Jako że tzw. generatywna AI "uczy się" na bazie sprowadzania ogromnych zasobów danych do najprostszego wspólnego mianownika, zaś - biorąc pod uwagę swoją zdolność do zalewania Internetu nieograniczoną ilością algorytmicznych bohomazów i cyfrowej makulatury - z czasem w coraz większym stopniu zaczyna "uczyć się" od samej siebie, można skonkludować, iż dąży ona asymptotycznie do antyplatońskiego ideału form wyrażających nie doskonałą głębię oryginalnej twórczości, ale doskonałą banalność sztampowej odtwórczości.
Innymi słowy, bycie możliwie bezbłędnie i natychmiastowo odróżnialnym od "dzieł" tzw. generatywnej AI powinno być dziś traktowane jako jedno z bazowych kryteriów jakości przez wszystkich przedstawicieli tzw. branż kreatywnych. Strach natomiast przed tym, że będzie się pozbawionym źródła zarobkowania przez automatyczne generatory wzorcowej nijakości i chałtury, powinien być traktowany jako jeden z bazowych wyznaczników tego, że "artysta" go odczuwający nie jest przekonany, czy ma do zaoferowania cokolwiek poza nijakością i chałturą. Quod erat demonstrandum.
Sunday, May 24, 2026
Subscribe to:
Posts (Atom)