwersyjną satysfakcję.

Jeśli zatem chce się im rzeczonej satysfakcji odmówić, zachowując eo ipso swoją duchową godność i status niezależnego, rozumnego podmiotu, należy mieć stałą świadomość natury wzmiankowanych zagrywek wraz z ich wewnętrznym zróżnicowaniem, w tym również tym o charakterze terytorialnym. Tylko wówczas język giętki powie wszystko, co pomyśli głowa - pomyśli, a nie powtórzy po jej domorosłym zewnętrznym kontrolerze.

Tuesday, April 26, 2022

Dbałość o wolność słowa w "świecie klaunów"

Oto "świat klaunów" w pigułce: z jednej strony ideologiczni rezonerzy nazywający "walką o demokrację" popieranie kryptocenzury na stronie służącej głównie zamieszczaniu pustych sloganów, a z drugiej strony zblazowany celebryta-miliarder nazywający "walką o wolność słowa" tromtadrackie obietnice likwidacji owej kryptocenzury (tak czy inaczej możliwej do obejścia przy minimum wysiłku).

Warto umieć rozpoznawać podobne pseudokonflikty i unikać choćby i biernego angażowania się po którejkolwiek z ich rzekomych stron, aby w ich coraz większym zagęszczeniu umieć identyfikować te sytuacje, w których stawka toczy się o rzeczy faktycznie poważne. Począwszy choćby od tej, której natura w bezprecedensowym stopniu unaoczniła się na przestrzeni ostatnich dwóch lat, a którą można streścić następująco: prawnie zagwarantowana wolność słowa ma znaczenie tylko wtedy, gdy zabezpiecza ona wolność słowa zagwarantowaną mentalnie i duchowo. To zaś ma miejsce tylko wtedy, gdy słowa dyktuje człowiekowi naturalne światło rozumu, głos sumienia i wewnętrzna wolność woli, a nie odgórnie narzucane propagandowe narracje i "profilowe kolorowanki", które można zmieniać jednym przesunięciem globalnego socjotechnicznego przełącznika.

Tylko wówczas słowa - choćby i wypowiadane w sposób najswobodniejszy - przestaną konsekwentnie tracić swoje znaczenie, a wartości - choćby i wyrażane w sposób najbardziej szczery - przestaną być zastępowane swoimi płaskimi karykaturami. Tego jednak nie zapewni żadna "systemowa" zmiana - tu pomoże jedynie kilka miliardów właściwych i ciągle ponawianych indywidualnych wyborów.

Sunday, April 24, 2022

Psucie pieniądza: kluczowe źródło psucia świata

Inflacja jest w ostatecznym rachunku zawsze zjawiskiem monetarnym - warto zwrócić uwagę, że prawda ta nie tylko wskazuje na fakt, iż alternatywne wyjaśnienia inflacji to wymówki mające odwodzić uwagę od "słonia w pokoju", ale też daje do zrozumienia, że nawet ewentualną wartość wyjaśniającą owych alternatywnych uzasadnień można ostatecznie zakotwiczyć w sferze monetarno-politycznej.

Przykładowo: to oczywiście prawda, że znaczący konflikt zbrojny może wzmóc inflację cenową wskutek hamowania produktywnej działalności gospodarczej, niszczenia dóbr kapitałowych i infrastruktury logistycznej itd. Niemniej nic tak nie sprzyja znaczącym konfliktom zbrojnym, jak wyścig zbrojeń między militarnymi potęgami, a nic w takim stopniu nie ułatwia wyścigu zbrojeń między militarnymi potęgami, jak stała możliwość inflacyjnej redystrybucji siły nabywczej kontrolowanych przez nie walut. Innymi słowy, wojna może oczywiście wywołać tymczasową inflację cenową, ale wojnom wydatnie sprzyja konsekwentna inflacja monetarna.

Podobnie, sparaliżowanie danej gospodarki tzw. lockdownem mającym rzekomo ograniczać rozprzestrzenianie się niebezpiecznego drobnoustroju (abstrahując na moment od kwestii tego, kto jest odpowiedzialny za powstanie i uwolnienie tego ostatniego) może oczywiście doprowadzić do inflacyjnego "szoku podażowego". Niemniej trudno sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek był gotów tolerować odgórnie narzucony gospodarczy paraliż, gdyby w czasie jego trwania nie mógł posiłkować się "awaryjnymi kredytami", "czekami stymulacyjnymi" i innymi protezami finansowanymi bądź to wprost poprzez inflacyjną redystrybucję, bądź też poprzez emisję łatwo monetyzowalnego długu.

Podsumowując, rozmaite "szoki podażowe" są naturalnie czynnikami wywołującymi doraźną inflację cenową, ale powstanie świata cechującego się nadzwyczajną częstotliwością występowania podobnych szoków jest w ogromnej mierze pochodną wytwarzania permanentnej inflacji monetarnej, czyli ochoczego korzystania z "usług" banków centralnych i walut dekretowych. Innymi słowy, nigdy nie należy zapominać o tym, w jak znaczącej mierze bezpośrednie psucie świata ma swe ostateczne źródło w bezustannym psuciu pieniądza. Nawet jeśli miłość pieniądza to korzeń wszelkiego zła, jej głównym elementem jest dziś niewątpliwie miłość cudzej siły nabywczej - politycznie umotywowana, pozaustawowo wyrażana i ukradkowo zaspokajana.

Friday, April 15, 2022

Duch "globalnej polityki" i tłumu pod krzyżem a rosnąca konieczność moralnej doskonałości

Na przestrzeni ostatniego półtora roku wielokrotnie podkreślałem, że soratyczne "elity" rządzące światem mają już wyłącznie jeden cel: wpędzenie jak największych rzesz zwykłych ludzi w stan jak najgłębszej konfuzji, rozpaczy i beznadziei skutkującej duchowym zatraceniem. W świetle powyższego faktu ich coraz bardziej absurdalne ze zdroworozsądkowego punktu widzenia decyzje są z ich własnego punktu widzenia jak najbardziej "racjonalne".

Przykładowo, wyprzedzające straszenie przez dyrektora CIA tym, że przyparty do muru P. może niebawem użyć taktycznej broni jądrowej, mogłoby być słusznie uznane za niebezpieczne podbechtywanie, ale z punktu widzenia tych, którzy w swoim niegodziwym szaleństwie nie mieliby nic przeciwko takiemu obrotowi spraw, jest to działanie pożądane.

Podobnie, morzenie głodem mieszkańców Szanghaju w ramach najabsurdalniejszej z dotychczasowych odsłon totalitaryzmu hipochondrycznego mogłoby być słusznie uznane za czysty obłęd, ale z punktu widzenia istot czerpiących satysfakcję z czynienia zła jest to, znowu, zjawisko korzystne - zwłaszcza jeśli zdoła ono wywołać kaskadę kolejnych niszczycielskich kroków, takich jak np. inwazja na Tajwan dezorganizująca pęczniejący oddolny bunt przeciwko sanitarystycznemu amokowi KPCh.

Wreszcie to samo można powiedzieć o ostentacyjnie prowokacyjnym wtargnięciu izraelskich sił zbrojnych do meczetu Al-Aqsa w okresie, kiedy w Jerozolimie obchodzone są równolegle Ramadan, Pascha i Triduum Paschalne. Znowu, mogłoby się wydawać, że podobne działanie to podręcznikowy przykład podkładania iskry pod beczkę prochu, a tym samym podręcznikowy przykład nieodpowiedzialności - chyba że wywołanie eksplozji jest czyimś wyrachowanym celem.

I jeśli ktoś teraz zapyta, dlaczego te pieczołowicie odtrąbiane w głównonurtowych mediach i, jak się zdaje, globalnie koordynowane konfliktogenne procedury miałyby w swojej kulminacji dawać komukolwiek satysfakcję, to dzisiaj jest doskonały dzień, żeby uzyskać na to pytanie adekwatną odpowiedź. Dość wspomnieć na to, jaki duch pobudzał tłum stojący pod krzyżem i dawał mu bezinteresownie złośliwą motywację. Jeśli chce się zrozumieć "globalną politykę" dzisiejszego świata, nie można pozostawać ślepym na działanie owego ducha i na naturę udzielanych przez niego natchnień.

Zrozumiawszy ją zaś, pozostaje przyjąć niezłomną postawę moralnej doskonałości wykazywaną przez Tego, który ani na jotę nie dał owemu duchowi satysfakcji. Tylko wówczas - niezależnie od tego, ile demoralizujących bałamuctw mają jeszcze w zanadrzu domorośli "władcy świata" - zawsze zachowa się w konfrontacji z nimi niewzruszoną odwagę, wytrwałość i wewnętrzny pokój.

