Thursday, December 31, 2015

Human Nature, Libertarianism, and Progress

Libertarianism is to statism what abolitionism was to slavery or what commerce is to plunder. The default approach to social issues is typically the bad one, based on short-sighted instincts, cognitive biases, and tribal superstitions. It is no excuse to say "such is human nature". The defining feature of human nature is precisely the ability to evolve in the direction of ever-greater rationality, moral maturity, and spiritual profundity. All civilizational progress - the process of substituting liberty for power - is a testament to this notion. To ensure its continuation is primarily to be deeply aware and appreciative of its successes: liberty begins with the awareness that there is no such thing as the right to rule, and triumphs when this awareness is sufficiently widespread.

Wednesday, December 30, 2015

Anarcho-Capitalism as an Awareness-Raising Project

The free market is always logically anterior to the state, since no group of roving bandits can turn into a group of stationary bandits without the use of resources that only the free market can supply. Since such resources cannot come into being in a lawless and disorderly environment, the foregoing implies that law and order are also anterior to the state: the state cannot create or improve them, but only pervert them through coercive monopolization. All that is needed to stop this from happening is to make a critical number of individuals sufficiently aware of the nature of this process and shake off the Stockholm syndrome and economic ignorance that prevent its successful reversal.

In other words, anarcho-capitalism is not a speculation about how a genuine free market society would work (since, in an accurate sense of the term, there are no non-free market societies), but an awareness-raising project aimed at explaining how the economic and moral powers of society are turned against it by anti-social forces, biases, and prejudices. It is not an exercise in utopian thinking, but an exercise in spotting and understanding the dystopian features of the social status quo. This is what makes it the most profoundly pragmatic of idealistic social visions and the most profoundly modest of ambitious ones.

Tuesday, December 29, 2015

To Break the Spell is to Break the Chain

Never underestimate the beauty of the times in which you live, the times in which you can openly and consistently mock, ridicule, debunk, and humiliate the so-called "political authority" in all of its guises without serious fear of violent reprisal. And, in this connection, never underestimate the fact that such open and relentless mocking, ridiculing, debunking, and humiliating is the only weapon that can ultimately bring "political authority" down - not any of its particular manifestations, but the phenomenon itself. To break the spell is to break the chain, and the fact that the former is easier than ever before is reason enough to believe in social progress.

Monday, December 28, 2015

100 aforyzmów o wolności i kwestiach pokrewnych

Poniżej znajduje się lista ponad stu napisanych przeze mnie aforyzmów na temat wolności i pokrewnych zagadnień. Jest to przetłumaczony na polski wybór ze znacznie większego zbioru zawartego w mojej książce "The Pith of Life: Aphorisms in Honor of Liberty". Osoby, którym aforyzmy te wydadzą się użyteczne w zakresie tworzenia materiałów promujących szeroko rozumianą myśl wolnościową, mogą je w sposób dowolny reprodukować i wykorzystywać za podaniem autora.

Abolicjonizm był ruchem na rzecz zniesienia prywatnego niewolnictwa. Libertarianizm jest ruchem na rzecz zniesienia prywatnego i publicznego niewolnictwa.

Anarchista to ktoś, kto utracił zdolność wymyślania wymówek dla legalnej opresji.

Anarchista: zwolennik teorii spiskowej mówiącej, że celem podporządkowywania ludzi zmonopolizowanej przemocy jest ich ciemiężenie, a nie ich ochrona.

Anarchokapitalizm: świadomość, że jedynym sposobem, aby efektywnie nadzorować rynek, jest istnienie efektywnego rynku usług nadzorczych.

Bastiat i Hazlitt: ekonomia nawet dla idiotów. Marx i Keynes: ekonomia tylko dla idiotów.

Błogosławieństwem zastanego dobrobytu jest egzystencjalny komfort. Przekleństwem zastanego dobrobytu jest egzystencjalny infantylizm.

Bohaterstwo nie polega na poświęceniu swojej wolności na rzecz kolektywu, ale na obronie swojej wolności przed kolektywem.

Bycie wolnym i nieszczęśliwym nie świadczy o tym, że można być szczęśliwym nie mając wolności, ale o tym, że nie można być szczęśliwym nie doceniając wolności.

Być może najbardziej rażącym dowodem intelektualnej płytkości etatyzmu jest to, że typowy etatysta uważa, iż karykaturalnie hipotetyczna groźba monopolizacji dostępu do wody przez korporacje jest druzgocącym argumentem przeciwko libertarianizmowi, ale boleśnie prawdziwa groźba metodycznej eksterminacji dziesiątek milionów osób przez państwa nie jest druzgocącym argumentem przeciwko etatyzmowi.

Celem filozofii jest opisanie niedoświadczalnego. Celem religii jest doświadczenie nieopisywalnego.

Celem libertarianizmu nie jest „pozwolenie ludziom na bycie wolnymi”, ale uświadomienie im, że nie potrzebują oni czyjegokolwiek pozwolenia na bycie wolnymi.

Celem technologii jest ustalenie, co sprawia, że rzeczywistość staje się wygodna. Celem filozofii jest ustalenie, co sprawia, że wygoda staje się rzeczywista.

Chciwość to zazdrość zwycięzcy. Zazdrość to chciwość przegranego.

Ci, którzy potępiają „kult pieniądza”, są na ogół pierwsi w sięganiu po cudze portfele.

Dekadencja to nie przejaw nadmiaru wolności, ale skutek brania wolności za rzecz oczywistą.

Demokracja to narzędzie do gloryfikowania niewolnictwa poprzez przekonywanie niewolników, że są oni nawzajem swoimi panami.

Demokracja to wolność wyboru preferowanej formy zniewolenia. Wolność to możliwość uczynienia tego wyboru nieistotnym.

Demokracja to wolność wyboru władzy. Autonomia to władza wyboru wolności.

"Dla większego dobra": fraza zawsze poprzedzająca największe zło.

Dobry ekonomista sądzi, że osobami najlepiej predysponowanymi do rozwiązania problemu rzadkości dóbr są przedsiębiorcy. Zły ekonomista sądzi, że są nimi ekonomiści.

Dotowana kultura to barbarzyństwo, które osiągnęło odpowiedni poziom hipokryzji.

Egoista: ktoś, kto nie chce mi pozwolić na życie jego kosztem.

Ekonomia tłumaczy logikę rzadkości. Polityka tłumaczy rzadkość logiki.

Estetyczna dojrzałość to umiejętność celowego ignorowania mód bez czynienia tego wyrazem mody.

Etatysta zarzucający libertarianinowi wiarę w „proste rozwiązania” jest jak kieszonkowiec zarzucający inwestorowi wiarę w „bogacenie się łatwymi i szybkimi sposobami”.

Etatyzm: przekonanie, że agresja powinna stać na straży pokoju.

Etatyzm: przekonanie, że najlepsze ubezpieczenie przeciwpożarowe polega na przyznaniu podpalaczom wyłącznego prawa do posiadania zapałek.

Etyka bez estetyki to moralizatorstwo. Estetyka bez etyki to dekadencja.

Gdyby ludzie byli aniołami, żaden rząd nie byłby konieczny, ale jako że nimi nie są, żaden rząd nie jest pożądany.

Głównym problemem moralnym epok niedostatku jest pragmatyczna niewrażliwość. Głównym problemem moralnym epok dobrobytu jest infantylny sentymentalizm.

Głupiec próbuje ratować przyrodę przed chciwością rynku przez wystawianie jej na działanie tragedii wspólnego pastwiska. Rozsądny człowiek próbuje ratować przyrodę przed tragedią wspólnego pastwiska przez wystawianie jej na działanie chciwości rynku.

Głupiec sądzi, że zakazy są w stanie zlikwidować nieobyczajność. Rozsądny człowiek wie, że są w stanie ją uatrakcyjnić.

Głupiec ubolewa z powodu faktu, że bez państwa biedni byliby zdani na łaskę indywidualnej dobroczynności. Rozsądny człowiek cieszy się z faktu, że bez państwa biedni nie byliby zdani na łaskę instytucjonalnej przemocy.

Głupiec wierzy, że społeczeństwo przyszłości uwolni się od praw ekonomii. Człowiek rozsądny ma nadzieję, że nauczy się je w końcu respektować.

Głupota to czucie się komfortowo z własną ignorancją. Mądrość to nie czucie się z nią niekomfortowo.

Głupota to odmowa walki z własną ignorancją. Mądrość to umiejętność przegrywania tej walki z honorem.

Handel to pomost między wolnością a pokojem.

Ignorancja to nieobecność rzeczywistej wiedzy. Głupota to obecność urojonej wiedzy.

Indywidualizm czyni zbieraninę społeczeństwem. Kolektywizm czyni społeczeństwo hordą.

Indywidualizm jest korzeniem wolności. Współpraca jest jej owocem.

Indywidualizm jest tym wobec kolektywizmu, czym społeczeństwo jest wobec stada.

Indywidualna wolność może nie być w stanie rozwiązać każdego problemu społecznego, ale zbiorowa przemoc nie jest w stanie rozwiązać jakiegokolwiek problemu społecznego.

Inflacja: niewidzialna ręka legalnej grabieży.

Informacja to zrozumiane dane. Wiedza to zrozumiana informacja. Mądrość to zrozumiana wiedza.

Interes publiczny: interes prywatny kogoś, kto sądzi, że może poświęcić na jego rzecz interes prywatny kogoś innego.

Interwencjonizm: sztuka obwiniania wolności za porażki przymusu.

Jedną z najczęstszych, a jednocześnie najbardziej zdradzieckich pomyłek, jakie może popełnić libertarianin, jest bycie bardziej przeciwko etatyzmowi, niż za wolnością.

Jeśli twierdzisz, że pieniądze szczęścia nie dają, nie ośmieszaj się twierdząc, że nieszczęście uzasadnia sięganie po cudze pieniądze.

Każda wystarczająco refleksyjna jednostka staje się ostatecznie jedynym członkiem swojej osobistej szkoły naukowej.

Kiedy ostatni raz słyszałeś kogoś mówiącego „rynek powinien coś z tym zrobić”?

Kolektywizm: wyzysk człowieka w imię ludzkości.

Kultura to wolność dumna ze swojego potencjału. Dekadencja to wolność zawstydzona swoimi nadużyciami.

Libertarianizm nie jest w stanie obiecać, że zbawi biednych, ale etatyzm jest w stanie obiecać, że ich zdeprawuje.

Libertarianizm: przekonanie, że najlepszą formą rządów są rządy jednostki nad samą sobą.

Marksizm w jednym zdaniu: od każdego według jego bogactwa, każdemu według jego zazdrości.

Mądrość to umiejętność bycia namiętnym w swoim rozumieniu rzeczywistości, ale beznamiętnym w jej osądzie.

Mądrość to umiejętność unieszkodliwiania własnej ignorancji.

Metafizycznym fundamentem każdej formy etatyzmu jest wiara we wszechmocnego świeckiego bożka przemocy.

Minarchizm: przekonanie, że rozsądnie jest wejść w paszczę mięsożernego potwora w momencie, gdy uroczyście ogłosi się on wegetarianinem.

Minarchizm: przekonanie, że utopijnym jest przypuszczenie, że mięsożernego potwora można zagłodzić na śmierć, ale pragmatycznym jest przypuszczenie, że można z niego zrobić wegetarianina.

Nacjonalizm: osobliwe przekonanie, że barbarzyństwo staje się cnotą, kiedy osiągnie plemienne rozmiary.

Nacjonalizm: osobliwe przekonanie, że plemienne przesądy są moralnie ważniejsze niż powszechne wartości.

Nacjonalizm to plemienny nepotyzm, a więc zjawisko jeszcze gorsze od nepotyzmu rodzinnego czy koleżeńskiego, bo o ile ten drugi poświęca uczciwość na rzecz przywiązania do konkretnych osób, o tyle ten pierwszy czyni to na rzecz przywiązania do abstrakcyjnych przesądów.

Najbardziej charakterystyczną cechą barbarzyńskiego umysłu jest przekonanie, że przemoc jest ostatecznym gwarantem sukcesu.

Najbardziej ekscytującą cechą Internetu jest to, że uczynił on całą zapisaną mądrość ludzkości bezprecedensowo dostępną. Najbardziej otrzeźwiającą cechą Internetu jest natomiast to, że uczynił on dysproporcję pomiędzy ową mądrością a jej przeciwieństwem bezprecedensowo rażącą.

Najbardziej obfitym źródłem nieszczęścia jest wiara w prawo do szczęścia.

Najbardziej otrzeźwiającym świadectwem rzadkości prawdziwej inteligencji nie jest spotkanie z typowym prostaczkiem, ale spotkanie z typowym inteligentem.

Najbardziej zasadniczy wybór społeczny nie leży między indywidualizmem a kolektywizmem, kapitalizmem a socjalizmem, autokracją a demokracją, konsumpcjonizmem a ascetyzmem, ani między konserwatyzmem a progresywizmem, ale między dobrowolnością a przymusem.

Najczęstszym przejawem duchowej niedojrzałości jest skłonność do mylenia niepojętego z bezsensownym.

Najlepszym sposobem na uczynienie Ziemi piekłem jest uczynienie państwa bogiem.

Najskuteczniejszym sposobem na zniszczenie solidarności między ludźmi jest przekonanie ich, że polega ona na uprawnieniu do wzajemnego życia cudzym kosztem.

Największą przeszkodą na drodze do wolności nie jest istnienie złej władzy, ale wiara w możliwość istnienia dobrej władzy.

Największym tryumfem zła jest przekonanie swoich ofiar o swojej konieczności.

Największym wyzwaniem dla zniewolonych jest przestać myśleć o wolności jako o rzeczy nieosiągalnej. Największym wyzwaniem dla wolnych jest nie zacząć myśleć o wolności jako o rzeczy niewymagającej.

Nazywanie libertarianina hipokrytą z powodu używania autostrad jest jak nazywanie abolicjonisty hipokrytą z powodu noszenia bawełnianych skarpet.

Niewolnik doskonały to ktoś, kto wierzy, że wolność to możliwość zarządzania własną klatką.

Niewolnik to ktoś, kto uważa, że wolność to bycie rządzonym we właściwy sposób. Wolny człowiek to ktoś, kto wie, że bycie rządzonym w dowolny sposób to niewolnictwo.

Niewolnik utożsamia państwo ze społeczeństwem. Wolny człowiek zastępuje państwo społeczeństwem.

Niewolnik uważa, że prawo powinno określać zakres wolności. Wolny człowiek uważa, że wolność powinna określać zakres prawa.

