Wednesday, June 21, 2017

Austriacka teoria cyklu koniunkturalnego, inwestycyjne błędy i racjonalne oczekiwania

Nawet co, zdawałoby się, rozsądniejsi przedstawiciele ekonomii głównego nurtu - w tym przede wszystkim tej w wersji chicagowskiej - po dziś dzień lubią powtarzać slogan, jakoby austriacka teoria cyklu koniunkturalnego (w skrócie ATCK) ignorowała kwestię "racjonalnych oczekiwań". Albo, mówiąc prościej, teoria ta zakłada ich zdaniem, że przedsiębiorcy są konsekwentnie mało bystrzy w zakresie oceny sytuacji makroekonomicznej, co jest założeniem empirycznie nieuzasadnionym.

Na szczęście ATCK nie czyni żadnego tego rodzaju założenia. Zamiast tego pozwala ona na wyjaśnienie pozornie nieracjonalnych działań przedsiębiorców, skuszonych sztucznie tanim kredytem, na bazie przynajmniej następujących trzech powodów:

1. Manipulacja stopami procentowymi przez banki centralne powoduje na rynkach finansowych chaos kalkulacyjny. Wskutek tego nawet bardzo przewidujący przedsiębiorcy mogą mieć trudności z określeniem, w jakim stopniu obniżka stóp procentowych wynika ze zwiększonych realnych oszczędności, a w jakim stopniu z ekspansji pustego kredytu.

2. W sytuacji ekspansji pustego kredytu przedsiębiorcy skonfrontowani są z dylematem więźnia - najrozsądniejszym wyjściem byłoby nie korzystanie z owego kredytu przez któregokolwiek z nich, ale wielu podejmuje jednak próbę znalezienia się po "właściwej stronie efektów Cantillona" (tzn. próbę rozpoczęcia i zyskownego zamknięcia nowych inwestycji przed wejściem gospodarki w fazę bustu) w obawie przed tym, że inni postąpią podobnie wcześniej niż oni. Innymi słowy, nawet wysoce ryzykowne działanie wydaje im się mniej ryzykowne niż bierność.

3. W sytuacji ekspansji pustego kredytu krańcowy przedsiębiorca jest przedsiębiorcą mniej kompetentnym niż ma to w miejsce w sytuacji braku tego rodzaju ekspansji. Jest to bowiem przedsiębiorca na tyle niekompetentny, niedoświadczony bądź z innego względu niewiarygodny, że nie otrzymałby on kredytu inwestycyjnego oprocentowanego zgodnie ze stopą naturalną. Można więc oczekiwać po nim decyzji relatywnie nieracjonalnych, co jest szczególnie szkodliwe gospodarczo w sytuacji opisanego w poprzednim punkcie dylematu więźnia.

Podsumowując, ATCK jest częścią otwartego i wciąż rozwijającego się paradygmatu badawczego, i jako taka wciąż domaga się ona rozbudowy oraz uzupełnień, jednakże już na chwilę obecną można z całą pewnością powiedzieć, że jej logicznej spójności i mocy wyjaśniającej nie jest w stanie naruszyć rzekoma niekompatybilność z teorią racjonalnych oczekiwań.

Tuesday, June 20, 2017

Wina, kara, wolność i moralna podmiotowość

Zwyczajowa moralność starożytnych nakazywała nie wybaczać i zapominać - brać pomstę i tym samym zamykać sprawę. Tego rodzaju podejście słusznie kojarzy się z okrucieństwem, bo zakłada ono, że zło należy równoważyć symetrycznym złem.

Z kolei współczesna infantylna czułostkowość deklaruje, że należy wybaczać i zapominać - co odbiera wszelką wagę aktowi przebaczenia, bo sprawia, że de facto przebacza się nikomu i za nic. Tego rodzaju podejście również powinno kojarzyć się z okrucieństwem, bo zakłada ono elementarny brak szacunku dla moralnej podmiotowości, wyrażający się w przekonaniu, że zło moralne zniknie, jeśli uczyni się je niezręcznym czy przebrzmiałym słowem.

Tymczasem klasyczny liberalizm - i w tym aspekcie jednoznacznie czerpie on z podejścia chrześcijańskiego - zaleca, aby wybaczać, ale nie zapominać; aby z bezwzględną surowością potępić czyn, ale dać winowajcy szansę naprawienia swoich win. Stąd odchodzi on od podejścia retrybutywnego, ale nie na rzecz paternalistyczno-socjoinżynieryjnego podejścia "rehabilitacyjnego", tylko na rzecz podejścia restytucyjnego. Innymi słowy, winowajca nie ma doświadczyć tego zła, jakie sam wyrządził, ani też nie ma być uznanym za w gruncie rzeczy niewinnego, a jedynie poszkodowanego przez geny czy środowisko, ale ma być odsunięty od przywilejów życia społecznego dopóki, dopóty z nawiązką nie zwróci swoim ofiarom tego, co im odebrał. Tym samym złu rzuca się wyzwanie w jedyny skuteczny sposób - poprzez danie złoczyńcy możliwości uczynienia wyrównawczego dobra.

Nie istnieje zatem moralnie zdrowy system nagród i kar, u którego podstaw nie leży bezwarunkowy szacunek dla wolności osobistej, a tym samym dla moralnej podmiotowości jednostki, dopuszczającej zarówno autentyczną złą wolę, jak i równie autentyczne zadośćuczynienie jej ofiarom. Fakt ten zaś najpełniej opisuje tradycja klasycznego liberalizmu wraz ze swoimi istotnymi chrześcijańskim inspiracjami - i ku niej należy się zwrócić, jeśli chce się moralnie uzdrowić dzisiejszą refleksję na temat winy, kary, odpowiedzialności czy pojednania.

Tuesday, June 13, 2017

Socjalizm, skrajna bieda i beztroski dostatek

Szczere domaganie się jakiejkolwiek formy socjalizmu może wystąpić na szerszą skalę tylko w dwóch typach społeczeństw - w społeczeństwie tak skrajnie zabiedzonym, że powoduje nim głupota desperacji, i w społeczeństwie tak beztrosko dostatnim, że powoduje nim głupota rozkapryszenia.

Z tym pierwszym mieliśmy do czynienia sto lat temu, kiedy część świata poczyniła już duże postępy na drodze do dobrobytu, a inna część świata - gdzie instytucjonalne represje czyniły tego rodzaju postęp rzeczą niemożliwą - uwierzyła, że do dobrobytu musi istnieć droga na skróty.

Z tym drugim natomiast możemy mieć do czynienia dziś, kiedy w dużej mierze zanikła już pamięć na temat tego, czego wymaga skuteczne przejście z poziomu wielkiej biedy do poziomu wielkiego dobrobytu. Zasadnicza różnica polega jednak w tym kontekście na tym, że dziś możemy korzystać z powszechnego dostępu do stosownej wiedzy - zarówno teoretycznej, jak i historycznej - oraz z narzędzi umożliwiających jej masowe rozpowszechnianie, a także z innowacyjnych metod budowania "gospodarek równoległych", których owocami nie są w stanie kupczyć monopolistyczne aparaty przemocy.

O ile więc powtórka z historii jest w tym kontekście bardzo mało prawdopodobna, o tyle nie należy lekceważyć tego, w jak dużym stopniu nawet tak doszczętnie skompromitowana idea jak dowolnego kształtu socjalizm jest w stanie zatruwać intelektualną i kulturową atmosferę dzisiejszych, bezprecedensowo dostatnich społeczeństw. Zdawszy zaś sobie z tego sprawę, należy ową atmosferę z podobnych idei konsekwentnie i regularnie oczyszczać, używając w tym celu tych bezprecedensowo użytecznych, a wspomnianych wyżej narzędzi, jakich może nam dostarczyć wyłącznie dobrobyt powstały na gruncie idei zgoła przeciwnych.

Thursday, June 8, 2017

"Własność intelektualna" i "przemoc psychiczna"

"Przemoc psychiczna" - jeśli traktować ją w innym niż metaforyczny sensie - nie istnieje dokładnie na tej samej zasadzie, na jakiej nie istnieje "własność intelektualna".

Jako że idee i inne dzieła intelektualne to nic innego jak zawartość poszczególnych umysłów, która jest teoretycznie nieskończenie replikowalna, pojęcie "własności intelektualnej" implikuje możliwość bycia właścicielem cudzych umysłów oraz - w takim stopniu, w jakim ich wola wpływa na świat rzadkich, fizycznych dóbr - również cudzych ciał i obiektów poddanych ich kontroli. Innymi słowy, poważne traktowanie pojęcia "własności intelektualnej" uniemożliwia poważne traktowanie pojęcia własności - tej zwykłej, bezprzymiotnikowej, dotyczącej uprawnionej kontroli nad immanentnie rywalizacyjnymi dobrami.

