Tuesday, January 9, 2018

Racjonalność, racjonalizacja i libertarianizm

Jedną z dzisiejszych popularnonaukowych mód jest chętne powoływanie się na psychologiczne badania mające rzekomo wykazywać, że osądy moralne są w ostatecznym rachunku wyrazem emocjonalnych preferencji, a nie logicznego namysłu, i że argumenty etyczne są w związku z tym w większej mierze wyrazem racjonalizacji, niż racjonalności.

Moda ta nie jest niczym nowym, bo bardzo podobne hasła głosił kilkadziesiąt lat temu słusznie przebrzmiały dziś nurt "logicznego pozytywizmu" - nowe, albo przynajmniej stwarzające pozór nowości, jest w tym kontekście jedynie zakorzenienie owych haseł w rzekomych obserwacjach "psychologii eksperymentalnej" czy "nauk behawioralnych". Nowa zdaje się być jednak również powiązana z ową modą sugestia, jakoby akceptacja powyższej wizji moralności mogła służyć wolności osobistej, pokojowemu współistnieniu, dobrowolnej separacji i innym ideałom liberalnym oraz libertariańskim.

Sugestia ta zdaje się głosić, że jeśli skonfliktowane strony przekonają same siebie, że ich moralne dysputy polegają wyłącznie na przerzucaniu się wzajemnie przeciwstawnymi racjonalizacjami, to szybko dojdą do wniosku, że jedynym obopólnie satysfakcjonującym rozstrzygnięciem podobnych dysput jest pełna autonomia działań w indywidualnych prywatnych przestrzeniach i maksymalne zwiększenie zasięgu owych przestrzeni. Kluczowym powodem, dla którego jest to sugestia błędna, jest fakt, iż powyższa "racjonalizacyjna" wizja moralności jest niczym innym, jak kolejną odsłoną błędu genetycznego, na którym była oparta m.in. ideologia marksistowska.

Ściślej rzecz ujmując, tak samo jak z faktu, że pewien argument służy czyimś "klasowym interesom", nie wynika, że jest to argument błędny, z faktu, że pewien osąd moralny jest naturalnie zgodny z czyimś przyrodzonym temperamentem, nie wynika, że osąd ów nie zawiera w sobie logicznie wydedukowanej etycznej prawdy. Jeśli więc - zgodnie z "racjonalizacyjną" wizją moralności - argument na rzecz rozstrzygania moralnych sporów poprzez tworzenie autonomicznych prywatnych przestrzeni można domyślnie uznać za przejaw temperamentalnej preferencji i związanych z nią zabiegów racjonalizacyjnych, to oczywiście w żaden sposób nie wyda się on przekonujący tym, którzy mają temperamentalnie odmienne wizje rozstrzygania podobnych sporów - np. poprzez podporządkowanie wszystkich stron konfliktu monopolistycznemu aparatowi agresji.

Innymi słowy, na gruncie antyracjonalistycznej metaetyki nie zbuduje się racjonalnych praktyk rozstrzygania etycznych kwestii. Natomiast negatywne efekty działań racjonalizacyjnych - których istnienie i naturalny powab jest przecież rzeczą znaną od starożytności - zdoła się uśmierzyć nie w takim stopniu, w jakim uzna się je za fundament osądów moralnych, ale w takim stopniu, w jakim nauczy się je odróżniać od autentycznie racjonalnej moralnej argumentacji.

Podsumowując, szeroka akceptacja "racjonalizacyjnej" wizji moralności nie jest w stanie w żaden znaczący sposób sprzyjać szerokiej akceptacji dla wartości klasycznie liberalnych czy libertariańskich - filozofia oparta na tych wartościach, chcąc trwale zwiększać zasięg swojego oddziaływania, musi trzymać się świadomości, że, nomen omen, tylko prawda wyzwala. Mając zaś ową świadomość, musi ona tę prawdę w konsekwentnie dogłębny i przejrzysty jednocześnie sposób badać, opisywać i ilustrować.