Niewolnik wierzy, że państwo jest tym, co chroni społeczeństwo od wpadnięcia w ręce bandytów. Wolny człowiek wie, że państwo jest tym, co powstaje wskutek wpadnięcia społeczeństwa w ręce bandytów.

Niewolnik wierzy, że podatki są ceną, jaką płacimy za cywilizowane społeczeństwo. Wolny człowiek wie, że cywilizowane społeczeństwo jest ceną, jaką płacimy za podatki.

Nikt nie będzie rządził tak dobrze jak nikt.

Oczekiwanie szczegółowego projektu wolnego społeczeństwa jest jak oczekiwanie deterministycznego algorytmu spontanicznej kreatywności.

Ograbienie społeczeństwa wpędza je w tymczasową biedę, ale przekonanie jego członków, że mają oni prawo ograbiać się nawzajem wpędza je w permanentną biedę.

Ontologia logiki w jednym zdaniu: tautologia jest tym, czym jest, paradoks jest tym, czym nie jest, a wszystko inne jest czymś innym.

Optymalizacja podatkowa: proces, w ramach którego chciwość przedsiębiorcy ocala rzadkie zasoby przed chciwością biurokraty.

Optymistyczny optymista ma nadzieję, że jutro nie nastąpi koniec świata. Pesymistyczny optymista obawia się, że może nastąpi. Optymistyczny pesymista ma nadzieję, że nastąpi. Pesymistyczny pesymista obawia się, że jednak nie.

Osiągnięciem państwa dobrobytu jest dobrobyt państwa. Ceną państwa dobrobytu jest dobrobyt społeczeństwa.

Osiągnięcie spokoju ducha wymaga pełnego zdania sobie sprawy z ogromu głupoty panującej w świecie, a następnie powzięcia solidnego postanowienia, że nie będzie się jej pomnażać przez zaprzątanie nią sobie myśli.

Ostatecznym fundamentem duchowości jest świadomość faktu, że nie może istnieć nic takiego jak sensowne życie w bezsensownym wszechświecie.

Państwa reprezentują swoich obywateli na tej samej zasadzie, na jakiej pasożyty reprezentują swoich żywicieli.

Państwo nadzorujące rynek jest czymś w rodzaju kieszonkowca nadzorującego sklep.

„Państwo opiekuńcze” to narzędzie do zastępowania dobroczynności grabieżą, współczucia pogardą, wdzięczności roszczeniowością, godności bezradnością, podziwu zazdrością i solidarności resentymentem.

Paternalizm jest zły nie dlatego, że nie zawsze wiadomo, co jest dobre dla innych, ale dlatego, że wiadomo, że traktowanie innych jak moralnych idiotów jest dla nich zawsze złe.

Pierwsza zasada społecznej użyteczności: jeśli danej niesamowystarczalnej rzeczy nie jest gotów utrzymywać ani żaden klient, ani żaden inwestor, ani żaden filantrop, ani żaden inny podmiot działający w oparciu o zasadę dobrowolnej wymiany dóbr, usług, wartości i idei, to dana rzecz jest w sposób obiektywny w najlepszym razie społecznie bezużyteczna, a w najgorszym razie społecznie szkodliwa.

Pierwszym krokiem na drodze do zastąpienia przemocy współpracą jest porzucenie wiary w to, że współpraca wymaga przemocy.

Podstawowy konflikt społeczny nie rozgrywa się między bogatymi a biednymi, pracodawcami a pracownikami, tubylcami a imigrantami, purytanami a hedonistami, czy większością a mniejszością, ale między państwem a społeczeństwem, czyli między zorganizowaną przemocą a zorganizowaną wolnością.

Polityczna poprawność: przekonanie, że najwyższą argumentacyjną umiejętnością jest zdolność do wyrażania histerycznego oburzenia.
Polityczna niepoprawność: przekonanie, że najwyższą argumentacyjną umiejętnością jest zdolność do wywoływania histerycznego oburzenia.
Antypolityczna poprawność: przekonanie, że najwyższą argumentacyjną umiejętnością jest zdolność do uodporniania na histeryczne oburzenie.

Polityczna poprawność sugeruje, że leseferyzm zagraża gospodarce. Gospodarcza poprawność sugeruje, że leseferyzm zagraża polityce.

Polityka polega na składaniu obietnic, których nie da się spełnić. Przedsiębiorczość polega na spełnianiu obietnic, których nie trzeba składać.

Pomylić siłę państwa z siłą społeczeństwa to pomylić żarłoczność pasożyta z witalnością żywiciela.

Postęp cywilizacyjny to proces zastępowania władzy wolnością.

Prawdziwy niewolnik to nie ktoś, kogo wolność jest ograniczona, ale ktoś, kto czuje się ograniczony swoją wolnością.

Protekcjonizm: przekonanie, że sposobem na osiągnięcie globalnego sukcesu jest subsydiowanie lokalnych porażek.

Próba wymiany argumentów z „postmodernistą” jest jak próba renowacji budynku z wandalem.

Przeciwieństwem tyranii nie jest demokracja, ale wolność. Przeciwieństwem przywileju nie jest równość, ale autonomia. Przeciwieństwem opresji nie jest "redystrybucja", ale filantropia. A przeciwieństwem barbarzyństwa nie jest państwo, ale społeczeństwo.

Przedsiębiorczość to sztuka czynienia nieznajomych współpracownikami. Polityka to sztuka czynienia sąsiadów wrogami.

Przedsiębiorczość to wykorzystywanie własnego interesu w służbie innym. Polityka to wykorzystywanie innych w służbie własnego interesu.

Przekonanie, że wydatki rządowe stymulują gospodarkę jest jak przekonanie, że upuszczanie krwi łagodzi anemię.

Pseudoliberał uważa, że wolność można narzucić siłą władzy. Prawdziwy liberał uważa, że władzę można odrzucić siłą wolności.

Psychologicznym fundamentem każdej formy etatyzmu jest perwersyjna satysfakcja z przynależności do bandy największego z osiedlowych chuliganów.

Rolą wolności nie jest czynienie życia lepszym, ale dawanie mu jedynej szansy na stawanie się lepszym.

Rolą wolności nie jest rozwiązywanie problemów, ale czynienie ich rozwiązywalnymi.

Rozumieć istotę wolności słowa to nie widzieć żadnej sprzeczności między stwierdzeniem, że nikogo nie należy obrażać, a stwierdzeniem, że każdego można obrażać.

Różnica między bezwzględnością rynku a bezwzględnością polityki polega na tym, że rynek bezwzględnie karze głupotę, podczas gdy polityka bezwzględnie ją promuje.

Różnica między klientem a wyborcą polega na tym, że ten pierwszy wybiera między płatnymi dobrami, zaś ten drugi między darmowymi złami.

Różnica między państwem a mafią polega na tym, że mafia nie domaga się wdzięczności od swoich ofiar.

Różnica między podatkami a kradzieżą jest jak różnica między wojną a zabójstwem.

Różnica między potrzebami a zachciankami polega na tym, że ja mam potrzeby, a ty zachcianki.

Rożnica między przedsiębiorcą a szarlatanem polega na tym, że ten pierwszy prognozuje swoją sprzedaż, zaś ten drugi sprzedaje swoje prognozy.

Różnica między rabusiem a zwolennikiem "redystrybucji dochodu" polega na tym, że ten pierwszy jest na tyle niegodziwy, iż jest gotów pozbawiać swoje ofiary ich własności, ale nie jest na tyle szalony, aby szczerze wierzyć, że odzyskuje w ten sposób to, co mu się uczciwie należy.

Rynek jest wyrazem zbiorowej wiedzy społeczeństwa. Polityka jest wyrazem jego zbiorowej ignorancji.

Rząd inwestujący w innowacje to coś w rodzaju luddysty inwestującego w mechanizację.

Scjentyzm jest jedynym przesądem, który nie tylko zapewnia swoich wyznawców, że są oni wolni od przesądów, ale też, że są oni na nie odporni.

Spekulant: ktoś, kogo przenikliwość jest brana za oszustwo przez kogoś, kto bierze swoją ignorancję za uczciwość.

Spokój ducha to sceptycyzm bez zgorzkniałości, dystans bez apatii, wygoda bez przyjemności i skupienie bez napięcia.

Społeczeństwo to barbarzyństwo zastąpione cywilizacją. Państwo to barbarzyństwo przebrane za cywilizację.

Stwierdzenie „ludzie nie są aniołami, a więc potrzebujemy rządu, który będzie ich pilnował” jest jak stwierdzenie „socjopaci uzbrojeni w pistolety są niebezpieczni, a więc pozwólmy im używać czołgów i broni jądrowej”.

Stwierdzenie „ludzie są ważniejsi niż zyski” jest równie sensowne, co stwierdzenie „życie jest ważniejsze niż oddychanie”.

Stwierdzenie „superbogacze mogą kupować polityków, dlatego powinniśmy pozbyć się superbogaczy” jest jak stwierdzenie „ludzie mogą złapać syfilis, dlatego powinniśmy pozbyć się ludzi”.

Stworzyć wolne społeczeństwo to nie osiągnąć niemożliwy cel przekonania wszystkich ludzi do porzucenia agresji, ale osiągnąć kluczowy cel przekonania wystarczającej liczby ludzi do porzucenia wiary w to, że agresja może być moralnie dopuszczalna.

Świat zazna pokoju, kiedy fikcja narodowych interesów zostanie zastąpiona rzeczywistością indywidualnych praw.

Świat zazna pokoju, kiedy ostatni budynek rządowy zostanie zamieniony w galerię handlową.

Świat zazna pokoju wówczas, gdy każdy wrzask "to rozkaz!" będzie kwitowany wzruszeniem ramion.

Tam, gdzie jest spontaniczna nierówność bogactwa, tam jest ubóstwo względne. Tam, gdzie jest spontaniczna lub wymuszona równość bogactwa, tam jest ubóstwo bezwzględne. Tak więc nie może istnieć społeczeństwo bez ubóstwa, ale tylko społeczeństwo spontanicznie nierówne jest sobie w stanie skutecznie poradzić z jego najgorszą odmianą.

Ten, kto wierzy dzisiaj w niemożliwość libertarianizmu jest tym, kto wierzył wczoraj w nieuniknioność niewolnictwa.

To, co stanowi różnicę między mafią a państwem, to wiara w to, że istnieje różnica między mafią a państwem.

To, czego potrzebuje światowa gospodarka, to nie banki centralne zdolne wyeliminować recesje, ale recesja zdolna wyeliminować banki centralne.

Totalitaryzm zaczyna się od używania słowa "my" bez zgody każdego ja.

Twierdzenie, że można być szczęśliwym nie będąc wolnym jest jak twierdzenie, że można być zdrowym nie będąc żywym.

Twierdzenie, że rynek nie może istnieć bez państwa jest jak twierdzenie, że żywiciel nie może istnieć bez pasożyta.

Twierdzić, że państwo jest źródłem prawa to jak twierdzić, że grabież jest źródłem handlu.

Twierdzić, że przedsiębiorcy są winni część swoich zysków państwu, gdyż korzystają z „usług publicznych”, to jak twierdzić, że niewolnicy są winni posłuszeństwo swojemu panu, gdyż dostają od niego wyżywienie i dach nad głową.

Tym, co odróżnia cywilizowaną osobę od barbarzyńcy nie jest elokwencja, techniczna wiedza, ani artystyczny gust, ale szczery szacunek dla wolności osobistej.

„Umowa społeczna”: teoria głosząca, że najlepszym sposobem obrony swojej wolności jest dobrowolne oddanie się w niewolę.

Używanie słowa "my" w imieniu nieznajomych jest pierwszym krokiem na drodze do mentalnego totalitaryzmu.

W świecie barbarzyńskim nietolerancja oznacza zakaz, a tolerancja nakaz. W świecie cywilizowanym nietolerancja oznacza dezaprobatę, a tolerancja obojętność.

Wiara, że bank centralny stoi na straży wolnego rynku jest jak wiara, że urząd cenzury stoi na straży wolnego słowa.

Wiara, że konsumpcja napędza gospodarkę jest jak wiara, że najlepszym sposobem na pomnożenie swojego majątku jest jego roztrwonienie.

Wiara, że państwo jest w stanie naprawić „niedoskonałości rynkowe” jest jak wiara, że maczuga jaskiniowca jest w stanie naprawić zepsuty komputer kwantowy.

"Większe dobro" to najczęstszy eufemizm największego zła.

Władza to wolność ciemiężenia słabych. Wolność to władza osłabiania ciemiężących.

Własność jest tym dla wolności, czym jest zdrowie dla życia.

Wojna to konflikt państw. Pokój to harmonia rynków.

Wolno nie chcieć wolności dla siebie. Nie wolno chcieć niewoli dla innych.

Wolnorynkowy libertarianizm nie jest oparty na przesadnym założeniu, że każdy rynkowy przedsiębiorca jest bohaterem, a każdy państwowy biurokrata łajdakiem, ale na zdroworozsądkowej obserwacji, że wolny rynek tworzy najżyźniejszy grunt pod rozwój przedsiębiorczego bohaterstwa, podczas gdy państwowa polityka tworzy najżyźniejszy grunt pod rozwój wyrachowanego łajdactwa.

Wolność jest tym dla kultury, czym jest uczciwość dla charakteru.

Wolność zaczyna się od świadomości, że nie istnieje nic takiego jak prawo do rządzenia.

Wolny handel to proces, dzięki któremu ludzie stają się przyjaciółmi nie będąc nawet znajomymi.

Wolny rynek jest jedynym prawdziwym dobrem publicznym, gdyż, będąc sumą dobrowolnych transakcji międzyludzkich, jest on jedynym dobrem, którego powstanie i istnienie spełnia kryterium ściśle jednomyślnej, a tym samym autentycznie publicznej akceptacji.

Wybór nie leży między porządkiem a anarchią, ale między uporządkowaną anarchią rynku a bezładną anarchią polityki.

Wyeliminować etatyzm to nie unieszkodliwić fizycznie rządzących, ale wyzwolić mentalnie rządzonych.

Wybór nie leży nigdy między uczynieniem podstawowych dóbr prawami a uczynieniem ich towarami, ale między uczynieniem ich przedmiotami wymiany a uczynieniem ich przedmiotami grabieży.

Wybór nie leży nigdy między wolnością a bezpieczeństwem, ale zawsze między bezpieczeństwem wolności a niebezpieczeństwem zniewolenia.