Podobnie jest z "przemocą psychiczną". Jako że ofiarą tego rodzaju "przemocy" może poczuć się każdy, zawsze i wszędzie, wskutek wejścia w niepożądany stan psychiczny sprowokowany dowolnym działaniem drugiej osoby, pojęcie "przemocy psychicznej" implikuje praktycznie nieograniczone roszczenia kontrolne względem tego, w jaki sposób inni dysponują swoim życiem, wolnością i własnością. Tym samym - identycznie jak powyżej - poważne traktowanie pojęcia "przemocy psychicznej" uniemożliwia poważne traktowanie pojęcia prawdziwej przemocy, związanej z aktami fizycznej agresji lub wiarygodnymi groźbami tego rodzaju aktów.

Podsumowując, pojęcia "własności intelektualnej" i "przemocy psychicznej" - jeśli traktować je poważnie - są jednakowo paraliżujące dla społecznego współistnienia i społecznej współpracy w ramach poszanowania dla wolności osobistej i własności prywatnej. Oba te pojęcia bowiem generują praktycznie nieskończone roszczenia kontrolne względem zjawisk obiektywnych, konkretnych i fizycznie ograniczonych, samemu bazując na zjawiskach subiektywnych, abstrakcyjnych i nieograniczonych w zakresie swojego potencjalnego oddziaływania.

Monday, June 5, 2017

Etatyzm: wielka brzydka gra o sumie ujemnej

Państwa istnieją dlatego, że zdecydowana większość życzy sobie ich istnienia. A zdecydowana większość życzy sobie ich istnienia nie dlatego, że można dzięki nim realizować mityczny "interes publiczny", tylko dlatego, że niektórzy mogą dzięki nim realizować swój interes prywatny kosztem prywatnych interesów innych - nie sprawiając tym samym, że im samym będzie bezwzględnie lepiej, tylko, jak to bywa w grach o sumie ujemnej, że tym drugim będzie względnie gorzej. Etatyzm to jedno wielkie zinstytucjonalizowane rzucanie kłód pod nogi bardziej przedsiębiorczym od siebie, a zatem - w wersji demokratycznej - jest to najwyżej zorganizowana forma zazdrości i chciwości "człowieka masowego".

Dziś reprezentacyjną wręcz twarzą owego człowieka mogłaby być twarz korporacyjnego taksówkarza. I jeśli jest to wizerunek wyjątkowo brzydki, to warto zdać sobie sprawę, że jest to wierne odbicie wyjątkowej brzydoty całego systemu etatystycznego i sentymentów leżących u jego podstaw. Warto zawsze mieć go przed oczami, ilekroć będzie się miało do czynienia z co bardziej przypudrowanymi przejawami etatystycznej propagandy, zachowując tym samym świadomość, że istoty tego zjawiska nie da się w żaden sposób upiększyć. Można je jedynie zastąpić mniej odstręczającymi alternatywami, jedną z których jest z całą pewnością etos roztropnego, innowacyjnego przedsiębiorcy i równie roztropnego, umiejącego go rozpoznać konsumenta.

Sunday, June 4, 2017

Internet, globalizacja i kabiny pogłosowe

Mówi się, że z jednej strony Internet globalizuje ludzkość, a z drugiej strony tworzy wirtualne "kabiny pogłosowe", gdzie słuchają się wyłącznie osoby o podobnych przekonaniach. Między tymi stwierdzeniami nie ma żadnej sprzeczności, bo można uznać, że Internet na globalną skalę rozbudza w zwolennikach poszczególnych przekonań potrzebę posiadania prywatnych "kabin pogłosowych" - nie tylko wirtualnych, bo te już mają, ale też fizycznych. Najbardziej naturalnymi zaś kryteriami wytyczania granic tego rodzaju prywatnych przestrzeni są kryteria własnościowe, powiązane z dobrowolnymi rezydencjalnymi umowami i wyrażające się w powszechnie znanej zasadzie "wolnoć Tomku w swoim domku".

Innymi słowy, Internet w bezprecedensowym stopniu obnażył to, o czym od dawna mówili libertarianie, czyli fakt, że etatyzm - również w swoim najpopularniejszym dziś wydaniu narodowym - jest głęboko dysfunkcjonalną formą organizacji społecznej, opartą na trybalistycznych fikcjach i odgórnie, siłowo narzucanych topornych generalizacjach. W warstwie "negatywnej" - czyli wiążącej się z głęboką świadomością owej dysfunkcjonalności - rozumie to już zdecydowana większość. Wystarczy teraz, aby wystarczająca liczba osób zrozumiała to również w warstwie "pozytywnej" - a więc wiążącej się ze świadomością tego, co jest najbardziej naturalną alternatywą dla owej dysfunkcjonalności - aby rozpoczęła się konsekwentna ewolucja w kierunku świata złożonego z globalnej sieci niezależnych stref ekonomicznych, prywatnych stowarzyszeń sąsiedzkich, miast czarterowych i innych form w pełni suwerennych obszarów własnościowych, ukonstytuowanych w ramach dobrowolności, kontraktowości i autentycznych - a nie wydumanych - umów społecznych.

Dziś bowiem - w dużej mierze dzięki Internetowi i jego zarówno globalizującym, jak i partykularyzującym wpływom - widać wyraźniej, niż kiedykolwiek wcześniej, że powyższa forma organizacji społecznej nie jest żadną - jak powtarzają do znudzenia obrońcy tyranii status quo - "libertariańską utopią", ale naturalnym kształtem cywilizowanego świata, który osiągnął odpowiedni poziom złożoności i świadomości warunków jej dalszego rozwoju.

Sunday, May 28, 2017

Wolność, miłość własna i "polityka tożsamości"

Wszystkie wielkie tradycje filozoficzne i religijne ludzkości słusznie przestrzegają przed egoizmem - czy, używając języka przedmodernistycznego - przed czynieniem miłości własnej osią swojego życia. Nie ma to nic wspólnego z zalecaniem "poświęcania się na rzecz kolektywu" ani też nie stoi to w żadnej opozycji do smithowsko-bastiatowskich obserwacji na temat harmonii interesów własnych i cudzych na wolnym rynku. Oznacza to natomiast, że jeśli osią swojego życia czyni się zachwyt nad własną jaźnią i związaną z nią tożsamością, a nie skupienie się na konkretnych obiektywnych wartościach i czynach służących ich rozwojowi ("po owocach ich poznacie"), to sprowadza się ową jaźń i tożsamość do stanu bezwartościowości. Podobnie czyni się wtedy również z intelektualną, moralną i estetyczną atmosferą, w której owa jaźń bytuje.

Taka jest właśnie atmosfera tzw. polityki tożsamości i związanej z nią autowiktymizacji, w wersji narodowej, rasowej, kulturowej, "klasowej" bądź dowolnej innej - nie liczy się tu to, czy zinternalizowało się pewne obiektywne wartości i przedstawiło się pewne obiektywnie poprawne argumenty, ale to, że "jest się sobą" i ma się "swoje zdanie", które rzekomo zasługuje na wysłuchanie i szacunek tylko dlatego, że jest swoje. Nie trzeba dodawać, że w tego rodzaju atmosferze dociekanie prawdy musi zostać zastąpione infantylnym rezonowaniem, a moralna praca nad sobą na bazie wyrzeczeń i samoograniczeń - narcystycznym epatowaniem swoją osobą. Warto natomiast dodać, że - wbrew swoim pretensjom - tego rodzaju zjawisko jest immanentnie wrogie wolności osobistej, gdyż z definicji karmi się ono mnożeniem nierozwiązywalnych konfliktów, nie uznających jakichkolwiek obiektywnych kryteriów wolności czy własności, niepodlegających żadnym arbitralnym "tożsamościowym" roszczeniom.

Wszystkie wielkie tradycje filozoficzne i religijne ludzkości miały tego świadomość na tysiące lat przed nastaniem epoki powszechnego dobrobytu, która po raz pierwszy umożliwiła oddawanie się czystej miłości własnej na tak powszechną i ostentacyjną skalę, a tym samym po raz pierwszy tak wyraźnie unaoczniła jego zgubne dla cywilizacji skutki. Warto więc, by podobną świadomość uzyskali dziś wszyscy przyjaciele wolności osobistej i własności prywatnej, zbyt często postrzegający czystą miłość własną jako fundament szacunku dla owych wartości - zwłaszcza jeśli chcą ocalić wspomniany wyżej powszechny dobrobyt, będący tych wartości rezultatem.

Wednesday, May 17, 2017

Redystrybucja: najlepsze narzędzie demoralizacji

Tzw. redystrybucja znajduje się w ścisłej czołówce najbardziej zdradziecko niemoralnych i demoralizujących zjawisk społecznych. W sposób wyjątkowo przewrotny za jednym zamachem godzi ona w cały szereg kluczowych wartości społecznych i związanych z nimi przymiotów charakteru.

