Wednesday, September 10, 2014

Rozwój technologiczny, neoluddyzm i futurologia

W pewnych kręgach od ponad dwustu lat propagowany jest zabobon, jakoby rozwój technologiczny odbierał coraz większej liczbie osób możliwość wykonywania produktywnej pracy. Klasyczna metoda jego obalania polega na wskazaniu, że im więcej miejsc pracy jest automatyzowanych, tym więcej powstaje miejsc pracy wymagających kompetencji specyficznie ludzkich. Ponadto zwiększona produktywność pracy i związany z tym wzrost siły nabywczej pieniądza sprawia, że w miarę postępu technologicznego ludzkość jest w stanie pozwolić sobie na zaspokojenie coraz większej liczby potrzeb, a tym samym stwarza coraz większą liczbę sposobności do tego, żeby te potrzeby zaspokoić.

Czasem jednak neoluddyści nie kapitulują w obliczu powyższego wyjaśnienia, twierdząc, że nie daje ono odpowiedzi na pytanie, co stanie się wtedy, kiedy maszyny wyprzedzą człowieka pod każdym albo niemal każdym względem, pozostawiając w stanie gospodarczej produktywności wyłącznie wąską grupę inżynierów, programistów i jednostek wykazujących najwyższy, niereplikowalny przez maszyny poziom kreatywności.

Udzielając preferowanej przez siebie odpowiedzi na to pytanie, neoluddyści wchodzą naturalnie w niezamierzony sojusz z technokratycznymi etatystami: dla tych pierwszych odpowiedzią jest przymusowe ograniczenie rozwoju technologicznego, a dla drugich inżynieria społeczna w ramach przymusowego systemu zasiłkowo-opiekuńczego. Trudno w zasadzie powiedzieć, która z nich jest bardziej siermiężnie represyjna i odpychająca.

Wśród odpowiedzi niesiermiężnych i nieodpychających widziałbym natomiast rozwiązania następujące, czy też raczej, ściślej mówiąc, następujące spontanicznie wykształcające się scenariusze:

1. Wszechstronne, wszystko umiejące maszyny stają się na tyle tanie w produkcji i powszechne, że stają się praktycznie dobrem wolnym, rozdawanym nieodpłatnie przez fundacje charytatywne. W wyniku tego większość populacji świata przechodzi na pozycje "rentierów", oddających się wyłącznie życiu rodzinnemu i towarzyskiemu oraz swoim hobby, a utrzymywanych przez uzyskane za darmo maszyny.

2. Osoby, których poczucie własnej godności jest nie do pogodzenia ze staniem się bezproduktywnymi rentierami, a które nie mają nic do zaproponowania w kontekście globalnej, wysoce zautomatyzowanej gospodarki, decydują się na założenie stosunkowo odizolowanych, samowystarczalnych kolonii przypominających współczesne kolonie Huterytów bądź Amiszów.

3. Maszyny stają się na tyle zaawansowane, że są w stanie - przynajmniej w odpowiednim zakresie - modyfikować potencjał intelektualny poszczególnych jednostek. W związku z tym do programistyczno-inżyniersko-kreatywnej elity jest w stanie dołączyć każdy, a tym samym każdy jest w stanie wnosić swój unikatowy, znaczący wkład w globalny rozwój gospodarczy. Skrajną wersją tego scenariusza jest osiągnięcie punktu osobliwości technologicznej, a tym samym przekroczenie i zniesienie dychotomii pomiędzy człowiekiem a maszyną.

Poza nieustającym postępem technologicznym, powyższe rozwiązania opierają się więc odpowiednio na działalności charytatywnej, dobrowolnej segregacji i przedsiębiorczej kreatywnej destrukcji, a zatem na zjawiskach, których wspólnym źródłem jest bezwarunkowy szacunek dla wolności osobistej oraz własności prywatnej. Wychodząc więc od luddystowsko-etatystycznych pytań, dotarliśmy - co może, choć nie musi być zaskakujące - do przedsiębiorczo-libertariańskich odpowiedzi. Być może płynący z tego optymistyczny wniosek jest taki, że nawet rozważania nad antycywilizacyjnymi przesłankami są w stanie stymulować procywilizacyjne wnioski.

Monday, September 8, 2014

Szacunek dla wolności a agresja werbalna

Pojawia się czasem zarzut, że zwolennicy szeroko rozumianych idei wolnościowych wykazują w dyskusjach duży stopień agresji werbalnej, co zdaje się kolidować z ich deklarowanym bezwarunkowym poszanowaniem zasady nieagresji.

Zarzut ten wydaje mi się o tyle jałowy, o ile duży stopień agresji werbalnej wykazują pewne grupy zwolenników wszelkiego rodzaju idei. Jest on jednocześnie o tyle słuszny w odniesieniu do zwolenników wszelkiego rodzaju idei, o ile każdy powinien konsekwentnie szlifować umiejętność nieulegania emocjom w dyskusji.