Wykształcenie pozwala na radzenie sobie z ignoranckimi przesądami. Zdrowy rozsądek pozwala na radzenie sobie z wykształconymi przesądami.

Wymówką drobnego rabusia jest to, że potrzebuje twoich pieniędzy, żeby pomóc sobie. Wymówką wielkiego rabusia jest to, że potrzebuje twoich pieniędzy, żeby pomóc tobie.

Zadaniem ekonomii jest wyjawianie ukrytego porządku społeczeństwa. Zadaniem polityki jest ukrywanie jawnego chaosu państwa.

Zadaniem etyki jest wytyczanie granicy między dobrem a złem. Zadaniem polityki jest jej zacieranie.

Zła ekonomia uczy, że bez państwa monopole zniszczyłyby rynek. Dobra ekonomia uczy, że bez państwa rynek zniszczyłby monopole.

Zła ekonomia uczy, że komputery są w stanie zaprojektować rynki. Dobra ekonomia uczy, że rynki są w stanie zaprojektować komputery.

Austriacka szkoła ekonomii a zyski inwestycyjne

W środowiskach osób zainteresowanych austriacką szkołą ekonomii pada często pytanie o to, czy znajomość ASE oferuje jakąkolwiek przewagę konkurencyjną w zakresie podejmowania decyzji inwestycyjnych czy też spekulacyjnych.

Myślę, że odpowiedź brzmi: i tak, i nie. Z jednej strony znajomość ASE z całą pewnością ubogaca analityczną perspektywę potencjalnego inwestora bądź spekulanta, pozwalając mu np. zrozumieć, że nabywanie udziałów spółek agresywnego wzrostu w momencie, gdy bańka kredytowa codziennie winduje indeksy giełdowe ku nowym historycznym maksimom, jest bardzo złym pomysłem (co jednak wcale nie musi oznaczać, że dobrym pomysłem jest zajmowanie na nich krótkich pozycji), podczas gdy zainwestowanie na jak najwcześniejszym etapie w rewolucyjny wynalazek finansowy, jakim są rzetelnie zaprojektowane zdecentralizowane kryptowaluty, jest pomysłem bardzo dobrym.

Z drugiej strony jednak, znajomość ASE powinna wiązać się ze świadomością, że interakcje społeczne - w tym te zachodzące na rynkach finansowych - skutkują powstawaniem nieredukowalnie złożonych ładów spontanicznych, w obrębie których ceteris niemal nigdy nie jest paribus, i to w bardzo wielu wymiarach. W związku z tym znajomość opisywanych przez ASE logicznie koniecznych relacji przyczynowych między różnymi zjawiskami gospodarczymi jest zupełnie niewystarczająca w zakresie planowania w czasie krótkoterminowych transakcji spekulacyjnych, podczas gdy w odniesieniu do długoterminowych transakcji inwestycyjnych może ona w wielu przypadkach okazać się niekonieczna (gdyż zyskowność dobrych transakcji tego drugiego typu powinna być w przeważającym stopniu niezależna od nieregularnych fluktuacji makroekonomicznych).

Podsumowując, inwestycyjna bądź spekulacyjna przewaga konkurencyjna wynikająca ze znajomości tajników ASE wydaje się być marginalna: tak samo jak tego rodzaju znajomość nie czyni skutecznego przedsiębiorcy, nie czyni ona również skutecznego uczestnika rynków finansowych. Jej szeroka społeczna znajomość jest za to warunkiem koniecznym autentycznie sprawnego funkcjonowania rynków finansowych oraz gospodarki jako takiej, co samo w sobie wyznacza ASE wystarczająco doniosłą rolę. Ci, którzy rozumieją wagę i znaczenie intelektualnego podziału pracy, nie powinni oczekiwać od niej więcej - tylko wówczas jej uważne zgłębianie będzie dla nich źródłem korzyści, a nie rozczarowań.

Friday, December 25, 2015

Trzy uwagi na temat zależności między austriacką szkołą ekonomii a libertarianizmem

1. ASE w żaden sposób nie stanowi cechy konstytutywnej libertarianizmu ani vice versa. ASE bada logiczną strukturę ludzkiego działania, a nie ocenia moralnie konkretne jego przejawy. Wszelkie twierdzenia formułowane w ramach ASE mają charakter opisowy i warunkowy (jeśli zrobi się X, to, ceteris paribus, rezultatem będzie Y), a nie wartościujący i zaleceniowy (X jest dobre, powinno się zrobić X). Ideologicznie częsty związek między ASE a libertarianizmem jest, logicznie rzecz biorąc, czysto przygodny.

2. Z subiektywizmu metodologicznego ASE w żaden sposób nie wynika subiektywizm etyczny. Wszelkie twierdzenia formułowane w ramach ASE dotyczą wyłącznie wartości w rozumieniu ekonomicznym (wartości dóbr i usług powiązanych relacjami przyczynowymi z elementami indywidualnych skal preferencji), nie wydając przy tym jakichkolwiek osądów względem tego, czy w obszarze nauk społecznych mamy prawo mówić o wartościach innego rodzaju, w tym np. o obiektywnych wartościach etycznych.

3. Powyższe nie zmienia niemniej faktu, że można przy konstruowaniu argumentów etycznych posiłkować się dorobkiem teoretycznym ASE (przykład: jako że ASE dowodzi logicznej niemożliwości racjonalnej alokacji zasobów w gospodarce socjalistycznej, i jako że nie da się uznać za etyczne dążenia do rzeczy logicznie niemożliwych [powinność implikuje możliwość], nie da się uznać za etyczne dążenia do stworzenia racjonalnie alokującej zasoby gospodarki socjalistycznej), a nawet posiłkować się dorobkiem teoretycznym etyki przy rozwijaniu ASE (przykład: jako że umów trzeba dotrzymywać, a istotnym spoiwem kapitałowej struktury produkcji są umowy wiążące jej "budowniczych", austriacka teoria kapitału powinna uwzględnić pojęcie kapitału moralnego). Tego rodzaju interdyscyplinarne przedsięwzięcia wymagają jednak gruntownej znajomości tematycznych granic obu wspomnianych dziedzin wiedzy oraz głębokiej świadomości ich tematycznej niezależności - w innym wypadku zamiast korzyści płynących z wzajemnej inspiracji będziemy mieli do czynienia wyłącznie z defektami płynącymi ze stworzenia potwora Frankensteina.

Monday, December 21, 2015

Etatyzm etatyzmowi nierówny, i co z tego wynika

Czym innym jest umiejętność uświadomienia sobie niemoralności i niegospodarności każdej formy etatyzmu, a czymś zupełnie innym jest umiejętność rzetelnego porównywania skali niemoralności i niegospodarności różnych form etatyzmu. Ta druga umiejętność jest znacznie ważniejsza od tej pierwszej, a zdecydowanie nie zawsze idzie z nią w parze.

Rozsądnym pierwszym krokiem na drodze wykształcenia w sobie tej drugiej umiejętności wydaje się przyjęcie, że tym relatywnie mniej groźna jest dana forma etatyzmu, im łatwiej prowokuje mniej lub bardziej spontaniczny, ale szeroko zakrojony, konsekwentny i potencjalnie skuteczny bunt wobec tzw. "władzy". Tego rodzaju podejście umożliwia ustrzeżenie się bliźniaczych błędów z jednej strony twierdzenia, że wewnętrzna instytucjonalna struktura danej formy etatyzmu nie ma żadnego realnego znaczenia, a z drugiej strony twierdzenia, że ma ona realne znaczenie niezależne od tego, czy i w jakim stopniu sprzyja skutecznej ekspresji pewnych idei i preferencji społecznych.

Brak umiejętności dokonywania tego rodzaju bardziej pogłębionych analiz sprawia nie tylko to, że nominalni antyetatyści nie są w stanie skutecznie działać na rzecz wolności osobistej, ale też to, że mogą wręcz jej szkodzić. Dopiero w warunkach konieczności dokonywania tego rodzaju refleksji na temat instytucjonalnych i ideowych fundamentów wolności osobistej okazuje się, czy za niewiele kosztującą deklaracją przywiązania do niej kryje się jej rzeczywiste rozumienie.

Friday, December 18, 2015

Anarchia rynkowa: chaos czy porządek?

Mój wykład pod tytułem "Anarchia rynkowa: chaos czy porządek?" wygłoszony na spotkaniu Koła Naukowego Myśli Wolnościowej "Praxis" działającego na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu (17 grudnia 2015).

Wednesday, December 16, 2015

Libertarianizm, konstytucjonalizm i siła pozorów

Można powtarzać za de Jasayem, że konstytucja to "pas cnoty, do którego pani sama posiada klucz". Można twierdzić, że model monteskiuszowski to jedynie symulacja konkurencji w obrębie (przemocowego) monopolu. Można sądzić, że "checks and balances" to jedynie pozór mający maskować immanentnie monopolistyczny charakter terytorialnego aparatu opresji. To wszystko prawda.

Stwierdziwszy jednak to wszystko, trzeba zadać kluczowe w tym kontekście pytanie: po co ta symulacja? Po co te pozory? Być może świadczą one o tym, że społeczeństwo - jakkolwiek podległe syndromowi sztokholmskiemu, każącemu mu wierzyć, że jakiejś "władzy" podporządkować się musi - mimo to zachowuje pewną zdrową świadomość, że "władza" ta nie powinna być zbyt silna, monolityczna i wewnętrznie zwarta. Być może wspomniane instytucje są odpowiedzią na tę świadomość, świadczącą o paralelnej świadomości tzw. "klasy rządzącej", że pewne grupy społeczne otwarcie zbuntują się przeciw zbyt skrajnym i aroganckim przejawom libido dominandi.

Wbrew pozorom pozory są ważne. A jeśli wystarczającą wagę przykłada do nich wystarczająco wiele osób, to mogą one stać się czymś więcej niż pozorami. Tam więc na przykład, gdzie pewne grupy społeczne są gotowe otwarcie i konsekwentnie buntować się przeciwko próbom naruszania pozoru instytucjonalnego osłabiania władzy poprzez jej wewnętrzne rozdrobnienie, tam owe grupy są w stanie faktycznie władzę osłabić. Temu zaś - przy wszystkich komplikacjach i niedoskonałościach rzeczonego rozwiązania - powinien przyklasnąć każdy, kto widzi najwyższą wartość społeczną w wolności osobistej.

Monday, December 14, 2015

The State is the Fruit, not the Root of All Evil

Some libertarians like to characterize the state as the root of all evil, but - if one wants to stick with this terminology - it can actually be much more aptly characterized as the fruit of all evil. It's not the source of aggression and violence, but their most advanced institutional manifestation. It not so much creates social vices as it channels them. Its power resides not in guns, bombs, and military bases, but in fundamentally misguided collective beliefs and desires.

In other words, the only revolution (or evolution) that can genuinely defeat it is a mental, intellectual, moral, and spiritual one, which - as such - can and must be orderly and peaceful. Please bear that in mind when talking of "smashing the state" or "starving the beast". Know thy enemy, lest ye become him.

Friday, December 11, 2015

Positive Anarchism and Cultural Entrepreneurship

I believe that the cultural entrepreneurship of liberty-minded individuals and organizations should be concentrated mainly on promoting and developing a "positive" kind of anarchism, which is not defined primarily in terms of what it opposes (institutionalized aggression, coercive collectivism, mental slavery, etc.), but in terms of what it stands for (competitive institutional entrepreneurship, peaceful global cooperation, voluntary organizational diversity, etc.).

This way the message of individual liberty can fully demonstrate its philosophical value while avoiding being poisoned and embittered by the inherently aggressive and antagonistic influence of statism. It does not mean that there is a dearth of situations in which the insanity and inhumanity of statism should be attacked with full force, but it does mean that focusing primarily on looking for such situations is psychologically draining and potentially destructive of one's intellectual morale, hence ultimately becoming counterproductive.

Anarchism, Minarchism, Theory, and Practice

Since gradualism in theory is perpetuity in practice, minarchism in theory is statism-as-usual in practice. In other words, even if you believe that libertarian anarchy (voluntary society) is an ideal unattainable in the foreseeable future, being a philosophical anarchist is still the best way to enact pragmatic intellectual and cultural changes in the direction of greater individual liberty and security of private property.

Thursday, December 10, 2015

Libertariańskie kontrowersje: wybór wypowiedzi

Cztery z najbardziej popularnych tzw. "libertariańskich kontrowersji" to w moim odczuciu kwestie anarchii, aborcji, imigracji i demokracji. Zdarzało mi się zajmować stanowisko we wszystkich z nich; poniżej zamieszczam wybór swoich wypowiedzi na te tematy. Być może posłużą one komuś jako narzędzie zmniejszające "koszty transakcyjne" prowadzenia stosownych dyskusji lub też umożliwiające zwracanie ich w kierunku nowych, bardziej złożonych problemów, których analiza pozwoli filozofii libertarianizmu na dalszy intelektualny i praktyczny rozwój.

Anarchizm/minarchizm:

1. Kilka uwag o stabilności libertariańskiej anarchii i możliwościach obronnych dobrowolnego społeczeństwa
2. Uwagi o stabilności libertariańskiej anarchii i możliwościach obronnych dobrowolnego społeczeństwa, część druga
3. Defense as a Private Good in a Competitive Order
4. Legal monocentrism and the paradox of government
5. Legal Polycentrism, the Circularity Problem, and the Regression Theorem of Institutional Development

Aborcja:

1. A Critique of Block on Abortion and Child Abandonment
2. Rejoinder to Block's Defense of Evictionism
3. Response to Block on Abortion, Round Three
4. Abortion, Libertarianism, and Evictionism: A Last Word

Imigracja:

1. Imigracja, terroryzm, pasożytnictwo i kultura
2. Własność, granice, imigracja i kryptoetatyzm
3. Libertarianizm, imigracja i konflikt kulturowy
4. Granice państwowe: immanentny instrument instytucjonalnej agresji, nie obrony prywatnej własności
5. "Własność publiczna" jako prakseologiczna sprzeczność: przyczyny, skutki i implikacje

Demokracja/monarchia:

1. Demokracja a monarchia, czyli wybór między dżumą a cholerą
2. Libertarianizm a właściwe rozumienie demokracji
3. Libertarianizm a kontestowanie głównego nurtu

Libertarianizm, prakseologia i wartości kulturowe

Od czasu do czasu podejmowane są próby wywiedzenia z czystej prakseologii wniosku, że przyjęcie pewnych konkretnych obyczajów i norm kulturowych jest warunkiem niezbędnym powstania społeczeństwa libertariańskiego. Na tej zasadzie argumentuje się na przykład, że jako iż produkcja i pokojowa wymiana dóbr jest, ceteris paribus, zawsze bardziej czasochłonna niż kradzież cudzych dóbr, powszechny szacunek dla zasady nieagresji i nienaruszalności własności prywatnej wymaga powszechnego szacunku dla cnoty powściągliwości, która jest nierozerwalnie związana z konserwatywną obyczajowością, aprobującą to, co przetrwało długotrwały proces selekcji kulturowej.