Swoich "beneficjentów" odziera ona z odpowiedzialności, roztropności, a nawet możliwości odczuwania wdzięczności - w końcu nie można być wdzięcznym za coś, co się komuś rzekomo należy. Swoich "żywicieli" odziera ona z przedsiębiorczego zapału, szacunku dla bliźnich i możliwości bycia filantropami - w końcu nie można dzielić się tymi ze swoich zasobów, które ktoś inny próbuje bezceremonialnie zagrabić. Swoich organizatorów zaś przyucza ona do intelektualnej nieuczciwości lub moralnej bezmyślności - tzn. do nachalnego sprzedawania ordynarnej grabieży jako społecznej wrażliwości lub do oderwania owych pojęć od jakiejkolwiek uczciwie przemyślanej moralnej treści. I wreszcie wciąga ona wszystkich swoich uczestników - dobrowolnych i mimowolnych - w nieskończoną, samonapędzającą się spiralę zorganizowanej roszczeniowości, agresji, pasożytnictwa i wzajemnej pogardy.

Jest to więc zjawisko bezkonkurencyjnie skuteczne w zakresie powolnego, ukradkowego i konsekwentnego rozkładania społeczeństwa i wszelkich społecznych przymiotów. Jest to tym samym również - jak wszelkie tego rodzaju zjawiska - wąż w ostatecznym rachunku pożerający swój własny ogon, ale niewielka to pociecha, bo przedtem zawsze jest on zdolny pożreć wszystko pozostałe. Jedynym sposobem, aby mu to uniemożliwić, wydaje się bezkompromisowe obnażanie przy każdej okazji jego prawdziwej natury i równie bezkompromisowe zawstydzanie tych, którzy albo nie chcą jej zrozumieć, albo ją rozumieją i mimo to nie wydają się mieć problemu z byciem jej przychylnym. Aby jednak móc skutecznie podejmować tego rodzaju działania, trzeba najpierw samemu nie mieć co do owej natury żadnych wątpliwości - a tych można się pozbyć wyłącznie na drodze konsekwentnego budowania rzetelnej świadomości wszystkich odnośnych ekonomicznych i moralnych faktów. Kto więc chce się w kluczowy sposób przysłużyć zarówno samemu sobie, jak i społeczeństwu, w którym żyje, ten nigdy nie powinien zaniedbywać jej kształtowania.

Thursday, May 11, 2017

Materialny dobrobyt a intelektualny niedostatek

Nie ma nic paradoksalnego w tym, że bezprecedensowy dobrobyt materialny i postęp technologiczny może iść w parze z ogromnym regresem intelektualnym, zwłaszcza w tzw. wymiarze humanistycznym czy filozoficznym. Tego rodzaju możliwość wynika przynajmniej z następujących czynników:

1. Dobrobyt potrafi - choć oczywiście nie musi - prowadzić do intelektualnego rozleniwienia, związanego z utratą świadomości tego, co stanowi ekonomiczne i duchowe fundamenty bogacenia się społeczeństw. Tego rodzaju rozleniwienie prowadzi natomiast wprost do kulturowego infantylizmu, przejawiającego się w zjawiskach takich jak tzw. polityczna poprawność (jak również ostentacyjnie obraźliwa "polityczna niepoprawność"), "memizacja" komunikacji międzyludzkiej czy zagłuszanie logicznych, choć niepopularnych argumentów oburzonym sentymentalizmem.

2. Gwałtowny rozwój technologiczny potrafi - choć, znowu, oczywiście nie musi - prowadzić do materialistyczno-scjentystycznej ślepoty, opartej na przekonaniu, że jedynymi kryteriami prawdy są kryteria nauk przyrodniczych, a jedyną obiektywną formą postępu społecznego jest postęp inżynieryjny bądź medyczny. Wynikiem tego rodzaju ślepoty jest kręcenie się w kołowrotku pseudoproblemów i pseudorozwiązań, które natychmiast byłyby jako takie rozpoznane przez myślicieli starożytności, średniowiecza czy dojrzałego oświecenia, posiadających dużo bardziej wyrafinowane rozumienie pojęć prawdy i postępu.

3. Gdy dobra się mnożą, mnożą się ich zjadacze. Jeśli za postępem materialnym nie idzie wystarczający postęp intelektualny i moralny, budujący chęć i umiejętność bronienia dobrobytu przed instytucjonalnym pasożytnictwem, to im większy będzie ów dobrobyt, tym bardziej natężone i pozbawione skrupułów będzie również owo pasożytnictwo. Prym zaś w jego uprawianiu będą wiodły monopolistyczne aparaty przemocy, wykorzystujące nadwyżkę zagarniętych dóbr w celu jak największego skorumpowania i uzależnienia od siebie tzw. sektora edukacyjno-badawczego, stającego się wówczas ich pionem propagandowym.

Z powyższego nie wynika oczywiście, że postęp materialny i technologiczny jest czymkolwiek złym. Wynika z tego natomiast, że jest on równie wielkim błogosławieństwem, co wyzwaniem, i że jego współwystępowanie z okresami intelektualnej i kulturowej zapaści nie jest niestety niczym nienaturalnym. Co z kolei powinno prowadzić do wniosku, że ostatnią rzeczą, na jaką mogą sobie pozwolić jego intelektualnie i kulturowo świadomi beneficjenci, jest naiwnie optymistyczne osiadanie na laurach i ograniczanie się do statystycznego wykazywania, że jest coraz lepiej - bo, przy braku stosownej humanistycznej, filozoficznej i duchowej dojrzałości, już choćby z wyżej wymienionych względów może bardzo szybko przestać tak być.

Tuesday, May 9, 2017

Roztropne potępianie a moralna wrażliwość

Potępianie jest tym wobec przywar powszednich, czym jest kryminalizacja wobec przywar śmiertelnych. Innymi słowy, gdy używać go roztropnie, potępianie jest kluczową formą moralnej samoobrony, proporcjonalną wobec wagi moralnych defektów, którym próbuje się przeciwstawiać. Jego nieobecność oznacza rezygnację z jakiejkolwiek idei obiektywnych standardów moralnych w odniesieniu do tych zachowań, które nie zasługują na miano przestępstw.

Tak więc, gdy używać go roztropnie, potępianie okazuje się wyrazem nie topornego moralizatorstwa, ale moralnego wyrafinowania, przejawiającego się w umiejętności wywierania miękkiego nacisku tam, gdzie cokolwiek silniejszego byłoby samo w sobie moralnie niedopuszczalne. Trudno się w związku z tym dziwić, że bezwzględne potępienie praktyki potępiania jest szeroko - i słusznie - uznawane za słabo zawoalowaną próbę niszczenia moralnej wrażliwości pod pretekstem jej upowszechniania.

Sunday, May 7, 2017

Nauka, wolna konkurencja i "polityczna opieka"

Nie istnieje nic takiego jak "ustalona nauka": istnieje jedynie nauka rozwijająca się lub skorumpowana. Rozwijać naukę to uczynić ją beneficjentem konkurencyjnego procesu badań i odkryć. Skorumpować naukę to oderwać ją od owego konkurencyjnego procesu poprzez otoczenie jej "polityczną opieką". W pierwszym z tych przypadków nawet najbardziej awanturnicze konflikty wewnątrz środowiska naukowego mogą zostać uznane za przejaw kontroli jakości. Natomiast w drugim z nich nawet najbardziej jednomyślna zgoda może zostać uznana za przejaw propagandowej manipulacji. W świecie naukowej specjalizacji ostatnią rzeczą, jaką może zaakceptować zdrowy rozsądek inteligentnego laika, jest jakikolwiek naukowy konsensus poparty zorganizowaną agresją i ową agresję popierający.

Wednesday, May 3, 2017

Różne typy socjalizmu, ten sam typ zagrożenia

Każdy socjalizm kończy się tak, jak w Związku Sowieckim, Korei Północnej, na Kubie czy w Wenezueli - głodem i nędzą dla wszystkich. Jest to, jak wykazał Ludwig von Mises, kwestia logicznej konieczności - i na szczęście nie jest to już dziś wniosek szczególnie kontrowersyjny.

Von Mises wykazał jednak również, że bardziej miękkie czy też jedynie częściowe formy socjalizmu - które można określić mianem socjaldemokracji, interwencjonizmu, etatyzmu czy bismarcko-keynesizmu - są pod względem swoich ostatecznych rezultatów identyczne z pełnym socjalizmem typu sowieckiego. Jedyną, choć kluczową między nimi różnicą - bardziej proceduralną, niż substancjalną - jest tempo oddziaływania. Socjalizm typu sowieckiego jest jak poderżnięcie gospodarce gardła - szkoda dzieje się zbyt szybko, aby ofiarę było w stanie cokolwiek ocalić. Tymczasem socjalizm typu socjaldemokratyczno-interwencjonistycznego jest jak powolne wykrwawianie gospodarki - ostateczny rezultat jest ceteris paribus ten sam, ale szkoda dzieje się na tyle powoli, że produktywna część społeczeństwa jest w stanie na bieżąco przetaczać ofierze krew, więc ów rezultat jest bezustannie odwlekany. Wystarczy jednak, że siły witalne produktywnej części społeczeństwa zostaną na tyle wyczerpane, iż wykrwawianie stanie się szybsze niż przetaczanie krwi, a ów katastrofalny rezultat stanie się nieunikniony.