Wednesday, April 13, 2022

Upadek iluzji "pokoju i bezpieczeństwa" jako konieczna droga do wolności i odpowiedzialności

Dawniej człowiek często bywał głupi, ale rzadko bywał bezustannie ogłupiany i często bywał niemoralny, ale rzadko bywał bezustannie demoralizowany. Innymi słowy, głównym problemem dzisiejszego człowieka jest nie jego degradacja, ale wyuczona bierność w jej obliczu i nieświadomość bycia jej ofiarą; zaś jedynym skutecznym rozwiązaniem tego problemu jest nie "pokój i bezpieczeństwo", ale wolność i odpowiedzialność.

Przy czym rzeczywiście może być tak, że tylko zawalenie się iluzji "pokoju i bezpieczeństwa" jest w stanie człowieka na tyle otrzeźwić, aby mógł on na powrót uświadomić sobie potrzebę wolności i odpowiedzialności - z tym kluczowym zastrzeżeniem, że potrzeby tej nie jest w stanie zaspokoić absolutnie żaden polityczny reżim ani ideologiczny front. W świecie, w którym globalna polityka to już wyłącznie wielki spektakl zła, a medialna ideologia to już wyłącznie sztuczna mgła mająca ukryć ten fakt, ma się niepowtarzalną i być może ostatnią szansę, żeby tę świadomość trwale odzyskać - nie ma więc już żadnych dobrych wymówek, żeby jej w pełni nie wykorzystać.

Sunday, April 10, 2022

Między młotem barbarii a kowadłem dekadencji

W miarę upływu czasu coraz bardziej można docenić unikatowy charakter naszej części świata. Z jednej strony słuszną odrazę budzi w jej mieszkańcach dzika mentalność każdej "wschodniej fali" - co nie powinno w najmniejszym stopniu dziwić, biorąc pod uwagę, iż na przestrzeni dziejów trzy wielkie "wschodnie fale" rozbiły się o tutejsze "przedmurze". Z drugiej jednak strony równie słuszną odrazę budzi wciąż w tutejszym społeczeństwie straszna duchowa cena, jaką tzw. Zachód (rozumiany w sensie czysto geograficznym, nie cywilizacyjnym) zapłacił za swój tymczasowy materialny dobrobyt i doczesny pokój, konsekwentnie dając się infekować trucizną Gramsciego, Kinseya i Alinsky'ego, czego skutkiem jest obecny stan rzeczy, w którym większości tamtejszych wpływowych decydentów i "edukatorów" należałby się kamień młyński u szyi i dno morza.

Tymczasem tutaj - mimo oczywistych i momentami mocno uciążliwych zjawisk, takich jak chroniczny bałagan prawny, napór drobnej kleptokracji i długa tradycja ogólnego nieprofesjonalizmu - wciąż można funkcjonować w poczuciu, że jest się otoczonym względną normalnością i zdroworozsądkowością, która, choć nie zasługuje na aureolę, nie woła też regularnie o pomstę do nieba. Potwierdził to również ostatni samarytański zryw - bardziej żywiołowy niż przemyślany, ale szczery w swojej spontaniczności i bezinteresownie serdeczny.

Czy rzeczona sytuacja jest w większej mierze pochodną mimowolnych doświadczeń historycznych, czy dobrowolnego i konsekwentnego zaangażowania na rzecz określonych wartości, to kwestia niemal nieskończenie pojemna i w tym miejscu nierozstrzygalna. Tak czy inaczej, warto zdać sobie sprawę z autentycznej unikatowości miejsca, które od stuleci hartowało się między młotem ustawicznej barbarii a kowadłem nad wyraz częstej dekadencji, docenić względnie bardzo dobry rezultat powyższego procesu i bez jakichkolwiek kompleksów kultywować jego oryginalny charakter. Zwłaszcza, że coraz bardziej wygląda na to, iż na ostatecznym placu boju może się on ostać jako jeden z nielicznych - nawet jeśli nie "wielki", to przynajmniej nie całkiem skarlały.

Friday, April 8, 2022

Ani Zachód, ani Wschód, tylko ludzie dobrej woli

Problem nie leży w przekonaniu samego siebie, żeby życzyć źle "wschodniej fali", która zachowuje się tak samo, jak każda "wschodnia fala" przed nią, poczynając od Hunów poprzez Tatarów po bolszewików. Problem leży w niemożności przekonania samego siebie, żeby życzyć dobrze tzw. Zachodowi, który całkowicie zmarnotrawił swoje dziedzictwo greckie, rzymskie, klasycznie liberalne i chrystusowe - i, co gorsza, ani myśli je odzyskiwać nawet w obliczu gorącego starcia ze swoim rzekomym cywilizacyjnym wrogiem.

Pozostaje zatem życzyć dobrze wszystkim poszczególnym ludziom dobrej woli - z Zachodu, Wschodu, Północy i Południa - którzy wspomniane dziedzictwo zachowują albo przynajmniej uczciwie próbują to robić. Innymi słowy, pozostaje życzyć dobrze wszystkim tym, którzy nie dbają o bałamutne polityczne teatrzyki i ideologiczne straszydła, ale wyłącznie o mozolne, codzienne doskonalenie siebie i swoich bliźnich. To oni odziedziczą to, co zostanie ze świata.

Friday, March 18, 2022

Kiedy interwencjonizm jest gorszy niż socjalizm?

Ludwig von Mises wielokrotnie podkreślał, że konsekwentnie wdrażany interwencjonizm (znany też jako "trzecia droga") musi prowadzić do socjalizmu, natomiast konsekwentnie wdrażany socjalizm musi prowadzić do głodu i nędzy dla wszystkich. Dziś należałoby uzupełnić te spostrzeżenia o sugestię, że konsekwentnie wdrażany interwencjonizm funkcjonujący w ramach odpowiednio zdynamizowanej, zglobalizowanej i zwirtualizowanej gospodarki może prowadzić bezpośrednio do świata postapokaliptycznego - tzn. do głodu i nędzy dla wszystkich z pominięciem etapu socjalistycznego.

Tylko taki bowiem rodzaj interwencjonizmu, pasożytującego w trybie wykładniczym na zasobach globalnej gospodarki semikapitalistycznej, jest w stanie - w przeciwieństwie do produkcyjnie i komunikacyjnie bezradnego socjalizmu - wywołać w przyspieszonym tempie globalny hipochondryczny amok, globalną hiperinflację i globalną eskalację działań zbrojnych, włączając użycie arsenałów jądrowych. Mając powyższe na uwadze, wszyscy ludzie dobrej woli powinni w równie przyspieszonym tempie rozmontowywać ów interwencjonizm - każdy na własną miarę, ale zawsze, wszędzie i bezpardonowo.

Tylko bowiem "pójście na całość" jest w stanie powstrzymać coś tak całkowicie niszczycielskiego - kto zaś w podobnej sytuacji będzie się starał "asekuracyjnie" stracić jak najmniej, ten w pierwszej kolejności straci wszystko.

Thursday, March 17, 2022

"Eskapizm" jako obrona sumienia i godności

Jeśli ktoś w sposób przemyślany uzna, że wszystkie "decyzyjne" strony danego konfliktu są złe, skorumpowane, cyniczne, zakłamane i śmiercionośne, w związku z czym żadna nie zasługuje na bycie jej przychylnym, to jest to postawa nie "strusia chowającego głowę w piasek" czy "Piłata tchórzliwie umywającego ręce", tylko osoby okazującej konsekwentny szacunek darom sumienia i godności, odmawiającej ich skalania z uwagi nie na swój domniemany "purytanizm", ale na ich bezcenną wartość. Co więcej, jedynie takie nastawienie pozwala nawiązać uczciwe porozumienie z tymi wszystkimi, którzy ucierpieli wskutek danego konfliktu mimo swojej pryncypialnej odmowy stania się w nim czyimikolwiek pionkami.

Cytując klasyka: "Nie jestem po niczyjej stronie, bo nikt nie jest po mojej stronie". Wbrew pozorom jest to stwierdzenie świadczące nie o wyniosłości czy apatii, tylko o niezłomności i czujności. Jeśli zaś jest to stwierdzenie eskapistyczne, to tylko w takim sensie, w jakim postawę eskapistyczną przyjmuje zdrowa na umyśle osoba usiłująca uciec z zakładu dla obłąkanych. To natomiast jest jedynym właściwym wyborem w obliczu coraz bardziej rozkiełznanych przepychanek między różnymi grupami rezydentów owego zakładu.

Tuesday, March 15, 2022

Miłość bliźniego to nie miałkie samozadowolenie

Ostatecznym celem "księcia tego świata" jest doprowadzenie do stanu rzeczy, w którym zewsząd będzie słychać permanentny trajkot o "miłości", "czułości", "otwartości", "współczuciu", "solidarności" i "humanitaryzmie", gdzie jego wyłącznym źródłem i przeznaczeniem będą nieskończone pokłady miałkiego samozadowolenia, infantylnego samozapatrzenia i otępiającego konformizmu. Innymi słowy, celem tym jest doprowadzenie do stanu rzeczy, w którym rzekoma "miłość bliźniego" będzie doskonale tożsama wyłącznie z miłością własną - a w zasadzie z jej maksymalnie płytką karykaturą, czyli z zadurzeniem własnym.