Tego rodzaju argumenty starają się jednak udowodnić zbyt wiele, wynosząc pewne konkretne cnoty czy przymioty charakteru, jak również powszechnie łączone z nimi typy obyczajowości, ponad inne cnoty i przymioty charakteru nie mniej istotne dla sprawnego funkcjonowania społeczeństwa libertariańskiego. Nawiązując do powyższego przykładu, powszechny szacunek dla zasady nieagresji i nienaruszalności własności prywatnej wymaga też szacunku dla przedsiębiorczości, czyli produktywnego, spostrzegawczego wymieniania i innowacyjnego przekształcania obiektów własności, to zaś wymaga szacunku dla cnoty odwagi, intelektualnej niezależności i niepokorności, stanowiących przeciwieństwo ściśle rozumianej obyczajowości konserwatywnej.

Podsumowując, członkowie sprawnie funkcjonującego społeczeństwa libertariańskiego musieliby wykazywać szacunek dla całego szeregu cnót i przymiotów charakteru, część z których budzi naturalne skojarzenia z obyczajowością konserwatywną, a część z których z obyczajowością progresywną. Ściślej rzecz ujmując, musieliby oni, zgodnie z antyczną zasadą jedności cnót, wypracować czy też stale wypracowywać między nimi intelektualny kompromis, pozwalający na ich wzajemne uzupełnianie się i wzmacnianie. Z tego względu błędne jest przypuszczenie, że czysto dedukcyjna refleksja na temat wartości takich jak wolność osobista i własność prywatna, czy też ich prakseologiczne fundamenty, jest w stanie powiązać je w sposób logicznie konieczny i ekskluzywny z jednym tylko typem (pokojowej) obyczajowości. Znacznie bardziej przekonujące jest przypuszczenie, że skuteczne wdrażanie tego rodzaju wartości wymaga umiejętności łączenia najlepszych cech jak największej liczby różnorodnych obyczajowości, w tym również tych pozornie przeciwstawnych. Innymi słowy, nie tylko obyczajowa różnorodność wymaga wolności, ale i wolność wymaga obyczajowej różnorodności.

Sunday, December 6, 2015

Markets Make Mistakes, but the State is a Mistake

Markets fail because people fail. However, markets also embody a drive toward continuous self-improvement: their "failures" are the means through which they become ever more successful, ever more capable of multiplying scarce goods and services of ever higher quality. On the other hand, politics not just fails, but it is a failure, a permanent and inherent one at that: the more it "succeeds" in accomplishing its goals, the more miserably it fails in making the world better, the more it plunges the world into the planned chaos of instutionalized violence, aggression, coercion, and parasitism.

In other words, embrace market "failures" as valuable lessons in the school of prudential virtues, but denounce and work against political "successes" by recognizing them as inevitable social tragedies waiting to happen. Side with the best, but not with the best for the worst.

"Własność publiczna" jako prakseologiczna sprzeczność: przyczyny, skutki i implikacje

Niniejszy wpis zawiera kilka uwag wyjaśniających, dlaczego zdecydowana większość zasobów znajdujących się pod kontrolą państwa to zasoby niczyje oraz co z tego wynika.

Zacząć należy od podkreślenia, że wejście z danym obiektem w relację własności wymaga spełnienia pewnych warunków natury zarówno normatywnej, jak i technicznej. Z normatywnego punktu widzenia właścicielem można się stać wyłącznie w wyniku pierwotnego zawłaszczenia zasobów niczyich poprzez ich produktywne przekształcenie albo wskutek zdobycia pewnych zasobów na drodze sekwencji dobrowolnych wymian, której początkiem był akt pierwotnego zawłaszczenia. Z technicznego natomiast punktu widzenia, implikowanego przez punkt powyższy, właścicielem danych zasobów może być wyłącznie ktoś, kto kiedykolwiek sprawował nad nimi wyłączną (tzn. prakseologicznie jednoznaczną) kontrolę.

Jeśli więc np. państwo odebrało komuś dom, w którym mieszkał, znacjonalizowało jego sklep czy fabrykę, itp., to z moralnego punktu widzenia zasoby te pozostają oczywiście własnością wywłaszczonego. Jeśli jednak doszło do odebrania przez państwo większej grupie osób części ich kapitału finansowego, który następnie został użyty do stworzenia wszelkiego rodzaju obiektów infrastrukturalnych, to obiekty te nie są własnością wywłaszczonych, ponieważ żaden z nich nie miał nigdy nad nimi jakiejkolwiek kontroli i - jak długo znajdują się one pod kontrolą wywłaszczyciela - z prakseologicznego punktu żaden z nich nie jest w stanie wespół z innymi wywłaszczonymi sprawować nad nimi jakiejkolwiek kontroli. Ich rzekome prawa decyzyjne znajdują się w tego rodzaju sytuacji w permanentnym i immanentnym konflikcie, co logicznie uniemożliwia ich wykorzystanie, a tym samym dowodzi, że tego rodzaju prawa nie istnieją.

Libertarianizm uznaje stosunkowo wąski katalog praw - odrzucając m.in. wszelkiego rodzaju "prawa pozytywne" - właśnie z uwagi na świadomość faktu, że prakseologiczna struktura rzeczywistości wymaga, aby realne prawa nie wchodziły ze sobą w logicznie konieczny konflikt. Tzw. "prawa pozytywne" generują tego rodzaju immanentne konflikty, gdyż są z definicji oparte na relacji pasożytniczej, a więc prawnie asymetrycznej - tym samym okazują się być nie uniwersalnymi prawami, ale arbitralnymi przywilejami. Podobnie jest z "prawami" do kontroli przymusowo wytworzonej "własności wspólnej" - roszczenia wszystkich wywłaszczonych na poczet jej stworzenia wchodzą ze sobą w immanentny i permanentny konflikt, co obnaża kategorię tego rodzaju "własności" jako pojęcie prakseologicznie wewnętrznie sprzeczne. Jako że natomiast jedyny realny kontroler tego rodzaju "własności" nie zdobył jej w sposób normatywnie uprawniony, jedyną pozostającą alternatywą jest uznanie, że jest to "własność" niczyja. Tego rodzaju konkluzja jest nie tylko jedyną konkluzją uprawnioną na gruncie prakseologicznej teorii własności i powiązanej z nią libertariańskiej teorii prawa, ale też jedyną konkluzją umożliwiającą uniknięcie absurdalnych tez takich jak ta, że korzystając z "własności" państwowej o autentycznie usługowym charakterze, takiej jak infrastruktura drogowa, narusza się zasadę nieagresji.

W momencie pociągnięcia wywłaszczyciela do odpowiedzialności karnej i zmuszenia go do uregulowania swoich długów, wytworzone przez niego zasoby z dużym prawdopodobieństwem przeszłyby na własność jego ofiar, jest to już jednak zupełnie osobna kwestia. Równie dobrze mogłoby się okazać, że dług wobec wywłaszczonych może zostać uregulowany jeszcze zanim nastąpi prywatyzacja wszystkich zasobów kontrolowanych dotychczas przez wywłaszczyciela (np. dlatego, że w międzyczasie ogromnie wzrosła rynkowa wartość niektórych z nich - niektóre okazały się np. polami roponośnymi, itp.), w wyniku czego pozostałe z tych zasobów będą mogły być pierwotnie zawłaszczone przez dowolną osobę bądź grupę osób, która je produktywnie zagospodaruje.

Nawet jeśli by jednak, per impossibile, założyć, że tzw. "własność publiczna" jest własnością wszystkich wywłaszczonych podatników, w żaden sposób nie uprawniałoby ich to do blokowania wstępu na nią osobom, które nie zostały nigdy wywłaszczone na poczet jej utrzymywania, w tym np. imigrantom. Jest tak dlatego, ponieważ tzw. "własność publiczna" okala wiele obszarów całkowicie niezagospodarowanych oraz porzuconych - zarośniętych chwastami łąk i skwerów, dzikich pól, zrujnowanych gospodarstw, itp. Obszary te stanowią więc w sensie prakseologicznym ziemię dziewiczą, blokowanie dostępu do której potencjalnym pierwotnym zawłaszczycielom stanowi naruszenie zasady nieagresji. Podobnie osoba, która otoczyłaby bezludną wyspę płotem, nie podejmując następnie żadnych prób jej zagospodarowania, musiałaby się liczyć z faktem, że inni mogliby podejmować próby sforsowania tegoż płotu - i mieliby do tego pełne prawo.

Podsumowując, wytworzona w ramach etatystycznej grabieży "własność publiczna" to "własność" niczyja, prakseologiczna sprzeczność uznanie której generuje jedynie normatywne absurdy i konserwuje bastiatowską "wielką fikcję". Warto mieć tego świadomość, jeśli chce się skutecznie działać na rzecz tego, aby kiedyś stała się ona własnością czyjąś, wraz ze wszystkimi tego pozytywnymi skutkami.

Libertarianizm jako interdyscyplinarny projekt

Ideowe zwycięstwo klasycznego liberalizmu i będąca jego praktycznym następstwem rewolucja przemysłowa wymagały współdziałania wielu dyscyplin wiedzy i obszarów kultury. W wymiarze duchowym przyczyniły się do nich indywidualistyczne tendencje protestantyzmu. W wymiarze filozoficznym elokwentna artykulacja przez myślicieli takich jak Locke i Overton koncepcji niezbywalnych, jednostkowych praw naturalnych. W wymiarze ekonomicznym równie elokwentna artykulacja przez myślicieli takich jak Smith i Ferguson koncepcji takich jak niewidzialna ręka i ład spontaniczny. W wymiarze technologicznym możliwość skutecznego rozpowszechniania powyższych idei dzięki upowszechnieniu i rozwojowi wynalazku prasy drukarskiej. Gdyby działania odbywające się na wszystkich powyższych płaszczyznach nie uzupełniały i nie wzmacniały się nawzajem, XIX-wieczny sukces wartości liberalnych i ich praktycznych następstw byłby niemożliwy.

Jeśli dziś chce się skutecznie przybliżać ideowe zwycięstwo libertarianizmu, rozumianego jako doprowadzenie tradycji klasycznego liberalizmu do jej logicznego zwieńczenia, wówczas należy zdać się na podobny rodzaj interdyscyplinarnej współpracy. Filozoficzne argumenty na temat zasady samoposiadania czy ekonomiczne argumenty na temat efektywności prawnego policentryzmu, jakkolwiek niezbędne, mogą okazać się tu niewystarczające - zbyt abstrakcyjne lub zbyt niszowe dla odpowiednio licznego grona odbiorców. Istnieje jednak wiele innych, komplementarnych dyscyplin, które można dziś z powodzeniem rozwijać w kierunku nie tylko w pełni zgodnym z libertariańską wizją społeczeństwa, ale też pod istotnymi względami tę wizję precyzującym.

W psychologii motywacji jest np. popularne pojęcie tzw. "przepływu" - stanu szczęśliwości wynikającego z pełnego zaangażowania się w czynność, która wymaga odpowiednich kompetencji intelektualnych i emocjonalnych, a jednocześnie wciąż stwarza dla angażującego się w nią, posiadającego owe kompetencje podmiotu godne podjęcia wyzwanie. Otwiera się tu szerokie pole do obszernej i przekonującej argumentacji - zarówno na polu teoretycznej refleksji, jak i praktycznego doradztwa - że tego rodzaju stan może regularnie osiągać wyłącznie osoba kierująca się szeroko rozumianym etosem wolnościowym, stawiającym na przedsiębiorcze myślenie i trening na bazie prób i błędów, z całą pewnością nie jest go natomiast w stanie osiągać osoba wychowana w duchu mentalnego zniewolenia charakterystycznego dla kultury tzw. "państwa opiekuńczego".

W nauce o zarządzaniu bardzo popularne jest pojęcie tzw. "gospodarki opartej na wiedzy". Tu z kolei otwiera się bardzo szerokie pole do obszernej i przekonującej argumentacji, że tego rodzaju gospodarka, charakteryzująca się bezprecedensowym dynamizmem, gwałtownym postępem innowacyjności i związanym z tym zwiększonym marginesem nieprzewidywalności, jest zupełnie nie do pogodzenia z ociężałym, bismarckowskim etatyzmem, próbującym planować ludziom życie od kołyski aż po grób, jest za to w pełni zgodna z wizją radykalnie policentrycznej, "antykruchej" anarchii rynkowej.

Ci wreszcie, którzy posiadają wiedzę z zakresu zarówno prawa, jak i informatyki, mają dziś ogromne pole do popisu w kwestii dogłębnego opisania znaczenia algorytmów opartych na rozproszonym zaufaniu w zakresie budowania autentycznie zdecentralizowanego i konkurencyjnego, a przez to autentycznie skutecznego systemu prawnego, nie muszącego posiłkować się wsparciem jakiegokolwiek monopolistycznego aparatu opresji.

Podsumowując, świat, w którym zorganizowana wolność ostatecznie zwycięży nad zorganizowaną agresją, powstanie tylko wówczas, gdy powstanie służąca temu, odpowiednio kompleksowa intelektualno-kulturowa podbudowa. Ta natomiast powstanie tylko wówczas, kiedy jej tworzenie przybierze odpowiednio interdyscyplinarny charakter, nie ograniczający się - przy pełnym podkreśleniu ich doniosłości - do aksjomatycznej filozofii moralnej i spekulatywnej teorii ekonomii. Stosownych obszarów do zagospodarowania - w zakresie zarówno teoretycznej refleksji, jak i przedsiębiorczej praktyki i kulturotwórczej edukacji - jest dziś pełno. Warto w pełni zdać sobie z tego sprawę, aby wszystkie te obszary w pełni wykorzystać.

Saturday, November 28, 2015

Business Ethics: Ethics That Means Business

There is a hackneyed anti-business cliché saying that business ethics is a contradiction in terms. In fact, however, it may well be the case that the opposite is true – that business ethics is not so much an oxymoron but a tautology.

