Tuesday, March 24, 2015

Entrepreneurship, Politics, Virtues, and Sins

Free market entrepreneurship embodies all the cardinal virtues: prudence (the ability to forecast the uncertain future and create a viable business plan), courage (the willingness to take risks and disregard the conventional wisdom), temperance (the ability to delay gratification and commit one's resources to a long-term project), and justice (the necessity of fulfilling one's contractual obligations).

Politics embodies all the cardinal sins: lust for coercive power, greed for extorted money, gluttony (over-consumption and waste of expropriated resources), sloth (the unwillingness to be productive fueled by the ability to live at the expense of others), wrath (exclusive reliance on institutionalized violence, aggression, and intimidation), envy (the desire to bring down the honestly successful), and pride (the belief that one is not bound by morality).

Which one will you trust?

Saturday, March 21, 2015

Wszechdobroć, wszechwiedza i wrodzona nieskuteczność interwencjonizmu

Spotyka się czasem następujące ustępstwo zwolenników wolnego rynku wobec zwolenników państwowego interwencjonizmu: wolny rynek jest bardziej efektywny niż jakakolwiek forma państwowego interwencjonizmu, gdyż, po pierwsze, sprzyjająca efektywności rynkowa struktura pobudek nie wymaga od uczestników rynku dobroczynnych motywacji, i, po drugie, wolny rynek jest najskuteczniejszym narzędziem służącym agregowaniu zdecentralizowanych i niewerbalizowalnych informacji w szybki i kompleksowy sposób. Gdyby jednak urzędnicy państwowi byli wszechwiedzący i nieskończenie dobrzy, wtedy interwencjonizm byłby skuteczniejszą alternatywą.

Ustępstwo to jest zupełnie niepotrzebne i oparte na błędnych założeniach. Jest tak dlatego, że gdyby urzędnicy państwowi byli wszechwiedzący i nieskończenie dobrzy, wówczas według wszelkiego prawdopodobieństwa wiedzieliby oni, w jaki sposób przekonać całe społeczeństwo do dobrowolnej akceptacji i implementacji swoich planów, ale wtedy nie byliby już oni urzędnikami państwowymi, gdyż nie posługiwaliby się zinstytucjonalizowaną przemocą w celu egzekwowania swojej woli. Gdyby natomiast wiedzieli oni, że nie są w stanie w żaden sposób przekonać społeczeństwa do dobrowolnej akceptacji i implementacji swoich planów, wówczas – pomimo swojej nieskończonej dobroci i wszechwiedzy – nie mogliby twierdzić, że siłowe narzucenie i wdrożenie tych planów byłoby efektywne, gdyż z definicji stałoby ono w opozycji do subiektywnych wartości i preferencji członków społeczeństwa.

Podsumowując, wolny rynek byłby skuteczniejszy od jakiejkolwiek formy państwowego interwencjonizmu nawet gdyby urzędnicy państwowi byli wszechwiedzący i nieskończenie dobrzy – żadne ustępstwa na rzecz zwolenników „poprawiania” rynku przy pomocy zmonopolizowanej przemocy nie są tu potrzebne, niezależnie od tego jakie moralne i intelektualne przymioty mogliby hipotetycznie posiadać jej użytkownicy.

Friday, March 20, 2015

Libertarianizm, racjonalizm i empiryzm

Libertarianizm łączy w sobie najlepsze cechy racjonalizmu i empiryzmu. Z jednej strony opiera się on na dedukcyjnej refleksji na temat tego, jaki jest logicznie konieczny kształt ogólnych instytucjonalnych ram, w obrębie których poszczególne jednostki mogą skutecznie realizować swoje cele nie stając sobie nawzajem na przeszkodzie - ramy te to bezwarunkowy szacunek dla zasady samoposiadania, wynikających z niej praw własności prywatnej, i wyrastającego na ich bazie systemu przedsiębiorczej konkurencji i efektywnościowej weryfikacji.

Z drugiej strony jednak, jako że pojęcia takie jak warunki konieczne samoposiadania czy naruszenia praw własności są w wielu sytuacjach nieostre, wspomniany system swobodnej przedsiębiorczej konkurencji pozwala, przy wykorzystaniu drobiazgowo empirycznej metody prób i błędów, na wypracowanie takich szczegółowych zasad etycznych i rozwiązań prawnych, które w sposób jak najskuteczniejszy - tzn. jak najlepszy w rozstrzyganiu konfliktów w atmosferze poczucia sprawiedliwości - każdorazowo te pojęcia precyzują.

