Friday, April 16, 2021

Dopust natury czy wirus zorganizowanej złej woli?

To, czy obecna sytuacja epidemiczna jest u swoich źródeł rezultatem działania procesów czysto naturalnych, czy też wyjątkowo zuchwałą, globalnie skoordynowaną operacją domorosłych "władców świata", pozostaje kwestią otwartą, i można znaleźć rozsądne argumenty na rzecz obu powyższych stanowisk.

Jednakże z każdym kolejnym dniem, w którym owa sytuacja staje się zupełnie niepodobna do mnóstwa innych (i częstokroć nieporównanie groźniejszych) epidemii, przez jakie ludzkość przeszła do tej pory, tym bardziej wiarygodna staje się druga z rzeczonych wersji wydarzeń. Ściślej rzecz ujmując, im częściej mamy do czynienia z zapowiedziami niekończącej się serii nowych, coraz groźniejszych odmian wirusa, z próbami trwałego budowania jakiegoś groteskowo upadlającego "nowego porządku", czy z jaskrawymi przejawami psychologicznego urabiania globalnego społeczeństwa w kierunku postępującej bierności, bezmyślności i rezygnacji z "dawnych komfortów", w tym większym stopniu obecna sytuacja nosi znamiona nie niefortunnego zbiegu okoliczności, ale zorganizowanej złej woli.

Jeśli więc rozwój wypadków będzie konsekwentnie uwiarygadniał "opcję nienaturalną", wówczas ogół ludzi choć minimalnie dobrej woli będzie miał niepowtarzalną okazję zdania sobie sprawy, że główna linia społecznych konfliktów przebiega nie między "państwem ojczystym" i jego sojusznikami a "państwami wrogimi" i ich sojusznikami, ale między globalnym społeczeństwem pokojowych i produktywnych osób a globalnym zrzeszeniem rządowo-pozarządowo-korporacyjnym, które czerpie perwersyjną satysfakcję z oddawania się różnym formom ciemiężenia tego pierwszego, na gospodarczym pasożytnictwie począwszy a na ideologicznym upadlaniu skończywszy. Zdawszy zaś sobie z tego sprawę, ludzie dobrej woli będą mogli stać się również świadomi, że najpewniejszą - a być może jedyną - szansą na autentyczny powrót do normalności jest globalny, oddolny, konsekwentny i radykalny opór przeciwko wszelkim formom etatyzmu - niekoniecznie w imię jakiejkolwiek potencjalnie abstrakcyjnej filozofii społecznej, jak klasyczny liberalizm, libertarianizm, prawnonaturalizm czy woluntaryzm, ale w imię zwykłej, zdroworozsądkowej ludzkiej godności i przeciw galopującemu absurdowi.

PS. Gwoli uzupełnienia, jeśli najprawdziwszą okazałaby się niewspomniana wcześniej wersja numer trzy, oznaczająca naturalne powstanie wirusa a następnie sztuczne przedłużanie "sytuacji kryzysowej", wówczas z punktu widzenia strategii przywracania normalności byłaby ona tożsama z wersją numer dwa. Innymi słowy, również wówczas mielibyśmy do czynienia z konfliktem globalnie skoordynowanej złej woli i jej faktycznych oraz potencjalnych ofiar, które musiałyby odnaleźć w sobie świadomość swojej sytuacji oraz konsekwentną, bezkompromisową wolę jej naprawy.

Friday, April 9, 2021

Rzeczywistość, infantylizm i horyzont zdarzeń

Możliwa jest rzeczowa dyskusja z dogmatykiem, jako że dogmaty są dla niego obiektywnym fundamentem rzeczywistości. Możliwa jest rzeczowa dyskusja z romantykiem, jako że poprzez natężenie uczuć pragnie on przebić zasłonę nierzeczywistości i "sięgnąć do źródła". Możliwa jest rzeczowa dyskusja z relatywistą, jeśli tylko zdemaskuje się go jako cynicznego pragmatyka, gotowego zawsze wyciskać z rzeczywistości osobisty zysk. Możliwa jest nawet rzeczowa dyskusja z tzw. postmodernistą, jeśli tylko uświadomi mu się arogancję jego sofistyki, obliczoną na czerpanie samochwalczej satysfakcji z tego, że przekonało się innych do zastąpienia rzeczywistości nierzeczywistością.