With its emphasis on profit-maximization, business is often described as amoral at best. After all, the story goes, given their goals, businesspeople are constantly subject to the temptation of trading ethics for money. This, however, is a very naïve vision of business. Business is not just any kind of money-making – it is money-making through voluntary exchange of productive goods and services. In other words, business embodies the principle of respect for persons and their wants. Coercive, fraudulent or thieving business is not bad business, but no business at all. Likewise, business based on political connections or privileges ceases to be business and becomes politics – the extraction of resources through the use of institutional violence. Thus, far from eliminating businesspeople’s temptation to trade ethics for money, political “regulation” of the market exacerbates it like nothing else. In other words, the more businesslike and the less politicized society becomes, the more ethical it will be.

But the connection between business and ethics goes even deeper. The essence of successful business is entrepreneurship, which is a phenomenon that involves productive creativity, alertness to profit opportunities, and stewardship of scarce resources under the conditions of uncertainty. This implies that a successful entrepreneur has to display the full set of cardinal virtues: prudence, justice, temperance, and courage. Thus, entrepreneurs are uniquely qualified to build robust and innovative bridges between business and ethics, that is, to make ethics ever more profitable and profits ever more ethical. This way, successful entrepreneurs can even address the notorious challenge of bringing charitable activities under the ambit of sound economic calculation.

Economic theory describes the logic of human action, but it is entrepreneurship that puts human action to productive, socially beneficial use. In other words, economics is a sound understanding of the logic of human action, while entrepreneurship is its sound application. Likewise, ethical theory identifies and spells out various significant features of morally good actions – satisfying the greatest number of wants of the greatest number of persons, treating others as ends in themselves, fostering the development of virtues, etc. – but entrepreneurial thinking is needed to apply them to specific circumstances of time and place in a smart and sustainable manner. In the hands of a successful entrepreneur, ethical principles become sources of profit, which is the ultimate proof that such principles can genuinely serve human betterment rather than being little more than wishful imaginings of second-rate ethicists.

And while making ethical principles profitable in a narrow, monetary sense is particularly important for entrepreneurs understood as owners of companies, everyone else should strive to develop a broadly entrepreneurial mindset in the context of thinking about and acting towards solving individual and social problems. We all live in a world of ineradicable scarcity of resources and uncertainty of the future. Such a world is likely to confront us with a steady stream of intellectual surprises and moral dilemmas. Thus, it won’t do to simply memorize as many ethical theories as possible and try to apply their precepts in a mechanical fashion to whatever morally problematic situation arises, hoping that they will happily converge and yield an unambiguous solution. Instead, we should train ourselves in the use of moral imagination to be able to anticipate potential clashes of values and conceive of the ways in which the joint application of various ethical theories could help us to minimize their negative impact. Only then will we acquire the kind of practical wisdom that allows for the unification of economic profitability and moral praiseworthiness in the face of irreducible social complexity.

Politics tries to simplify the world with the use of the crudest and most ruinous tool imaginable: institutional violence. In other words, its only solution to the problems posed by social complexity is to destroy it, or at least sweep it under the rug. This, of course, not only aggravates the problems in question, but also erodes people’s ability and willingness to compete in a free marketplace of contextual, creative, and farsighted, and thus genuinely viable solutions to them. If such solutions are to be developed and implemented, it is essential to push towards depoliticizing society and consciously embrace the entrepreneurial way of thinking.

The fact that not only intelligent laypersons, but even self-proclaimed specialists in the area of business ethics often claim to see a contrast between business and ethics shows that the entrepreneurial way of thinking is still familiar only to a distinct minority. So is the understanding of its necessary prerequisites: unconditional respect for private property rights, freedom of association, and productive specialization. This has to change if our ever more complex society is to deal successfully with its ever more complex challenges. And perhaps bringing about such a change is precisely the greatest entrepreneurial challenge that all simultaneously business- and ethically-minded individuals have to overcome.

Libertarianism, Conflict, and Armchair Politics

For the vast majority of people, trying to identify bigger and lesser evils in any sufficiently distant and complex conflict between states and state-like groups is a toxic waste of time. Unless one is a high-level specialist on the matter, one is well advised to admit being rationally ignorant and refrain from playing the game of siding with lesser monsters against greater ones.

In such situations, it is far safer and healthier to remind oneself of the fact that all states and state-like groups are monsters, and then make a sustained effort to drive this point home to as many individuals as possible, especially to those directly affected by a given interstate conflict.

Only by consistently utilizing this approach can we hope to eventually bring a critical mass of individuals to the realization that the only real conflict is not between nations (whatever that means) or "good" and "bad" states, but between peaceful producers and violent parasites, especially of the institutionalized variety. On the other hand, by trying to "pragmatically" pick sides in conflicts between such parasites, you will only play into their hands by dividing what might otherwise be a unified, global society of liberty-minded persons.

In other words, don't try to be an armchair politician where you can and should remain a liberty-minded educator and cultural entrepreneur.

Friday, November 27, 2015

Libertarianizm, wolny rynek, bohaterstwo i łajdactwo

Wolnorynkowy libertarianizm nie jest oparty na przesadnym założeniu, że każdy rynkowy przedsiębiorca jest bohaterem, a każdy państwowy biurokrata łajdakiem, ale na zdroworozsądkowej obserwacji, że wolny rynek tworzy najżyźniejszy grunt pod rozwój przedsiębiorczego bohaterstwa, podczas gdy państwowa polityka tworzy najżyźniejszy grunt pod rozwój wyrachowanego łajdactwa.

Tuesday, November 24, 2015

Logiczne i ideologiczne wyzwania randyzmu

Jedną z zabawniejszych wewnętrznych sprzeczności randyzmu jest fakt, że dopuszcza on "poświęcanie się" dla partnera w związku małżeńskim (jest to interpretowane jako akt w rzeczywistości egoistyczny, związany z satysfakcją czynienia dobrze osobie reprezentującej wartościowe przymioty charakteru), czy nawet "poświęcanie" swoich zasobów na cele charytatywne (jest to interpretowane jako egoistyczne czerpanie psychologicznej satysfakcji z bycia dobroczyńcą ludzkości), ale nie dopuszcza "poświęcania się" jakimkolwiek formom praktyk religijnych - to już jest z definicji irracjonalne, "altruistyczne", itp., niezależnie od faktu, że wielu osobom religijnym oddawanie się tego rodzaju praktykom daje psychologiczną satysfakcję i inspirację nieporównywalną z czymkolwiek innym, satysfakcję i inspirację na bazie których powstała między innymi większość artystycznie najwartościowszych dzieł sztuki, jak również ideowa podbudowa purytańskiego kapitalizmu.

Przypuszczam, że względna popularność randyzmu może wynikać w dużej mierze z natury intelektualnie prowokacyjnego wyzwania, jakie rzuca on swoim stronnikom: jak pogodzić wszelkie tego rodzaju sprzeczności z ostentacyjnie kontrowersyjnym hasłem przewodnim "egoizm to wyłączne dobro, altruizm to wszelkie zło". W tym sensie randyzm ma w sobie pewien quasi-talmudyczny urok. Jest on w związku z tym umiarkowanie interesujący jako zjawisko filozoficzne, ale bardzo interesujący jako zjawisko ideologiczne i kulturowe. Stawia on też na nowo odwiecznie interesujące pytanie metodologiczne: w jakich proporcjach o wartości danej filozofii stanowi jej forma i treść, jej logiczny rygor i jej ideologiczny kostium.

Thursday, November 19, 2015

Granice państwowe: immanentny instrument instytucjonalnej agresji, nie obrony prywatnej własności

Istnieje wśród libertarian generalna zgoda co do tego, że - z braku prywatnych, dobrowolnych alternatyw - dopuszczalne czy nawet wskazane jest udogadnianie sobie życia korzystaniem z tych "usług" oferowanych przez monopolistyczne aparaty opresji zwane państwami, które byłyby również oferowane przez podmioty prywatne w ramach dobrowolnego społeczeństwa. Dlatego też - jak długo dany libertarianin nie stanie w obliczu możliwości wyboru dobrowolnej, prywatnej alternatywy - może on w zgodzie z własnym sumieniem korzystać z państwowej infrastruktury drogowej, z państwowych sądów, itd.

Konsekwentne stosowanie tego rodzaju podejścia wymaga jednak logicznej umiejętności oddzielenia autentycznych usług, zabezpieczających w lepszy lub gorszy sposób wolność i własność jednostek, od pseudousług, względnie antyusług, które ową wolność i własność immanentnie naruszają.

Jedną z takich pseudousług jest istnienie i obrona granic państwowych, czyli arbitralnych linii wyznaczających rewiry poszczególnych monopolistycznych aparatów opresji. To, że jest to pseudousługa czy też antyusługa, wynika z faktu, że jej "świadczenie" wywołuje cały szereg efektów odbijających się jednoznacznie negatywnie na wolności i własności jednostek zamieszkujących terytorium otoczone tymiż granicami:

1. Tak jak próby biurokratycznej kontroli nad dostępem do broni tworzą i wzmacniają czarne rynki bronią, tak istnienie kontrolowanych granic państwowych tworzy i wzmacnia - tak finansowo, jak i ideologicznie - przemytnicze mafie, w tym również te rekrutujące się z rozmaitych grup o charakterze terrorystycznym.

2. Istnienie kontrolowanych granic państwowych tworzy ogromne bariery na drodze postępu specjalizacji, podziału pracy, wolnego handlu, wolności zrzeszania się i innych konstytutywnych aspektów "białego" rynku, służących zarówno ogromnemu bogaceniu się globalnego społeczeństwa produktywnych jednostek, jak i budowaniu pokojowej, kosmopolitycznej kultury niezbędnej dla powszechnej i trwałej akceptacji wartości wolnościowych.

3. Istnienie kontrolowanych granic państwowych wiąże się immanentnie ze znacznie zwiększonymi wydatkami państwowymi oraz pogłębieniem zakresu etatystycznej reglamentacji i inwigilacji, jak również z pogłębieniem atmosfery ksenofobicznej paranoi, które to zjawiska - uzupełniając i wzmacniając się wzajemnie - generują tzw. efekt zapadki, czyli permanentny trend w kierunku pogłębiania i poszerzania zakresu etatyzmu na danym terytorium.

4. Istnienie kontrolowanych granic państwowych podtrzymuje iluzję "własności publicznej", która jest głównym narzędziem realizowania zasady "dziel i rządź" w ramach demokratycznego etatyzmu - tzn. fundamentem opisanej przez Bastiata "Wielkiej Fikcji", w ramach której każdy próbuje żyć kosztem wszystkich pozostałych.

Innymi słowy, "libertariański" argument, jakoby istnienie i obrona granic państwowych było co prawda siłowo zmonopolizowaną, ale jednak autentyczną usługą służącą zabezpieczaniu wolności i własności jednostek, jest w istocie argumentem głęboko etatystycznym, a tym samym głęboko wrogim wolności osobistej, własności prywatnej i szeroko rozumianej tradycji indywidualistycznej, liberalnej i libertariańskiej.

Wednesday, November 18, 2015

Libertarianizm a właściwe rozumienie demokracji

Zdecydowana większość klasycznych liberałów i libertarian - od Bastiata i Tocqueville'a po Misesa i Rothbarda - nie bez przyczyny uważała, że niemal ogólnoświatowe zwycięstwo demokracji nad autokracją było krokiem w dobrym kierunku. Nie było tak zdecydowanie - wbrew temu, w co chcieliby wierzyć niektórzy ostentacyjni "rewizjoniści" - z powodu ich rzekomej naiwnej wiary w to, że władza z wyboru społecznego będzie automatycznie reprezentować interesy społeczeństwa. Nie było tak też z powodu ich rzekomej nieświadomości tego, jak łatwo demokracja przeobraża się w etatystyczną, pasożytniczą wojnę domową każdego z każdym.

Było tak z powodu głębokiej świadomości powyższych osób co do tego, jak istotna z punktu widzenia trwałości dowolnego zbioru formalnych instytucji (w tym przede wszystkim instytucji liberalnych) jest powszechna społeczna akceptacja dla wartości, na których owe instytucje się opierają i które mają zabezpieczać. Innymi słowy, było tak z powodu ich głębokiej świadomości faktu, że o ile demokratyczna emancypacja społeczeństwa nie jest warunkiem wystarczającym zwycięstwa idei wolnościowych, o tyle jest jego warunkiem koniecznym. Ujmując rzecz jeszcze inaczej, wiedzieli oni dobrze, że szansa na to, iż "ciemny lud" wybierze dla siebie wolność jest bardzo niewielka, ale wiedzieli oni równie dobrze, że szansa, iż wolność wybierze dla niego "oświecony autokrata" jest zerowa.

Podświadomie rozumieją to w zasadzie wszyscy klasyczni liberałowie i libertarianie, kierujący przecież swoją ofertę edukacyjną do jak najszerszych kręgów społecznych, nie do klasy rządzącej. Warto by było, aby wszyscy aspirujący do reprezentowania powyższych tradycji intelektualnych rozumieli to również świadomie.

Tuesday, November 17, 2015

A Note on the Measure of Libertarian Maturity

Libertarian maturity is measured by the extent to which one remains committed to the principle of methodological individualism in the face of nativist outbursts, aware of the irreducible complexity of social processes in the face of crudely monocausal explanations, and mindful of the preeminence of individual rights in the face of cheap Manichean moralizing.

Monday, November 16, 2015

Etatyzm, czyli najdoskonalsza apoteoza głupoty

Etatyzm można określić jako najdoskonalszą apoteozę głupoty: z jednej strony rządzący widzą w rządzonych głupców, którzy nie potrafią swobodnie podejmować najwłaściwszych dla siebie wyborów, a z drugiej strony sami implicite przyznają, że są głupcami, gdyż nie potrafią przekonywać rządzonych do podejmowania właściwych wyborów przy pomocy pokojowej, mądrej argumentacji, zamiast tego czując się zmuszonymi do narzucania im swojej woli przy pomocy siermiężnej agresji.

Co gorsza, wskutek działania syndromu sztokholmskiego i libido dominandi jedni i drudzy utwierdzają się z czasem w swoich rolach: rządzeni explicite uznają siebie za głupców wymagających bycia rządzonymi, zaś rządzący - pomimo uznania implicite swojej własnej głupoty - za mających prawo, a może i moralny obowiązek narzucać innym swoją wolę.