Jednocześnie wydaje mi się jednak, że w takim stopniu, w jakim agresję werbalną można usprawiedliwiać zaistniałymi pozawerbalnymi okolicznościami, zwolennicy szeroko rozumianych idei wolnościowych są usprawiedliwieni najbardziej. Konkretniej rzecz ujmując, jeśli ktoś z jednej strony pryncypialnie trzyma się zasady nieagresji, a z drugiej strony żyje w otoczeniu, w którym zasada ta jest regularnie wobec niego łamana, a zastępy nadwornych gadających głów dzień w dzień protekcjonalnie trajkoczą mu nad uchem, że to żadna agresja, tylko "ponoszenie wspólnych kosztów", "konieczność wywiązywania się z umowy społecznej", itp., to trudno się dziwić temu, że ktoś taki rekompensuje sobie czasem konsekwentne wstrzymywanie się od agresji właściwej (fizycznej) pofolgowaniem agresji werbalnej.

Jest to dość intuicyjny mechanizm przywracania stanu równowagi psychicznej, i o ile nie popieram dawania mu upustu, o tyle jeszcze bardziej nie popieram tezy, że dawanie mu upustu jest dyskwalifikującym defektem charakteru, w obliczu którego pryncypialne trzymanie się zasady nieagresji staje się pustym hasłem. Trzeba pamiętać, że pryncypialne trzymanie się tej zasady nie wymaga od nikogo bycia erystycznym mistrzem zen (choć warto oczywiście do takiej postawy dążyć), a wręcz w sporym stopniu tłumaczy uleganie na tym polu słabości woli. Uległszy, trzeba nad nią pracować, ale nie można się za to oskarżać ani pozwalać na to innym.

Friday, August 29, 2014

Rothbard's Button, Preference Change, and Transition to a Voluntary Society

Rothbard famously claimed that a principled supporter of a voluntary society has to be "a "button pusher" who would blister his thumb pushing a button that would abolish the State immediately, if such a button existed". I regard this metaphor as in one sense rather unfortunate, not because of its alleged "utopianism", but because of its ambiguity, while in another sense as deeply revealing of what being a principled and effective advocate of a voluntary society really involves.

On the one hand, if the abolition in question were to involve the instantaneous incapacitation of the existing ruling class and the disappearance of the financial and military resources that sustain the institutions of power, then this would provide at best a temporary relief. The result of such an abolition would not be the emergence of a voluntary society, but the emergence of what I call "statism without the state", i.e., the situation where a territorial monopoly of violence disappears, but everything else, including the mentality that legitimizes and supports its existence, stays the same. Needless to say, under such circumstances there would appear an almost immediate push for reestablishing a ruling class and the institutions of power.

If, on the other hand, pushing the Rothbardian button were to result in making the majority of the world's population instantly and fully aware of the flagrant evils, inefficiencies, and logical inconsistencies of statism, as well as of the vast economic and moral superiority of a voluntary society, then states would be truly and permanently abolished, joining slavery, legally sanctioned racial discrimination, and the divine right of kings in the dustbin of history.

If Rothbard's claim is to be interpreted in the latter way, it becomes clear that, far from illustrating the difference between the abolitionist and the gradualist approach to creating a voluntary society, it indicates that the difference in question is actually a moot point, since a voluntary society cannot be created by starting with dismantling the institutions of power (be it revolutionarily or gradually), but only by first changing the cultural and moral preferences of the majority. In the context of this latter task, however, there is no tradeoff between the advantages and disadvantages of abolitionism and gradualism to speak of, since, presumably, every advocate of a voluntary society would agree that the quicker the relevant awareness-raising efforts could progress and succeed, the better it would be. Thus, given the right choice of pro-voluntarist tasks and goals, the difference between the abolitionist and the gradualist collapses, indicating that the relevant disputes and trade-offs may lie somewhere else entirely.

Tuesday, August 26, 2014

Dziesięć powodów, dla których ekonomia austriacka jest lepsza od ekonomii głównego nurtu

1. Dla ekonomistów austriackich priorytetem jest dbanie o to, żeby wysuwane przez siebie twierdzenia wywodzić z aksjomatycznych przesłanek i konstruować je zgodnie z poprawnymi zasadami logicznej dedukcji. Tego rodzaju względy są w najlepszym razie drugorzędne dla ich kolegów z głównego nurtu.

2. Dla ekonomistów austriackich priorytetem jest dbanie o to, żeby założenia, na których bazują oni swoje twierdzenia, były w pełni realistyczne, tzn. odnoszące się do świata takiego, jakim on jest. Ekonomiści głównego nurtu przyznają tymczasem, że wysuwane przez nich hipotezy są często oparte na celowo fałszywych założeniach.