Wydaje się zatem, że - póki jeszcze czas - warto zdecydowanie stonować w sobie "miłość" i zrównoważyć ją rygorystyczną logiką, duchową dyscypliną i ideologicznym samooczyszczeniem. Innymi słowy, zamiast coraz szybszego i coraz bardziej jałowego kręcenia się w miejscu warto stanąć nieruchomo i odzyskać gruntowną świadomość tego, którędy wiedzie droga. Wtedy i miłości nigdy nie zabraknie, ale będzie ona wolna od brzmiącego cymbalstwa.

Monday, March 14, 2022

Faza "sanitarna", faza militarna i ich niecny mariaż

Co nadejdzie po fazie "sanitarnej" i fazie militarnej ostatecznej odsłony projektu "ordo ab chao"? Znając umysłową i moralną siermiężność domorosłych "władców świata", będzie to najpewniej połączenie obu tych faz.

Ściślej rzecz ujmując, w miarę jak w kolejnych częściach świata będą uruchamiane konflikty militarne, a w ich następstwie na terytoria sąsiadujące będą napływać ogromne rzesze uchodźców, coraz bardziej nachalne będzie się stawać ponowne straszenie nowymi "wariantami" oczywistego drobnoustroju (gadające głowy z WHO już powoli zaczynają uderzać w podobne tony). Innymi słowy, tam, gdzie niemożliwe jest wywołanie wojny ofensywnej, tam - w ramach kolejnej fali hipochondrycznego amoku połączonego z obecnością milionów migrantów przedstawianych jako potencjalne "wektory zakażenia" - będzie się starało wywołać wojnę domową.

Jak się przed tym ustrzec? Sposób jest w ostatecznym rachunku tylko jeden: należy konsekwentnie dbać o to, żeby nie dać - nomen omen - zainfekować swojego życia jakimikolwiek elementami tzw. oficjalnej narracji. Nigdy nie dość podkreślania, że to, co dzieje się przez ostatnie dwa lata, to przede wszystkim ogromne starcie duchowe - więc jedyną niezawodną obroną jest w nim duchowa trzeźwość i czujność. Kto to zrozumie, ten przejdzie przez nie niezwyciężony - kto zaś tego nie zrozumie, ten pozwoli, żeby nawet jego najlepiej umotywowane czyny obróciły się przeciwko niemu.

Wednesday, March 2, 2022

Moralna czystość i intelektualna przenikliwość w obliczu konfliktu dopełniających się form zła

Strategia "ordo ab chao", która jest obecnie wdrażana w sposób bezprecedensowo natężony, polega m.in. na skoordynowanym eskalowaniu konfliktu między dwoma polityczno-ideologicznymi frontami, z których każdy jest zły, przy czym każdy jest pod pewnymi względami gorszy od drugiego (abstrahując od tego, który jest w danym przypadku winny zainicjowania "gorącej fazy").

Przykładowo: jeden z nich składa się głównie z siermiężnych zbirów posługujących się przede wszystkim bombami, czołgami i mafijnymi zastraszeniami, podczas gdy drugi posługuje się przede wszystkim upadlającą biurokracją, odgórnie promowaną kulturową degrengoladą i "miękkim totalitaryzmem" na wzór australijskiej, kanadyjskiej czy nowojorskiej dyktatury sanitarystycznej - za bomby i czołgi bierze się zaś wyłącznie działając w "trzecim świecie".

Innymi słowy, pierwszy bezceremonialnie kaleczy i morduje cieleśnie, podczas gdy drugi zna bardziej wyrafinowane metody kaleczenia i mordowania duchowego, zaś z klasycznie bandyckich metod korzysta wyłącznie poza granicami "cywilizowanego świata". Pierwszy nie ma oporów przed błyskawicznym przetrącaniem swoim ofiarom fizycznych kręgosłupów, zaś drugi przed przewlekłym łamaniem ich kręgosłupów moralnych. Itp., itd.

Rzecz w tym, żeby w kontekście zaogniania starcia między podobnymi frontami wmanewrować jak największą liczbę osób w jałowe licytacje na temat tego, kto jest w ostatecznym rachunku "bezwzględnie gorszy", podczas gdy tymczasem każdy z nich jest gorszy pod pewnymi względami. Jeden może być na daną chwilę nieskończenie bardziej niszczycielski w wymiarze fizycznym, ale drugi może być w długim terminie bardziej wyjaławiający w wymiarze moralnym i kulturowym (pierwszy może być zwyczajnie zbyt biedny i prymitywny, żeby móc cokolwiek osiągnąć w tym zakresie). Innymi słowy, błędne jest zarówno różne wartościowanie rzeczonych stronnictw, jak i ich traktowanie symetryczne, bowiem ma się wówczas do czynienia ze zjawiskami niewspółmiernymi pod względem wykorzystywanych kategorii zła, które - choć niewspółmierne - są wobec siebie komplementarne, bo wspólnie wzmagają intelektualny, moralny i duchowy zamęt.

Kluczowe jest zdanie sobie tutaj sprawy, że oba elementy wzmiankowanych diad służą w ostatecznym rachunku tej samej "ukrytej ręce", która realizuje przy ich pomocy cele nie ekonomiczne czy polityczne, tylko metafizyczne: nie można odsuwać od siebie rozumienia, że za "światem ludzkich spraw" stoją zawsze stronnictwa nieskończenie "wyrazistsze jakościowo", przy czym jedno z nich - służące dobru - działa na zasadzie jawnego spontanicznego porządku, podczas gdy drugie z nich - służące złu - tworzy w ukryciu planowane chaosy. Jeśli nie przyjmie się tego do wiadomości, to, analizując gwałtowne wydarzenia rangi światowej, będzie się zawsze skazanym albo na jałowe gdybanie o tym, w czyim coś się dzieje wąsko rozumianym "interesie", albo na równie jałowe tłumaczenie wszystkiego "zbiegami okoliczności" czy "impulsami szaleńców".

Jak zatem uniknąć uwikłania w intelektualny zamęt, moralną tromtadrację i duchową jałowiznę w obliczu wyjątkowo agresywnych zagrywek z gatunku "ordo ab chao"? Otóż najbardziej niezawodna jest tu postawa tolkienowska, głosząca, iż to "codziennie czyny zwykłych ludzi odpędzają mrok". Należy więc w najbardziej oczywisty, konkretny sposób pomagać w nieszczęściu Bogu ducha winnym ludziom, którzy zostali wplątani w zupełnie ich nieinteresujące nieczyste intrygi. Jeśli zaś przy tej okazji dostanie się do dyspozycji zasoby wyasygnowane przez jakiekolwiek polityczne bądź ideologiczne fronty grające na umocnienie swojej pozycji, należy wykorzystać je maksymalnie roztropnie i bezinteresownie, nie wchodząc jednocześnie z owymi frontami w jakiekolwiek transakcje wiązane, a tym bardziej w jakiekolwiek "strategiczne sojusze". Tylko wówczas wykaże się zarówno moralną czystość, jak i intelektualną przenikliwość, a więc elementy, które winny być traktowane jako absolutnie nierozłączne - i tylko wówczas zadba się o to, żeby dobre chęci nie służyły brukowaniu piekła.

Sunday, February 27, 2022

Zło toporne, zło wygładzone i dar rozeznawania

Jeśli coś wygląda jak zło, brzmi jak zło i działa jak zło, to niewątpliwie jest to zło i należy mu się jednoznacznie przeciwstawiać. Nie należy jednak przy tym zapominać, że zło ma wiele postaci i rozgrywa swoje plany na wielu frontach jednocześnie, częstokroć udając swojego własnego wroga.

Stałym elementem rzeczonej rozgrywki jest np. wybielanie bądź uatrakcyjnianie swoich stosunkowo subtelniejszych form poprzez skupianie wszelkiej uwagi na swoich formach bardziej topornych. Występując zatem przeciwko tym ostatnim, należy baczyć, żeby w szlachetnym zapale nie wchodzić w rzekomo pragmatyczne sojusze z ich bardziej uładzonymi odpowiednikami. I przede wszystkim należy wystrzegać się w tym kontekście przekonania, że podobne ostrzeżenia są równoznaczne z sabotowaniem słusznych wysiłków skierowanych przeciwko temu złu, które na daną chwilę wydaje się najbardziej bezpośrednio niebezpieczne.

Innymi słowy, odwaga lwa nigdy nie powinna rozstawać się z roztropnością węża - w innym bowiem razie zło najbardziej niebezpieczne w sensie nie bezpośrednim, ale ostatecznym, zdoła obrócić dobre zamiary w swoją finalną korzyść.