Monday, December 11, 2017

Liberation is the Ultimate Form of Escape

Yes, libertarianism is escapist. But, to paraphrase Tolkien, it is escapist in the proper sense of the term: it is the philosophy of a sane person trying to escape from a lunatic asylum. Liberation is, indeed, the ultimate form of escape, and, as such, it is also the ultimate form of defeating oppression without using the oppressor's own weapons. Every free person is, in a crucial sense, a successful escapee, and it's the kind of success that cannot be celebrated enough: libertarianism succeeds not when the jailers are defeated, but when the jail is empty.

Tuesday, November 28, 2017

Etatyzm jest z definicji poglądem mitologicznym

Wszelkie rzekome uzasadnienia etatyzmu są w ostatecznym rachunku uzasadnieniami mitologicznymi czy też quasi-religijnymi - ich celem jest powołanie do istnienia deus ex machina, który umożliwi tzw. władzy wyjęcie się spod zasad powszechnie obowiązującej moralności.

Kiedyś twierdziło się np., że przedstawiciele tzw. klasy rządzącej mają prawo inicjować przemoc wobec życia, wolności i własności innych, gdyż są oni bogami, a konwencjonalna moralność obowiązuje wyłącznie śmiertelników. Później twierdziło się, że co prawda nie są oni bogami, ale są wyłącznymi przedstawicielami bogów, co - na zasadzie przechodniości - również stawia ich ponad jakimikolwiek moralnymi ograniczeniami. Dziś natomiast twierdzi się, że nie są oni przedstawicielami klasycznie rozumianych bogów, ale hipostazami rozmaitych plemiennych bądź ideologicznych świeckich bożków, takich jak "naród", "lud", "społeczeństwo", "wola powszechna", itp. Cel jest jednak zawsze ten sam - ideologiczne rozgrzeszenie największego z terytorialnych agresorów i jego klienteli z działań, które w wykonaniu każdego innego byłyby z miejsca uznane za głęboko niemoralne.

Wszelkie uzasadnienia pseudo-techniczne są w tym kontekście wtórne wobec wymienionych wyżej uzasadnień mitologicznych - np. twierdzenie, jakoby monopolistyczny aparat agresji był niezbędny do przeciwdziałania powstawaniu rynkowych monopoli, z miejsca ignoruje fakt, iż ów aparat sam jest najniebezpieczniejszym i najgłębiej zakorzenionym monopolem, zdolnym do najbardziej niszczycielskich manipulacji rynkiem. Jak wyżej - powszechnie uznane definicje, czy to moralne, czy ekonomiczne, nie dotyczą bogów ani świeckich bożków.

Innymi słowy, argumentując przeciwko etatyzmowi, należy zawsze pamiętać, że ma się do czynienia nie tyle z ideowym poglądem, co z ideologicznym przesądem, który swoje źródło bierze w konieczności ciągłego zakłamywania rzeczywistości, jeśli rzeczywistość ta ma tolerować zinstytucjonalizowaną niemoralność. I choć nie jest tak, że w związku z tym argumentowanie przeciwko etatyzmowi to z konieczności rzucanie grochem o ścianę, to jednak należy mieć świadomość, że jest to proces, który - chcąc być skutecznym - wymaga nie tylko solidnego logicznego zaplecza, ale też ogromnych pokładów psychicznej siły, moralnej odwagi i organizacyjnej determinacji. Przesądy są zazwyczaj żywotniejsze niż świadome i uczciwe błędy, ale - w przeciwieństwie do logicznych faktów i poprawnych argumentów - nawet one nie są na szczęście nieśmiertelne.

Wednesday, November 15, 2017

Statism is the Ultimate Embodiment of Vice

Pride is the worst kind of vice, power is the worst kind of pride, political power is the worst kind of power, and state power is the worst kind of political power. In other words, statism is the worst and most destructive embodiment of vice, capable of causing unlimited physical and psychological misery. To fight against it is to fight against vice itself in its most concentrated and intense form. Thus, to fight for full and unconditional respect for individual life, liberty, and property is literally to fight for the most essential and noblest moral cause in existence. And really advancing this cause requires never giving in to evil, but proceeding ever more boldly against it - every place, every time, and every way.

Tuesday, November 14, 2017

The Problems of Prosperity and Advancement

In a world of unprecedented material prosperity and technological advancement, the biggest intellectual problem is not "hyper-rationalism", but hyper-infantilism, the biggest moral problem is not greed and workaholism, but envy and parasitism, the biggest aesthetic problem is not artistic laziness, but pseudo-artistic bustle, and the biggest spiritual problem is not the profane treatment of the sacred, but the sacred treatment of the profane.

