Sunday, September 9, 2018

Kreatywna destrukcja i informacyjna anarchia

Sugeruje się dziś nieraz, że twardą cenzurę typową dla świata politycznie sterowanych mediów papierowo-telewizyjnych zastąpiła miękka cenzura politycznie skoligaconych sieciowych korporacji, których najsubtelniejszym narzędziem jest nie tyle blokowanie dostępu do konkretnych informacji, co algorytmiczne nimi żonglowanie, sprawiające, że użytkownicy Internetu widzą w pierwszej kolejności nie to, co chcą widzieć, ale to, co mają widzieć zdaniem domorosłych informacyjnych centralnych planistów.

Na szczęście jednak każda socjoinżynieryjna akcja wywołuje anarchiczną reakcję: w im większym stopniu domorośli kontrolerzy Internetu próbują go zgodnie ze swoimi preferencjami "porządkować", w tym większym stopniu wzmaga się "kreatywna destrukcja" dokonywana przez jego nienawykłych do kontroli użytkowników. Jej finalny efekt jest zaś zawsze taki, że wśród powodzi fałszywych wiadomości, fikcyjnych tożsamości i przekornych trajektorii sieciowego ruchu wykolejają się nawet najbardziej misternie skonstruowane paternalistyczne algorytmy - albo też wzajemnie neutralizują się algorytmy skonstruowane przez paternalistów o odmiennych ideologicznych celach. Innymi słowy, czy się to komuś podoba, czy nie, niestrudzona działalność "trolli" jest gwarantem informacyjnej anarchii Internetu, a więc najczystszej formy wolności słowa.

Ze zjawiska tego wypływają dwa pouczające wnioski. Po pierwsze, mamy tu do czynienia z kolejną ilustracją hayekowskiej obserwacji, iż, z uwagi na ich rozmiar i dynamizm, na szczęście niemożliwe jest centralne sterowanie złożonymi procesami społecznymi - jak długo rynki (w tym rynki dóbr informacyjnych) nie są całkowicie zniszczone, tak długo będą one stawiać opór wszelkim próbom ich "regulacji". Po drugie natomiast, mamy tu do czynienia z kolejnym potwierdzeniem starej maksymy klasycznego liberalizmu, iż ceną wolności jest wieczna czujność - nie tylko w tym sensie, iż należy mieć się cały czas na baczności przed tymi, którzy chcą odbierać cudzą wolność, ale również w tym sensie, iż należy korzystać z dobrodziejstw własnej wolności w nieustannie baczny sposób, aby nie zmarnować oferowanego przez nią potencjału rozwojowego.

Innymi słowy, ceną wolności jest nie tylko bezustanna odwaga w walce z domorosłymi cenzorami, ale też bezustanne szlifowanie umiejętności rozpoznania i unikania zwodzących na manowce "trolli". Tylko będąc wiecznie czujnym na obu tych frontach będzie można nie tylko zachować swoją wolność, ale też stawać się coraz mądrzejszym jej użytkownikiem, warto więc szczególnie docenić fakt, że tzw. era informacji stwarza w tym zakresie zarówno bezprecedensowe wyzwania, jak i wynikające z nich bezprecedensowe rozwojowe możliwości.

Wednesday, August 22, 2018

Trade War, War on Trade, and War for Trade

There is no such thing as a "trade war", since trade is by definition a peaceful, mutually beneficial activity. However, there is such a thing as the war on trade - that is, the war on the entrepreneurial ethos, cheap and high-quality goods, and peaceful international relations. Fortunately, there is also such a thing as the war for trade - that is, the war on the institutionalized stupidity and malevolence known as politics - and it is a duty of conscience for all people of good will to incessantly and effectively wage the latter in order to avoid the ruinous consequences of the former. No less than global peace and prosperity are at stake.

Tuesday, August 14, 2018

Media społecznościowe a ideologiczna neutralność

Addendum do wątku korporacyjnej cenzury: gdyby Facebook, Youtube i im podobne media wprost określiły swoje ideologiczne preferencje i podkreśliły, że będą usuwać ze swojej prywatnej wirtualnej przestrzeni wszystko to, co się w owe preferencje nie wpisuje, wówczas sprawa byłaby postawiona jasno i mogłaby być uznana za zamkniętą.

Tymczasem główny w tym kontekście problem wynika z tego, że powyższe media próbują zachowywać pozory ideologicznej neutralności, by następnie cenzurować materiały tworzone przez swoich użytkowników wedle niesprecyzowanych i nie opisanych jednoznacznie kryteriów. Otóż trudno o lepszą pożywkę dla zwolenników i szerzycieli wszelkiej maści teorii spiskowych, gdyż w tego rodzaju warunkach każdy z nich może zawsze stwierdzić, że to właśnie jego konkretna teoria spiskowa jest na szczególnym celowniku, co dowodzi jej prawdziwości.