Friday, February 25, 2022

"Panikarstwo", "paskarstwo" i proces rynkowy

Zachowaniem niestosownym nie jest ani "paniczne wykupywanie towaru", ani "paskarskie śrubowanie cen". Masowe wypłacanie gotówki z bankomatów czy robienie indywidualnych zapasów paliwowych to naturalna, ekonomicznie i psychologicznie uzasadniona reakcja na wzmożone poczucie niepewności przyszłości, w tym dopuszczanie scenariuszy najczarniejszych - dyskutować można w tym kontekście jedynie na temat tego, jaki zakres i jakie natężenie podobnych działań jest w danym pojedynczym przypadku wskazane.

Wzrost cen jest zaś naturalną ekonomiczną i biznesową reakcją zarówno na falę asekuracyjnych zakupów, a więc na czynnik czysto popytowy, jak również na przewidywane ograniczenia w podaży spowodowane potencjalnymi zaburzeniami w strukturze dostaw. Jest to podręcznikowy wręcz przykład samonapędzającego się procesu rynkowego generowanego na bieżąco przez interakcje między kupującymi a sprzedającymi, który kształtują zarówno obiektywne czynniki rzadkościowo-racjonujące, jak i subiektywne czynniki psychologiczno-niepewnościowe, przy czym obie te kategorie mają charakter spekulacyjny, a więc wyglądający w przyszłość i dotyczący spodziewanych, nie bieżących danych rynkowych.

Innymi słowy, w kontekście podobnych wydarzeń nazywanie tłumnie kupujących "panikarzami" i nazywanie windujących ceny sprzedawców "paskarzami" to dwie strony tego samego medalu ekonomicznej niedbałości zastępowanej mniej lub bardziej nieświadomym subiektywnym moralizatorstwem. Jak zawsze w takich sytuacjach, ani nie oferuje ono poprawnego i kompletnego opisu danego problemu gospodarczego, ani tym bardziej nie wyjaśnia natury procesów rynkowych, które - przy braku instytucjonalnych przeszkód - spontanicznie tworzą stosowne rozwiązania.

Globalny planowany chaos a umysłowa trzeźwość

Globalny planowany chaos, który został uruchomiony dwa lata temu, ma oczywiście fatalny i głęboko niszczycielski wymiar konwencjonalny - zrujnowane firmy, zniszczone majątki, a teraz również ofiary wojenne - ale poza tym ma on także głębszy i w ostatecznym rachunku niebezpieczniejszy wymiar duchowy.

Ten ostatni polega na maksymalnym i możliwie trwałym intelektualnym zdegradowaniu i zdemoralizowaniu jak największej liczby zwykłych ludzi. Dotychczas rozgrywająca się faza owego planowanego chaosu - faza "sanitarna" - służyła budzeniu w szerokich masach histerycznych hipochondryków gotowych na zawołanie odciąć się (tak fizycznie, jak i mentalnie) choćby i od własnych rodzin. Tymczasem wprowadzana w chwili obecnej faza militarna służy nabudowaniu na świeżej wciąż histerii hipochondrycznej dodatkowej warstwy podziałów, tym razem o charakterze stricte politycznym, wymuszającym zajęcie określonego stanowiska z zakresu "stosunków międzynarodowych", które zantagonizuje zwolenników wszystkich stanowisk alternatywnych.

W miarę jak w świecie inicjowane będą kolejne znaczące konflikty militarne (najbliższy z nich zdaje się pączkować w tej chwili na Dalekim Wschodzie), podziały i antagonizmy na tle opinii dotyczących "polityki zagranicznej" będą mogły być mnożone praktycznie w nieskończoność, czemu wydatnie sprzyjać będzie wielostronna wojna informacyjna (astroturfing, gaslighting, clickbaiting, trolling itp.) prowadzona bezustannie we wszystkich środkach masowego przekazu, na czele z tzw. mediami społecznościowymi. Cały ów proces będzie zaś konsekwentnie zmierzał w kierunku tak kompletnego ogłupienia i poniżenia mas ludzkich, aby w ostatecznym rachunku z błaganiem padły one do kolan komuś, kto roztoczy przed nimi wiarygodną wizję światowego pokoju, bezpieczeństwa i dobrobytu za cenę bezwzględnego i dobrowolnie uzyskanego posłuszeństwa.

Istnieje tylko jeden niezawodny sposób na uniknięcie uwikłania się w powyższy galimatias: nie zachowywanie względu na osoby, tylko na wartości, a wśród tych ostatnich bezwzględne zachowywanie właściwej hierarchii, gdzie na szczycie znajdują się wartości same w sobie (wolność, godność, mądrość, świętość itd.), czyli takie, którymi nie jest w stanie kupczyć żaden polityczny reżim ani ideologiczny front. Wtedy i tylko wtedy będzie się można konsekwentnie umacniać w umysłowej trzeźwości i moralnej czujności, podczas gdy wokół uruchamiane będą coraz bardziej szydercze absurdy i coraz bardziej samobójcze przedsięwzięcia. Wtedy wszelkie fale "potopu" będą wywoływały wyłącznie efekt wznoszący.

Monday, February 21, 2022

Moment globalnego, oddolnego starcia o wolność

"Demokratyczne" reżimy tego świata nie mają już żadnych oporów, żeby na przestrzeni dwóch lat przechodzić od "spłaszczania przez dwa tygodnie krzywej zachorowań" do wprowadzania stanów wojennych, narzucania bezterminowych "sanitarnych" ausweisów i masowego blokowania kont bankowych.

Stąd wszyscy ludzie dobrej woli nie powinni mieć też żadnych oporów, żeby w znacznie krótszym okresie czasu przechodzić od indywidualnego kontestowania działań rzeczonych reżimów do masowego popierania bądź organizowania "konwojów wolności" i podobnych form konsekwentnego, metodycznego sprzeciwu zdolnego do paraliżowania ich funkcjonowania i skutecznego wymuszania na nich kapitulacji.

Teoretycy myśli wolnościowej od dawna już podkreślali, że cofnąć stale postępującą falę "miękkiego totalitaryzmu" można jedynie na drodze sprzeciwu tyleż spontanicznego i oddolnego, co nieustępliwego i globalnego. Wydaje się, że nastąpił wreszcie moment, gdy w świecie jest już dość wiedzy, woli i determinacji, aby taki sprzeciw rzeczywiście wyrazić - należy więc na miarę indywidualnych możliwości działać myślą, mową, uczynkiem i dbałością na rzecz tego, żeby nie wypalił się on przed osiągnięciem całości swoich celów.

Subkreacja a destrukcja, czyli o tworach tolkienopodobnych

W środkach masowego przekazu pojawiły się ostatnio pewne mocno sugestywne zdjęcia promujące twór tolkienopodobny produkcji "amazońskiej". Arogancka dezynwoltura, z jaką - wnioskując z owych zdjęć - autorzy tego tworu podeszli do wizji świata przedstawionego w adaptowanym pierwowzorze, wywołała niezaskakujące komentarze na temat odruchowego już porzucania literackiej prawdy na rzecz topornej ideologii. Dużo bardziej symptomatyczne od wzmiankowanych zdjęć i komentarzy okazały się jednak odpowiedzi na owe komentarze, pochodzące zarówno od przygodnych internetowych dyskutantów, jak i od tzw. zawodowych dziennikarzy prasowych.

Otóż treść rzeczonych replik - rzecz również niezaskakująca - oscyluje konsekwentnie wokół następujących podręcznikowo wręcz infantylnych sloganów: "przecież to jest świat fantastyczny, a w świecie fantastycznym wszystko może się zdarzyć" oraz "co kogo obchodzi fizjonomia czy kolor skóry, liczy się charakter postaci i talent aktorski". Trudno o wyrazistszy przejaw tego, że tzw. kultura masowa - doganiając w przyspieszonym tempie to, co od paru dobrych dekad ma już miejsce w obrębie tzw. kultury snobistycznej - znajduje się już nie na etapie antycywilizacyjnym, ale na etapie post-cywilizacyjnym. Wielkie dzieło modernistycznej dekonstrukcji - czyli destrukcji kanonu - dokonało się pod egidą rozmaitych Joyce'ów, Sartre'ów i Beckettów, czyli osób, które wyrastały jeszcze z "kanonicznej" kultury i w związku z tym wiedziały, jak ją najskuteczniej nadwątlać i wykoślawiać. Jako że jednak podobna dekonstrukcja jest z definicji zadaniem zbyt intelektualnie ambitnym dla kultury masowej, ta ostatnia, chcąc wymiernie służyć "duchowi tego świata", musiała dokonać bezpośredniego przeskoku z etapu konstruktywnego - reprezentowanego jeszcze przez ekranizacje "Władcy Pierścieni" sprzed raptem 20 lat - do etapu post-destrukcyjnego. Innymi słowy, musiała pominąć etap, gdzie światy fantastyczne traktuje się jako rewolucyjne "kuźnie utopii" czy miejsca egzystencjalnych rozterek, i raptownie wejść w etap, gdzie są już one traktowane wyłącznie jako otchłanie groteskowego infantylizmu.