Innymi słowy, libertarianizm łączy w sobie racjonalistyczną nieustępliwość w zakresie obrony wartości zabezpieczających niezbywalne prawa jednostki i empiryczną elastyczność w zakresie precyzowania definicyjnych granic tychże wartości i praw. Jedno i drugie ma swoje źródło w intelektualnym i moralnym potencjale tej najbardziej podstawowej wartości, jaką jest wolność osobista, a którą jedynie libertarianizm stawia na właściwym - pierwszym - miejscu.

Thursday, March 19, 2015

Cztery etapy (d)ewolucji socjalizmu

1. Socjalizm utopijny (czy nie byłoby miło, gdybyśmy wszyscy stali się jedną wielką, kochającą się rodziną złożoną z całkowicie bezinteresownych osób?), skonfrontowany z problemem motywacyjnym (po co się wysilać przy braku nagrody w postaci zysku?), przekształca się w socjalizm „naukowy” (Nowy Socjalistyczny Człowiek będzie się wysilał nawet przy braku nagrody w postaci zysku).

2. Socjalizm „naukowy”, skonfrontowany z problemem kalkulacyjnym (jak dokonywać racjonalnej alokacji zasobów przy braku prywatnej własności środków produkcji i konkurencyjnego systemu wyceny?), przekształca się w socjalizm „rynkowy” (socjalistycznym zarządcom można nakazać takie działania, jak gdyby byli rynkowymi przedsiębiorcami).

3. Socjalizm „rynkowy”, skonfrontowany ze swoją logiczną niespójnością (jeśli socjalistyczni zarządcy staną się rynkowymi przedsiębiorcami, to nie będzie to już socjalizm, a jeśli się nimi nie staną, to nie będą w stanie rozwiązać problemu kalkulacyjnego), przekształca się w socjaldemokrację (niech rynek wytwarza i dystrybuuje dobra, ale niech państwo je redystrybuuje).

4. Socjaldemokracja, skonfrontowana z logiką interwencjonizmu (interwencjonizm, poprzez zaburzanie dobrowolnych interakcji społecznych, z konieczności odnosi skutek odwrotny do zamierzonego, tym samym wymuszając swoje całkowite porzucenie na rzecz leseferyzmu, albo swoją intensyfikację, która ostatecznie prowadzi z powrotem do wcześniejszych, bardziej topornych form socjalizmu), przekształca się w socjalizm „postmodernistyczny” (po co mamy tak w zasadzie zajmować się wszystkimi tymi rzekomo logicznymi argumentami i pozwalać im stawać na drodze naszej walki o „sprawiedliwość społeczną”? Po co nam w zasadzie ta cała logika? To tylko totalizująca metanarracja jak każda inna!). I tak dalej aż do szczęśliwego końca. A może jednak nie tak szczęśliwego?

Saturday, March 7, 2015

Demonstrated Preference and Regime Propaganda

Libertarian friends: please guard against falling for cheap sophistical tricks of authoritarian regimes. To take an example, the fact that a high-ranking Chinese Communist Party apparatchik says a few nice words about Rothbard does NOT mean that he is more pro-liberty or pro-market than, say, a random high-ranking American bureaucrat who has no nice words to say about Rothbard. All diligent students of Rothbard should heed the principle of demonstrated preference: it is actions that matter, not words.

Libertarianizm a kontestowanie głównego nurtu

Obecnie jedną z głównych przypadłości dużej liczby libertarian - jako przedstawicieli ruchu wciąż młodego i walczącego dopiero o znaczący intelektualny wpływ - jest odruchowa przekora wobec wszystkiego, co promuje główny nurt. A więc jeśli główny nurt czci demokrację jak złotego cielca, to oni gotowi są popierać monarchię jako alternatywę będącą rzekomo "mniejszym złem"; jeśli główny nurt regularnie atakuje reżim X jako "wroga praw człowieka", to oni gotowi są bronić tezy, że ów reżim broni się jedynie przed zewnętrznymi prowokacjami; jeśli główny nurt przedstawia pewnego rodzaju tradycje kulturowe jako "zaściankowe" czy "przestarzałe", to oni gotowi są odruchowo tych tradycji bronić, choćby zarówno w ich formie, jak i treści, trudno było się doszukać jakiegokolwiek pokrewieństwa z ideą wolności osobistej, itd.