Obserwując więc kolejne spektakularne katastrofy socjalizmu typu sowieckiego - takie jak ta mająca obecnie miejsce w Wenezueli - nie należy jedynie powtarzać oczywistości na temat immanentnej gospodarczej niewydolności tego rodzaju systemów, ale trzeba też konsekwentnie budzić świadomość tego, że dokładnie taki sam los czeka socjaldemokratyczne interwencjonizmy i "państwa opiekuńcze", gdy tylko przekroczą one opisany wyżej kluczowy punkt przegięcia, w którym pasożytnictwo ostatecznie przeważa nad produktywnością. Tego bowiem, gdzie znajduje się ów punkt, nie jest w stanie odkryć nawet najlepsza teoria ekonomiczna; wtedy natomiast, kiedy każdorazowo odkryje go gospodarcza praktyka, może być już za późno, żeby zrobić stosowny krok wstecz. Innymi słowy, nie warto ponownie dopuszczać do sytuacji, w której kolejna teza Ludwiga von Misesa doczeka się spektakularnej ilustracji, podczas gdy już na starcie można było docenić jej zapobiegawczą wartość dedukcyjną.

Sunday, April 23, 2017

W pół drogi między barbarzyństwem a cywilizacją

Nie jest prawdą, że nie da się na szeroką skalę zmienić ludzkiego myślenia. Np. od mniej więcej połowy XVIII wieku szerokie rzesze ludzkie zaczęły w końcu myśleć w sposób ekonomiczny - tj. przez pryzmat kosztów alternatywnych, struktur motywacji, niezamierzonych i niebezpośrednich konsekwencji, stanów kontrfaktycznych, ładów spontanicznych, itp. Efektem tego był najbardziej spektakularny wzrost materialnego i technologicznego dobrobytu, jakiego doświadczył człowiek w ciągu swojej historii.

Zasadniczy problem polega jednak w tym kontekście na tym, że owe szerokie rzesze, nauczywszy się myśleć w sposób ekonomiczny, nie oduczyły się jednocześnie myśleć w sposób polityczny - tj. przez pryzmat syndromu sztokholmskiego, libido dominandi, paleolitycznego trybalizmu i satysfakcji z przynależności do gangu największego z lokalnych rozbójników.

Innymi słowy, społeczeństwa świata rozwiniętego zatrzymały się w połowie drogi od barbarzyństwa do cywilizacji, a niestety nie jest to punkt stabilny. Myślenie ekonomiczne nie jest w stanie współistnieć z myśleniem politycznym, gdyż to drugie nie ustanie w swoim grabieżczym imperatywie, nim doszczętnie nie zniszczy materialno-technologicznych osiągnięć i psychologiczno-kulturowych podstaw tego pierwszego.

Koniecznym dopełnieniem wielkiej ideowej zmiany, jakim było upowszechnienie się dojrzałego myślenia ekonomicznego w XVIII i XIX wieku, musi być zatem równie wielka ideowa zmiana polegająca na upowszechnieniu się odruchowej niechęci do grabieżczej niedojrzałości, jaką jest myślenie polityczne. Nie istnieje żadna uniwersalna odpowiedź na pytanie, jak dokonać owej drugiej zmiany, ale tak samo kilkaset lat temu nie istniała żadna uniwersalna odpowiedź na to, jak dokonać pierwszej z nich - pozostaje zdać się tu na przedsiębiorcze, edukacyjne i kulturotwórcze inicjatywy ogółu osób świadomych konieczności jej dokonania.

Póki co wiadomo w tym kontekście tylko tyle, że jak długo społeczeństwo będzie tkwić w pół drogi między barbarzyństwem a cywilizacją, tak długo będzie to społeczeństwo schizofreniczne, niezdolne do zrozumienia, dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze, albo - analogicznie - dlaczego jest tak dobrze, skoro jest tak źle. Im dłużej zaś będzie ono tkwić w tego rodzaju schizofrenii, tym trudniej będzie mu odróżniać dobre od złego, co w ostatecznym rachunku zawsze służy temu drugiemu.

Wednesday, April 19, 2017

Ewolucja, rewolucja, aktualność i ponadczasowość

Rozwój technologiczny i wzrost materialnego dobrobytu mogą dokonywać się w sposób autentycznie skokowy i rewolucyjny. Tymczasem autentyczny rozwój kulturowy wymaga stopniowego i mozolnego dokładania pojedynczych cegiełek do gmachu "mądrości wieków". Innymi słowy, o ile autentyczne rewolucje technologiczne i gospodarcze rzeczywiście istnieją, o tyle tzw. rewolucje kulturowe są w najlepszym razie jałowymi widowiskami, a w najgorszym razie antykulturowymi reakcjami. Nie jest tu wyjątkiem nawet klasyczny liberalizm, również będący kulminacją setek lat żmudnego intelektualnego, duchowego i gospodarczego rozwoju, którego owocami były klasyczna teoria praw naturalnych, spontaniczny ład prawa zwyczajowego czy protoekonomiczne teorie scholastyków.

Pojawiający się w tym kontekście kłopot polega na tym, że im dynamiczniej przebiega rozwój technologiczny i wzrost materialnego dobrobytu, tym większa może być pokusa tego, żeby "dynamizować" też rozwój kultury, co przynosi zazwyczaj skutki przeciwne do zamierzonych. Dobrą ilustracją są tutaj rozmaite "awangardy" typowe dla dojrzałego okresu rewolucji przemysłowej, które - i nie ma w tym nic paradoksalnego - trącą już dziś wyjątkową starzyzną, podczas gdy np. biblijne przypowieści czy sokratejskie dialogi pozostają tak świeże, jak były zawsze. Przy czym wspomniane awangardy w swoim czasie budziły przynajmniej szczere zainteresowanie swoją egzotyką i pasją do dziwaczenia. Tymczasem ich współczesne odpowiedniki - które obejmuje się często magicznym terminem "postmodernizmu" - budzą już jedynie lekkie rozdrażnienie lub wywołują machnięcie ręką. W im większym bowiem stopniu chcą one w swoim rzekomym rozwojowym dynamizmie podczepić się pod autentyczny rozwojowy dynamizm technologii czy gospodarki, w tym większym stopniu już na starcie okazują się próżnymi wygłupami.

Ostrożny wniosek, jaki wyłania się z powyższych obserwacji, jest taki, że - jakkolwiek kontrintuicyjne mogłoby się to wydawać - im bardziej dynamicznie rozwija się technologia czy gospodarka, w tym większym stopniu kultura powinna trzymać się swoich dotychczasowych osiągnięć i pogłębiać ich świadomość, a nie próbować doganiać procesy, których z natury rzeczy dogonić nie jest w stanie. Powinna to czynić zwłaszcza w odniesieniu do tych ze swoich osiągnięć, które - przetrwawszy długi okres selekcji kulturowej - wydają się być autentycznie ponadczasowe. Bo być może dopiero wówczas - korzystając z rewolucyjnych możliwości technologicznych i gospodarczych - będzie ona mogła w pełni wykorzystać potencjał owych osiągnięć. Być może dopiero w erze pełnej globalizacji gospodarczej możliwe okaże się zbudowanie prawdziwie solidnego społeczeństwa burżuazyjnego, dopiero w erze rewolucji informacyjnej możliwy stanie się renesans klasycznego filozoficznego racjonalizmu, a dopiero w erze powszechnego i spowszedniałego materialnego dobrobytu może dojść do pogłębionej i pokojowej refleksji nad wszystkimi wielkimi tradycjami duchowymi ludzkości. Innymi słowy, być może im bardziej dynamicznie będzie się zmieniało to, co może sobie na to pozwolić, w tym większym stopniu będzie można mądrze wykorzystać to, czego siłą jest ponadczasowa stałość.

Thursday, April 6, 2017

Należy zawsze strzec się frazy "ludziom trzeba dać"

Należy zawsze mieć się na baczności przed frazą "ludziom trzeba dać". Niezależnie od tego, czy kończy się ona wezwaniem do dania im chleba i igrzysk, czy wezwaniem do dania im wolności i świętego spokoju. Wynika to z tego, że składnia owej frazy wprost sugeruje - nawet jeśli jej bezosobowa forma próbuje to zamaskować - iż wypowiadana jest ona z pozycji jakiegoś podmiotu nadludzkiego, który ma prawo decydować o życiu, wolności i własności innych.

Tymczasem nikt nie ma prawa wypowiadać się z tego rodzaju pozycji, nikt nie ma prawa podejmować (bez cudzej zgody) tego rodzaju decyzji i nikt nie ma prawa wynosić się na tego rodzaju nadludzki piedestał. Nawet jeśli miałby wypowiadać z owego piedestału opinie względne rozsądne - trzeba zawsze zachowywać świadomość, że nikt nie ma prawa "dawać ludziom wolności", każdy ma za to prawo (i moralny obowiązek) przypominać ludziom, że wolność jest im dana z natury, a przez wszelkie samozwańcze nadludzkie podmioty może ona im być jedynie odebrana. Kto widzi sprawy inaczej, ten już jest mentalnie zniewolony, a kto je w ten sposób opisuje, ten owo zniewolenie - często nieświadomie - utrwala.