Wyjątkowo znamienne jest branie w tym kontekście na warsztat nikogo innego jak właśnie Tolkiena, który już za życia był znienawidzony przez tzw. krytyków literackich jako "reakcjonista" i "bajkopisarz". Innymi słowy, nikt bardziej niż Tolkien, głęboko zanurzony w "kanonicznej" homeryckiej i tomistycznej wizji rzeczywistości, nie zdawał sobie sprawy z tego, że literacko wartościowy świat fantastyczny to nie miejsce, gdzie "wszystko się może zdarzyć, gdy głowa pełna marzeń", tylko ontologicznie spójna konstrukcja domagająca się narracyjnej konsekwencji i kulturowej ciągłości. Tylko wówczas bowiem tworzenie literatury (bądź kinematografii) fantastycznej nosi znamiona "subkreacji" - tworzenia godnego istot stworzonych na obraz i podobieństwo Stwórcy - a nie destrukcji czy błaznowania na zgliszczach.

W świetle powyższego oczywistym powinien stać się fakt, że "różnorodnościowo"-"inkluzywistyczno"-infantylistyczny walec, który błyskawicznie przetoczył się przez kulturę masową na przestrzeni ostatnich kilku lat, nie jest odbiciem jakiejkolwiek spontanicznej "ewolucji kulturowej" czy jakichkolwiek organicznych "zmian w świadomości społecznej", tylko przejawem pospiesznego wdrażania odgórnie narzuconej ideologicznej agendy, której fundamenty były przygotowywane co najmniej od wielu dekad. Warto też zrozumieć, że najwyższym funkcjonariuszom w polityczno-korporacyjno-biurokratycznej hierarchii wdrażającej ową agendę zależy nie na pieniądzach czy banalnie rozumianej władzy, tylko na degradacji człowieka rozumianej jako cel sam w sobie - zgodnie z odwieczną linią programową tego, z którym postanowili podpisać cyrograf.

Najlepszym sposobem na zachowanie zarówno trzeźwości osądu, jak i pogodnego dystansu w obliczu wzmiankowanych zjawisk jest zatem, jak łatwo się domyślić, powrót do źródeł - regularne konsultowanie dzieł Tolkiena (a także Homera, Dantego, Lewisa, Chestertona itd.) celem sycenia swojej wyobraźni i odnawiania swojego poczucia dobrego smaku w obliczu coraz nachalniej forsowanej ideologicznej tandety. Ta ostatnia przeminie już niedługo, bo z uwagi na swoją samobójczą naturę przeminąć musi, natomiast rzecz w tym, żeby w międzyczasie nie przeminęła również nasza zdolność do odróżniania rzeczywistości od jej bałamutnych atrap. Nie trzeba wiele aktywności, żeby tę zdolność zachować - ale też nie trzeba wiele bierności, żeby ją szybko stracić. Stąd bądźmy bierni tam, gdzie świat próbuje nas skłonić do "aktywistycznego" wierzgania, ale tym bardziej bądźmy czynni tam, gdzie próbuje nas on uśpić swoimi miazmatami. W erze powszechnego dostępu do niemal całości cywilizacyjnego dorobku ludzkości jest to zadanie równie organizacyjnie proste, co moralne satysfakcjonujące - trudno więc o szczere usprawiedliwienie przed samym sobą rezygnacji z jego podjęcia.

Wednesday, February 16, 2022

Niezłomna wewnętrzna wolność ludzi dobrej woli

Rolą najbardziej wpływowych reżimów "wschodnich" jest epatowanie grozą klasycznej, brutalnej tyranii, rolą najbardziej wpływowych reżimów "zachodnich" jest sugerowanie, że jedyną wobec niej alternatywą jest zielono-neomarksistowska tyrania "opiekuńcza", zaś rolą ludzi dobrej woli jest krzewienie świadomości, że jest to wybór z gruntu fałszywy.

Innymi słowy, rolą ludzi dobrej woli jest niezłomne dawanie przykładu, że choćby z jednej strony coraz natarczywiej napierała dżuma zabijająca ciało, a z drugiej strony cholera zabijająca duszę, można do samego końca żyć w sposób niezależny, świadomy i godny, nie wchodząc w żadne upokarzające sojusze podyktowane strachem, zmęczeniem czy opacznie rozumianym pragmatyzmem.

Tylko wtedy bowiem zachowa się zarówno ideową czystość gołębicy, jak i pragmatyczny spryt węża, wiedząc, że niezwyciężona wewnętrzna wolność typowa dla takiego stanu rzeczy warta jest odrzucenia wszystkich bałamutnych obietnic królestw tego świata.

Tuesday, February 8, 2022

Intelektualny wandalizm a niezłomność rozumu

Najbardziej wpływowe "opiniotwórcze" ośrodki polityczne, korporacyjne, medialno-rozrywkowe i "edukacyjne" testują obecnie kwestię tego, do jakiego stopnia można całkowicie poniżyć ludzki rozum poprzez wypełnianie go treścią nie tyle nawet kłamliwą, co absurdalną, i nie tyle systemowo ideologiczną, co groteskowo samosprzeczną.

W związku z powyższym nie tyle budują one jakąkolwiek indoktrynacyjnie spójną narrację, co promują równolegle kilka wzajemnie sprzecznych narracji. Przykładowo: z jednej strony forsują one prymitywny scjentyzm traktujący "empiryczne eksperymenty" i "dane statystyczne" jako finalne i wyłączne źródło prawdy, ale z drugiej strony ochoczo stręczą one tzw. postmodernizm, czyli sugestię, że zamiast prawdy człowiek ma do dyspozycji wyłącznie nieskończoną liczbę "osobistych punktów widzenia" i "subiektywnych doświadczeń".

Podobnie, z jednej strony upowszechniają one rzekomo emancypacyjny przekaz jakoby płeć była kategorią czysto biologiczną, co miałoby sugerować, że wszelkie kulturowe różnice płciowe są czysto arbitralne bądź narzucone, a z drugiej strony coraz śmielej promują one doniesienia jakoby płeć miała być kategorią czysto psychologiczną, z czego miałoby wynikać, że sprowadza się ona wyłącznie do określonych kulturowych wyborów i preferencji nie mających nic wspólnego z biologią.

Z jednej strony głoszą one złudnie liberalną agendę "decydowania o swoim ciele", a z drugiej strony - zwłaszcza ostatnimi czasy - gorliwie wspierają jawnie totalitarną agendę wykluczania z życia społecznego osób odmawiających przyjmowania określonych preparatów farmaceutycznych.

Z jednej strony słyszy się zewsząd coraz bardziej nachalne trajkotanie o potrzebie "ratowania Ziemi przed rozpasanym konsumpcjonizmem", a z drugiej strony konsekwentne wezwania do "wywoływania inflacji celem napędzania konsumpcji" czy też podobne usprawiedliwienia inflacji już wywołanej, względnie perory o tym, jakoby tzw. dług publiczny mógł rosnąć w nieskończoność.

Z jednej strony coraz bezczelniej próbuje się stręczyć ludzkości mizantropiczny kult natury, podkreślający rzekomą mądrość zdania się na "pierwotny tryb bytowania", a z drugiej strony konsekwentnie forsuje się równie mizantropiczny kult robotów i domniemanych "myślących maszyn", mający nasuwać myśl, iż "naturalnej inteligencji" przyjdzie czas ustąpić pola "sztucznej superinteligencji".

Z jednej strony coraz głośniej gardłuje się o rzekomej potrzebie "zmniejszania nierówności" i "redystrybucji bogactwa w kierunku biednych", a z drugiej strony w kolejnym zdaniu wprost propaguje się pozbawienie owych biednych dostępu do mięsnej diety czy prywatnych samochodów.

Z jednej strony tzw. globalne elity szermują w nieskończoność pustymi sloganami o "różnorodności" i "inkluzywności", a z drugiej strony zaraz potem podkreślają konieczność zamiatania pod dywan opinii niezgodnych z rozmaitymi domniemanymi "naukowymi konsensusami" czy "zgodnymi opiniami ekspertów".

W agresywnym zalewaniu wszystkich środków masowego przekazu powyższymi narracjami nie chodzi zatem o umacnianie staroświeckiej "władzy" czy "kontroli", bo społeczeństwo całkowicie ogłupione przyjęciem za dobrą monetę podobnej dawki wielopiętrowego absurdu musiałoby się stać całkowicie bezproduktywne, a nie ma żadnego interesu ani satysfakcji w kontrolowaniu bezproduktywnej masy, na której nie da się w żaden sposób pasożytować. Zamiast tego chodzi tu wyłącznie o czysty intelektualny wandalizm i kulturową chuliganerię, bo wyłącznie do takiego celu - do całkowitej inwersji wartości - prowadzi w ostatecznym rachunku przekonanie, że jest się panem rzeczywistości, a wspomniane na wstępie "opiniotwórcze" ośrodki tkwią w owym przekonaniu już od bardzo dawna.