Nie powinno w związku z tym dziwić, że etatystyczny spektakl to ciągłe pasmo wyniszczających absurdów, skutkiem większości których jest żarliwe wołanie o absurdy jeszcze większe. Gdyby nie niezniszczalna przekora wolnego ducha, wolnego działania i wolnej przedsiębiorczości, spektakl ten nie potrwałby zbyt długo, na swoje własne szczęście lub nieszczęście. Niestety, mądrość ma to do siebie, że ocalając świat przed zagładą ze strony głupoty, ocala również głupotę. Rzecz w tym, by doszła w końcu do tego, jak uczynić ją bezsilną.

Sunday, November 15, 2015

Libertarianizm: jak trwoga, to do państwa?

Parę uwag do przemyślenia dla deklarujących sympatie libertariańskie, ale wciąż podatnych na reakcje pt. "jak trwoga, to do państwa":

1. Jedynym podmiotem, którego bezpieczeństwem jest zainteresowane państwo, jest samo państwo, a najbezpieczniej czuje się ono wtedy, kiedy społeczeństwo czuje się najbardziej niebezpiecznie. Przywołując nieśmiertelne słowa Randolpha Bourne'a: "wojna to zdrowie państwa". A zaczyna się ona wtedy, kiedy społeczeństwo daje sobie wmówić, że w niej uczestniczy, pomimo że zawsze jest w niej przegranym, w przeciwieństwie do jej immanentnych ideologicznych zwycięzców - organizmów państwowych i parapaństwowych (terrorystycznych). Warto pamiętać, że syndrom sztokholmski nie musi oznaczać, że ofiara kocha swojego prześladowcę - może również oznaczać, że uważa swojego prześladowcę za "najmniejsze zło" i "sojusznika z konieczności".

2. Jedynym podmiotem, który może zapewnić bezpieczeństwo społeczeństwu wolnych jednostek, jest społeczeństwo wolnych jednostek. Niezależnie od charakteru zagrożenia, jakiemu stawia ono czoła, zestaw skutecznych rozwiązań jest zawsze ten sam - dobrowolne porozumienia pomiędzy autonomicznymi strukturami własnościowymi, wykorzystujące w maksymalnym stopniu produktywny i organizacyjny potencjał wolnej przedsiębiorczości, decyzyjnej decentralizacji, zdroworozsądkowej edukacji i ideowego zaangażowania. To, że bieżące warunki mogą być niesprzyjające albo bardzo niesprzyjające próbom realizacji tego rodzaju rozwiązań, nie jest żadną wymówką. Po pierwsze, wartość danego rozwiązania mierzy się tym, jak sprawdza się ono w scenariuszach nieoptymalnych. A po drugie, istotą przedsiębiorczego potencjału wolności osobistej jest nic innego, jak właśnie umiejętność wynajdywania w warunkach pozornie niesprzyjających możliwości przekształcenia ich w warunki sprzyjające. Jeśli ktoś w to wątpi albo tego nie rozumie, to wątpliwe jest jego rozumienie filozoficznych i prakseologicznych podstaw libertarianizmu.

Wednesday, November 11, 2015

Family and Market: Different Forms, Same Rules

The market is a family of strangers. The family is a market of acquaintances. The things that prevent markets from functioning like families are transaction costs, imperfect knowledge, and the psychological requirements of intimacy. However, the prudential and moral principles that these two institutions embody are essentially the same: reciprocal philanthropy and the harmony between cooperation and competition.

Monday, November 9, 2015

Austriacka szkoła ekonomii a akademicki główny nurt

Spotykam się nieraz z następującym pytaniem: dlaczego austriacka szkoła ekonomii (ASE), pomimo swojego realistycznego podejścia, logicznego rygoru i zdroworozsądkowych konkluzji, jest tak rzadko obecna w tzw. świecie akademickim, a tam, gdzie jest w nim obecna, spotyka się na ogół w najlepszym razie z niechęcią, a w najgorszym razie z wrogością?

Odpowiedzi na to pytanie jest kilka:

1. Żyjemy wciąż w czasach bismarckowskich, w których edukacja akademicka jest w ogromnej mierze kontrolowana przez monopolistyczne aparaty opresji zwane państwami, czy to poprzez bezpośrednie posiadanie uczelni wyższych, czy to poprzez subsydiowanie i akredytowanie uczelni nominalnie prywatnych. W tego rodzaju układzie uczelnie stają się w dużej mierze tubami propagandowymi etatyzmu. Zapotrzebowanie rynkowe na akademików - czyli zawodowych intelektualnych krasomówców, sofistów i dłubaczy pojęciowych - jest stosunkowo niewielkie. Natomiast zapotrzebowanie polityczne na nich jest ogromne, gdyż to oni są najlepiej przygotowani do tworzenia i popularyzowania intelektualnej podbudowy dla etatystycznej propagandy (patrz: marxizm, keynesizm, teoria "dóbr publicznych", "sprawiedliwość dystrybutywna", "akcja afirmatywna", pozytywizm prawniczy, itp.). Tymczasem, jeśli zestawić dorobek intelektualny ASE z kilkoma najbardziej niekontrowersyjnymi, podstawowymi postulatami etycznymi - takimi jak te mówiące, że dobrobyt jest moralnie lepszy od biedy, a możliwość zaspokojenia większej liczby potrzeb jest moralnie lepsza niż możliwość zaspokojenia mniejszej ich liczby - wówczas dojdziemy do wniosków jednoznacznie i bezwyjątkowo prorynkowych. Trudno się więc dziwić, że tego rodzaju wnioski i ich "austriackie" uzasadnienia budzą w bismarckowskiej akademii instynktowną wrogość.

2. ASE opiera się na prakseologii, czyli dedukcyjnej dyscyplinie zajmującej się logiczną analizą ludzkiego działania, wymagającą w pierwszej kolejności zidentyfikowania pewnych startowych przesłanek o aksjomatycznym charakterze. Innymi słowy, ambicją ASE jest dochodzenie do wniosków, które - tak jak w przypadku logiki i matematyki - mają charakter logicznie konieczny. Tymczasem w ekonomii głównego nurtu panuje pozytywizm, zgodnie z którym żadnej tezy ekonomicznej nie da się ostatecznie dowieść ani też zdyskwalifikować na starcie jako logicznie absurdalnej - można ją tylko bez ustanku weryfikować bądź falsyfikować przy pomocy empirycznego testowania wiecznie roboczych hipotez. W świetle obserwacji z punktu pierwszego, dominacja tego rodzaju podejścia w świecie akademickiej ekonomii nie powinna w najmniejszym stopniu dziwić, gdyż dzięki niej możliwe jest bezustanne zgłaszanie się po granty w celu uprawdopodabniania nawet najbardziej logicznie absurdalnych proetatystycznych hipotez. Analogicznie, tego rodzaju podejście pozwala również na bagatelizowanie nieprzychylnych etatyzmowi wniosków płynących z ASE jako nie logicznie koniecznych, ale wyłącznie "tymczasowych" i "hipotetycznych".

3. Prakseologia w duchu ASE wykazuje w sposób wyczerpujący fałszywość scjentyzmu, czyli przekonania, że nauki społeczne, w tym ekonomia, są naukami tylko w takim stopniu, w jakim naśladują metody nauk przyrodniczych. Tymczasem mniej lub bardziej ostentacyjna akceptacja scjentyzmu jest dla akademickich ekonomistów głównego nurtu próbą podczepienia się pod prestiż nauk przyrodniczych, a tym samym uzyskanie dodatkowej amunicji w walce o etatystyczne granty i przywileje, a czasem również o pozór władzy związany z pozycją "inżyniera społecznego".

Osobiście uważam, że w dłuższej perspektywie bismarckowska akademia rozpadnie się pod presją konkurencji z MOOCami, prywatnymi akademiami online i niezależnymi instytucjami badawczymi, jak również wskutek swojej immanentnej finansowej niegospodarności, biurokratycznej hipertrofii i postępującej bezwartościowości oferowanych przez siebie usług. Tak długo jednak, jak będzie ona istnieć, nie należy oczekiwać w jej obrębie jakiejkolwiek szerzej obecnej życzliwości wobec ASE czy nawet szczerego nią zainteresowania, z powodów wymienionych powyżej.

Skutki odmowy bycia moralnym schizofrenikiem

Małym dzieciom powtarza się często, że agresja jest zła, że przemoc nie jest nigdy rozwiązaniem i że przymus to jedyny argument tych, którzy nie mają innych argumentów. Nieco większym dzieciom powtarza się często, że powinny być posłuszne nakazom i zakazom monopolistycznych aparatów agresji, przemocy i przymusu zwanych państwami, i że posłuszeństwo to powinno dawać im poczucie dobrze spełnionego obowiązku.

Ci, którzy z bliżej niewyjaśnionych przyczyn nie posiadają umiejętności logicznego pogodzenia dwóch powyższych komunikatów, i dla których sugestia, że jeśli nie podobają im się nakazy i zakazy danego monopolistycznego aparatu agresji, przemocy i przymusu, to mogą wybrać sobie inny, nie jest szczególnie przekonującym rozwiązaniem, prędzej czy później odnajdują się w osobliwej grupie zwanej libertarianami - i choć król już zawsze i wszędzie będzie dla nich nieznośnie i rażąco nagi, uporczywe obnażanie jego nagości w oczach innych może być dla nich przy odpowiednim nastawieniu źródłem największej intelektualnej, moralnej i estetycznej satysfakcji.

Sunday, November 8, 2015

O różnych powodach bycia libertarianinem

Niektórzy nazywają siebie libertarianami utylitarystycznymi, ponieważ uważają, że bezwarunkowy szacunek dla wolności osobistej prowadzi do produkcji jak największej liczby dóbr dla jak największej liczby osób. Niektórzy nazywają siebie libertarianami deontologicznymi, ponieważ uważają, że wolność osobista jest najbardziej podstawowym z praw naturalnych. Niektórzy nazywają siebie libertarianami eudajmonistycznymi, ponieważ uważają, że jedynie bezwarunkowy szacunek dla wolności osobistej umożliwia swobodny rozwój intelektualnych i moralnych przymiotów charakteru. Niektórzy nazywają siebie libertarianami kontraktualistycznymi, ponieważ uważają, że jedynie dobrowolne transakcje mogą być kontraktowe, a jedynie kontraktowe transakcje mogą być obopólnie korzystne. Niektórzy wreszcie nazywają siebie libertarianami intuicjonistycznymi, ponieważ uważają, że bezwarunkowy szacunek dla wolności osobistej ucieleśnia najbardziej prozaiczny i oczywisty zdrowy rozsądek, zgodny z naszymi najbardziej codziennymi wyobrażeniami na temat zasad przyzwoitości w kontaktach międzyludzkich.

Tymczasem ja nazywam siebie po prostu libertarianinem, ponieważ uważam, że wszystkie powyższe podejścia uzupełniają i wzmacniają się wzajemnie, tym samym uwydatniając zasadnicze znaczenie wolności osobistej w jak najpełniejszy sposób.

Saturday, November 7, 2015

Czy z racji moralnych mógłbyś być anarchistą?

Jeśli uważasz, że niemoralne i niedopuszczalne byłoby regularne ograbianie twojego sąsiada z owoców jego pracy, choćby przyklaskiwała temu większość twoich pozostałych sąsiadów, i choćby zagrabione w ten sposób zasoby szły na utrzymanie ich chorych dzieci i starych rodziców, i choćby spisali oni dokument twierdzący, że mają prawo dokonywać podobnej grabieży, i choćby, nie chcąc brudzić sobie rąk, zatrudniali oni w tym celu zawodowych grabieżców, i choćby podobna grabież odbywała się na każdym osiedlu świata, i choćby trwała ona od tysięcy lat, to prawdopodobnie jesteś anarchistą.

Friday, November 6, 2015

Different Reasons to Call Oneself a Libertarian

Some call themselves utilitarian libertarians because they believe that unconditional respect for individual liberty leads to the production of the greatest number of goods for the greatest number of people. Some call themselves deontological libertarians because they believe that individual liberty is the most fundamental of natural rights. Some call themselves eudaimonist libertarians because they believe that only unconditional respect for individual liberty allows for the unhampered development of intellectual and moral virtues. Some call themselves contractarian libertarians because they believe that only voluntary interactions are contractual, and only contractual interactions are mutually beneficial. And some call themselves intuitionist libertarians because they believe that unconditional respect for individual liberty embodies the most mundane and platitudinous common sense, consistent with our most ordinary notions of interpersonal decency.

Meanwhile, I call myself a libertarian because I believe that all of the above approaches complement and reinforce one another, thus bringing out the fundamental significance of individual liberty in the most complete manner.

Monday, November 2, 2015

Etatyzm, czyli najszkodliwsza z racjonalizacji

Wielu antyetatystów zastanawiało się pewnie nad następującą kwestią: zrozumiałe jest, że istnieją oczywiste różnice moralne między nami a etatystami. Jednak nie są to prostu "jakieś różnice" - są to różnice tak skrajne, jak to tylko możliwe, a przy tym dotykające najściślejszych fundamentów relacji społecznych w praktycznie wszystkich ich wymiarach. Innymi słowy, podczas gdy my uważamy każdą formę etatyzmu za kwintesencję zorganizowanej niemoralności i zinstytucjonalizowanego barbarzyństwa, zdecydowana większość etatystów uważa jakąś formę etatyzmu za warunek niezbędny istnienia moralności i cywilizacji, na ogół widząc w tym prawdę tak intuicyjnie oczywistą, że nie zastanawiają się nad nią ani razu w ciągu całego życia. Jak wyjaśnić istnienie aż tak rażącej i zasadniczej rozbieżności światopoglądowej, skoro wszyscy żyjemy na tym samym świecie i obserwujemy te same zjawiska?

Proponowana przeze mnie odpowiedź jest następująca: antyetatyści stają się na ogół antyetatystami po dojściu do wniosku, że wszelkiego rodzaju argumenty proetatystyczne są rażąco wręcz irracjonalne i nielogiczne, że podporządkowanie życia społecznego dyktatowi zinstytucjonalizowanej agresji, przemocy i przymusu nie daje się uzasadnić ani na gruncie utylitarnym, ani na gruncie deontologicznym, ani na gruncie eudajmonistycznym, ani na gruncie kontraktualistycznym, ani na jakimkolwiek innym gruncie moralnym. Wręcz przeciwnie - racjonalne spojrzenie na kwestie społeczne przez pryzmat wszystkich powyższych tradycji etycznych zdaje się jednoznacznie prowadzić do woluntaryzmu. Uznanie więc dowolnej formy etatyzmu za fundament istnienia moralności i cywilizacji musi wynikać z pewnych błędów kognitywnych i wtórnych racjonalizacji, takich jak syndrom sztokholmski, efekt Milgrama czy podświadoma deifikacja plemiennych jednostek alfa. Innymi słowy, gdyby etatyści nie byli etatystami w świecie, w którym są oni bezustannie podporządkowani dyktatowi zinstytucjonalizowanej agresji, przemocy i przymusu, byłaby to dla nich sytuacja egzystencjalnie nieznośna, obciążona zbyt wielkim i obezwładniającym dysonansem poznawczym.