Sunday, April 2, 2017

Wolność, zniewolenie, nawyk i ludzka natura

Człowiek jest wolny z natury i zniewolony z przyzwyczajenia. Miarą jego wolności jest więc stopień przyzwyczajenia do własnej natury. W związku z tym libertarianizm nie zakłada fantastycznego celu zmiany owej natury, ale pragmatyczny cel wyzwolenia jej przyrodzonego potencjału. Jest to nic innego jak kluczowy element szerszego celu, jakim jest zwycięstwo rozumu - definiującej cechy człowieczeństwa - nad instynktem, czyli abdykacją rozumu, i przesądem, czyli pozorem rozumu. Jest to więc cel naturalnie wymagający, ale też wymagająco naturalny - bardzo trudny do osiągnięcia, ale zasadniczo niemożliwy do porzucenia. Jeśli z tego pierwszego będzie się czerpało konsekwentną motywację, a z tego drugiego konsekwentną nadzieję, to w końcu zostanie on osiągnięty - wbrew naturalnym ludzkim wyzwaniom, ale zgodnie z wyzwaniem ludzkiej natury.

Sunday, March 19, 2017

All Wealth is Ultimately Spiritual, as is All Poverty

Prosperity treated as a gift to be nurtured becomes a blessing. Prosperity treated as a right to be enjoyed becomes a curse. The former attitude turns vibrant cultures into thriving civilizations. The latter turns stagnant civilizations into decaying ruins. It is the clearest physical manifestation of the fact that all wealth is ultimately spiritual, as is all poverty.

Friday, March 17, 2017

Anarchokapitalizm a rozwój gospodarczy

Anarchokapitalizm nie jest utopijną wizją, ale naturalną przyszłością świata, który jest w coraz większym stopniu niemożliwy do rządzenia z uwagi na charakteryzującą go coraz większą gospodarczą mobilność, społeczną złożoność i przedsiębiorczą emancypację. Jeśli świat będzie się dalej rozwijał w tym kierunku, to anarchokapitalizm przestanie być jedynie normatywnym ideałem krzewionym przez libertarian, stając się również w coraz większym stopniu praktyczną rzeczywistością domagającą się opisu przez badaczy zjawisk społecznych, zwłaszcza tych działających na pograniczu dyscyplin takich jak prawo, ekonomia i zarządzanie.

Tego rodzaju podejście, odrzucające bunt przeciwko naturalnym rezultatom konsekwentnego pogłębiania się ekonomicznej i społecznej złożoności, będzie najlepszym sposobem na uczynienie tychże rezultatów maksymalnie zrozumiałymi, a tym samym maksymalnie akceptowalnymi dla ogółu pokojowych, nastawionych na współpracę jednostek. Co z kolei będzie w stanie uczynić procesy prowadzące do owych rezultatów maksymalnie uporządkowanymi i bezbolesnymi, dając świadectwo pełnemu potencjałowi kształtowania się spontanicznych ładów społecznych.

Thursday, March 16, 2017

Nie istnieje nic takiego jak "państwo neutralne światopoglądowo"

Nie istnieje nic takiego jak "państwo neutralne światopoglądowo", gdyż każde państwo jest z definicji stronnikiem i promotorem światopoglądu etatystycznego, a więc gloryfikującego zinstytucjonalizowaną agresję i grabież jako podstawy każdego sprawnie funkcjonującego społeczeństwa. W związku z tym wszelkie szerzej rozumiane światopoglądowe deklaracje jego funkcjonariuszy są niczym innym, jak przejawami rozmaitych bardziej szczegółowych form etatyzmu: "pobożnego", bezbożnego, nacjonalistycznego, multikulturalistycznego czy "pluralistycznego i inkluzywnego". Innymi słowy, są to deklaracje tego, jakiej konkretnej światopoglądowej grupie interesu - tzn. której części ogółu klienteli wyborczej - powinny zdaniem danego przedstawiciela władzy w największym stopniu służyć etatystyczna agresja i grabież.

Bo przecież którejś muszą - na tym polega esencja etatyzmu w jego formie wyborczej. Kłótnie zaś o to, której powinny, zwłaszcza połączone z przekonaniem, że mogłyby nie służyć żadnej z nich pozostając jednocześnie tym, czym są, to sztandarowy przejaw tego, że zasada "dziel i rządź" działa jak należy.

Saturday, March 11, 2017

Anarcho-Capitalism and Economic Development

Anarcho-capitalism is not a utopian vision, but the natural future of a world that is increasingly ungovernable due to its ever-increasing economic mobility, social complexity, and entrepreneurial emancipation. If the world keeps developing along these lines, then, far from being just a normative ideal to be preached by libertarians, anarcho-capitalism will increasingly become a practical reality to be studied by social scientists, particularly those working on the intersection of law, economics, and management.

Such an approach, rather than rebelling against the inevitable consequences of consistent economic and social development and complexification, will be the best way to make these consequences maximally comprehensible, and thus maximally acceptable and accommodatable for all peaceful, cooperative individuals. Which, in turn, could make the processes leading to them more smooth, orderly, and painless: a development that would show the full potential of spontaneous social ordering.

Friday, March 10, 2017

Hedonic and Eudaimonic Libertarianism

Some like to distinguish between "thin" and "thick" libertarianism, where the former is a purely "organizational" philosophy, while the latter is a cultural one as well. For lack of a better term, we might call this an ontological distinction. I myself would prefer to replace it with a motivational distinction - the distinction between hedonic and eudaimonic libertarianism, where the defining principle of the former would be "you can do whatever you like, as long as you do not initiate aggression against others", while that of the latter would be "you should do what is good and persuade others to do likewise, as long as no aggression is involved - because then it is not good any more".

Only the latter approach can be said to be free from the spectre of cultural nihilism and consistent with the entirely natural conviction of the majority of people that, even if individual liberty is an objective, unconditionally inviolable end in itself, it is also a means to many other equally significant and equally objective ends in themselves. At the same time, however, unlike "thick libertarianism", the approach in question does not attempt to establish any ontologically necessary bond between individual liberty and any specific cultural values. In other words, it treats individual liberty as neither culturally laden, nor culturally hollow - and perhaps by doing so it presents it in the most constructive manner available.

Wednesday, March 8, 2017

Dobrobyt, "naturalne zło" i intelektualna naiwność

To, jak łatwo człowiek ulega coraz większemu intelektualnemu rozleniwieniu i moralnemu rozkapryszeniu w obliczu coraz większego dobrobytu, wydaje się być jednym z lepszych dowodów na to, że tzw. problem "naturalnego zła" jest w ostatecznym rachunku pseudoproblemem. Podnoszący ów problem zawsze wychodzi z pozycji intelektualnej arogancji, uważając, że świat nie może być dziełem moralnie doskonałego Boga, bo przecież istnieją zjawiska naturalne, które - jego zdaniem - ewidentnie można by ze świata usunąć, czyniąc go w ten sposób doskonalszym. Przyjmijmy przy tym, że nie mówimy tu o zwolenniku naiwnej tezy, że doskonały świat wyglądałby jak breuglowska kraina pieczonych gołąbków (czyli świat pozbawiony wszelkich problemów i wyzwań, a tym samym odbierający jego mieszkańcom wszelkie możliwości rozwoju), ale o kimś, kto twierdzi, że świat stałby się doskonalszy, gdyby usunąć z niego zjawiska takie, jak np. nowotwory czy trzęsienia ziemi.

Warto jednak zastanowić się, czy nie mamy tu do czynienia z równią pochyłą, a więc obserwacją, że im wygodniej człowiek żyje, tym więcej rzeczy zaczyna sprawiać mu dyskomfort. Przy czym, co istotniejsze, w coraz mniejszym stopniu traktuje je on wówczas jako rozwojowe wyzwania, którym trzeba stawić czoła, a w coraz większym stopniu jako "obiektywne niedoskonałości", których istnienie jest niemożliwe do pogodzenia z wolą doskonałego Boga. Skąd więc pewność, że konsekwentnie idąc tą drogą w pewnym momencie nie zacznie on uważać za niedopuszczalne przejawy "naturalnego zła" skręconych kostek, próchniejących zębów albo ogólnie zjawiska fizycznego i psychicznego bólu? Innymi słowy, skąd pewność, że nie zrówna w końcu doskonałego świata z krainą pieczonych gołąbków, tym samym ostatecznie obnażając przyrodzoną naiwność swojego rozumienia doskonałości? Materialny i technologiczny dobrobyt wyraźnie zdaje się sprzyjać tego rodzaju intelektualnej naiwności i niedojrzałości, biorąc pod uwagę, że trudno byłoby wyobrazić sobie powstanie dziś tak ponadczasowo głębokich dzieł literacko-filozoficznych, jak np. Księga Hioba czy "Treny" Kochanowskiego, w których wątek początkowego buntu wobec "naturalnego zła" ustępuje w końcu duchowej pokorze wobec zjawisk przekraczających możliwości ludzkiego pojmowania.