Monday, November 6, 2017

Informacyjny szum i zapobiegawcza ignorancja

Życie w świecie informacyjnego szumu w sposób bezprecedensowo wyrazisty obnaża prawdę, że bardzo niewielka część informacji stanowi wiedzę, a bardzo niewielka część wiedzy zawiera choćby ziarnko mądrości. Z tego z kolei wypływa wniosek, że niemal całość krytyki wymierzonej przeciw temu, co szczerze uważa się za wartościowe prawdy, nie zasługuje na jakąkolwiek reakcję.

Kluczowe jest w tym kontekście słowo "niemal", bo nawet bardzo nieliczne przejawy kompetentnej i konstruktywnej krytyki, jeśli chcieć do nich podejść w podobnie kompetentny i konstruktywny sposób, potrafią pochłonąć wystarczająco dużo czasu, aby na nic więcej go nie starczało. Stąd tak ważna staje się dziś świadomość, że konsekwentne, a nawet ostentacyjne ignorowanie wszelkich blogowych wpisów, youtubowych filmów, artykułów w prasie popularnej czy sensacjonalistycznych książek, których autorzy twierdzą, że spektakularnie obalili wszelkie cenione przez nas prawdy, nie tylko nie jest przejawem intelektualnej arogancji, ale jest wręcz sztandarowym przejawem intelektualnej dojrzałości.

Trzeba zdawać sobie sprawę, że bezustanne torpedowanie "ideowo zaangażowanych" osób informacyjnym szumem jest często rozmyślną strategią, mającą na celu odwieść owe osoby od pogłębiania swojej wiedzy na temat konkretnych idei oraz ich twórczego rozwijania. Na tej zasadzie np. osoba zaczynająca swoją przygodę z ASE może wpaść w pułapkę emocjonowania się niezliczonymi tabloidowymi tekstami twierdzącymi np., że "ekonomia behawioralna obaliła aksjomat działania", a "rozwój sztucznej inteligencji obalił misesowskie twierdzenie o niemożliwości rachunku ekonomicznego w gospodarce centralnie sterowanej", nie mając nigdy czasu ani intelektualnej dyscypliny, żeby przeczytać "Ludzkie działanie" czy "Teorię a historię", że nie wspomnieć o nowszych uzupełnieniach myśli zawartych w owych klasycznych dziełach.

Podsumowując, życie w świecie informacyjnego szumu wymaga bycia intelektualnym przedsiębiorcą, która ma głęboką świadomość kosztów alternatywnych obcowania z informacją nieprzepuszczoną przez stosowne kompetencyjne filtry. Albo, inaczej rzecz ujmując, wymaga ono bezustannego pamiętania, że autentyczny rozwój intelektualny składa się w równym stopniu ze świadomego gromadzenia rzetelnej wiedzy, co z równie świadomego trwania w stanie zapobiegawczej, selektywnej ignorancji. I być może to druga z owych umiejętności wymaga dziś na ogół szczególnie pilnego doszlifowania.

Monday, October 30, 2017

O siłowym zbawianiu bliźnich od grzechu

Każdy domniemany chrześcijanin, który twierdzi, że ma prawo i obowiązek zbawiać innych od grzechu przemocą, powinien pamiętać, że istnienie piekła jest ostatecznym dowodem na świętą nienaruszalność ludzkiej wolności: każdy ma prawo nieodwołalnie zbuntować się przeciwko swojemu duchowemu potencjałowi i przez wieczność oddawać się jego rujnowaniu. Co więcej, wydaje się, że jest to perspektywa tym bardziej kusząca, im bardziej samozwańczy strażnicy cudzego zbawienia próbują na siłę odwodzić od niej bliźnich. Zakazanego owocu zakazuje Bóg, ale tylko człowiek próbuje ten zakaz wymuszać, łamiąc go tym samym w swojej uzurpatorskiej pysze: absolutną wartość ma tylko to dobro, które zawsze można w sposób absolutny odrzucić, zaś absolutnym złem jest dążność do absolutnego unicestwienia wolnego wyboru w tej kwestii.