Aby zatem nie pozwolić im zrealizować owego celu, należy niestrudzenie trzymać się tego wszystkiego, co pozwala patrzeć na rzeczywistość w sposób trzeźwy, konstruktywny i licujący z ludzką godnością. Po pierwsze trzeba świadomie zabezpieczać siebie i swoich bliskich przed wpływem wszystkich komunikatów, których nie da się pogodzić z prawem niesprzeczności i wynikającymi zeń ponadczasowymi regułami logicznego wnioskowania. Po drugie warto znaleźć oparcie w tradycji rozumianej jako zakumulowana mądrość wieków, która przez tysiące lat umożliwiała trwanie i rozkwitanie wielkiego zbiorowego wysiłku intelektualnego, moralnego, estetycznego i duchowego zwanego cywilizacją. Po trzecie zaś należy występować przeciwko temu wszystkiemu, co w sposób jawny bądź utajony godzi w szeroko rozumianą wolność osobistą - w zakresie zarówno wyrażania myśli i stanowisk, jak i gospodarowania owocami swojej pracy.

Wówczas wyżej opisany intelektualno-kulturowy wandalizm będzie można traktować jako zjawisko bardziej śmieszne niż straszne i bardziej żenujące niż degradujące, oczekując w spokoju na jego nieuchronną autodestrukcję. Kiedy zaś będzie już po wszystkim, będzie można rzec ze zdrową satysfakcją, że nigdy nie uchybiło się darom rozumu, sumienia i godności, choćby i od pewnego momentu było się w bardzo niewielkiej mniejszości, która postanowiła być w tej kwestii niezłomna do końca.

Saturday, February 5, 2022

Narracja inflacyjna a świadomość ekonomiczna

Poszczególne etapy niedawnej narracji na temat zagrożenia inflacją skupiają jak w soczewce wszystkie negatywne cechy tzw. ekonomii głównego nurtu, zwłaszcza w wymiarze zastosowań w tzw. polityce gospodarczej.

Otóż najpierw słyszeliśmy do znudzenia, że szaleńcze tworzenie przez banki centralne bilionów nowych jednostek pieniężnych wcale nie musi się przełożyć na inflację cenową, bo "nie ma tu żadnej logicznej konieczności" i "dopiero przyszłość pokaże, czy ów tzw. monetarny eksperyment zakończy się fiaskiem". Trudno o wyrazistszy przejaw jałowego pozytywizmu i pseudoeksperymentalizmu w głównonurtowym dyskursie ekonomicznym.

Później, kiedy zwykli ludzie zaczęli już narzekać na ewidentną inflację cenową, słyszało się urągliwe trajkotanie o tym, że żadnej inflacji cenowej nie ma, bo nie wykazują jej arbitralnie zdefiniowane wskaźniki używane przez urzędy statystyczne. Tu z kolei widać wzorcowy przykład odrealnionego formalizmu dominujących orientacji ekonomicznych.

Jeszcze później, kiedy inflacja cenowa pojawiła się już nawet w obrębie wspomnianych wyżej wskaźników, zaczęły rozbrzmiewać oficjalne komunikaty, jakoby inflacja ta była jedynie "przejściowa", spowodowana "post-lockdownowym odreagowaniem" czy innymi przywoływanymi ad hoc behawioralnymi wymówkami. Oto i kolejna kluczowa cecha tendencji panujących w ekonomicznym głównym nurcie: przygodny psychologizm jako niewyczerpane źródło "dodatkowych zmiennych wyjaśniających".

Kiedy zaś stało się dla wszystkich jasne, że wzmiankowana inflacja nie tylko nie jest przejściowa, ale wręcz rozpędza się w coraz bardziej przewlekły sposób (ze względów tak monetarnych, jak i pozamonetarnych, związanych z rujnującymi "lockdownami", "zielonymi" regulacjami, coraz większym biurokratycznym bałaganem i reżimową niepewnością itd.), wówczas poczęły odzywać się głosy, że jest to "naturalna cena" za polityczne "ratowanie gospodarki" przed wszystkimi nieszczęściami tego świata, od krachów finansowych począwszy, a na wirusach i "zmianach klimatycznych" skończywszy. Tu widać wreszcie ukoronowanie wszystkich wyżej wymienionych mankamentów: etatystyczny absurdyzm nakazujący traktowanie monopolistycznych aparatów opresji i ich banków centralnych jako magicznych pól zakrzywiających rzeczywistość, w obrębie których przestają obowiązywać wszelkie zdroworozsądkowe prawa ekonomii.

Jeśli więc ktoś zadaje pytanie, czemu globalna gospodarka zdaje się być przez ostatnich 20 lat w stanie permanentnego i wciąż pogłębiającego się kryzysu, to odpowiedź może odnaleźć w powyższym zestawieniu zasadniczych elementów składających się na dominujący w świecie stan świadomości ekonomicznej - tak wśród "specjalistów" nadających ton "polityce gospodarczej", jak i wśród laików wykazujących wobec niego przynajmniej bierną akceptację.

Na szczęście nikt nie jest na ten stan rzeczy skazany, bo od 150 lat rozwija się tradycja wnioskowania ekonomicznego stanowiąca ścisłe przeciwieństwo wszystkich rzeczonych tendencji: tradycja stosująca logiczną dedukcję zamiast pozytywizmu i pseudoeksperymentalizmu, trzymająca się przyczynowego realizmu zamiast jałowego formalizmu, oparta na prakseologicznych prawach zamiast psychologicznych przyczynków oraz wyznająca "analityczny anarchizm" zamiast bezrefleksyjnego przyjmowania jakichkolwiek założeń politycznych. Jest to tradycja tzw. austriackiej szkoły ekonomii, z którą warto się jak najszybciej i jak najdogłębniej zapoznać, aby dołożyć swoją cegiełkę do budowy dojrzałego stanu świadomości ekonomicznej, niedopuszczającego do permanentnego inflacyjnego rujnowania globalnej gospodarki, a tym bardziej do zakłamywania owego rujnowania przy pomocy coraz bardziej urągających rozumowi manipulacji, sofizmatów i sloganów.

Wednesday, February 2, 2022

Rozgrzewanie zimnej wojny jako kontrolowana implozja globalnego systemu

Na przestrzeni ostatnich dwóch lat okazało się w sposób bezprecedensowo wyraźny, że rozmaite reżimy tego świata tworzą już de facto nieformalny globalny system wyznający jeden zestaw ideologicznych norm i wdrażający je przy pomocy jednego zestawu procedur, abstrahując od lokalnych różnic w stopniu ich natężenia.

Właśnie przez pryzmat tejże wiedzy należy postrzegać z wolna rozgrzewającą się "zimną wojnę" między wiodącymi reżimami tzw. wschodu i tzw. zachodu. Trzeba zdawać sobie w tym kontekście sprawę przede wszystkim z tego, że choć obie strony zapewniają, iż żadnego gorącego konfliktu nie chcą, to w rzeczywistości obie go ogromnie pragną. Ściślej rzecz ujmując, owego konfliktu pragną globalne soratyczne "elity" będące rzeczywistymi decydentami na arenie międzynarodowej, które nie są związane jakimikolwiek sentymentami etnicznymi czy nawet interesami gospodarczymi albo konwencjonalnie rozumianymi sojuszami politycznymi.

Pragnienia owych "elit" są już niemal czysto metafizyczne - będąc już doszczętnie znudzone bogactwem i banalnie pojmowaną władzą, dążą już one wyłącznie do maksymalnego poniżenia zwykłego człowieka na poziomie przede wszystkim duchowym: do wykazania, że jej przedstawiciele są panami nie tylko martwej materii i ludzkich ciał, ale też ludzkich dusz. Stąd próby wywołania konwencjonalnego globalnego konfliktu trzeba uznać za naturalne przedłużenie innych podejmowanych na tejże płaszczyźnie działań, takich jak neomaltuzjańsko-ekologistyczne niszczenie globalnej gospodarki, przyspieszone inflacyjne rujnowanie majątków klasy średniej czy błyskawiczna budowa psychologicznie degradującego totalitaryzmu hipochondrycznego.

Innymi słowy, pozornie zwaśnione fronty grają na najwyższym poziomie decyzyjnym do tej samej bramki, generując samonapędzającą się spiralę wzajemnych prowokacji. Jakże bowiem inaczej można by np. interpretować szaleńcze promowanie przez główne zachodnie ośrodki wpływu najbardziej absurdalnych form neomarksistowskiego wichrzycielstwa, co sprawia, że rosyjscy czy chińscy kacykowie mogą następnie z pełną odpowiedzialnością stwierdzić "u nas tego szaleństwa nie ma", co natychmiastowo przysparza im masy zwolenników? Jakże inaczej można by interpretować to, że główne zachodnie środki masowego przekazu prześcigają się w publikowaniu najrozmaitszych "scenariuszy wojny", dając rosyjskim czy chińskim kacykom znakomity pretekst do organizowania coraz bardziej zaczepnych działań wobec domniemanych przyczółków "wrogiego imperializmu", takich jak Ukraina czy Tajwan? Wreszcie jakże inaczej można by interpretować popisywanie się przewodniczącego tzw. Światowego Forum Ekonomicznego tym, że wychowankowie tejże organizacji spenetrowali gabinety władzy od Kanady po Rosję - co nie wydaje się być czczymi przechwałkami, biorąc pod uwagę, że najwyżsi przedstawiciele wszystkich tych gabinetów regularnie odwiedzają imprezy organizowane przez tegoż przewodniczącego i odnoszą się do niego w nadzwyczaj familiarny sposób?

