Saturday, September 5, 2026

Technokomunistyczne rojenia z Doliny Krzemowej

Wielu zapewne znany jest slogan, jakoby "komunizm był piękną teorią, która niestety nie działa w praktyce". Tymczasem wszyscy zaznajomieni z rzetelną ekonomią wiedzą doskonale, że komunizm w teorii jest jeszcze bardziej odstręczający niż komunizm w praktyce - nie tylko z racji na to, że jest usiany fundamentalnymi błędami logicznymi, ale też dlatego, że w swojej czysto hipotetycznej działającej postaci uczyniłby on z ludzkości rój przerośniętych termitów pozbawionych wszystkich najcenniejszych i najbardziej konstytutywnych cech człowieczeństwa, takich jak wolność osobista, decyzyjna autonomia i możność dysponowania własnością prywatną.

Być może jedynym aspektem komunizmu, z którym nie wiązało się całkowite upodlenie jednostki ludzkiej, był nacisk kładziony przezeń na wartość pracy i ogólnie siły sprawczej ludzkich wysiłków. Ściślej rzecz ujmując, komunizm odrywał co prawda wartość pracy od jej realnej produktywności, ale stwarzał wciąż pewne zachęty do zabiegania o rozwój instrumentalnie cennych przymiotów, takich jak pilność, wytrwałość czy samodyscyplina. I być może to właśnie dysponowanie owymi przymiotami przez krytyczną liczbę ceniących wolność ludzi było w istotnym zakresie odpowiedzialne za możliwość sprawnego obalenia ustrojów komunistycznych wszędzie tam, gdzie faktycznie się ono dokonało.

Z powyższego można zatem wysnuć wniosek, że rojenia rozmaitych "koryfeuszy Doliny Krzemowej" o świecie, w którym ludzie pełnią rolę małp leżących brzuchem do góry w elektronicznym zoo obsługiwanym przez "inteligentne algorytmy" i "humanoidalne roboty", to wizja jeszcze bardziej niedorzeczna i odstręczająca niż wszelkie komunistyczne fantasmagorie. Jest to bowiem wizja oparta na groteskowo wręcz szyderczej inwersji, w ramach której maszyny, czyli przedmioty, w magiczny sposób zyskują podmiotowość, podczas gdy podmioty, czyli istoty ludzkie, w równie magiczny sposób całkowicie ją tracą, stając się bytami czysto wegetatywnymi, a więc nieporównanie bardziej uprzedmiotowionymi niż nawet najbardziej pomiatani więźniowie komunistycznych łagrów.

Stąd nietrudno się domyślić, iż wzmiankowane rojenia to jedynie kolejna, dużo bardziej prymitywna wersja tych "wyziewów piekielnych", które - wedle jego własnego wyznania - napełniły mózg szarlatana z Trewiru. I choć - już choćby z uwagi na leżącą u ich podstaw negację ludzkiej siły sprawczej połączoną z sytością i zblazowaniem dzisiejszych społeczeństw - w najmniejszym stopniu nie grozi światu próba faktycznego wdrażania owych rojeń, już samo ich nachalne rozgłaszanie ma ewidentnie pełnić rolę probierza tego, do jakiego stopnia człowiek jest dziś gotów dawać się bałamucić karykaturalnie wręcz infantylnymi bzdurami, szczerze fantazjując o życiu w ziemskim piekle utożsamianym z ziemskim rajem. To zaś jest już samo w sobie nad wyraz dobrym powodem, by nigdy nie przepuścić okazji do ośmieszania owych bzdur, dbając tym samym o intelektualną higienę zarówno siebie samego, jak i swoich bliźnich, co zwłaszcza w erze algorytmicznej "zgnilizny mózgowej" jest szczególnie niezbędną czynnością.