Tuesday, October 17, 2017

Wolność osobista a społeczna różnorodność

Wśród niektórych deklaratywnych zwolenników wolności osobistej i własności prywatnej regularnie pojawia się stwierdzenie, jakoby pokojowy porządek społeczny sprzyjający powyższym wartościom wymagał jednorodności kulturowej, językowej, religijnej i obyczajowej. Tymczasem tego rodzaju stwierdzenie stanowi natywistyczno-kolektywistyczne odrzucenie fundamentu tradycji klasycznego liberalizmu, jakim jest świadomość, że szacunek dla wolności osobistej i własności prywatnej jest właśnie tym, co umożliwia pokojowe współżycie i pokojową współpracę osób reprezentujących różne tradycje, kultury i religie. Cała teoria i historia klasycznego liberalizmu jest tego świadectwem - im silniej zinternalizowane na danym obszarze były wartości klasycznie liberalne, w tym większym stopniu był to obszar wieloetniczny, wielokulturowy, wielojęzyczny i wieloreligijny.

Bardzo wymowne jest tu choćby to, co pisał Wolter o XVIII-wiecznej giełdzie londyńskiej, gdzie chrześcijanie, muzułmanie i Żydzi spotykali się, by wspólnie praktykować "religię przedsiębiorczości", a następnie rozchodzili się do swoich kościołów, meczetów i synagog, często znajdujących się w tej samej dzielnicy. Jeszcze bardziej wymowna jest tu historia USA - kraju, który w okresie swojej największej świetności w największym stopniu ucieleśniał kulturę klasycznego liberalizmu, i który - nieprzypadkowo - swój dobrobyt zbudował dzięki wysiłkowi imigrantów ze wszystkich kontynentów, kultur i grup etnicznych.

Warto wreszcie przypomnieć sobie w tym kontekście, co pisał Ludwig von Mises o kanonie wartości klasycznych liberałów i libertarian: "The ultimate ideal envisioned by liberalism is the perfect cooperation of all mankind, taking place peacefully and without friction. Liberal thinking always has the whole of humanity in view and not just parts. It does not stop at limited groups; it does not end at the border of the village, of the province, of the nation, or of the continent. Its thinking is cosmopolitan and ecumenical: it takes in all men and the whole world. Liberalism is, in this sense, humanism; and the liberal, a citizen of the world, a cosmopolite."

Klasyczny liberalizm oraz jego konsekwentna, współczesna wersja - libertarianizm - to tylko tyle i aż tyle: metodologiczny indywidualizm, pryncypialny, a nie wybiórczy szacunek dla zasady nieagresji, i budowanie wspólnoty uniwersalnych idei, a nie etno-kolektywizm i wynikające z niego postrzeganie zjawiska interakcji społecznych przez pryzmat fałszywej, z gruntu antyliberalnej dychotomii pt. "wzajemna izolacja albo konflikt".

Monday, October 9, 2017

"Ekonomia behawioralna" i "miękki paternalizm"

Kilka uwag w kontekście tegorocznej nagrody szwedzkiego banku centralnego:

1. Cała dziedzina, którą reprezentuje laureat, miałaby dużo większą wartość, gdyby jednoznacznie określić ją mianem pewnego działu psychologii i oderwać ją od neoklasycznego aparatu metodologicznego. Wtedy mogłaby ona pełnić ekonomicznie korzystną funkcję, dokumentując rozmaite przejawy domniemanej zbiorowej irracjonalności i tym samym przyspieszając ich autokorektę (tak jak było np. w przypadku tzw. efektu styczniowego na rynkach finansowych, który im gruntowniej był opisany, tym szybciej zanikał). Tymczasem próbując uchodzić za dopełnienie podejścia neoklasycznego, dziedzina ta utrwala wszystkie jego metodologiczne błędy (ambicje tworzenia ilościowo ścisłych prognoz gospodarczych, stosowanie pseudoeksperymentalnych metod, itd.) i grzęźnie w walce z chochołami (rynek "efektywny" jako rynek złożony z wszechwiedzących optymalizatorów użyteczności, itp.). Tym samym, chcąc nie chcąc, rozbudza ona też na nowo ambicje wszelkich domorosłych inżynierów społecznych (patrz punkt kolejny).