3. Dla ekonomistów austriackich priorytetem jest dbanie o to, żeby wysuwane przez nich twierdzenia naświetlały dokładne powiązania przyczynowe pomiędzy zjawiskami gospodarczymi, nie zaś trywializowały ich istnienie lub znaczenie poprzez odwołanie się do inspirowanego fizyką pojęcia wzajemnej determinacji.

4. Osiągnięcia prognostyczne ekonomistów austriackich są znacznie lepsze od podobnych osiągnięć ekonomistów głównego nurtu (patrz np. tutaj i tutaj).

5. Twierdzenia i wnioski ekonomii austriackiej są w pełni zrozumiałe dla każdego inteligentnego laika, czego nie można powiedzieć o matematycznych łamigłówkach ekonomii głównego nurtu.

6. W świetle swoich poglądów na temat metody i celów teorii ekonomii, ekonomiści austriaccy mają znacznie lepszy tytuł od swoich kolegów z głównego nurtu do bycia spadkobiercami i następcami ekonomistów klasycznych, takich jak Smith, Hume, Say czy Bastiat.

7. Ekonomiści austriaccy konsekwentnie podkreślają wolny od wartościowania charakter swojej dyscypliny. Tym samym, w przeciwieństwie do ekonomistów głównego nurtu, nigdy nie zakładają oni, że istnienie jakiejkolwiek niedobrowolnej, pozarynkowej instytucji jest uzasadnione, a tym bardziej nie formułują jakichkolwiek rekomendacji na polu „polityki gospodarczej”, które miałyby z takiego założenia wynikać. Przeciwnie, ograniczają oni swoje dociekania naukowe do badania logicznych przyczyn i skutków różnych zjawisk i procesów gospodarczych takich, jakimi one są, nie zaś takich, jakimi chcieliby oni, by były.

8. Zidentyfikowanie pojęcia zademonstrowanej preferencji jako podstawy analizy ekonomicznej umożliwia ekonomistom austriackim unikanie bliźniaczych pułapek behawioryzmu i psychologizmu, podczas gdy ich koledzy z głównego nurtu nie są w stanie nawigować między nimi w jakikolwiek zasadniczy i metodologicznie solidny sposób.

9. Ekonomiści austriaccy odrzucają w obrębie swojej dyscypliny akademicką i zawodową hiperspecjalizację, tym samym podkreślając holistyczną, kompleksową naturę nauki, jaką jest ekonomia. W słowach F. A. Hayeka: “Fizyk, który jest tylko fizykiem, może być pierwszej klasy fizykiem i najbardziej wartościowym członkiem społeczeństwa. Ale wybitnym ekonomistą nie może być ktoś, kto jest tylko ekonomistą. Ekonomista, który jest tylko ekonomistą, jest nie tylko skończonym nudziarzem, lecz jest wręcz niebezpieczny.”

10. Ekonomiści austriaccy nie są w stanie uciec do bezpieczniej przystani epistemologicznego nihilizmu w momencie, w którym logika ich argumentów okaże się błędna. Wtedy natomiast, gdy fakty okażą się nie potwierdzać danej hipotezy ekonomistów głównego nurtu, mogą oni zawsze stwierdzić, że “tym razem sprawy wyglądają inaczej”, co jest bezpośrednią implikacją faktu, iż dowolny zbiór wystarczająco złożonych danych empirycznych jest zgodny z wieloma wykluczającymi się wzajemnie empirycznymi (ale nie logicznymi) interpretacjami.

Saturday, August 23, 2014

Defense as a Private Good in a Competitive Order

In this paper, I attempt to provide a comprehensive demonstration that, contrary to popular opinion, there is nothing inherent in defense that makes it belong to the category of common goods, thus indicating that its effective provision does not require the existence of a territorial monopoly of force, and could be satisfactorily delivered in a purely market-based system. The above analysis implies that within a contractual, competitive, and purely voluntary social order this task could be accomplished even with respect to protection goods that affect wide geographical areas, while avoiding the problem of agency infighting.

[Read More]

Monday, August 18, 2014

O radykalnej niespójności etatyzmu, powodach jego powszechnej akceptacji i skutecznych sposobach jego ograniczania

Etatyzm to stanowisko głoszące, że podstawą każdego sprawnie funkcjonującego społeczeństwa jest podporządkowanie go terytorialnemu monopolowi przemocy. Stanowiska nieetatystyczne głoszą natomiast, że dowolne społeczeństwo jest w stanie funkcjonować naprawdę sprawnie tylko wtedy, gdy jest ono wolne od wpływu tego rodzaju monopoli.

