Sunday, April 23, 2017

W pół drogi między barbarzyństwem a cywilizacją

Nie jest prawdą, że nie da się na szeroką skalę zmienić ludzkiego myślenia. Np. od mniej więcej połowy XVIII wieku szerokie rzesze ludzkie zaczęły w końcu myśleć w sposób ekonomiczny - tj. przez pryzmat kosztów alternatywnych, struktur motywacji, niezamierzonych i niebezpośrednich konsekwencji, stanów kontrfaktycznych, ładów spontanicznych, itp. Efektem tego był najbardziej spektakularny wzrost materialnego i technologicznego dobrobytu, jakiego doświadczył człowiek w ciągu swojej historii.

Zasadniczy problem polega jednak w tym kontekście na tym, że owe szerokie rzesze, nauczywszy się myśleć w sposób ekonomiczny, nie oduczyły się jednocześnie myśleć w sposób polityczny - tj. przez pryzmat syndromu sztokholmskiego, libido dominandi, paleolitycznego trybalizmu i satysfakcji z przynależności do gangu największego z lokalnych rozbójników.

Innymi słowy, społeczeństwa świata rozwiniętego zatrzymały się w połowie drogi od barbarzyństwa do cywilizacji, a niestety nie jest to punkt stabilny. Myślenie ekonomiczne nie jest w stanie współistnieć z myśleniem politycznym, gdyż to drugie nie ustanie w swoim grabieżczym imperatywie, nim doszczętnie nie zniszczy materialno-technologicznych osiągnięć i psychologiczno-kulturowych podstaw tego pierwszego.

Koniecznym dopełnieniem wielkiej ideowej zmiany, jakim było upowszechnienie się dojrzałego myślenia ekonomicznego w XVIII i XIX wieku, musi być zatem równie wielka ideowa zmiana polegająca na upowszechnieniu się odruchowej niechęci do grabieżczej niedojrzałości, jaką jest myślenie polityczne. Nie istnieje żadna uniwersalna odpowiedź na pytanie, jak dokonać owej drugiej zmiany, ale tak samo kilkaset lat temu nie istniała żadna uniwersalna odpowiedź na to, jak dokonać pierwszej z nich - pozostaje zdać się tu na przedsiębiorcze, edukacyjne i kulturotwórcze inicjatywy ogółu osób świadomych konieczności jej dokonania.

Póki co wiadomo w tym kontekście tylko tyle, że jak długo społeczeństwo będzie tkwić w pół drogi między barbarzyństwem a cywilizacją, tak długo będzie to społeczeństwo schizofreniczne, niezdolne do zrozumienia, dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze, albo - analogicznie - dlaczego jest tak dobrze, skoro jest tak źle. Im dłużej zaś będzie ono tkwić w tego rodzaju schizofrenii, tym trudniej będzie mu odróżniać dobre od złego, co w ostatecznym rachunku zawsze służy temu drugiemu.

Wednesday, April 19, 2017

Ewolucja, rewolucja, aktualność i ponadczasowość

Rozwój technologiczny i wzrost materialnego dobrobytu mogą dokonywać się w sposób autentycznie skokowy i rewolucyjny. Tymczasem autentyczny rozwój kulturowy wymaga stopniowego i mozolnego dokładania pojedynczych cegiełek do gmachu "mądrości wieków". Innymi słowy, o ile autentyczne rewolucje technologiczne i gospodarcze rzeczywiście istnieją, o tyle tzw. rewolucje kulturowe są w najlepszym razie jałowymi widowiskami, a w najgorszym razie antykulturowymi reakcjami. Nie jest tu wyjątkiem nawet klasyczny liberalizm, również będący kulminacją setek lat żmudnego intelektualnego, duchowego i gospodarczego rozwoju, którego owocami były klasyczna teoria praw naturalnych, spontaniczny ład prawa zwyczajowego czy protoekonomiczne teorie scholastyków.

Pojawiający się w tym kontekście kłopot polega na tym, że im dynamiczniej przebiega rozwój technologiczny i wzrost materialnego dobrobytu, tym większa może być pokusa tego, żeby "dynamizować" też rozwój kultury, co przynosi zazwyczaj skutki przeciwne do zamierzonych. Dobrą ilustracją są tutaj rozmaite "awangardy" typowe dla dojrzałego okresu rewolucji przemysłowej, które - i nie ma w tym nic paradoksalnego - trącą już dziś wyjątkową starzyzną, podczas gdy np. biblijne przypowieści czy sokratejskie dialogi pozostają tak świeże, jak były zawsze. Przy czym wspomniane awangardy w swoim czasie budziły przynajmniej szczere zainteresowanie swoją egzotyką i pasją do dziwaczenia. Tymczasem ich współczesne odpowiedniki - które obejmuje się często magicznym terminem "postmodernizmu" - budzą już jedynie lekkie rozdrażnienie lub wywołują machnięcie ręką. W im większym bowiem stopniu chcą one w swoim rzekomym rozwojowym dynamizmie podczepić się pod autentyczny rozwojowy dynamizm technologii czy gospodarki, w tym większym stopniu już na starcie okazują się próżnymi wygłupami.