Nie należy tego robić. Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy fundamentalną nawet krytyką głównonurtowego klimatu intelektualnego i kulturowego z pozycji wolnościowych, a odruchowo przekornym opowiadaniem się za diametralnym przeciwieństwem każdej opinii, która cieszy się w głównym nurcie powszechną akceptacją. Trzeba pamiętać, że istotne elementy spuścizny klasycznego liberalizmu - takie jak wolność słowa, wyrozumiałość dla inności, odrzucenie opartych na dziedziczonym statusie przemocowych podziałów klasowych, czy wspomniane "prawa człowieka" rozumiane w duchu wolności negatywnej - okazały się na tyle wpływowe, że, nawet jeśli najczęściej w formie nieuświadomionej, są one obecnie częścią głównego nurtu, a więc również artykułowanych przez niego opinii. Jako że celem libertarian jest doprowadzenie tej spuścizny do jej logicznego zwieńczenia, atakowanie tych jej elementów, które są już w głównym nurcie obecne, po to tylko, aby pofolgować intelektualnej i kulturowej przekorze mającej wzmacniać czyjeś poczucie "elitarnej niszowości", jest poważnym błędem, zarówno teoretycznym, jak i strategicznym.

Celem libertarian nie jest w końcu ostentacyjne i permanentne odcięcie się od głównego nurtu jako od środowiska wrogiego ideom wolnościowym, ale konsekwentne dążenie ku temu, aby stawał się on środowiskiem coraz bardziej im przyjaznym. Tego rodzaju podejście nie musi prowadzić do kompromisów, ale z całą pewnością nie może się opierać na odruchowej kontestacji i bezrefleksyjnej przekorze.

Monday, February 23, 2015

Trzy powody, dla których nie istnieje nic takiego jak prawa pozytywne

1. Prawa są z definicji uniwersalne, co oznacza, że korzystać z nich mogą wszyscy, nawet równocześnie. Przykładowo, wszyscy mogą równocześnie korzystać ze swojego prawa do własności nie wytwarzając przy tym jakiegokolwiek koniecznego konfliktu interesów, a co dopiero logicznej sprzeczności. Ale jako że skorzystanie z „prawa pozytywnego” oznacza przymuszenie drugiej osoby do dostarczenia sobie konkretnego dobra lub usługi, sytuacja, w której wszyscy próbują skorzystać ze swoich „praw pozytywnych” jest sytuacją, w której nikt nie może z nich skorzystać, gdyż tam, gdzie wszyscy próbują brać, nie ma nikogo, kto mógłby dawać.

2. Jako że prawa są z definicji uniwersalne, obowiązują one niezależnie od miejsca i czasu. Przykładowo, prawo do własności obowiązywało w równym stopniu we wczesnym neolicie, co w dniu dzisiejszym. Tymczasem „prawa pozytywne” są często „prawami” do dóbr i usług, których powszechna dostępność jest bardzo niedawnym zjawiskiem. Nonsensem byłoby np. twierdzić, że „prawo” do edukacji obowiązywało we wczesnym neolicie, gdyż edukacja w obecnym sensie tego słowa nie istniała w tamtym czasie. Sugeruje to, że zarówno to, jak i inne wynalezione niedawno „prawa”, nie są autentycznymi prawami, ale współczesnymi przywilejami.

3. Autentyczne prawa nie mogą wchodzić ze sobą w konflikt. Przykładowo, korzystanie ze swojego prawa do własności nie narusza żadnych praw jakiejkolwiek innej osoby. Tymczasem, jako że skorzystanie z „prawa pozytywnego” oznacza przymuszenie drugiej osoby do dostarczenia sobie konkretnego dobra lub usługi, z konieczności narusza ono cudze prawa do wolności i własności, tym samym z konieczności prowadząc do konfliktu praw. To sugeruje, że tylko jedno z tych praw – to, które może być wykorzystane bez doprowadzenia do nieuniknionego konfliktu praw – jest autentycznym prawem, a nie ukrytym przywilejem.