Po napotkaniu w tym kontekście twierdzenia, że stanowiska nieetatystyczne są praktycznie niebezpieczne z uwagi na swój radykalny charakter, warto wskazać na rażący radykalizm każdej formy etatyzmu. Następnie, po zasugerowaniu, że to nie radykalizm danej teorii stanowi jej problem, jeszcze bardziej warto wskazać, że etatyzm jest teorią nie tylko radykalną, ale też radykalną w swej niespójności. Wydaje się to odpowiednim opisaniem stanowiska, które twierdzi, między innymi, że:

1. Jedynym pewnym sposobem obrony przed agresją, przemocą i przymusem jest podporządkowanie się ogromnemu, monopolistycznemu aparatowi agresji, przemocy i przymusu.

2. Jedynym pewnym sposobem obrony swoich praw własności jest podporządkowanie się przymusowemu podmiotowi którego reprezentanci nie posiadają żadnego z aktywów składających się na ten podmiot, a mimo to przypisują sobie prawo wywłaszczenia dowolnego prywatnego właściciela dla celów, których wartość i użyteczność wyceniają wyłącznie oni sami.

3. Gospodarka wolnorynkowa, której uczestnicy – chcąc prosperować – muszą zaopatrywać się wzajemnie w produktywne dobra i usługi, a także ponosić pełną odpowiedzialność za swoje potencjalne niepowodzenia, może przetrwać wyłącznie wtedy, gdy podda się ją regulacji monopolistycznej grupy osób bezproduktywnych, które zawsze mogą obciążyć osoby produktywne kosztami swoich błędów i porażek.

4. Państwowy przymus jest niezbędny do egzekwowania umów, a mimo to rzekoma „umowa społeczna”, mająca ustanawiać państwo, może zostać wyegzekwowana bez udziału jakiegokolwiek meta-państwa, tym samym stając się samoegzekwującą się anomalią.

5. Zarządcy dowolnego monopolistycznego aparatu przemocy i przymusu używają go z pobudek dobroczynnych, ale jeśli mieliby zaprzestać używania metod opartych na przemocy (tzn. działalności politycznej) i zwrócić się w kierunku metod opartych na dobrowolności (tzn. działalności rynkowej), to ich altruizm natychmiast zamieniłby się w nikczemny, powodowany chciwością egoizm.

6. Państwa, instytucje odpowiedzialne za 200 milionów okrutnych śmierci w samym tylko wieku XX-tym, mają zapewniać ochronę przed “prywatną przestępczością”, która nawet w swej najbardziej zorganizowanej formie międzynarodowych sieci mafijnych nie zdołała zebrać nawet najmniejszego promila etatystycznego żniwa śmierci.

7. Stan anarchii pomiędzy jednostkami, z których każda może finansować swoje działania zasadniczo wyłącznie z własnej kieszeni, doprowadziłby do niedopuszczalnej eskalacji przemocy i rozlewu krwi, ale stan anarchii pomiędzy państwami, z których każde może obciążyć kosztami swoich działań (również działań wojennych) prywatne jednostki, jest znośnym i stosunkowo bezpiecznym układem.

8. Brak zewnętrznego, monopolistycznego podmiotu egzekwującego umowy pomiędzy prywatnymi jednostkami doprowadziłby do niekończącej się serii konfliktów, ale brak zewnętrznego, monopolistycznego podmiotu egzekwującego umowy pomiędzy poszczególnymi organami państwa nie uniemożliwia im współpracowania w sposób skuteczny, a nawet dobroczynny.

9. Scedowanie zadania podtrzymywania sprawiedliwości na podmiot, który jest działającym w oparciu o przemoc monopolem, nie doprowadzi do regularnego wypaczania sprawiedliwości tak, aby służyła ona sprawie rzeczonego podmiotu.

10. Pojęcie równowagi sił, zgodnie z którym rządzący kontrolują rządzonych, a rządzeni rządzących, nie stoi w sprzeczności z zasadą brzytwy Ockhama, sugerującą, że rzeczoną równowagę mogłaby z powodzeniem zachowywać pojedyncza grupa jednostek samorządnych.

11. Rządzeni są wystarczająco kompetentni, by wybierać swoje władze, ale nie dość kompetentni, by wybierać sposób wydatkowania swoich pieniędzy. 12. Para podróżników, którzy natknęliby się na siebie w środku odludnego lasu, nie skoczyłaby sobie natychmiast do gardeł tylko z powodu strachu przed państwowymi sankcjami.

13. Instytucja, która siłowo narzuca swoje usługi ochronne innym, jednostronnie ustala ich cenę i delegalizuje wszelką potencjalną konkurencję w tej dziedzinie, nie będzie starała się czerpać zysków z wzniecania konfliktów i umożliwiania ich rozwoju, nie zaś z ich rozwiązywania lub niedopuszczania do ich zaistnienia.

14. Przymusowa konfiskata nieruchomości prywatnego właściciela nie musi być koniecznie uznana za naruszenie czyjegokolwiek prawa (pod warunkiem, że wywłaszczonemu przekazana zostanie “adekwatna rekompensata pieniężna”), ale niezgoda na odebranie sobie części samodzielnie wytworzonego lub zdobytego na mocy dobrowolnej umowy dobytku jest jednoznacznym przestępstwem.