Jakie są wnioski z powyższego dla zwykłego człowieka dobrej woli? Otóż przede wszystkim są one takie, że nie należy postrzegać dzisiejszego świata politycznego w sposób aksjologicznie binarny - nie ma już dzisiaj żadnego imperium zła rywalizującego z sojuszem dobra, bo to pierwsze zdołało równie skutecznie co niepostrzeżenie przeniknąć globalne struktury władzy, przekształcając się w nieformalną kryptokrację. Nie wynika z tego oczywiście, że ze względów czysto pragmatycznych nie należy dążyć do znalezienia się raczej w strefie wpływu mniej na daną chwilę despotycznych prowincji owej kryptokracji - choć, co wykazały zwłaszcza ostatnie dwa lata, podejmowanie roztropnych decyzji w tym zakresie może być dużo trudniejsze, niż się jeszcze do niedawna wydawało.

Niemniej na poziomie etycznym - tzn. na poziomie wartości samych w sobie - trzeba zdać sobie sprawę, że choćby bierne popieranie jakiegokolwiek politycznego frontu posiadającego istotną sprawczą moc jest całkowicie bezsensowne i przeciwskuteczne. Jest tak dlatego, iż podobne działanie sprowadza się w ostatecznym rachunku do wzmacniania globalnego soratycznego systemu, którego jedynym celem jest maksymalne poniżanie tych, którzy są wciąż zdolni do postępowania w dobrej wierze. Zamiast tego należy skoncentrować wszelkie swoje wysiłki na maksymalnym uniezależnieniu się od owego systemu wraz z innymi ludźmi dobrej woli: na tworzeniu możliwie samowystarczalnych oraz intelektualnie i moralnie niezłomnych enklaw, żyjąc w których można realnie służyć prawdzie, dobru i pięknu, choćby dookoła szalały coraz bardziej desperacko wzniecane konflikty, tak konwencjonalne, jak i hybrydowe, i tak fizyczne, jak i duchowe.

Tylko wówczas będzie się miało szansę na wyjście obronną ręką z okresu wielkiego oczyszczenia, w ramach którego globalne "elity", pragnąc dokonać "wielkiego resetu" świata, nieuchronnie dokonają "wielkiego delete'u" samych siebie. Grunt zatem, żeby stanąć nie po "dobrej stronie" pozorowanego politycznego konfliktu, tylko po stronie dobra - czyli przeciw wszystkim "królestwom tego świata". Wyłacznie taki wybór daje bowiem jakąkolwiek możliwość tryumfu w jedynym obiecującym tego słowa znaczeniu.

Sunday, January 30, 2022

Absolutyzm prawdy versus absolutyzm fanaberii

Jeden z najbardziej znanych cytatów z Chestertona głosi, że człowiek, który przestaje wierzyć w Boga, nie przestaje wierzyć w cokolwiek, tylko zaczyna wierzyć w byle co. Chesterton wyraża tu dość uniwersalną zasadę, która znajduje zastosowanie w wielu pokrewnych przypadkach. Przykładowo: człowiek, który nie uznaje żadnych prawd absolutnych, nie przyjmuje postawy powściągliwego sceptycyzmu, tylko zaczyna utożsamiać z prawdą każde swoje widzimisię; człowiek, który nie ma w życiu żadnego "wyższego sensu", nie skupia się na poszukiwaniu własnych "małych sensów", tylko gotowy jest uprzykrzać cudze życie dowolnym bezsensem; zaś człowiek, który nie chce poświęcać się w imię jakiejkolwiek "wielkiej sprawy", nie okazuje bezwzględnego szacunku ludzkiej podmiotowości, tylko gotowy jest poświęcać innych w imię dowolnie błahych spraw.

Ostatnimi czasy powyższe stało się tak wyraziste, jak nigdy przedtem - po raz pierwszy w historii celowo włożono bowiem kij w coś, co rzeczywiście zasługuje już na miano nie ludzkiej cywilizacji czy ludzkiej społeczności, a jedynie ludzkiego mrowiska. W konsekwencji w domniemanych "liberalnych ironistach" niemal natychmiast odezwali się totalitarni histerycy, zażywający rzekomej "lekkości bytu" błyskawicznie popadli w ociężałość wegetacji, a pozorni "śmiałkowie odważnie stawiający czoła absurdowi istnienia" z miejsca ujawnili się jako tchórze epatujący absurdem swoich wyobrażeń o istnieniu.

I choć wzmiankowany obrót spraw nie powinien być w żadnej mierze zaskoczeniem, mimo wszystko warto potraktować go jako nauczkę oraz przestrogę. Jeśli bowiem - póki jeszcze czas - nie przestanie się uciekać od "absolutnych fundamentów", to nie tylko coraz bardziej jałowo będą brzmieć zapewnienia o nie byciu "absolutystą" i "fundamentalistą", ale też coraz bardziej nieuchronnie (i nieświadomie) będzie się zniewolonym przez takie fundamenty i absoluty, które w najmniejszym stopniu zasługują na to miano.

Wednesday, January 26, 2022

Programowanie umysłu w "nowej rzeczywistości"

Warto zwrócić uwagę, że globalny system propagandowo-represyjny, który został uruchomiony dwa lata temu, opiera się na klasycznym zestawie technik kontroli umysłu opracowanych i wykorzystywanych w ramach projektu MKUltra. Na techniki te składa się m.in. deprywacja sensoryczna (długotrwała izolacja domowa), depersonalizacja (zalecenie ukrywania twarzy), hipnotyczne odrealnienie (przekonywanie, że życie może toczyć się w najlepsze w przestrzeni wirtualnej), agresywny gaslighting (regularne zmienianie kluczowych elementów "obowiązującej narracji" i późniejsze wypieranie się owego działania połączone z zarzucaniem "spiskowych obsesji" osobom świadomym tego faktu), przyspieszone niszczenie otaczającej rzeczywistości połączone ze stopniowym programowaniem do życia w "nowej rzeczywistości", przedstawianie bliskich osób jako "zagrożeń dla zdrowia i życia", a reżimowych ciemiężców jako "ekspertów do spraw zdrowia i bezpieczeństwa" itd.

Powyższa wiedza może być przydatna o tyle, o ile jedną z najlepszych form obrony przeciwko programowaniu umysłowemu jest świadomość tego, że jest się programowanym. Jeśli w dodatku wie się, jak bezceremonialne i w gruncie rzeczy toporne metody służą owemu programowaniu, w tym większym stopniu - łącząc beznamiętną wiedzę i namiętne oburzenie - można skutecznie występować przeciwko stosującemu je systemowi i uświadamiać jego naturę innym. To zaś jest kluczowym zadaniem o tyle, o ile taki system jest w stanie korumpować i werbować masy najzwyklejszych ludzi bez ich przemyślanej zgody. Jeśli więc samemu chce się mu powiedzieć stanowcze "nie", należy niestrudzenie uczulać swoich bliźnich na sytuacje, w których "nie" jest bałamutnie przedstawiane jako "tak".

Saturday, January 22, 2022

O zasadniczym znaczeniu walki z infantylizmem

Infantylizm to wspólny mianownik sanitaryzmu (kultu histerycznego strachu), ekologizmu (mizantropicznego rozczulania się nad przyrodą), technokratyzmu (rezygnowania z fizycznej rzeczywistości na rzecz wirtualnej nierzeczywistości) i neomarksizmu (pieniactwa opartego na wymyślonych tożsamościach). Nie ma on nic wspólnego z wrażliwością, czułością czy duchowym dziecięctwem, za to ma aż nadto wiele wspólnego z intelektualną miałkością, emocjonalną niedojrzałością, kulturową nonszalancją i roszczeniowym samozadowoleniem.

Jest to więc bardzo szkodliwe zjawisko, któremu należy dawać stanowczy i bezwzględny odpór. Dzięki temu można przeciwstawić się za jednym zamachem większości najbardziej ogłupiających, demoralizujących i degradujących procesów, jakim jest obecnie poddawana ludzkość. W warstwie pozytywnej można zaś w ten sposób nie tylko skutecznie zabezpieczyć indywidualną wolność i godność, ale też użyć ich w celach licujących z nieskończoną wartością owych atrybutów. Atrybutom tym służy bowiem dziecięca szczerość, ufność i prostota, ale niewiele rzeczy poniża je tak bardzo, jak ich bałamutne atrapy: infantylna bezceremonialność, naiwność i dezynwoltura.