Nie mówimy tu jednak o pierwszej lepszej racjonalizacji, tylko o potrzebie trwałego przekonania samego siebie, że to, co intuicyjnie postrzega się jako kwintesencję niemoralności i barbarzyństwa jest w rzeczywistości warunkiem niezbędnym istnienia moralności i cywilizacji - a więc o tak radykalnej i kompleksowej racjonalizacji moralnej, jaką tylko można sobie wyobrazić. Trudno się w związku z tym dziwić, że efektem skutecznie przeprowadzonej tego rodzaju racjonalizacji jest całkowite wyrzucenie zracjonalizowanych kwestii poza nawias logicznej analizy i krytycznej refleksji oraz nabranie do nich quasi-religijnego stosunku.

Warto w tym kontekście porównać światopogląd typowego, bezrefleksyjnego etatysty ze światopoglądem minarchisty, czyli etatysty minimalnego - otóż o ile ten pierwszy reaguje na argumenty mające na celu wykazanie etycznych absurdów etatyzmu albo kompletnym niezrozumieniem omawianych kwestii, albo irytacją sięgającą nieraz histerii, o tyle ten drugi na ogół gotów jest na beznamiętną, logiczną dyskusję nad rzeczonymi argumentami, często zgadzając się nawet z nimi i ubolewając, że mimo to ze względów pozaetycznych czy też "pragmatycznych" musi uznać pewien minimalny poziom etatyzmu za "zło konieczne". Innymi słowy, u minarchisty, który na ogół nie musiał nigdy aplikować w stosunku do samego siebie opisanej wyżej racjonalizacji (albo przynajmniej nie musiał tego robić w pełnym wymiarze), nie widać na ogół tego histerycznie emocjonalnego stosunku do kwestii etatyzmu i tego zaimpregnowania na logikę zdroworozsądkowej moralności, jakie widać na ogół u typowego etatysty (podobną różnicę widać np. w nastawieniu tych dwóch osób do etatystycznych rytuałów takich jak wybory, "święta państwowe", wojny, itp.).

Jaki jest praktyczny wniosek wypływający z powyższych obserwacji? Myślę, że taki, iż, jako że psychologiczny stan zdecydowanej większość etatystów każe im traktować każdy antyetatystyczny argument jako atak na własną osobę i swoją poznawczą równowagę, należy nauczyć się tak przedstawiać owe argumenty, żeby wydawały się one pochodzić od wewnątrz, a nie z zewnątrz. Innymi słowy, należy nauczyć się przedstawiać je tak, jakby to sam etatysta do nich doszedł, nie czując się zagonionym w róg przez logikę swojego antyetatystycznego interlokutora (jest to zasadniczo esencja tzw. metody sokratejskiej). Nawet wówczas mur etatystycznych racjonalizacji będzie bardzo trudny do przebicia. Ale szansa, że wystarczająco sprytnie pokierowana osoba sama przynajmniej spróbuje go rozmontować jest znacznie większa niż szansa, że pozwoli ten mur choćby tknąć komukolwiek innemu, zwłaszcza komuś, kto kategorycznie stwierdza, że zasługuje on wyłącznie na rozbiórkę.

Friday, October 30, 2015

Allocation and Exchange: A False Dichotomy

I keep encountering the claim - apparently originated by James Buchanan - that there is an opposition between the "allocation paradigm" (supposedly stemming from Walras) and the "exchange paradigm" (supposedly stemming from Menger), where the former is supposed to lead to formalism, mathematization, mechanomorphism, social engineering, and everything else that is bad about contemporary mainstream economics.

However, the person who expliticly defined the "allocation paradigm", understood as the notion that the science of economics is about studying the allocation of scarce means to competing ends, was none other than Lionel Robbins, a methodological disciple of Mises and an avowed praxeologist. And clearly nothing in his exposition of the paradigm in question implied the neoclassical assumptions of perfect information, static equilibrium, etc. In other words, the theory of monetary market exchange (catallactics) can be safely subsumed under the allocation paradigm, which, as defined by Robbins, is at the core of praxeological economics. What lends further support to such a conslusion is the fact that catallactics is just one part of (praxeological) economics - for instance, the rudiments of the theory of value (including the law of diminishing marginal utility), the theory of capital, and the theory of production are best elucidated by relying on a consciously and explicitly non-catallactic mental construction of Robinson Crusoe economy.

In sum, calling the Walrasian paradigm the "allocation paradigm" and pitting it against the supposedly competing and superior "exchange paradigm" seems to me to be a serious methodological mistake, especially jarring when made by the adherents of Austrian economics.

More on the subject here.

Teoretyczna wiedza a przedsiębiorcza skuteczność

Teoretyk ekonomii nie ma na ogół wiedzy ani talentu umożliwiających stanie się skutecznym przedsiębiorcą. Skuteczny przedsiębiorca - jeśli ma być rzeczywiście skuteczny - musi jednak posiadać solidną wiedzę na temat podstaw funkcjonowania procesów gospodarczych, choćby i pod względem głębi oraz kompleksowości ustępowała ona znacznie wiedzy kompetentnego teoretyka. Innymi słowy - kompetentny zoolog może nie być wcale dżokejem, ale kompetentny dżokej musi być choć trochę zoologiem.

Podobnie, choć nie identycznie, jest z teorią filozofii społecznej i intelektualną bądź kulturową przedsiębiorczością (zwaną potocznie aktywizmem). Np. kompetentni teoretycy libertarianizmu czy klasycznego liberalizmu są na ogół mało skuteczni w promowaniu idei wolnościowych wśród szerszego społeczeństwa (choć zdarzają się tu wyjątki, jak np. Bastiat i Hazlitt). Skuteczny "wolnościowy aktywista" musi natomiast posiadać solidną wiedzę na temat teoretycznych aspektów promowanej przez siebie filozofii społecznej, gdyż bez tego nie tylko nikogo do niej nie przekona, ale może wręcz wielu do niej zrazić. Co więcej, gruntowna znajomość owych teoretycznych aspektów może okazać się kluczowa dla opracowania na poziomie konceptualnym autentycznie skutecznych technik promocyjnych.

Warto o tym pamiętać zwłaszcza wtedy, kiedy aktywistyczny entuzjazm w grupie sympatyków danej filozofii społecznej zdaje się przeważać nad samokształceniową dyscypliną i wypływającą z niej rzetelną wiedzą na temat rzeczonej filozofii.

Monday, October 26, 2015

Postepująca akceptacja liberalizmu jako obiektywny przejaw postępu moralnego

Najlepszym wyjaśnieniem tego, że istnieje uniwersalny, długofalowy trend historyczny w kierunku coraz szerszej i głębszej akceptacji szeroko rozumianych wartości liberalnych (którego przejawami są m.in. eliminacja niewolnictwa, eliminacja usankcjonowanej prawnie dyskryminacji rasowej i płciowej, prawie całkowita eliminacja reżimów despotycznych, spektakularne sukcesy wielu pokojowych protestów i bezkrwawych rewolucji, marginalizacja zjawiska tortur i konsekwentny spadek skali przemocy w życiu społecznym), jest to, że owe wartości są obiektywnie słuszne.

Ktoś mógłby tu odpowiedzieć, że wyżej wspomniane zjawiska nie tyle znikają, co zmieniają swoją formę, przeobrażając się np. z despotycznego okrucieństwa w etatystyczne pasożytnictwo. Tyle tylko, że to wciąż jest postęp - etatystycznemu pasożytowi można mimo wszystko przeciwstawiać się znacznie skuteczniej, bardziej wygodnie i kreatywnie, niż okrutnemu despocie. I na tego pierwszego przyjdzie w końcu czas - a nic tak nie ułatwia czynnego przybliżania tego czasu, jak świadomość, że mimo wszystko czas obecny jest tak dobry, jak żaden wcześniejszy.

Monday, October 19, 2015

The Most Giant Ethical Elephant in the Room

Since the perpetrators of the common evil of institutionalized violence, aggression, coercion, and parasitism (politicians, bureaucrats, etc.) are almost universally seen as the indispensable guardians of the "common good", wondering why humanity as a whole continues to teeter on the brink of moral shambles is missing the most giant ethical elephant in the room imaginable.

Tuesday, October 13, 2015

Uwagi o stabilności libertariańskiej anarchii i możliwościach obronnych dobrowolnego społeczeństwa, część druga

Paweł Nowakowski odniósł się w sposób krytyczny do argumentów przedstawionych przeze mnie w artykule pt. „Kilka uwag o stabilności libertariańskiej anarchii i możliwościach obronnych dobrowolnego społeczeństwa”. Uważa on, że owa stabilność oraz owe możliwości byłyby mniejsze (choć na podstawie jego kontrargumentów trudno stwierdzić, o ile mniejsze), niż sugeruje to mój tekst.

Poniżej odnoszę się kolejno do przedstawionych przez niego wątpliwości:

1. Nowakowski zadaje pytanie, czy powinno się działać na rzecz powstania dobrowolnego społeczeństwa „w sytuacji braku odpowiedniej nadbudowy społecznej do pomyślnego zaistnienia anarchokapitalizmu”. Jest to pytanie o tyle dziwne, o ile w swoim pierwotnym artykule wyraźnie zaznaczam — i Nowakowski zdaje się to dostrzegać — że warunkiem powstania rzeczonego społeczeństwa jest zaistnienie odpowiedniej ideowej nadbudowy. Innymi słowy, nie da się oddzielić na poziomie logicznym tworzenia tego pierwszego od tworzenia tego drugiego — jeśli ktoś uważa, że np. sam akt odsunięcia od władzy rządzących, niezależnie od tego, kim oni są i kto ma największą szansę na ich zastąpienie, przysłuży się budowaniu dobrowolnego społeczeństwa, to daje tym samym świadectwo, że nie rozumie idei, której rzekomo sprzyja. W kontekście tego rodzaju pytań nie da się też — wbrew temu, co zdaje się sugerować Nowakowski — oddzielać aspektów etycznych i „technicznych”, bo działanie na rzecz skutecznego wdrożenia pewnej idei to akt intelektualno-kulturowej przedsiębiorczości, a więc wyzwanie natury tymologicznej, a nie prakseologicznej. Każdy ideowy przedsiębiorca musi sam odpowiedzieć sobie na pytanie, jak uczynić grunt pod realizację konkretnych idei odpowiednio żyznym i jakie niezamierzone konsekwencje mogą mieć poszczególne podjęte w tym kierunku działania.

2. W odniesieniu do mojego argumentu mówiącego, że pojawienie się społeczeństwa dobrowolnego, wraz ze wszystkimi jego dobrodziejstwami, ma szansę na podłamanie ideologicznego poparcia dla pozostałych istniejących monopolistycznych aparatów przemocy, Nowakowski stwierdza, że „argument ten nie bierze na przykład pod uwagę różnorakich etosów dominujących w różnego rodzaju społecznościach”. Jest to odpowiedź o tyle osobliwa, o ile Nowakowski nie kwestionuje na poziomie logicznym żadnego z ekonomicznych ani etycznych argumentów na rzecz anarchokapitalizmu. Jego odpowiedź przypomina więc odpowiedź kogoś, kto, po skonfrontowaniu z ekonomicznymi i etycznymi argumentami na rzecz zniesienia niewolnictwa, odpowiedziałby: „to wszystko prawda, ale niewolnictwa nie da się znieść, bo niektórzy lubią zniewalać innych”. Jest to więc gołosłowne stwierdzenie, że postęp moralny i ekonomiczny jest niemożliwy, niezależnie od jakości przedstawianych na jego rzecz argumentów. Innymi słowy, jest to wyraz intelektualnej kapitulacji, a więc ostatnia rzecz, jaką należałoby uznać za logicznie przekonujący argument. Nie na miejscu jest też odwołanie się w tym kontekście do hoppeańskiego „paradoksu imperializmu”, bo znajduje on zastosowanie tylko do państw, których mieszkańcy są w najlepszym razie zwolennikami idei klasycznego liberalizmu — tzn. zwolennikami poglądu, że warunkiem zaistnienia wolnej gospodarki jest istnienie ograniczonego w zakresie swoich funkcji, ale militarnie silnego państwa. W takiej konfiguracji ideologiczno-ekonomiczno-politycznej rzeczywiście wraz z rozwojem względnie liberalnej gospodarki rośnie też coraz bardziej militarna siła pasożytującego na niej państwa, mogąca zaszkodzić sąsiadującej z nim enklawie anarchokapitalizmu. Jeśli jednak, zgodnie z moim argumentem, przyjąć, że powstanie prosperującej enklawy anarchokapitalizmu skutecznie zasieje idee anarchokapitalistyczne (nie klasycznie liberalne!) w umysłach mieszkańców sąsiadujących państw, wówczas należy dojść do wniosku, że mieszkańcy ci będą dążyć do zbudowania prosperującego społeczeństwa i utrzymującej je prosperującej gospodarki na bazie nie wzmacniania, ale sukcesywnego osłabiania militarnego potencjału pasożytującego na niej państwa. Innymi słowy, fundamentalna różnica ideowa między klasycznym liberalizmem (względnie minarchizmem) a anarchokapitalizmem czyni ten drugi niepodatnym na wywołanie „paradoksu imperializmu”.

3. Nowakowski nie dyskutuje ze stwierdzeniem, że — zgodnie z wnioskami wypływającymi z teorii ekonomii — każde społeczeństwo dobrowolne byłoby (lub też szybko stałoby się) społeczeństwem bardzo zamożnym i gospodarczo zaawansowanym. Nie przeszkadza mu to jednak sugerować, że tego rodzaju społeczeństwa szybko padłyby ofiarą etatystycznych, grabieżczych hord o wysokiej preferencji czasowej. Skoro jednak niska preferencja czasowa, będąca jednym z fundamentów filozofii anarchokapitalistycznej, prowadzi do zamożności i gospodarczego rozwoju, a tym samym do możliwości skutecznego tworzenia zaawansowanych środków obrony terytorialnej, podczas gdy typowa dla demokratycznego etatyzmu wysoka preferencja czasowa prowadzi do konsumpcji kapitału i gospodarczej stagnacji, to w jaki sposób względnie zacofany i kulturowo zdegenerowany etatystyczny reżim miałby móc podporządkować sobie bogatą, prosperującą enklawę anarchokapitalizmu? Poza tym, wracając do punktu poprzedniego, dlaczego rozwój bogatych, prosperujących enklaw anarchokapitalizmu nie miałby doprowadzić do bezprecedensowo szybkiego i skutecznego rozprzestrzenienia się wiedzy o korzyściach płynących z obniżania swojej preferencji czasowej, a tym samym do ideologicznego podminowania promującego wysoką preferencję czasową demokratycznego etatyzmu?