15. Prawa polityczne poprzedzają prawa własności, co przypuszczalnie oznacza, że osoby zawierające rzekomą “umowę społeczną” spisały ją na ścianie jaskini przy świetle ogniska, chyba że warunki świata sprzed zawarcia wspomnianej umowy umożliwiały (przynajmniej) wytworzenie kapitału niezbędnego do zakwaterowania uczestniczących stron oraz zaopatrzenia ich w papier i atrament w jakiś tajemniczy, bezwłasnościowy sposób.

16. Fakt posiadania wystarczająco dużej klienteli przekształca coś, co zwyczajowo uznaje się za rabunek, w coś, co przyjmuje się jako część niezbędnej służby społecznej.

17. Stosunkowo mała grupa ludzi jest w stanie posiąść więcej wiedzy i podejmować bardziej kompetentne decyzje w kwestii kierowania czynnościami danego społeczeństwa, niż cała reszta rzeczonego społeczeństwa.

18. Pojęcie równości wobec prawa dopuszcza istnienie funkcjonalnych przywilejów.

19. Bezwarunkowy szacunek dla zasady nieagresji jest ‘absolutystyczny’, ale bezwarunkowy szacunek dla państwowego ustawodawstwa taki nie jest. 20. Powszechne występowanie etatyzmu świadczy o pożyteczności etatyzmu, tak jakby tego samego nie można było kiedyś powiedzieć o astrologii, niewolnictwie czy usankcjonowanej prawnie dyskryminacji rasowej.

21. Każde z powyższych twierdzeń jest rzetelnie uzasadnione, zarówno teoretycznie jak i empirycznie, podczas gdy zaprzeczenie któregokolwiek z nich leży zasadniczo poza granicami rozsądnej dyskusji.

Po wymienieniu powyższych (lub innych) powodów, warto skonfrontować etatystę z zadaniem obrony rzekomo umiarkowanego charakteru doktryny, którą wspiera. I nawet jeśli przełknie on podaną mu gorzką pigułkę i uzna radykalizm etatyzmu, warto wówczas natychmiast skonfrontować go z kolejnym, równie trudnym zadaniem – z zadaniem udowodnienia domniemanej spójności etatyzmu. Jeśli nasz rozmówca przyzna się do porażki również na tym polu, nie powinniśmy być intelektualnie zaskoczeni, ale możemy być przynajmniej taktycznie usatysfakcjonowani.

Mimo jednak odczuwania przy tego rodzaju okazjach satysfakcji, nie należy zapominać, że nie wydaje się przesadą stwierdzenie, iż niemal cały dzisiejszy świat znajduje się pod kontrolą etatyzmu. W związku z tym zadanie stojące przed zwolennikami wolności jest wyjątkowo trudne i złożone. Jako że kształt rzeczywistości społecznej jest ostatecznie zależny od popularności konkretnych idei, osłabienie wpływu jakiegokolwiek stanowiska wymaga wcześniejszego zrozumienia powodów, dla których jest ono czynnie wspierane albo przynajmniej biernie akceptowane. Tym samym skuteczne przeciwstawianie się etatyzmowi wymaga zrozumienia powodów, dla których społeczeństwa świata wspierają albo przynajmniej akceptują istnienie monopolistycznych aparatów agresji, przemocy i przymusu. Poniżej znajduje się krótka lista czynników, które wydają się być w tym kontekście najważniejsze:

1. Intelektualna propaganda. Zetatyzowany system edukacji jest bardzo płodny w zakresie tworzenia domniemanych uzasadnień dla siłowej kontroli społeczeństwa, takich jak teoria umowy społecznej, teoria dóbr publicznych, teoria niedoskonałości rynkowych, różnorakie teorie „prawa pozytywnego”, doktryna władzy z boskiego nadania, itp. Dla osób nie będących intelektualistami, tego rodzaju propagandowe twory często wydają się poważnymi, racjonalnymi uzasadnieniami dla podporządkowania się dyktatom terytorialnych monopoli przemocy. Dla intelektualistów z kolei, nawet tych zdających sobie sprawę z logicznych sprzeczności zawartych w powyższych konstrukcjach, ich akceptacja i promocja stanowi często jeden z najbezpieczniejszych sposobów na zapewnienie sobie trwałej, lukratywnej i wpływowej pozycji zawodowej.