Właściciele Facebooka, Youtube'a i im podobnych mediów nie wydają się być na tyle nierozsądni, żeby nie zdawać sobie z powyższego sprawy. To z kolei budzi uzasadnione obawy, że rzeczywiście są oni poddawani politycznym naciskom, bo polityków i biurokratów można już o tego rodzaju nierozsądek bez problemu podejrzewać. Wówczas jednak należałoby oczekiwać od owych właścicieli, by przyznali się do tego, jak wygląda sytuacja i by opisali ją w uczciwy sposób. To uczyniłoby sprawę jasną, rozbroiłoby "teoretyków spiskowych" i dałoby bezprecedensowy impuls rozwojowy wolnym od politycznych nacisków alternatywom wobec obecnych społecznościowych gigantów.

Tymczasem jak długo sytuacja pozostaje taką, jaką jest obecnie, dyskusje o faktach i argumentach w coraz większym stopniu ustępują dyskusjom o podejrzeniach, powiązaniach, spiskach i interesach. I w tym sensie obecni społecznościowi giganci rzeczywiście ponoszą sporą odpowiedzialność za popularność i atrakcyjność "fake newsów" - jak powszechnie wiadomo, prawda nas wszystkich wyzwoli, ale w tym konkretnym kontekście przydałoby się, aby w pierwszej kolejności wyzwoliła właśnie ich.

Sunday, August 12, 2018

The Befuddling Orwellian Slogan of "Hate Speech"

The notion of so-called "hate speech" is totalitarian newspeak at its finest. Everyone has an inalienable right to hate whomever he pleases and be vocal about it. On the other hand, no one has a right to threaten others with physical aggression. However, it is perfectly possible to do the former without doing the latter - even extreme and extremely conspicuous emotional dislike does not logically imply issuing threats of aggression against the object of hatred. The Orwellian project at work here is to blur the crucial distinction between the two and to make the term "hate speech" sufficiently ambiguous to mean one or the other, depending on political expediency.

Thus, accusations of "hate speech" should be ignored by default, and punitive actions based on them should be condemned by default. This appears to me to be the best way to ridicule this term into oblivion, thereby neutralizing its obfuscatory and propagandistic influence. Otherwise we might find out that politically-mandated corporate censorship can do as well as old-fashioned political censorship, and that the more capacious the Orwellian bag of "hate speech" grows, the more brazenly arbitrary this new "soft" censorship will become.

Wednesday, August 8, 2018

Wolność słowa a prywatna korporacyjna cenzura

Facebook, Youtube i Apple zablokowały ostatnio konta obecnie najpopularniejszemu na świecie szerzycielowi teorii spiskowych. W następstwie tego zdarzenia wśród osób sympatyzujących z tą wartością, jaką jest szeroko rozumiana wolność, zaczęły się pojawiać reakcje znamionujące dwa bliźniacze błędy: z jednej strony błąd twierdzenia, że powyższe spółki dopuściły się naruszenia wolności słowa, a z drugiej strony błąd twierdzenia, że powyższe spółki podjęły swobodne decyzje względem takiego, a nie innego wykorzystania swojej własności prywatnej, więc nie stało się nic zdrożnego.

Tego rodzaju dychotomiczne ujęcie sprawy nacechowane jest błędem legalistycznym. Otóż o ile powyższe spółki miały prawo zablokować konta dowolnego ze swoich użytkowników w ramach swobodnego dysponowania swoją własnością prywatną, nie naruszając tym samym niczyjej wolności słowa, o tyle zdecydowanie naruszyły one w ten sposób niepisane zasady szeroko rozumianego szacunku dla klienta i zaufania między usługodawcą a usługobiorcą. Z jednej strony dopuściły się one bowiem praktyk jawnie cenzorskich, świadczących o faworyzowaniu konkretnych ideologicznych skrzywień ponad inne (co jest niepokojące nawet w mediach prywatnych, zwłaszcza takich, które przedstawiają się jako ideologicznie neutralne), a z drugiej strony wykazały one arogancki paternalizm wobec osób wystawionych na kontakt z określonymi materiałami, sugerując tym samym, że osoby te nie będą w stanie samodzielnie ocenić wartości owych materiałów - merytorycznej bądź jakiejkolwiek innej (np. rozrywkowej).

Podsumowując, nawet jeśli powyższe spółki miały prawo zrobić to, co zrobiły, to zrobiły przy tym coś, czego nie powinny były robić - rzecz niebezpiecznie precedensową i sugerującą współudział w próbach politycznego sterowania przepływem z różnych względów niewygodnych informacji. Warto, aby wszyscy entuzjaści wolności osobistej pamiętali o tak wyraźnym w tym kontekście wymiarze "miękkich zobowiązań", brak szacunku dla których jest często istotnym katalizatorem zaniku szacunku dla zobowiązań twardszych, tych związanych ściśle z prawnonaturalnym wymiarem wolności osobistej i własności prywatnej. Wolność niszczy się najskuteczniej małymi krokami - warto więc pozostawać czujnym i nieobojętnym nawet w obliczu tych z nich, które nie przekraczają krytycznej linii, ale kierują się w jej stronę.