Z powyższego nie ma oczywiście wynikać, że materialny i technologiczny dobrobyt jest czymś złym albo ograniczającym. Wręcz przeciwnie, jest on wielkim błogosławieństwem, ale tym samym jest również wielkim wyzwaniem, wymagającym szczególnego trzymania się na baczności przed intelektualną naiwnością i pychą sugerującą człowiekowi, że umiałby on doskonalej urządzić świat na poziomie metafizycznym. Być może dopiero w warunkach dobrobytu i stwarzanych przez niego "problemów pierwszego świata" jest on w stanie w pełni zdać sobie sprawę, jak arbitralne są wszelkie wymyślane przez niego kryteria "naturalnego zła" i związane z nimi oskarżenia świata (i jego Stwórcy) o "naturalną niedoskonałość". I być może zdanie sobie z tego sprawy może człowiekowi posłużyć do skuteczniejszego poprawiania tego, co jest on w stanie poprawiać - czyli przede wszystkim swojej wiedzy, świadomości i wrażliwości moralnej. Albo - jak to określają w zasadzie wszystkie wielkie tradycyjne filozoficzne i religijne - do skuteczniejszego dbania o swoją duchową mądrość.

Thursday, March 2, 2017

Urodzinowe podsumowanie myśli Rothbarda

Dziś rocznica urodzin Murraya Rothbarda - postaci tyleż znanej, co nieznanej. Znanej, bo regularnie przywoływanej w roli sztandarowego reprezentanta zarówno austriackiej szkoły ekonomii, jak i filozofii libertariańskiej. A nieznanej, bo rzadko omawianej w kontekście analizy konkretnych osiągnięć naukowych. Tych miał zaś jednak całkiem sporo:

1. W ramach osiągnięć ekonomicznych stworzył on a) konsekwentnie subiektywistyczno-prakseologiczną teorię dobrobytu, zakorzenioną w pojęciu zademonstrowanej preferencji, b) konsekwentnie subiektywistyczno-prakseologiczną teorię monopolu, kwestionującą logiczną sensowność pojęć takich jak "zysk monopolistyczny" czy "niedoskonała konkurencja" w odniesieniu do rynku wolnego od politycznych ingerencji, c) teorię firmy wykorzystującą misesowskie twierdzenie o niemożliwości przeprowadzania rachunku ekonomicznego w socjalizmie do wykazania immanentnej operacyjnej niesprawności "monopoli rynkowych", i d) kompleksowy opis systemu społeczno-gospodarczego opartego w pełni o relacje ekonomiczne (własnościowe), a tym samym wolnego od relacji politycznych (antywłasnościowych).

2. W ramach osiągnięć filozoficznych stworzył on gruntowną syntezę scholastycznego i locke'owskiego prawnonaturalizmu, amerykańskiego anarchoindywidualizmu, oppenheimerowskiej socjologii, klasycznej ekonomii politycznej (zwłaszcza w duchu Gustave'a de Molinariego) i klasyczno-liberalnej teorii klasowej, budując tym samym prawdopodobnie najpopularniejszą dziś formę libertarianizmu i anarchokapitalizmu.

3. W ramach osiągnięć historycznych stworzył on pogłębione analizy kilku kluczowych wydarzeń z historii gospodarczej Stanów Zjednoczonych, takich jak Wielka Depresja czy panika roku 1819 (pierwszy amerykański kryzys finansowy czasów pokoju), interpretując je w kluczowych aspektach przez pryzmat austriackiej teorii cykli koniunkturalnych. Inne jego projekty historyczne - jak zwłaszcza niedokończona historia myśli gospodarczej - również zasługują na uwagę już choćby z racji ich erudycyjnego rozmachu, nawet jeśli czasem zbytnio ulegają one publicystyczno-ideologicznej pasji autora.

Podsumowując, najlepiej uczcić rocznicę urodzin Rothbarda rezygnując z traktowania go jako symbolu pewnych tradycji intelektualnych i zaczynając traktować go jako bardzo istotnego i produktywnego uczestnika owych tradycji, który pozostawił po sobie bardzo konkretne osiągnięcia, warte pogłębionej analizy, kreatywnej rozbudowy i konstruktywnej polemiki.

Thursday, February 23, 2017

O nazywaniu ekonomicznych faktów po imieniu

Nie ma nic takiego jak "mechanizmy rynkowe" - są tylko rynkowe procesy. Nie ma nic takiego jak "gospodarki planowe" - są tylko plany gospodarcze. Nie ma nic takiego jak "gra podaży i popytu" - jest tylko rzeczywistość podaży i popytu. I nie ma nic takiego jak "przemoc ekonomiczna" - jest tylko fakt rzadkości dóbr i jego konsekwencje.

Sunday, February 19, 2017

Multiculturalism, Specialization, and Cooperation

So-called multiculturalism - understood as a purely voluntary phenomenon - is simply the cultural expression of social cooperation based on productive specialization and division of labor, which is bound to take on an increasingly important role in a globalized, human-capital-based economy. It goes without saying that as such it has nothing to do with coercive social engineering trying to capture the naturally positive connotations of this term.

Libertarianizm a osobista wolność i tożsamość

Libertarianin jako libertarianin powinien być wyłącznie libertarianinem. Może to brzmieć jak jałowa tautologia, ale w rzeczywistości jest to wyraz tego, że wolność osobista jest najważniejszą ze wszystkich wartości społecznych: warunkiem niezbędnym wdrażania wszelkich innych pokojowych wartości społecznych w całej swojej różnorodności, unikatowości i komplementarności, bez domyślnego faworyzowania którejkolwiek z nich.

Libertarianin jako człowiek powinien być za to kimś znacznie więcej niż libertarianinem, bo tylko wtedy będzie on dawał przekonujące świadectwo temu, że wolność osobista nie tylko jest celem samym w sobie, ale też nie jest środkiem bez celu. Innymi słowy, będzie się on najlepiej przysługiwał sprawie wolności osobistej dając przykład tego, że owa wolność jest warunkiem niezbędnym spełniania się w swojej szerszej tożsamości: właściciela przedsiębiorstwa wolnego od politycznych koneksji, głowy rodziny niezepsutej rozdawniczą patologią czy chrześcijanina odpornego na pokusy królestw tego świata.

Podsumowując, wartość wolności osobistej bierze się w równym stopniu z tego, że daje ona możliwość wyboru najróżniejszych pokojowych tożsamości, jak i z tego, że daje ona możliwość spełniania się w tych z nich, które mają przyrodzoną wartość wykraczającą poza fakt, że zostały swobodnie wybrane. I prawdopodobnie tylko tego rodzaju całościowe rozumienie wartości wolności jest w stanie zagwarantować, że będzie ona w sposób trwały i powszechny szanowana.

Monday, February 13, 2017

Minarchizm a zakres i rozmiar etatyzmu

Tzw. minarchizm ma rzekomo uchodzić za stosunkowo najmniej szkodliwą formę etatyzmu z uwagi na redukcję zakresu jego działań do jedynie dwóch funkcji: obronności i sądownictwa. Problem polega tu jednak na tym, że redukcja zakresu wcale nie musi pociągać za sobą redukcji rozmiaru. Np. minarchizm ogarnięty "antyterrorystyczną" czy ksenofobiczną paranoją może ograniczać wolność osobistą w sposób niemal totalitarny, budując mury na granicach, urządzając regularne godziny policyjne, zakazując prywatnego posiadania broni, wprowadzając 50% podatki dochodowe na poczet rzekomo prewencyjnych wydatków zbrojeniowych, wydając zaostrzone wyroki za tzw. zdradę stanu, itd., a wszystko to cały czas wyłącznie w imię wywiązywania się ze swoich "minimalnych" funkcji obronno-sądowniczych. Nic nie stoi na przeszkodzie temu, aby taki minarchizm móc obiektywnie uznać za znacznie bardziej opresyjny, niż znacznie bardziej etatystyczną w zakresie swoich funkcji, ale wolną od powyższej paranoi socjaldemokrację: mogłaby się ona nawet okazać mniej żarłoczna pod względem obiektywnego miernika poziomu tzw. wydatków publicznych.

Innymi słowy, wbrew pozorom minarchizm to etatyzm potencjalnie równie szkodliwy jak każdy inny, a jego nominalnie niewielki funkcjonalny zakres nie chroni w żaden sposób przed represyjnością jego teoretycznie nieograniczonego funkcjonalnego rozmiaru. Pod względem ochrony przed tego rodzaju represyjnością znacznie istotniejsze jest wewnętrzne strukturalne rozbicie etatyzmu poprzez federalizm, trójpodział władzy, konstytucyjne ograniczenia, regularną możliwość oddolnej wymiany władzy przez społeczeństwo, itp.; to właśnie te zjawiska doprowadzone do swojego logicznego zwieńczenia dałyby początek tzw. społeczeństwu dobrowolnemu czy też anarchokapitalizmowi, a więc systemowi w pełni nieetatystycznemu. Podsumowując, etatyzm funkcjonalnie minimalny to wczesna forma rozwojowa etatyzmu funkcjonalnie maksymalnego, ale etatyzm maksymalnie instytucjonalnie spętany to możliwa forma przejściowa na drodze do społeczeństwa w pełni dobrowolnego i kontraktowego; warto więc mieć świadomość zasadniczej odrębności tych dwóch zjawisk.