Niemożliwa jest dopiero rzeczowa dyskusja z infantylistą, czyli kimś, dla kogo kategoria rzeczywistości jest immanentnie zbyt poważna i wymagająca, a więc zbyt grożąca zachwianiem jego dążności do trwania w stanie permanentnego miałkiego samozadowolenia. Infantylizm jest więc ostatecznym stadium wojny z rzeczywistością - stadium, w którym jest to już nie tyle wojna, co histeria, obliczona nie na świadomy konflikt z logiką i faktami, ale na odruchowe epatowanie swoimi złudzeniami. W dodatku jest to zjawisko samonapędzające się, bo każda konfrontacja infantylisty z rzeczywistością wzmaga w nim jedynie jego histeryczne odruchy - zwłaszcza jeśli zostaną one uprzednio politycznie zagospodarowane, bo infantylizm jest też, rzecz jasna, ostatecznym orężem w zakresie realizacji odwiecznej strategii divide et impera.

Zatem, jako że historia się nie powtarza, a nawet słabo się rymuje, dominacja infantylizmu jako domyślnego życiowego nastawienia sprawia, że wszelkie dalsze prognozy zderzają się z historycznym horyzontem zdarzeń. To natomiast, czy to dobrze, czy źle, i co z tym ewentualnie zrobić, to już nie pytanie psychologiczne, socjologiczne, antropologiczne czy nawet filozoficzne, ale już wyłącznie eschatologiczne.

Saturday, February 27, 2021

Świadomość fundamentów najnowszej wieży Babel

Jeśli poszukuje się obecnie niezawodnego drogowskazu w zakresie ideologicznych wymysłów i związanych z nimi społecznych procesów, którym należy stawiać kategoryczny opór, to trudno o bardziej sztandarowy ich amalgamat, niż agenda podejrzanej rządowo-"pozarządowo"-korporacyjnej koterii perorującej od ostatnich kilku miesięcy o rzekomej potrzebie "zresetowania świata". Agenda ta łączy bowiem w krystalicznie przejrzysty sposób cały szereg (notabene już mocno zwietrzałych) uzupełniających się wzajemnie totalitarnych i paratotalitarnych ideologii, zakładających nie tylko maksymalne zniszczenie ludzkiej wolności osobistej, ale też maksymalne zagłuszenie w człowieku jego specyficznie ludzkiej godności i duchowej tożsamości. Składają się na nią m.in. następujące elementy:

1. Maltuzjański "ekologizm", zakładający centralne sterowanie globalną gospodarką w celu rozmyślnego zahamowania jej potencjału rozwojowego, w czym już na poziomie deklaratywnym jest on bardziej jawnie niszczycielski od klasycznego komunizmu. Jako że ów światopogląd zakłada przy tym uwłaczające płaszczenie się człowieka przed ontologicznie podrzędnym wobec niego światem natury, zawiera on jednocześnie podteksty o charakterze pseudopogańskiego, festynowo-terapeutycznego ersatzu dojrzałej religijności.

2. Socjoinżynieryjny technokratyzm, zakładający powstanie globalnego systemu inwigilacyjnej kontroli, cenzury informacyjnej, obostrzeń "sanitarnych" i algorytmicznej manipulacji na wzór chiński. Ów element zakłada z kolei uwłaczające zrównanie człowieka z maszyną (czy nawet sugerowanie wyższości tej drugiej), a więc absurdalne zacieranie granic między podmiotem a przedmiotem oraz między jaźnią a narzędziem.