2. Emocjonalna propaganda. Osoby uznające, że ich życie jest monotonne i nudne, często wypełniają je śledzeniem działań rozmaitych celebrytów. Etatyści skrzętnie wykorzystują ten fakt, przywiązując emocjonalnie ludzi do tzw. „osób publicznych” poprzez nadawanie jak największego rozgłosu życiu polityków, biurokratów i innych wysoko postawionych przedstawicieli aparatów zinstytucjonalizowanej przemocy. W rezultacie większość kontrolowanych przez nich osób pada ofiarą wielkoskalowej wersji syndromu sztokholmskiego, czując sympatię wobec swoich ciemiężców, nawet wtedy, gdy nie należą do ich bezpośredniej klienteli wyborczej.

3. Samooszukiwanie. Naturalnym wydaje się przypuszczenie, że dla większości przyzwoitych, zdroworozsądkowych osób uświadomienie sobie, że jest się systematycznie ograbianym i straszonym przemocą w razie nieposłuszeństwa byłoby rzeczą psychologicznie nieznośną. Jako że to właśnie ma miejsce w etatyzmie, naturalnym psychologicznym mechanizmem samoobronnym dla takich osób jest oszukiwanie samych siebie poprzez próby usprawiedliwiania regularnie dokonywanych wobec nich niegodziwości. Stąd rodzi się akceptacja dla podwójnej moralności, na jakiej musi się opierać każde rozróżnienie na rządzących i rządzonych.

4. Ignorancja. Smutnym świadectwem poziomu intelektualnej przenikliwości większej części rasy ludzkiej jest to, że zasadniczo etatyzm jest w stanie rozkwitać nawet bez dodatkowego wsparcia ze strony intelektualnej propagandy wspomnianej w punkcie pierwszym. Jak zauważyli Bastiat i Hazlitt, skupienie się wyłącznie na krótkoterminowych konsekwencjach danego działania, bądź wyłącznie na jego konsekwencjach dla danej grupy, jest często wystarczające dla akceptacji poglądu, jakoby aparat instytucjonalizowanej przemocy był w stanie wytworzyć dobrobyt dla jednych bez jednoczesnego niszczenia dobrobytu innych.

5. Strach. Ten czynnik można rozumieć w dwojaki sposób. Z jednej strony mowa w tym kontekście o strachu związanym z braniem odpowiedzialności za własne życie i jego kształt, którego kulminacją jest przekonanie, że warto mieć na podorędziu możliwość skorzystania z usług instytucji zdolnej do siłowego przerzucenia tej odpowiedzialność na innych. Z drugiej strony mowa tu o bardziej ogólnym horror vacui – strachu przed samodzielnym myśleniem i działaniem, czy też przed życiem w świecie wolnym od jakiejkolwiek ostatecznej siły dyscyplinującej, której finalnym, autorytatywnym argumentem jest możliwość podporządkowania sobie krnąbrnej rzeczywistości przy pomocy zalegalizowanej (bądź nawet uświęconej) przemocy.

6. Lenistwo. Posługując się zaproponowanym przez Oppenheimera rozróżnieniem na środki ekonomiczne i środki polityczne, można łatwo zauważyć, że – w ramach gromadzenia środków na życie – używanie tych pierwszych jest przeważnie czasochłonne i pracochłonne, podczas gdy używanie tych drugich – przynajmniej wtedy, kiedy do dyspozycji mamy aparat zinstytucjonalizowanej przemocy – przebiega stosunkowo szybko i opiera się na zasadzie natychmiastowej gratyfikacji. Współczesna socjaldemokracja ucieleśnia redystrybucyjną funkcję środków politycznych. Jeśli ktoś może zagłosować za przywłaszczeniem sobie cudzych zasobów, zamiast być zmuszonym do ich zdobywania na drodze dobrowolnej wymiany rzadkich dóbr, dlaczego miałby – przy braku jakichkolwiek hamujących skrupułów – nie skorzystać z tego rodzaju możliwości?

7. Zazdrość. Egalitarystyczna ideologia współczesnego etatyzmu, oparta na siłowym roszczeniu, aby strumień politycznie redystrybuowanych dóbr płynął w kierunku tych, którzy nie zrobili nic, by zasłużyć na ich otrzymanie, jest niezwykle użyteczna w zakresie kanalizowania zazdrości i resentymentu, a tym samym wzmacniania systemu, który instytucjonalizuje te niskie instynkty. W przeciwieństwie do merytokracji, której rezultaty powstają na bazie dobrowolnych interakcji międzyludzkich, egalitaryzm musi wejść w sojusz z etatyzmem, aby osiągnąć swoje powodowane zazdrością cele. A jako że zazdrość jest niestety bardzo powszechną cechą, nie powinien zaskakiwać generowany przez nią poziom aprobaty dla monopolizacji i centralizacji przemocy.