Friday, February 10, 2017

Wolność a podobieństwo Boga i człowieka

Według wszystkich wielkich tradycji monoteistycznych Bóg jest jedynym bytem dysponującym absolutną wolnością. Wedle tychże tradycji jest on również jedynym bytem stanowiącym "czysty akt", a więc bytem odwiecznie i doskonale spełnionym w swoim potencjale rozwojowym. Z tego wynika z kolei, że wolność nie może być dla Boga środkiem do osiągnięcia jakiegokolwiek rozwojowego celu, może być natomiast dla niego celem samym w sobie, co - biorąc pod uwagę doktrynę tzw. jedności transcendentaliów - czyni ją również tożsamą z absolutnym dobrem.

Wszystkie wielkie tradycje monoteistyczne twierdzą również, że człowiek został stworzony na duchowy obraz i podobieństwo Boga, w tym przede wszystkim jako posiadacz wolnej woli. I choć człowiek, jako byt niedoskonały, chcąc dążyć do doskonałości korzysta ze swojej wolności w sposób jedynie instrumentalny, to - zakładając jego duchowe podobieństwo do Boga - nie sposób uciec od wniosku, że ludzka wolność ma również wartość jako cel sam w sobie i jest jako taka jednym z najwyższych ludzkich dóbr. Wszystkie osoby utożsamiające się z wielkimi tradycjami monoteistycznymi powinny być zatem życzliwie usposobione do libertariańskiej koncepcji wolności, zgodnie z którą ludzka wolność jest celem samym w sobie, nawet jeśli kluczowe jest dla nich uzupełnienie owej koncepcji o koncepcję wolności jako środka do innych, jeszcze istotniejszych celów samych w sobie - nie wydaje się bowiem, żeby można było w duchowo poważny sposób traktować drugą z owych koncepcji bez intelektualnie poważnego traktowania tej pierwszej.

Wednesday, February 8, 2017

Ethics and Politics: Two Ways of Approaching Evil

Having conceded that evil exists and is something undesirable, one can approach it in two ways: either by trying to overcome it and replace it with good, or by trying to tame it and pretend that it is good. The former approach is called ethics. The latter approach is called politics. And while there is no guarantee that the former is able to achieve any permanent success, there is also no doubt that the latter opens endless possibilities of sinking into permanent failure.

Kapitalizm, socjalizm i ich niewidzialne skutki

Głównym powodem, dla którego ludzie zastanawiają się, dlaczego kapitalizm nie funkcjonuje lepiej, a socjalizm gorzej, jest to, że niedoszacowują oni ilości socjalizmu występującego w gospodarkach nominalnie kapitalistycznych i ilości kapitalizmu występującego w gospodarkach nominalnie socjalistycznych. To, co jest siłą niedominującą - a więc mniej widoczną - odpowiednio ciągnie tu w dół system immanentnie funkcjonalny i ciągnie w górę system immanentnie dysfunkcjonalny. Co w połączeniu z leniwą skłonnością do brania dostatku za rzecz oczywistą i samoobronną skłonnością do wybielania niedostatku poważnie zaburza percepcję funkcjonowania systemów gospodarczych. Jest to kolejny z niekończącej się serii dowodów na to, że esencją rzetelnej wiedzy ekonomicznej - będącej jedynym lekarstwem na tego rodzaju błędy percepcyjne - jest szeroka logiczna perspektywa, biorąca pod uwagę również, a czasem przede wszystkim to, co niewidoczne, niezamierzone, alternatywne i kontrfaktyczne.

Saturday, February 4, 2017

Etyka a polityka, czyli o radzeniu sobie ze złem

Uznawszy, że zło istnieje i jest czymś niepożądanym, można do niego podejść na dwa sposoby: albo próbując je zwalczyć i zastąpić dobrem, albo próbując je oswoić i udawać, że jest dobrem. Pierwsze z tych podejść nazywa się etyką. Drugie z nich nazywa się polityką. I o ile nie ma pewności, że to pierwsze jest w stanie osiągnąć jakikolwiek trwały sukces, o tyle nie ma wątpliwości, że to drugie otwiera nieskończone możliwości pogrążania się w trwałej porażce.

Tuesday, January 31, 2017

Statism is an Unmistakable Measure of Social Vice

Every step in the direction of nationalism is an implicit admission of low self-esteem. Every step in the direction of protectionism is an implicit admission of low work ethic. And every step in the direction of statism is an implicit admission of generally low character. In other words, the attractiveness of the "political means" is always inversely correlated with the attractiveness of virtuous conduct. To realize this is not to solve the problem, but no solution can be found until this realization is as obvious as it is widespread.

Saturday, January 28, 2017

Neo-Luddism as the Paradigm of Misanthropy

The ultimate goal of automation and mechanization is to reach the state where all automatic tasks are performed by automata and all mechanical tasks are performed by mechanisms, which will finally allow humans to focus on specifically human tasks, requiring specifically human skills, talents, and dispositions. Thus, the neo-Luddite claim that bringing those processes to their ultimate conclusion will condemn humankind to permanent idleness is one of the most insultingly misanthropic and demoralizing claims imaginable. After all, it is the claim that a human being can be productive only as an inferior replacement for a machine, but not as a being focused on fulfilling his specifically human potential.

In other words, despite their pretensions about caring for the productive role of humans in the process of economic development, neo-Luddites have no equals in insulting this role and diminishing its significance. For that reason alone automation and mechanization should be eagerly embraced, since the faster they proceed, the sooner nothing human will be alien to us at last.

Friday, January 20, 2017

Dobrobyt jako narzędzie trenowania charakteru

Mówi się nieraz, że poprzewracało się komuś w głowie od dobrobytu - i jest to rzeczywiście zjawisko dość powszechne. Świadczy to jednak nie o tym, że dobrobyt jest problemem - bo to brzmi wręcz z definicji absurdalnie - tylko o tym, że dobrobyt jest wyzwaniem. Im więcej ma się zasobów i możliwości ich wykorzystania, tym więcej potrzeba wiedzy i odpowiedzialności, żeby w pełni zrealizować ich potencjał. W tym sensie dobrobyt jest dobry nie tylko z uwagi na oferowane przez siebie możliwości, ale również z uwagi na to, że wymusza trening woli i charakteru, umożliwiający czynienie z owych możliwości coraz lepszego jakościowo użytku.

Innymi słowy, dobrobyt, tak samo jak nędza, tworzy swoje specyficzne wyzwania. Można je albo odważnie podjąć, tym samym spełniając się coraz bardziej w swoim rozwojowym potencjale, albo od nich uciekać, pogrążając się czy to w "konserwatywnym" wzdychaniu za utraconym złotym wiekiem "szlachetnego ubóstwa", czy to w marksistowskiej zazdrości wobec tych, którzy korzystają z dobrobytu bardziej niż my sami. Drugi z tych wyborów spowoduje naturalnie cofnięcie się do poziomu ubóstwa - i to o tyle dotkliwszego, że nie znanego wcześniej przez spadającego na własne życzenie z wysokiego progu człowieka znającego wyłącznie dobrobyt. Dodatkowo spowoduje on zatrzymanie procesu wychodzenia z ubóstwa tej części świata, która wciąż jeszcze w nim tkwi.

Stąd tak ważne jest, żeby współczesny świat rozwinięty - znajdujący się we wczesnej fazie epoki dobrobytu, charakteryzującej się tym, że ma się w niej od owego dobrobytu poprzewracane w głowie - dobrze zrozumiał naturę powyższej alternatywy, a następnie wybrał tak, żeby nie zmarnotrawić tego, co po tysiącach lat wywalczył z takim wysiłkiem.

Tuesday, January 17, 2017

Neoluddyzm jako wzorcowy przykład mizantropii

Istnieją dobrze znane ekonomiczne powody, dla których nie należy traktować poważnie neoluddystycznych utyskiwań, tym razem skierowanych nie przeciwko industrializacji, ale przeciwko robotyzacji i rozwojowi tzw. sztucznej inteligencji. Istnieją też jednak równie znaczące powody szeroko rozumianej natury humanistycznej, dla których tego rodzaju utyskiwań nie tyle nie powinno się traktować poważnie w sensie intelektualnym, co powinno się stawiać im opór w sensie moralnym.

Robotyzacja, automatyzacja i mechanizacja to procesy zmierzające ku temu, aby wszelkie działania robotyczne wykonywały roboty, wszelkie działania automatyczne wykonywały automaty, a wszelkie działania mechaniczne wykonywały mechanizmy, co umożliwi w końcu człowiekowi skupienie się wyłącznie na działaniach specyficznie ludzkich, wymagających specyficznie ludzkich umiejętności, talentów i predyspozycji. Jeśli więc, jak twierdzą neoluddyści, doprowadzenie owych procesów do ich ostatecznego zwieńczenia skaże ludzkość na permanentną bezproduktywność, to jest to jedno z najbardziej obelżywie mizantropicznych i demoralizujących stwierdzeń, jakie można sobie wyobrazić. Jest to bowiem stwierdzenie, że człowiek może być produktywny wyłącznie jako ułomny substytut maszyny, nie jest natomiast w stanie być produktywny jako człowiek spełniający się w swoim człowieczeństwie.