3. "Kapitalizm interesariuszy", czyli pseudomoralizatorska, oligarchiczna atrapa systemu wolnej przedsiębiorczości, w ramach której sojusz "wielkiego rządu", "wielkiego pozarządu" i "wielkiego biznesu" może neutralizować niewygodne, konkurencyjne wobec siebie podmioty poprzez zarzucanie im niewywiązywania się z ich rzekomych obowiązków wobec wydumanych, arbitralnie zdefiniowanych "grup interesariuszy".

4. Neomarksizm alias "polityczna poprawność" alias "polityka tożsamości" alias "teoria krytyczna" alias "inkluzywność i różnorodność". Ten z kolei element, idealnie dopełniający się zwłaszcza z punktem poprzednim, polega na rozszerzaniu marksistowskiej idei walki klas z obszaru ekonomicznego na obszar szeroko rozumianej tożsamości i kultury, gdzie może się ona toczyć na nieograniczonej liczbie frontów, trwając w postaci permanentnej ideologicznej awantury. W ramach owej awantury można następnie dowolnie mnożyć rzekome "wykluczone grupy interesariuszy", których domniemane "uzasadnione roszczenia" mogą służyć jako narzędzie dowolnie szeroko zakrojonej gospodarczej reglamentacji i ideologicznej cenzury.

5. Permanentna katastroficzna propaganda strachu i normalizacja stanu "zarządzania kryzysowego", wynikająca w sposób naturalny ze wszystkich poprzednich punktów.

Pełna, globalna realizacja wszystkich elementów powyższej agendy doprowadziłaby, rzecz jasna, do powstania społeczeństwa tak zdemoralizowanego, ogłupionego, marnotrawczego i dysfunkcjonalnego, że implodowałoby ono jeszcze szybciej, niż sowiecki komunizm wojenny - i to być może w sposób nieodwracalny. Nie jest to jednak wystarczająca pociecha biorąc pod uwagę fakt, że samobójczość podobnych wymysłów nigdy nie przeszkadzała zblazowanym, aroganckim ideologom używać wszystkich swoich wpływów politycznych i środków finansowych, aby próbować je urzeczywistniać, szkodząc w nieporównanie większym stopniu innym, niż sobie samym.

Większą pociechą może być tu zatem to, że im bardziej przerośnięta, kosztowna i wydumana jest dana wieża Babel, tym trudniej nawet rozpocząć na dobre jej budowę, mając zaś z wyprzedzeniem świadomość jej docelowego kształtu, tym łatwiej jest ową budowę sabotować - nawet jedynie na poziomie budzenia wspomnianej świadomości wśród jak największej liczby ludzi dobrej woli. Wszystkie wieże Babel są w ostatecznym rachunku skazane na upadek, ale warto wyprzedzająco zadbać o to, żeby nie skończyć pod ich gruzami - zwłaszcza jeśli wykazując podobną dbałość nie ma się nic do stracenia. Być może zaś nigdy dotąd nie było łatwiej jej wykazywać - i być może nigdy dotąd nie była ona pilniejsza.

Friday, February 26, 2021

Postne wskazówki w świecie przesytu marnością

W świecie bezprecedensowego przerostu informacji nad wiedzą wybiórcza ignorancja staje się najistotniejszym elementem roztropności. W świecie bezprecedensowego przerostu doraźności nad ponadczasowością odwieczna tradycja staje się najpewniejszym warunkiem aktualności. W świecie bezprecedensowego przerostu środków nad celami dyskretne wyrzeczenie staje się najsolidniejszym gwarantem zaspokojenia. Zaś w świecie bezprecedensowego przerostu ilości nad jakością konsekwentna wstrzemięźliwość staje się najżywotniejszym źródłem obfitości.