4. Co do kwestii zwiększania potencjału obronnego dobrowolnych społeczeństw i działających w ich obrębie prywatnych agencji ochrony poprzez wchodzenie przez nie w sojusze militarne z odpowiednio ekonomiczne uświadomionymi rządami sąsiadujących państw, Nowakowski sugeruje, że byłoby to dla tych drugich nieopłacalne wojskowo „ze względu na, jak można się spodziewać, względnie słabe wyposażenie wojskowe poszczególnych agencji, które osobno dysponowałaby mniejszym kapitałem niż państwa”. Ale nawet jeśli by przyjąć, że poszczególne agencje rzeczywiście dysponowałyby przeciętnie mniejszym kapitałem niż państwa, to dlaczego miałoby się przyjmować, że państwa miałyby zawierać tego rodzaju sojusze z poszczególnymi agencjami, a nie z całymi ich sieciami lub stowarzyszeniami? Przynależność do tego rodzaju stowarzyszeń byłaby korzystna dla poszczególnych agencji, gdyż generowałaby pozytywne efekty sieciowe, w żaden sposób nie musiałaby jednak prowadzić do ich łączenia się w monopolistyczne czy quasi-monopolistyczne konglomeraty, gdyż to z kolei pozbawiałoby je ich unikatowych przewag konkurencyjnych oraz wywoływałoby negatywne efekty reputacyjne w wyczulonych na wszelkie działania kartelizacyjne społeczeństwach anarchokapitalistycznych. Stwierdzenie natomiast, że poszczególne agencje ochrony nie miałyby „bodźców ekonomicznych do rozwoju środków obronnych z prawdziwego zdarzenia, gdyż ich utrzymanie pociągałoby za sobą znaczne zwiększenie składek ubezpieczeniowych dla klientów, […] ci [zaś] mogliby wówczas przenieść się do innej agencji”, to nic innego, jak ponowne wyrecytowanie „problemu gapowicza”, do którego w literaturze anarchokapitalistycznej odnoszono się w wyczerpujący sposób już co najmniej dziesiątki razy. Dość wymienić tu rozwiązania takie jak ostracyzm gospodarczy wymierzony w kierunku agencji nie oferujących odpowiednio wielkoskalowych usług obronnych (lub odmawiających przynależności do stowarzyszeń biznesowych wspólnie finansujących tego rodzaju usługi), zabieganie o pozytywne efekty reputacyjne przez firmy spoza sektora obronnego poprzez dobrowolne dofinansowywanie tego rodzaju wielkoskalowych usług, czy opatrywanie wszelkich zbiórek pieniędzy na tego rodzaju usługi klauzulami asekuracyjnymi gwarantującymi zwrot indywidualnych wkładów w razie niezebrania odpowiedniej ilości funduszy.

5. W odniesieniu do mojego argumentu mówiącego, że społeczeństwo dobrowolne z definicji pozbawione byłoby struktur władzy, które mógłby przejąć ewentualny agresor, Nowakowski stwierdza, że jest on „bardzo słaby”, bo „praktycznie cała Ziemia […] jest opanowana przez państwa”. Można by powiedzieć, że jest to odpowiedź z gatunku „nigdzie na świecie nie było jeszcze nigdy tego, czego na nim jeszcze nigdy nigdzie nie było”. Poza tym Nowakowski ignoruje fakt, że nawet spoglądając na dotychczasową historię polityczno-gospodarcza ludzkości, możemy dojść do wniosku, że im bardziej cywilizacyjnie rozwinięta i ideowo zaangażowana była dana społeczność, tym trudniej było jej narzucić jakąkolwiek zewnętrzną strukturę polityczną i tym łatwiej było jej tego rodzaju struktury z siebie strząsać. Najlepszym przykładem są tu Stany Zjednoczone, których mieszkańcy dzięki swojej ideowej wytrwałości w zakresie budowy kultury opartej na wartościach klasycznie liberalnych stosunkowo szybko i skutecznie pozbyli się wszelkich struktur politycznej podległości wobec znacznie bardziej etatystycznej Europy. Biorąc pod uwagę zrozumienie Nowakowskiego dla faktu, że powstanie sprawnie funkcjonującego społeczeństwa anarchokapitalistycznego wymagałoby podobnego ideowego zaangażowania — przy czym musiałoby to być zaangażowanie oparte na znacznie dalej posuniętej wrogości wobec istnienia jakichkolwiek struktur władzy jako takiej — dziwi fakt, że zdaje się on pokładać tak wielką wiarę w zdolności etatystów w zakresie tworzenia trwałych struktur etatystycznej podległości na tak skrajnie ideologicznie niesprzyjającym gruncie.

6. W kontekście dwóch ostatnich z przedstawionych przeze mnie w pierwotnym artykule argumentów Nowakowski częściowo przyznaje mi rację, częściowo przywołuje swoje kontrargumenty wysunięte wobec moich wcześniejszych argumentów (do których odniosłem się już we wcześniejszej części niniejszego artykułu) i częściowo formułuje pozorne kontrargumenty, które okazują się w rzeczywistości zgodne z moimi argumentami z pierwotnego artykułu (jak choćby te dotyczące zwiększania swojego potencjału militarnego przez stosunkowo mniejsze ośrodki administracyjne poprzez wchodzenie w sojusze militarne z ośrodkami stosunkowo większymi lub też przystępowanie do stosownych międzyośrodkowych stowarzyszeń). Innymi słowy, nie widzę tutaj żadnych dodatkowych wątpliwości, do których mógłbym się odnieść.

Podsumowując, kontrargumenty Nowakowskiego są co prawda bardziej rozbudowane i wnikliwe niż te, które spotyka się na ogół w kontekście głównonurtowych omówień filozofii anarchokapitalistycznej, nie przedstawiają one jednak dla niej żadnych szczególnych trudności.

Monday, October 12, 2015

Kilka uwag o stabilności libertariańskiej anarchii i możliwościach obronnych dobrowolnego społeczeństwa

Krytyka libertarianizmu odbywa się na rożnych poziomach intelektualnych. Ci, których wiedza na jego temat jest bardzo niewielka, krytykują go na ogół przy użyciu nieprzemyślanych sloganów („nieregulowany rynek prowadzi do wyzysku pracowników”, „potrzebna jest kontrola cen, aby zwalczać spekulację”, „kto jak nie państwo wybuduje drogi?” itp.), które po tysiąckroć były już obalane w najbardziej podstawowej literaturze przedmiotu, więc nie wymagają dalszego komentarza.

Innych krytycznych argumentów używają natomiast ci, którzy posiadają pewną wiedzę na temat libertarianizmu, a nawet z nim sympatyzują, wydaje im się jednak, że są w stanie zrównoważyć nadmierne w ich ocenie ambicje tejże filozofii społecznej odpowiednią dozą „realizmu”, „praktyczności”, „kompromisowości” itp. Tego rodzaju krytyce poświęcono w stosownej literaturze nieco mniej miejsca.

Jednym z najbardziej popularnych argumentów tego drugiego typu jest ten głoszący, iż istnienie państw, czyli monopolistycznych aparatów przemocy, jest złem, ale jest niestety złem koniecznym, gdyż stan libertariańskiej anarchii musi doprowadzić do konfliktu o władzę pomiędzy lokalnymi zbrojnymi gangami lub też do przejęcia władzy przez zewnętrznego agresora — najczęściej w postaci innego państwa.

Zajmijmy się po kolei obydwoma członami powyższej konkluzji.

Skupiając się na początku na pierwszym z nich, należy zauważyć, iż uważający, że stan libertariańskiej anarchii musi doprowadzić do konfliktu o władzę pomiędzy lokalnymi zbrojnymi gangami, popełniają błąd traktowania libertariańskiej anarchii jako „bezpaństwowego etatyzmu”, tzn. sytuacji, w której terytorialny monopol przemocy znika, ale wszystko inne, włącznie z mentalnością, która legitymizuje jego istnienie, pozostaje bez zmian.

Praktycznie każdy teoretyk libertariańskiego anarchizmu twierdzi natomiast, że skuteczne i trwałe zniknięcie terytorialnych monopoli przemocy i wszystkich powiązanych z nimi szkodliwych zjawisk może nastąpić wyłącznie wtedy, gdy etatyzm — światopogląd legitymizujący, a często wręcz gloryfikujący istnienie tychże monopoli — stanie się wystarczająco niepopularny.

Warto wyobrazić sobie „abolicję bez abolicjonizmu” jako analogiczny scenariusz, w ramach którego obalenie dotychczasowych posiadaczy niewolników natychmiast skutkuje pojawieniem się kandydatów na ich następców, konkurujących między sobą o kontrolę nad świeżo uwolnionymi byłymi niewolnikami. Następnie warto zastanowić się, czym ten scenariusz różni się od tego, który miał miejsce w historii — tzn. od tego, w ramach którego szeroko rozpowszechniona akceptacja dla abolicjonizmu została słusznie uznana za warunek konieczny skutecznego i trwałego zniesienia niewolnictwa.

Podsumowując, teoretycy libertariańskiego anarchizmu zdają sobie w pełni sprawę z przyrodzonej niestabilności bezpaństwowego etatyzmu (zwanego również „upadłą państwowością”), ale jednocześnie są oni jedynymi osobami świadomymi faktu, iż bezpaństwowy libertarianizm (antyetatyzm) jest stanem rzeczy jakościowo całkowicie odmiennym, zwłaszcza pod względem stabilności.

Przechodząc do drugiego członu zarysowanej we wstępie konkluzji, skupmy się teraz na sugestii, iż tym, co świadczy o niemożliwości funkcjonowania w dłuższej perspektywie społeczeństwa dobrowolnego czy też libertariańskiego (tzn. wolnego od kontroli ze strony jakiegokolwiek monopolistycznego aparatu przemocy) jest rzekomy fakt, że społeczeństwo takie szybko ulegnie armiom sąsiadujących monopolistycznych aparatów przemocy. Istnieje jednak cały szereg powodów, dla których wcale nie musiałoby się tak stać:

1. Pojawienie się społeczeństwa dobrowolnego, wraz ze wszystkimi jego dobrodziejstwami, ma szansę na podłamanie ideologicznego poparcia dla pozostałych istniejących monopolistycznych aparatów przemocy. A jako że w ostatecznym rozrachunku trwają one przede wszystkim dzięki ideologicznemu poparciu większości społeczeństwa, osłabienie tegoż poparcia znacznie zmniejsza ich możliwości manewru, zwłaszcza w zakresie dokonywania operacji zbrojnych.

2. Standardowe argumenty ekonomiczne sugerują, że każde społeczeństwo dobrowolne byłoby (lub też szybko stałoby się) społeczeństwem bardzo zamożnym i gospodarczo zaawansowanym. W związku z tym byłoby ono bardzo atrakcyjnym partnerem handlowym. Zbrojny najazd na nie, a tym samym zniszczenie jego unikatowej kultury i instytucjonalnej infrastruktury, całkowicie zlikwidowałoby tę atrakcyjność. Ponadto nawet jeśli tego rodzaju społeczeństwo znajdowałoby się w sąsiedztwie państwa ogarniętego na tyle prymitywną, wojenną ideologią, że jego rządowi nie zależałoby na korzyściach handlowych, nietrudno sobie wyobrazić, iż członkom rzeczonego społeczeństwa łatwo byłoby wejść w sojusze militarne z rządami państw, którym na owych korzyściach by zależało.

3. Społeczeństwo dobrowolne z definicji pozbawione byłoby struktur władzy, które mógłby przejąć ewentualny agresor. Tym samym kontrola takiego społeczeństwa przez ewentualnego zwycięskiego agresora byłaby bardzo trudna, jeśli nie niemożliwa, a w każdym razie wysoce nieopłacalna.

4. Jako że standardowe argumenty ekonomiczne sugerują, że każde społeczeństwo dobrowolne byłoby (lub też szybko stałoby się) społeczeństwem bardzo zamożnym i gospodarczo zaawansowanym, łatwo sobie wyobrazić, że chroniące jego członków prywatne agencje ochrony dysponowałyby skuteczniejszym arsenałem obronnym niż armia wrogiego monopolistycznego aparatu przemocy. Ponadto prawdopodobnym jest, iż dobrze uzbrojona byłaby znaczna część indywidualnych członków takiego społeczeństwa, co w połączeniu z ich lepszą od najeźdźcy znajomością zamieszkiwanego przez siebie terytorium mogłoby z nich uczynić trudne i kosztowne do pokonania oddziały partyzanckie.

5. I wreszcie, opisywany tu argument można odnieść nie tylko do społeczeństwa dobrowolnego sąsiadującego z terytorium opanowanym przez potężny monopolistyczny aparat przemocy, ale też do dowolnego państwa sąsiadującego z państwem militarnie znacznie silniejszym. Innymi słowy, zgodnie z tym argumentem w dłuższej perspektywie nie mogłoby przetrwać nie tylko jakiekolwiek społeczeństwo dobrowolne, ale też jakiekolwiek stosunkowo małe i militarnie nieznaczące państwo sąsiadujące z państwem znacznie większym i militarnie znaczniejszym, że nie wspomnieć o mikropaństwach takich jak Liechtenstein, Monako, Andora, Hong Kong, czy San Marino. Jeśli argument ten miałby być prawdziwy, to cały świat znajdowałby się pod kontrolą monopolistycznych aparatów przemocy o mniej więcej równej sile militarnej, co oczywiście nie ma dziś miejsca.

Podsumowując, społeczeństwo dobrowolne jest oczywiście z definicji społeczeństwem pokoju i współpracy, ale w żaden sposób nie wynika z tego, że nie jest ono w stanie zorganizować skutecznej obrony przed zarówno wewnętrznymi, jak i zewnętrznymi agresorami. Przeciwnie, jego nieodrodne cechy ekonomiczne i kulturowe sugerują, że ma ono szansę stać się na tym polu skuteczniejsze niż dowolny monopolistyczny aparat przemocy.