2. Tzw. libertariański paternalizm, poza tym, że jest klasycznym orwellizmem, jest też doskonałym przykładem opisanej przez Misesa logiki interwencjonizmu - najpierw powstaje tzw. państwo opiekuńcze wraz ze swoimi "powszechnymi" systemami "ubezpieczeń" czy "opieki zdrowotnej", a potem, w obliczu ich immanentnej niewydolności, próbuje ono optymalizować odnośne koszty przy pomocy odpowiednio "subtelnej" inżynierii społecznej ("szturchanie" konsumentów w kierunku "zdrowego jedzenia", żeby nie byli oni później poważnym obciążeniem kosztowym dla "publicznej służby zdrowia", itp.). I tak jak w przypadku wszelkich innych interwencjonistycznych "optymalizacji", tu również mamy do czynienia z groźbą stromego zbocza - bo jeśli np. supermarkety "libertariańsko zmuszone" do wysuwania na pierwszy plan "zdrowej żywności" zaczną finansowo niedomagać, to później przyjdzie pora na ich "libertariańskie subwencjonowanie", w tym subwencjonowanie reklam "zdrowej żywności", itd. Nie jest to więc żaden substytut dla swobodnej konkurencji rynkowych przedsiębiorców, w tym przedsiębiorców pragnących realizować rozmaite "cele społeczne" - w przeciwieństwie do "libertariańskich paternalistów", przedsiębiorcy nie próbują majstrować przy "architekturze wyborów" konsumenta, tylko składają mu różne oferty w ramach "architektury", którą konsument buduje sobie sam w postaci indywidualnej skali preferencji i konfrontacji owej skali z rzeczonymi ofertami.

3. To dość symptomatyczne, że zarówno tzw. libertariańscy paternaliści, jak i tzw. ekonomiści behawioralni, znajdują popyt na swoje usługi w przeważającej mierze wśród instytucji polityczno-biurokratycznych, a nie np. w działach marketingu prywatnych firm czy prywatnych funduszach inwestycyjnych. Niech każdy odpowie sobie sam, czy nie sugeruje to przypadkiem, że te z ich wniosków, które są w jakiejś mierze oryginalne, nie mają żadnej szczególnej wartości organizacyjnej, natomiast te z ich wniosków, które taką wartość mają, są już od dawna znane skutecznym przedsiębiorcom i wdrażane na poziomie intuicyjno-osądowym.

Tuesday, October 3, 2017

Współczesny etatyzm i jego główne narzędzia

Współczesny etatyzm posługuje się trzema głównymi narzędziami: nacjonalizmem (budowaniem plemiennej satysfakcji z przynależności do bandy największego z lokalnych rozbójników), klasowym "redystrybucjonizmem" (bastiatowską wielką fikcją, w ramach której każdy próbuje żyć kosztem wszystkich pozostałych) i technokratycznym scjentyzmem (iluzją tego, że centralne sterowanie społeczeństwem jest przedłużeniem "metody naukowej"). Klasowy "redystrybucjonizm" dostarcza chleba, nacjonalizm igrzysk, a technokratyczny scjentyzm pozoru organizacyjnej sprawności w zawiadywaniu jednym i drugim.

Wszystkie współczesne "konflikty polityczne" są przejawem napięć pomiędzy powyższymi elementami. Gdy etatyzm zbytnio eksploatuje fikcję konfliktów klasowych, wtedy większego uznania domagają się wszyscy żyjący głównie fikcją jedności narodowej. Gdy zbytnio eksploatowana jest fikcja jedności narodowej, wtedy coraz głośniej zaczynają szemrać wszyscy żyjący głównie fikcją konfliktów klasowych. A gdy w zbytnie samozadowolenie popadną praktycy technokratycznego scjentyzmu, wówczas "obrońcy narodu" i "bojownicy o sprawiedliwość społeczną" zgodnie burzą się przeciw "globalistom" czy "neoliberałom". Zasada "dziel i rządź" nie jest narzędziem łatwym w obsłudze, więc trudno się dziwić stałym nawrotom tego rodzaju napięć. Należy jednak zawsze zachowywać świadomość, że wszystko to są spory w wielkiej patologicznej rodzinie etatystów, czyli miłośników zorganizowanej agresji i grabieży.