Thursday, February 25, 2021

Atrapy wartości są gorsze od ich przeciwieństw

Najprzebieglejszy przeciwnik prawdy, dobra i piękna nie neguje ich istnienia ani nie wynosi na piedestał ich przeciwieństw, ale twierdzi, że są to zjawiska zbyt poważne, doniosłe i zasadnicze, żeby ktokolwiek miał prawo przypisywać im jakąkolwiek jednoznaczną treść. Innymi słowy, nie twierdzi on, że należy żyć kłamliwie, źle i szpetnie, ani też że nie da się żyć prawdziwie, dobrze i pięknie, ale że najlepiej jest żyć "szczerze, sympatycznie i z fantazją" - czyli tak, żeby nieskończone pokłady samozadowolenia zdołały zawsze zagłuszyć choćby i najbardziej naglące pragnienie samorefleksji.

Saturday, February 13, 2021

Władza twarda i miękka w służbie "wielkiej fikcji"

Żyjemy w świecie, który ma znacznie więcej wspólnego nie z twardym, a z "miękkim" totalitaryzmem - tzn. nie w świecie, w którym dobrze i trwale zdefiniowani jedni żyją kosztem równie dobrze i trwale zdefiniowanych drugich, ale w świecie "wielkiej fikcji, w ramach której każdy próbuje żyć kosztem wszystkich pozostałych". Jest to więc świat represyjny w pierwszym rzędzie wobec umysłowej godności, a dopiero w ostatnim rzędzie wobec cielesnej nietykalności - to pierwsze odgrywa dużo istotniejszą rolę w dziele uniwersalizacji pasożytnictwa, które jest kluczowym elementem rządzenia przez dzielenie.

Stąd konieczność i naturalność sojuszu między władzą "twardą" a "miękką": między monopolistycznym dzierżycielem środków przymusu bezpośredniego a oligarchicznym właścicielem środków przymusu pośredniego - sektorem "opiniotwórczych środków masowego przekazu" - pielęgnującym fikcję uniwersalnego dostępu do tego pierwszego i uniwersalnych korzyści zeń płynących. Sojusz ów chwieje się tylko wtedy - i na ogół jedynie tymczasowo - gdy jeden z powyższych podmiotów zechce jednoznacznie zademonstrować swoją wyższość nad drugim, czy to np. dokonując "informacyjnego sabotażu" rytuałów wyborczych, czy to np. dążąc do zastąpienia oligarchicznego modelu medialnego bardziej siermiężnym modelem dyktatorskim.

Mając na uwadze wszystko co powyższe, w obliczu chwiania się podobnych sojuszy nie należy postrzegać sytuacji ani przez pryzmat zagrożenia dla "wolności słowa", ani przez pryzmat antyoligarchicznego schadenfreude, tylko przez pryzmat świadomości natury owego aliansu komplementarnych form zniewolenia. Innymi słowy, każda taka sytuacja jest doskonałą okazją do tego, żeby zarówno bronić się przed wszelkimi grabieżczymi zakusami władzy "twardej", jak i permanentnie odciąć się od otępiającego wpływu władzy "miękkiej" - ilekroć "wielka fikcja" zaczyna choć w najmniejszym stopniu trzeszczeć w szwach, trzeba wykorzystać sposobność do jak najpełniejszego i jak najtrwalszego stanięcia w prawdzie.

Friday, February 12, 2021

O dwustuletnim triumfalnym pochodzie bełkotu

Abstrahując od innych (dobrych bądź złych) zjawisk komunikacyjnych dokonujących się w owym czasie, ostatnich dwieście lat można określić jako triumfalny pochód bełkotu zdobywającego coraz to kolejne społeczne przyczółki. Wiek XIX to wiek rozochoconego bełkotu "intelektualistów". Wiek XX wiek to wiek rozochoconego bełkotu dziennikarzy przesiąkniętych bełkotem "intelektualistów". Wiek XXI to wiek rozochoconego bełkotu mas przesiąkniętych bełkotem dziennikarzy przesiąkniętych bełkotem "intelektualistów". Pozostaje mieć nadzieję, że ponowny tryumf "tak, tak; nie, nie" nastąpi wtedy, gdy okaże się w sposób oczywisty, że każdy wystarczająco wszechobecny bełkot jest nieodróżnialny od ciszy.