8. Żądza władzy. Być może istnieją dobre ewolucyjne argumenty dla stwierdzenia, że istoty ludzkie są z natury skłonne do prób wzajemnej dominacji. Być może dostrzeganie, że inni cieszą się wyższym poziomem życia i w konsekwencji mają większe szanse na przekazanie swoich genów w przyszłość, tworzy w wielu instynktowną chęć zdobycia podobnych możliwości w najbardziej dogodny sposób, nawet jeśli oznacza to siłowe zawłaszczenie cudzych zasobów. Jakakolwiek jest w tym kontekście prawda, nie powinniśmy zapominać, że można z powodzeniem argumentować, iż racjonalna moralność jest właśnie narzędziem umożliwiającym nam pozbywanie się co bardziej etycznie wątpliwych elementów naszego ewolucyjnego dziedzictwa.

9. Przyzwyczajenie. Etatyzm i jego niszczycielskie następstwa – wojny, niewolnictwo, wywłaszczenia i intelektualna deprawacja – okazały się nadzwyczaj odporne, żywotne i długotrwałe. W konsekwencji dość łatwym stało się dla etatystów opisywanie tych zjawisk jako historycznych, cywilizacyjnych czy nawet metafizycznych konieczności. Ponadto, relatywna trwałość terytorialnych monopoli przemocy umożliwiła ich rządcom i pracownikom przedstawianie nieetatystycznych rozwiązań społecznych jako w najlepszym razie radykalną i ryzykowną niewiadomą, a w najgorszym razie system nieuchronnie dążący do niekończącego się konfliktu każdego z każdym. W takich warunkach przekonanie się do skuteczności woluntarystycznych alternatyw, a co dopiero praca nad ich wdrożeniem, stają się tym trudniejsze.

10. Rezygnacja. Ostatecznym celem etatyzmu jest wprowadzenie każdego w stan pasywności i letargicznej bezczynności w kontekście podejmowania jakichkolwiek wysiłków zmierzających ku zrzuceniu z siebie jarzma klas pasożytniczych. Cel ten najlepiej odzwierciedla popularyzacja znanego sloganu o podatkach i śmierci. Tam, gdzie zostanie on osiągnięty, nawet ci, którzy nie są przekonani na gruncie intelektualnym co do moralnej bądź ekonomicznej konieczności istnienia monopolistycznych aparatów przemocy, postanawiają pogodzić się z rzekomym faktem, iż ich wątpliwości i obiekcje w tym zakresie nie mają i nie będą mieć najmniejszego wpływu na kształt obowiązujących ustaleń społecznych, ani dzisiaj, ani kiedykolwiek w przyszłości.

Zidentyfikowawszy powyższe czynniki, zwolennicy wolności powinni być w stanie realizować swoje cele ze znacznie większą skutecznością. Jak zostało wspomniane na wstępie, rzeczywistość społeczna jest ostatecznie kształtowana przez wpływ konkretnych idei. Wskazanie najbardziej powszechnie szkodliwych spośród nich powinno znacznie ułatwić zwolennikom wolności przeciwdziałanie ich przejawom i efektywne zwalczanie przyczyn ich popularności.

Wydaje się, że do najskuteczniejszych sposobów wdrażania tego rodzaju działań można by zaliczyć sposoby następujące:

1. Przedsiębiorczość, czyli najpełniejszy wyraz wolności, polega na sprycie, pomysłowości i taktycznej przenikliwości. Władza polityczna, czyli najpełniejsze przeciwieństwo wolności, jest z definicji ociężała, anachroniczna i zawsze krok do tyłu. W związku z tym ogromnym polem do popisu dla osób posiadających talent przedsiębiorczy – zwłaszcza tam, gdzie jest on połączony z talentem technologicznym – jest tworzenie rozwiązań umożliwiających obchodzenie strefy wpływów władzy politycznej, a tym samym jej sterylizację, w tym również podłamanie wiary w jej niezastąpioność. Na tej właśnie zasadzie Bitcoin powoli sterylizuje władzę banków centralnych, Internet polityczną kontrolę nad przepływem informacji i egzekwowalność „praw własności intelektualnej”, a organizacje arbitrażowe znaczenie legislacji. Powstawanie wszelkich tego rodzaju rozwiązań pokazuje także, że skuteczna przedsiębiorczość nie tylko nie potrzebuje politycznej protekcji, ale też tym lepiej się rozwija, w im wyższym stopniu jest od niej niezależna.

2. Należy przy każdej możliwej okazji promować rzetelną wiedzę ekonomiczną, opisującą proces, w ramach którego poszczególne jednostki i ich dobrowolne zrzeszenia budują swój dobrobyt na bazie wolnej wymiany dóbr i usług w warunkach szacunku dla praw własności, nieskrępowanej konkurencji i swobodnie kształtującego się systemu cenowego. Innymi słowy, nigdy nie za wiele Bastiata i Hazlitta, czy to wśród rodziny, czy wśród przyjaciół, czy wśród współpracowników. Im powszechniejsza będzie tego rodzaju wiedza i im oczywistszy będzie płynący z niej przekaz, tym większa będzie społeczna presja na odzyskiwanie kolejnych obszarów wolności działania rozumianej jako warunek niezbędny zbudowania własnego dobrobytu.