Immanentnie chwiejne współistnienie powyższych trzech zjawisk jest stanem rzeczy bardzo drogim w utrzymaniu, zatem współczesny etatyzm toleruje pewien zakres indywidualizmu i liberalizmu, stanowiących źródło bezprecedensowego dobrobytu, a tym samym bezprecedensową gratkę dla struktur zorganizowanego pasożytnictwa. Dlatego też współczesny etatyzm rzadko bywa twardym totalitaryzmem - na ogół jest totalitaryzmem miękkim, który nie morduje swoich ofiar, ale powoli i systematycznie wysysa z nich życiowe soki, co jakiś czas przyzwalając na ich regenerację.

Nie zmienia to jednakże faktu, że współczesny etatyzm we wszystkich swych postaciach - nacjonalistycznej, klasowo-redystrybucyjnej i technokratyczno-scjentystycznej - jest absolutnym wrogiem indywidualizmu, klasycznego liberalizmu, libertarianizmu i wszelkich innych form konsekwentnego szacunku dla wolności osobistej i naturalnych praw jednostki, nie różniąc się w tym niczym od etatyzmu przedwspółczesnego. Tym samym we wszystkich konfliktach pomiędzy jego niezliczonymi szczegółowymi postaciami - "lewicą", "prawicą", natywizmem, "globalizmem", neoluddyzmem, "inżynierią społeczną", itd. - liberalizm pozostaje równie wrogi wobec nich wszystkich, dlatego że jako jedyny jest on przyjazny wartościom pokojowego, cywilizowanego życia społecznego. Jeśli ktoś twierdzi, że stanowi to jego wyjątkową słabość, to powinien też wiedzieć, że stanowi to również jego unikatową siłę - etiam si omnes, ego non.

Thursday, September 28, 2017

Warunki dobrego funkcjonowania demokracji

Demokracja może dobrze funkcjonować wtedy, gdy: 1) jest oparta na dobrowolnej akceptacji wszystkich jej uczestników 2) w ostatecznej instancji ma charakter bezpośredni 3) jest oparta na kryteriach cenzusowo-własnościowych. Spełnienie pierwszego z owych kryteriów czyni ją systemem Pareto-korzystnym, zaś spełnienie pozostałych dwóch minimalizuje problem racjonalnej ignorancji, racjonalnej irracjonalności i przechwytywania systemu przez tzw. grupy specjalnego interesu.

W powyższy sposób działają np. spółki akcyjne, dzięki czemu ich funkcjonowanie jest na ogół - zwłaszcza w porównaniu z politycznymi demokracjami przedstawicielskimi - równie sprawne, co wolne od pasożytniczego populizmu. Na podobnych zasadach dokonują się również indywidualne wybory konsumenckie w ramach tego, co Ludwig von Mises określił mianem demokracji rynkowej, a William Hutt mianem suwerenności konsumenckiej. W pewnym zakresie funkcjonują tak również takie jednostki administracyjne, jak niektóre ze szwajcarskich kantonów.

Innymi słowy, demokratyczny system podejmowania zbiorowych decyzji jest w stanie dobrze funkcjonować w takim stopniu, w jakim zbliża się on do woluntarystycznego ładu w pełni autonomicznych struktur własnościowych. W takim zaś stopniu, w jakim się od owego ładu oddala, nieuchronnie degeneruje się on w ochlokrację albo faktyczną oligarchię.

Sunday, September 24, 2017

The Socio-Political Equivalent of a Catch-22

The whole discussion about so-called „real socialism” boils down to the socio-political equivalent of a Catch-22. If anyone ever managed to create real socialism - that is, a system completely detached from external free markets, perfectly efficient at destroying internal black markets, and not dependent on financing by other, not-fully-socialist regimes - then such a system would immediately collapse in a spectacular manner, consumed by calculational chaos so exhaustively described by Ludwig von Mises. In other words, it would not be real socialism, because it would be nothing. On the other hand, as long as a nominally socialist system relies on the existence of external free markets, local black markets, and financing by other, not-fully-socialist regimes, one can claim that its permanent problems result from the fact that it is not real socialism.