Innymi słowy, wbrew zapewnieniom o upominanie się o produktywną rolę człowieka w procesie rozwoju gospodarczego, neoluddyści nie mają sobie równych w ubliżaniu owej roli i pomniejszaniu jej znaczenia. I już choćby z tego powodu należy przyjąć mechanizacyjne i automatyzacyjne aspekty owego procesu z całym dobrodziejstwem inwentarza - bo im szybciej będzie on postępował, tym szybciej nic, co ludzkie, nie będzie nam w końcu obce.

Friday, January 13, 2017

Old and New Statism and Ways to Defeat Them

The ancient state consolidated its power by destroying the dignity of its victims, by demanding that they grovel in the dirt before the "god-king" and pay him endless tributes. The modern state consolidates its power by allowing its victims to destroy their dignity themselves, by helping them to parasitize on each other until they all hate themselves as much as they hate one another.

It is difficult to say which form of such conditioning is more degrading, but it seems clear that the latter is much more deceptive. Thus, while what was needed to defeat ancient statism was primarily strength of arms, what is needed to defeat modern statism is primarily strength of character: it is only in this way that the victims of enslavement can address effectively not the symptoms of their condition, but its causes.

O unikatowej wartości wiedzy ekonomicznej

Zasadnicza wartość ekonomii polega na tym, że jest ona dyscypliną sui generis, oferującą unikatowy i kluczowo ważny wgląd w funkcjonowanie procesów społecznych. Z tego względu wszelkie tzw. ekonomiczne metafory, próbujące opisać zjawiska ekonomiczne w kategoriach zaczerpniętych z innych nauk, są w najlepszym razie niebezpiecznie upraszczające, a w najgorszym razie szkodliwie zwodnicze.

Gospodarka - przedmiot badań ekonomii - nie jest ani mechanizmem, bo nie jest ona centralnie sterowalnym dziełem jakiejkolwiek kierowniczej woli, ani też organizmem, bo nie jest ona pochodną bezwolnie działających biologicznych procesów. Nie są w stanie jej opisać ani żadne modele matematyczne, bo składa się ona ze zjawisk nieredukowalnie jakościowych, a więc niemierzalnych, ani też żadne czysto historyczne narracje, bo składa się ona ze zjawisk systematycznych i przyczynowo precyzyjnych, a więc przekraczających wszelkie historyczne przygodności.

Jest ona za to wynikiem wolnych działań świadomych podmiotów w otoczeniu logicznych konieczności. I jako taką może ją opisać wyłącznie to samo narzędzie, które służy też opisowi rozumnej natury owych podmiotów: logika werbalna oparta na solidnych filozoficznych podstawach. Trudno o bardziej kluczowy element opisu zjawisk społecznych - i trudno o element mniej zrozumiany, być może również właśnie z uwagi na unikatową naturę poświęconej mu dyscypliny. Trudno też w związku z tym o element wymagający bardziej usilnej promocji - a biorąc pod uwagę, jak wiele zależy od tego, czy okaże się ona skuteczna, można mieć nadzieję, że perspektywa jej niestrudzonego uprawiania przyciągnie wystarczającą liczbę intelektualnie zaangażowanych osób.

Thursday, January 12, 2017

Bad vs. Worse: Welfare Statism and Tribal Statism

Practically no one believes that so-called welfare states have the right to invade non-welfare states and remake them in their image, so that no one in the world is deprived of state welfare. Likewise, practically no one believes that so-called welfare states have the right to impose special taxes on their citizens with the purpose of creating welfare state systems in those countries that cannot afford to do so by themselves.

In other words, practically no one consistently believes in the morality of the so-called welfare state. On the other hand, nearly everyone believes in the morality of statist tribalism (nationalism), which includes approving of such totemic entities as "national healthcare" or "national education". Thus, if there exists an ideology in the world today that can be credibly regarded as the chief enemy of individual liberty, then it is not abstract, overintellectualized welfare statism, but concrete, emotionally ensnaring tribal statism.

Wednesday, January 11, 2017

Rządowe sukcesy istnieją - i to jest problem

Nie ma sensu zaprzeczać, że istnieje zjawisko takie jak rządowe sukcesy. Należy je jedynie właściwie zidentyfikować. Otóż przykładem rządowego sukcesu nie jest np. umieszczenie człowieka na Księżycu: w tym przypadku mamy do czynienia z typowym dla politycznego interwencjonizmu eliminowaniem odnośnych alternatyw poprzez siłowy drenaż zasobów z sektora prywatnego, a więc sektora, który - w przeciwieństwie do działań rządowych - jest poddany dyscyplinie systemu cenowego, konkurencyjnej struktury motywacji i kontraktowej dobrowolności. Innymi słowy, jeśli ogółowi suwerennych konsumentów by na tym zależało, to wolna przedsiębiorczość i prywatna inicjatywa umieściłaby człowieka na Księżycu znacznie szybciej i przy mniejszych kosztach.

Sztandarowym przykładem rządowego sukcesu jest za to np. Holokaust. Używając niezapomnianej frazy Randolpha Bourne'a, wojna to zdrowie państwa, i nie ulega wątpliwości, że wyłącznie zdeterminowany monopolistyczny aparat opresji jest w stanie dokonać systematycznej, bezwzględnej eksterminacji wielomilionowych mas cywilnej ludności - wolna przedsiębiorczość i prywatna inicjatywa nie ma na tym polu najmniejszych szans. Innymi słowy, konsekwentny zwolennik wolności osobistej, własności prywatnej i pokojowej współpracy społecznej nie musi i nie powinien zaprzeczać, że rządowe sukcesy istnieją: wystarczy, że ma on świadomość, że owe sukcesy - zwłaszcza w swojej najbardziej spektakularnej formie - są ostatnią rzeczą, jakiej powinien sobie życzyć cywilizowany człowiek.

Tuesday, January 10, 2017

Postmodernizm, marksizm i intelektualna słabość

Powszechnie dostrzegana intelektualna słabość dzisiejszej humanistyki bierze się w dużej mierze z tego, że wciąż jeszcze nie usunęła ona ze swojego krwiobiegu najgorszej umysłowej trucizny w dziejach, jaką jest marksizm i wszelkie jego mutacje. Najlepszym tego dowodem jest to, że tzw. intelektualnie opiniotwórcze środowiska próbują wciąż stawiać na piedestale już co prawda nie wierzących i praktykujących marksistów (bo to byłoby jednak zbyt ewidentną dla wszystkich przesadą), ale np. byłych marksistów snujących gawędy o tym, jak to po utracie owej kulminacyjnej "wielkiej narracji" została nam jedynie "płynność", "niepewność", "zagubienie", itp. Innymi słowy, trucizna wciąż działa, bo łapanie się na lep tego rodzaju gawęd to ewidentny przejaw jakiejś formy sentymentu do tego, co słusznie przebrzmiało.

Tymczasem żadna z autentycznie wielkich tradycji intelektualnych nigdy nie umarła - do dziś ogromne możliwości analityczne otwiera tradycja arystotelesowsko-tomistyczna w filozofii, tradycja austriacka i neoinstytucjonalna w ekonomii, czy tradycja oświeceniowa (Smith, Bastiat) w szeroko rozumianych naukach społecznych. Póki świadomość tego faktu nie będzie bardziej powszechna niż sentymentalne bajania o postmarksistowskiej płynności, nie będzie można stwierdzić, że humanistyka podniosła się po wyjałowieniu, jakie ją dotknęło w XX wieku. Tym samym nie będzie też można stwierdzić, że ze swojego zadania wywiązali się wszyscy ludzie intelektualnej dobrej woli - którym w związku z tym należy życzyć owej woli jak najwięcej.

Tuesday, January 3, 2017

Liberty, Morality, and Intellectual Responsibility

The relationship between liberty and morality can be described briefly in the following manner: morality without liberty is impossible, and liberty without morality is very fragile. There can be no morality without liberty, since violating someone's liberty bespeaks a fundamental lack of respect for another person's moral agency. But in all likelihood there can also be no lasting liberty without morality, since broadly understood immorality - which manifests itself not in violating another's liberty, but in what is typically called license or debauchery - bespeaks a lack of respect for one's own moral agency. And this, in turn, leads naturally, even if not inevitably, to a loss of respect for the moral agency of others, as well as to a general erosion of respect for the value of free action.

In other words, an enslaved society will always be demoralized, but a demoralized society will always run a higher risk of falling into enslavement, both physical and mental. Perhaps this is the best illustration of the fact that understanding liberty as an end in itself cannot be separated from understanding it as a means to other ends in themselves - ends that are equally valuable, equally demanding, and equally significant in the context of fulfilling one's personal potential.