Friday, August 3, 2018

With Great Blessings Come Great Challenges

The most important lesson of the age of abundance is that unprecedented wealth goes together with unprecedented ingratitude. The most important lesson of the age of mobility is that unprecedented opportunity goes together with unprecedented idleness. The most important lesson of the age of information is that unprecedented access to knowledge goes together with unprecedented exposure to stupidity. And the most important lesson of the age of comfort is that nothing is as uncomfortable as comfort seen as the ultimate goal.

Saturday, July 14, 2018

Filozoficzne przyczyny, społeczne skutki i prawo historycznego opóźnienia

Zasadniczym błędem grożącym w kontekście kojarzenia społecznych skutków z ich filozoficznymi przyczynami jest ignorowanie prawa historycznego opóźnienia - tzn. faktu, że społeczny kształt danej epoki jest na ogół rezultatem filozoficznych dociekań przeprowadzonych w epoce wcześniejszej. Jest to, jak nietrudno się domyślić, błąd o tyle niebezpieczny, że grozi on wyborem zupełnie niewłaściwych intelektualnych środków w ramach dążenia do konkretnych praktycznych celów.

Dla przykładu, klasyczny liberalizm wraz ze wszystkimi swoimi kluczowymi instytucjonalnymi i naukowo-społecznymi przejawami - takimi jak ekonomia klasyczna, prawnonaturalny konstytucjonalizm czy społecznie zaaprobowana kreatywna przedsiębiorczość - był co prawda zjawiskiem charakterystycznym dla okresu tzw. oświecenia, ale pod względem filozoficznym wywodził się z późnośredniowiecznej myśli scholastycznej, nie ze współczesnej sobie tzw. filozofii oświeceniowej. W deklaracji niepodległości Stanów Zjednoczonych pojawia się scholastyczny język prawnonaturalny, nie język benthamowskiego utylitaryzmu. W pojęciu prawa rynków Saya pobrzmiewa arystotelesowski esencjonalizm, nie kantowski noumenalny agnostycyzm. Natomiast w smithowskim pojęciu niewidzialnej ręki (ręki Boga) koordynującej powstawanie oddolnych porządków społecznych widać dużo większe pokrewieństwo z premodernistyczną teleologiczną metafizyką niż z laplace'owskim mechanomorfizmem i scjentyzmem.

Innymi słowy, aprobata dla społeczno-ekonomicznej myśli Oświecenia oraz jego instytucjonalno-organizacyjnych osiągnięć nie musi się wcale wiązać z aprobatą dla stricte filozoficznej myśli owego okresu. Można wręcz w tym kontekście wyrażać silną dezaprobatę wobec tej drugiej, postrzegając ją nie bez przyczyny jako zjawisko zasadniczo wrogie wobec społecznego wymiaru projektu oświeceniowego - tzn. jako zjawisko, które pogrzebało ambicje klasycznego liberalizmu pod naporem socjoinżynieryjnego etatyzmu i powstałych w reakcji wobec niego etatyzmów nacjonalistycznych i klasowych. Z drugiej strony nie ma powodu, żeby aprobatę wobec dorobku klasycznego liberalizmu wiązać z aprobatą wobec średniowiecznej formy organizacji społecznej, w obrębie której powstały co prawda jego intelektualne zręby, ale które były jednocześnie skierowane w dużym stopniu przeciwko jej gildiowemu i dziedziczno-hierarchicznemu charakterowi.

Chcąc zatem stworzyć zarówno intelektualną, jak i społeczną atmosferę sprzyjającą wdrażaniu ideałów klasycznego liberalizmu, a mając jednocześnie świadomość prawa historycznego opóźnienia, można uniknąć dwóch zasadniczych w tym kontekście błędów: tzn. z jednej strony błędu przekonania, że powyższemu celowi sprzyja aprobata dla tzw. filozofii oświeceniowej, a z drugiej strony błędu przekonania, że celowi temu sprzyja aprobata dla premodernistycznych form organizacji społecznej. Podsumowując, klasycznemu liberalizmowi - oraz wszelkim jego współczesnym, bardziej konsekwentnym wersjom - nie posłużą sojusze ani z jakimkolwiek technoutopizmem, ani z jakimkolwiek neofeudalizmem. Wystarczy mu gruntowna świadomość własnych, unikatowych filozoficznych fundamentów i wyrastających z nich społecznych osiągnięć, dzięki której jego zwolennicy będą w stanie owe fundamenty konsekwentnie umacniać i osiągać na ich bazie coraz bardziej jakościowo zadowalające rezultaty.