In sum, there will never be real socialism - not because it is conceptually incoherent, but because its implementation is tantamount to its immediate self-destruction. However, it will always be possible to claim that all of the chronic problems of existing nominally socialist regimes result from the fact that none of them has so far attained the ideal of real socialism - after all, truth be told, a dead thing no longer suffers from any problems. In other words, it is always possible to identify suicide with a gateway to a better life, and, in its pursuit, make life unbearable for those who want to live, unless one finally understands that - as suggested by Mises and a few other not altogether unreasonable individuals - such an identification is fatally misguided. One may only hope that such a realization will finally dawn on all seekers of real socialism - whereupon they will finally desist in their search.

Saturday, September 23, 2017

The Definitive Statement of Sound Economics

Murray Rothbard's "Man, Economy, and State" (with "Power and Market") is a phenomenal, still insufficiently appreciated book. Together with Mises' "Human Action", it is the definitive statement of economics in the causal-realist tradition, and is actually even more consistent in its rigorous methodological commitments than its great predecessor. In addition, it is probably the last great economic treatise in the history of the discipline. Originally published 55 years ago, it not only hasn't aged in the slightest, but is, in fact, becoming ever more relevant in a world of progressing economic globalization, capital complexification, and entrepreneurial emancipation.

Thus, it is likely to serve as an increasingly fertile source of inspiration for all those eager to understand the relationship between the perennial workings of economics and the dynamic workings of economies - which is an increasingly pressing task if the latter are to progress uninterrupted. In sum, let us appreciate Rothbard's masterpiece as an economic milestone in its own right, not just as an extension and clarification of "Human Action", with the hope that it will eventually become one of the standard points of reference for seekers of comprehensive economic knowledge in a world that makes it an ever more indispensable asset.

Thursday, September 21, 2017

Prawdziwy socjalizm, czyli polityczny paragraf 22

Wszelka dyskusja o tzw. prawdziwym socjalizmie sprowadza się do społeczno-politycznego odpowiednika paragrafu 22. Gdyby gdziekolwiek udało się kiedykolwiek wprowadzić prawdziwy socjalizm - w pełni odcięty od zagranicznego wolnego rynku, skutecznie niszczący wszystkie lokalne czarne rynki, nie korzystający z dofinansowania przez inne, nie w pełni socjalistyczne reżimy, itd. - to taki system natychmiast uległby spektakularnemu samozniszczeniu, pochłonięty przez kalkulacyjny chaos tak wyczerpująco opisany przez Ludwiga von Misesa. Innymi słowy, nie byłby on prawdziwym socjalizmem, bo nie byłby już niczym. Z drugiej strony, jak długo nominalnie socjalistyczny system trwa dzięki istnieniu zagranicznego wolnego rynku, lokalnych czarnych rynków i dofinansowaniu przez inne, nie w pełni socjalistyczne reżimy, tak długo można twierdzić, że jego permanentne problemy wynikają z tego, iż nie jest to prawdziwy socjalizm.

Podsumowując, nigdy nigdzie nie będzie prawdziwego socjalizmu - i to nie z tego względu, że jest on logicznie niemożliwy, tylko z tego względu, że jego wdrożenie równa się jego natychmiastowej autodestrukcji. Zawsze będzie można natomiast twierdzić, że wszystkie chroniczne bolączki istniejących nominalnie socjalistycznych reżimów wynikają z tego, że żaden z nich nie osiągnął jeszcze ideału prawdziwego socjalizmu - bo po prawdzie martwy już żadnych bolączek nie odczuwa. Innymi słowy, zawsze będzie można utożsamiać samobójstwo z lepszym życiem - i, dążąc do niego, uprzykrzać życie tym, którzy chcą żyć. Chyba że zrozumie się w końcu, że - jak sugerował Mises i parę innych wcale rozsądnych osób - jest to utożsamienie tragicznie błędne. Czego wszystkim poszukiwaczom prawdziwego socjalizmu należy serdecznie życzyć.