3. Warto przy każdej możliwej okazji promować poczucie samodzielności, samorządności i przedsiębiorczej inicjatywy w jak najmniejszych, lokalnych społecznościach. Celem przyświecającym tego rodzaju działaniu jest dążenie do jak największej fragmentaryzacji i decentralizacji wszelkiego rodzaju struktur politycznych, czego następstwem jest z kolei możliwość znacznie większej ekonomicznej integracji kontrolowanych przez nie obszarów. Jest to logiczny wniosek wypływający z faktu, że im mniejszy jest dany organizm polityczny, w tym mniejszym stopniu może on sobie pozwolić na drenowanie sił witalnych lokalnej gospodarki i godzenie w jej swobodny rozwój, jak również tym mniejsze ma ku temu środki. W najbardziej optymistycznym scenariuszu ostatecznym zwieńczeniem tego rodzaju procesu decentralizacyjnego byłoby powstanie prawdziwie wolnej i prawdziwie globalnej gospodarki złożonej z setek tysięcy lub nawet milionów niezależnych stref ekonomicznych, stowarzyszeń sąsiedzkich, miast czarterowych i innych form suwerennych obszarów własnościowych zintegrowanych na bazie wolnego handlu i globalnego podziału pracy.

4. Warto budować we wszystkich kręgach społecznych, w jakich się poruszamy, jak najbardziej kosmopolityczny nastrój, podkreślający moralną nieistotność wszelkich przynależności nie wynikających ze swobodnego wyboru, w tym na przykład przynależności etnicznych, i moralną uniwersalność zasad pokojowego międzyludzkiego współżycia, a także wynikające z niego gospodarcze korzyści. Trzeba pamiętać, że prawdopodobnie to właśnie instynktowne przypisywanie moralnego znaczenia przynależnościom etnicznym jest główną siłą napędową opresyjnych tworów politycznych zwanych państwami narodowymi, wraz z większością zachodzących między nimi konfliktów zbrojnych. Oddelegowanie wszelkich sentymentów związanych z tymi przynależnościami do kategorii czysto estetycznych byłoby bardzo istotnym krokiem na drodze do uruchomienia opisywanych w poprzednim punkcie procesów decentralizacyjnych i secesyjnych wraz ze wszystkimi ich pozytywnymi skutkami.

5. Warto wreszcie, w miarę czasu, chęci i możliwości, angażować się we wszelkiego rodzaju działalność charytatywną, filantropijną i ogólnie rzecz biorąc społeczną, zwłaszcza jeśli dzięki własnym talentom przedsiębiorczym jest się w stanie uczynić tę działalność naprawdę skuteczną. Tego rodzaju przedsięwzięcia stanowią zawsze wymowny sygnał dla szerszej społeczności, że efektywna pomoc potrzebującym ma swoje źródło nie w woli władzy politycznej, tylko w oddolnych staraniach wolnych jednostek i ich dobrowolnych zrzeszeń, których filantropijna inicjatywa nie ginie nawet w warunkach konfiskaty przez wspomnianą władzę polityczną znacznej części dostępnych im zasobów. Innymi słowy, jest to sygnał świadczący o tym, że konsekwentne zmniejszanie wpływów władzy nie tylko zwiększa zakres wolności działania, ale też zakres naturalnej konsekwencji tej wolności, jaką jest autentyczna dobroczynność.

Konsekwentne wdrażanie powyższych sposobów działania na rzecz wolności, składających się na ewolucyjny proces postępu technologicznego, rozwoju wolnej przedsiębiorczości, upowszechniania się dostępu do wolnej wiedzy i coraz ściślejszego przenikania się kultur, powinno w dłuższej perspektywie doprowadzić ludzkość do odrzucenia przynajmniej części najbardziej irracjonalnych i niszczycielskich elementów swojego historycznego dziedzictwa, których najlepiej zorganizowanym i najbardziej szkodliwym przejawem jest właśnie etatyzm. Należy żywić nadzieję, że zwolennikom wolności nie zabraknie cierpliwości i determinacji w dążeniu do tego celu.

Saturday, August 16, 2014

Non-Excludability, Externalities, and Entrepreneurship – An Overview of the Austrian Theory of Common Goods

According to the neoclassical economic theory, common goods would be underproduced by the market in the absence of a monopoly of force capable of coercing every able member of society to contribute to their provision. By applying both the methodological tools developed by the Austrian School of Economics and the tools used to investigate the institutional robustness of various systems of political economy, I shall argue, first, that the neoclassical characteristics of common goods are based on a number of false assumptions or unacceptable oversimplifications, and second, that even if they were correct as stated, they would not establish the desirability of the existence of a monopoly of force.

[Read More]