Ostrożny wniosek, jaki wyłania się z powyższych obserwacji, jest taki, że - jakkolwiek kontrintuicyjne mogłoby się to wydawać - im bardziej dynamicznie rozwija się technologia czy gospodarka, w tym większym stopniu kultura powinna trzymać się swoich dotychczasowych osiągnięć i pogłębiać ich świadomość, a nie próbować doganiać procesy, których z natury rzeczy dogonić nie jest w stanie. Powinna to czynić zwłaszcza w odniesieniu do tych ze swoich osiągnięć, które - przetrwawszy długi okres selekcji kulturowej - wydają się być autentycznie ponadczasowe. Bo być może dopiero wówczas - korzystając z rewolucyjnych możliwości technologicznych i gospodarczych - będzie ona mogła w pełni wykorzystać potencjał owych osiągnięć. Być może dopiero w erze pełnej globalizacji gospodarczej możliwe okaże się zbudowanie prawdziwie solidnego społeczeństwa burżuazyjnego, dopiero w erze rewolucji informacyjnej możliwy stanie się renesans klasycznego filozoficznego racjonalizmu, a dopiero w erze powszechnego i spowszedniałego materialnego dobrobytu może dojść do pogłębionej i pokojowej refleksji nad wszystkimi wielkimi tradycjami duchowymi ludzkości. Innymi słowy, być może im bardziej dynamicznie będzie się zmieniało to, co może sobie na to pozwolić, w tym większym stopniu będzie można mądrze wykorzystać to, czego siłą jest ponadczasowa stałość.

Thursday, April 6, 2017

Należy zawsze strzec się frazy "ludziom trzeba dać"

Należy zawsze mieć się na baczności przed frazą "ludziom trzeba dać". Niezależnie od tego, czy kończy się ona wezwaniem do dania im chleba i igrzysk, czy wezwaniem do dania im wolności i świętego spokoju. Wynika to z tego, że składnia owej frazy wprost sugeruje - nawet jeśli jej bezosobowa forma próbuje to zamaskować - iż wypowiadana jest ona z pozycji jakiegoś podmiotu nadludzkiego, który ma prawo decydować o życiu, wolności i własności innych.

Tymczasem nikt nie ma prawa wypowiadać się z tego rodzaju pozycji, nikt nie ma prawa podejmować (bez cudzej zgody) tego rodzaju decyzji i nikt nie ma prawa wynosić się na tego rodzaju nadludzki piedestał. Nawet jeśli miałby wypowiadać z owego piedestału opinie względne rozsądne - trzeba zawsze zachowywać świadomość, że nikt nie ma prawa "dawać ludziom wolności", każdy ma za to prawo (i moralny obowiązek) przypominać ludziom, że wolność jest im dana z natury, a przez wszelkie samozwańcze nadludzkie podmioty może ona im być jedynie odebrana. Kto widzi sprawy inaczej, ten już jest mentalnie zniewolony, a kto je w ten sposób opisuje, ten owo zniewolenie - często nieświadomie - utrwala.

Sunday, April 2, 2017

Wolność, zniewolenie, nawyk i ludzka natura

Człowiek jest wolny z natury i zniewolony z przyzwyczajenia. Miarą jego wolności jest więc stopień przyzwyczajenia do własnej natury. W związku z tym libertarianizm nie zakłada fantastycznego celu zmiany owej natury, ale pragmatyczny cel wyzwolenia jej przyrodzonego potencjału. Jest to nic innego jak kluczowy element szerszego celu, jakim jest zwycięstwo rozumu - definiującej cechy człowieczeństwa - nad instynktem, czyli abdykacją rozumu, i przesądem, czyli pozorem rozumu. Jest to więc cel naturalnie wymagający, ale też wymagająco naturalny - bardzo trudny do osiągnięcia, ale zasadniczo niemożliwy do porzucenia. Jeśli z tego pierwszego będzie się czerpało konsekwentną motywację, a z tego drugiego konsekwentną nadzieję, to w końcu zostanie on osiągnięty - wbrew naturalnym ludzkim wyzwaniom, ale zgodnie z wyzwaniem ludzkiej natury.