Sunday, January 16, 2022

Autodemaskacja totalitaryzmu hipochondrycznego

Pewien znany tenisista ma być deportowany z Australii - głównego poligonu doświadczalnego globalnego totalitaryzmu hipochondrycznego - nie z powodu nieprawidłowości proceduralnych czy kłamstw co do stanu swojego zdrowia, tylko z powodu zagrożeń stwarzanych dla ideologii stanowiącej fundament tegoż totalitaryzmu. Jest to bardzo znamienna i autodemaskatorska decyzja: otóż modelowa przybudówka uciskającego obecnie świat globalnie skoordynowanego reżimu wprost przyznała, że ów reżim nie opiera się na jakichkolwiek faktach, na jakichkolwiek "ustaleniach medycznych" czy nawet na jakiejkolwiek wewnętrznej spójności proceduralnej, ale na czystej ideologii, której celem jest domknięcie trwającego już wiele dekad programu przekształcania ludzi w histeryczne, mizantropiczne ludzkie wydmuszki.

Niezaskakujący wniosek z tego taki, że wolni ludzie nie odzyskają żadnej "normalności", dopóki - zachowując roztropność węży i łagodność gołębic - nie wyrugują całkowicie struktur rzeczonego reżimu i nie wywietrzą ze świata rozpylanych przez niego wszędzie ideologicznych miazmatów. Jest to zadanie nadzwyczaj trudne, wymagające wytężonej globalnej współpracy ludzi dobrej woli, ale perspektywa bezterminowego gnicia w reżimowej "nowej normalności" powinna wystarczyć, aby ową współpracę konsekwentnie umacniać i sukcesywnie przysparzać jej zwolenników. Niech zatem nie tylko dobrej woli, ale też organizacyjnej dyscypliny i moralnej niezłomności nigdy tymże zwolennikom nie brakuje - od tego bowiem, co można bez przesady stwierdzić, zależy los ludzkości oraz człowieczeństwa.

Monday, January 10, 2022

O trwałym oporze w obliczu ostatecznej rewolucji

Jeśli współcześni domorośli wichrzyciele i rewolucjoniści używają nieironicznie sformułowań takich jak "osoby aktywistyczne" (zwłaszcza wobec siebie samych), to można być pewnym, że na szczęście żadna nowa rewolucja już się nie dokona. Jest tak dlatego, że przeprowadzenie rewolucji wymaga jednak sporej dozy praktycznej inteligencji, zaś manifesty dzisiejszych domorosłych mącicieli przekraczają jedynie wszelkie granice karkołomnej farsy.

Nie oznacza to, że społeczeństwo jest obecnie bezpieczne od wpływów rewolucyjnych, bo pewna rewolucja dokonuje się już w tej chwili, a przeprowadzają ją nie żadni "zmarginalizowani radykałowie", tylko ścisły światowy establishment: pierwszoligowe rządy, potężne organizacje międzynarodowe oraz wpływowe instytucje medialne, akademickie i "rozrywkowe". Cel owej rewolucji jest zaś niebagatelny, bo jest nim nie tyle stworzenie jakiegokolwiek "nowego wspaniałego świata", co całkowite i bezinteresowne zniszczenie świata istniejącego: globalne pogrążenie gospodarki, kultury i relacji społecznych w otchłani inflacyjnej stagnacji, ogłupiałej roszczeniowości i histerycznej mizantropii.

W obliczu jednoznacznie autodestrukcyjnego charakteru powyższych procesów ludziom dobrej woli pozostaje w konfrontacji z nimi jedno: konsekwentnie ignorować wszelkie związane z nimi "oczekiwania", "zalecenia" i żądania, chroniąc przy tym swoich co wrażliwszych bliskich przed ich wpływem i zabezpieczając swoje indywidualne cywilizacyjne enklawy. Tylko tyle i aż tyle wymaga trwanie w postawie "tu ne cede malis, sed contra audentior ito", która jest jedynym nastawieniem umożliwiającym zachowanie w ostatecznym rachunku tego wszystkiego, co jest zachowania warte, choćby i po drodze straciło się wszystko inne.

Wednesday, January 5, 2022

Ogół ludzi dobrej woli versus "oficjalna narracja"

Broń biologiczna, która od dwóch lat przetacza się przez świat, powstała co prawda w chińskim laboratorium, ale nie powinno nas to skłaniać do traktowania całej sprawy jako chińskiego czy nawet komunistycznego ataku skierowanego przeciwko reszcie świata.

Warto pamiętać, że "Wydarzenie 201", które wprost całą rzecz zapowiedziało (tzw. elity uwielbiają śmiać się w ten sposób "plebsowi" w twarz: jest to jedyne trwałe źródło ich satysfakcji), zorganizowane zostało przez grono międzynarodowe: fundację Gatesa oraz koterię z Davos. Z kolei Fauci i jego współpracownicy, którzy finansowali w Wuhan badania "gain of function", to w całej tej układance segment przynajmniej nominalnie w całości amerykański. "The Economist", na którego okładce znaleźli się w 2019 roku jeźdźcy Apokalipsy i łuskowiec (prominentny element tzw. oficjalnej narracji i kolejne podręcznikowe szyderstwo "elit"), jest własnością konglomeratu nominalnie w całości brytyjskiego. WHO, którego zadaniem jest kształtowanie tzw. oficjalnej narracji, wymuszanej następnie przez internetowych cenzorów jako "jedynie słuszna", to również organizacja międzynarodowa, a wręcz globalna. Perory o "wielkim resecie", które zaczęły rozbrzmiewać na krótko po uwolnieniu wzmiankowanej broni biologicznej, rozbrzmiewały w sposób skoordynowany z najróżniejszych części świata, ale zawsze na podstawie tego samego skryptu. I tak dalej.

Innymi słowy, to, co dzieje się na przestrzeni ostatnich dwóch lat, w bezprecedensowym stopniu powinno skłonić osoby kierujące się głosem sumienia do rezygnacji z antagonistycznych nacjonalizmów i trybalnych kolektywizmów oraz do zdania sobie sprawy, że w ostatecznym rozrachunku zasadniczy konflikt toczy się wyłącznie między dwoma frontami: między globalnym zrzeszeniem ludzi dobrej woli a globalnym zrzeszeniem ludzi złej woli. Tzw. elity są obecnie - wedle klasyfikacji Steinera - na etapie "soratycznym": żadnej satysfakcji nie sprawia im już gromadzenie bogactw materialnych czy banalnie rozumianej władzy politycznej, bo tego mają aż nadto już od dawna. Teraz rzecz już jedynie w tym, żeby w maksymalnym stopniu upodlić i duchowo ogołocić jak największą liczbę zwykłych ludzi (w przerysowanej, popkulturowej formie przedstawia ten proces m.in. pewien popularny ostatnio koreański serial: emitując go "elity" znowu zupełnie nie kryją się ze swoimi motywacjami, czerpiąc dodatkową satysfakcję z tego, że "plebs" traktuje owo wyjawienie zamiarów jako "świetną rozrywkę" czy - jeszcze lepiej - "artystyczną kontestację").

Owo upadlanie i duchowe ogołacanie już na chwilę obecną przyjmuje różne, uzupełniające się formy: nie tylko indoktrynowanie kultem histerycznego strachu w ramach totalitaryzmu hipochondrycznego (który nie mógłby powstać bez udziału wspomnianej wyżej broni biologicznej), ale też coraz nachalniejsze odmóżdżanie neomarksistowskimi "wojnami kulturowymi" i wciąż dopiero się rozpędzające rujnowanie globalnej gospodarki poprzez forsowanie "zielonej" dystopii. Stąd ogół ludzi dobrej woli nie może już sobie pozwolić na mniej, niż trwałe funkcjonowanie na najwyższym intelektualnym, moralnym, estetycznym i duchowym poziomie, niezłomnie opierając się wszystkiemu, co obraża rozum, sumienie, poczucie dobrego smaku i duchową godność wolnego człowieka - niezależnie od tego, czy jest to rzecz odgórnie narzucana przez "system", czy też zjawisko powstające oddolnie jako reakcja ogłupiałych i zdemoralizowanych ofiar "systemu".

Może się wydawać, że jest to postawa nadmiernie wymagająca, ale w bieżących okolicznościach nie ma wobec niej alternatywy poza całkowitą kapitulacją. Na chwilę obecną nie da się już na szczęście być letnim - można być tylko gorącym albo zimnym. Pozostaje więc życzyć wszystkim ludziom dobrej woli, żeby nigdy nie brakowało im siły do bycia tymi pierwszymi - a wówczas, choćby nie dysponowali w żadnym stopniu "przepychem tego świata", ostateczne zwycięstwo będzie należeć do nich.