Tuesday, November 17, 2020

O byciu "nie ze świata" i "ze świata" jednocześnie

Wygląda na to, że zasadniczym błędem, jaki zdał się popełnić Jan Paweł II, był błąd nie moralny, a intelektualny. Przy czym nie był to błąd "idealistycznego intelektualizmu" czy "teologicznego mistycyzmu", który miałby mu rzekomo uniemożliwić realną ocenę bliskich współpracowników. Wręcz przeciwnie - był to najprawdopodobniej błąd filozoficznego pragmatyzmu i duszpasterskiego "aktywizmu politycznego", czyli odmiana arcybłędu modernistycznego.

Ściślej rzecz ujmując, Jan Paweł II - wielki entuzjasta Vaticanum Secundum - nie ustrzegł się kluczowej w tym kontekście pułapki instrumentalizacji duchowego posłannictwa Kościoła i zaprzęgnięcia go w służbę świeckich celów, takich jak wielkie tryumfy społeczno-polityczne. Innymi słowy, kontynuował on zapoczątkowaną przez swoich bezpośrednich poprzedników linię wchodzenia przez Kościół w sojusz ze światem po to, żeby pokonać te zjawiska, które jawiły się w czasie jego posługi jako wyjątkowo groźni świeccy wrogowie - na czele z radzieckim komunizmem.

Z perspektywy czasu w coraz większym stopniu okazuje się, że była to decyzja stanowiąca tragiczny przykład odwrócenia hierarchii perspektyw, przed którą profetycznie ostrzegał już Pius X, a po nim - już w czasie "dokonywania się rzeczy" - Dietrich von Hildebrand czy Reginald Garrigou-Lagrange (notabene promotor doktoratu Karola Wojtyły, widocznie nie dość przez tego drugiego zrozumiany). Kościół pod przewodnictwem Jana Pawła II odniósł zatem spektakularne, ale krótkotrwałe zwycięstwo, jakim było walne przyczynienie się do obalenia najgroźniejszej ówczesnej formy marksizmu politycznego, ale zaniedbał w tym samym czasie walkę z dużo groźniejszymi wpływami marksizmu duchowego, który rozlał się nie tylko na cały świat laicki, ale wniknął też głęboko do wnętrza samego Kościoła.

I pewnie świadomość tego istniała, ale była składana na karb "dopuszczalnych ludzkich słabości" - dopuszczalnych w kontekście wielkiej dziejowej walki z komunistycznym "imperium zła". Perspektywę tę potwierdza ostatni wpis w testamencie Jana Pawła II, gdzie dziękuje on Opatrzności przede wszystkim za zakończenie zimnej wojny i uniknięcie nuklearnego konfliktu zbrojnego, natomiast kluczową rolę w doprowadzeniu do takiego rezultatu przypisuje implicite Vaticanum Secundum. Innymi słowy, sojuszowi Kościoła ze światem przypisuje on polityczne ocalenie świata - i w tym zdaje się widzieć sedno swojej duchowej spuścizny.

Godząc się na ryzyko patosu, nie sposób uniknąć tu skojarzenia z oczywistym cytatem: "Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?" I jeszcze: "Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi." Nie powinno przy tym zaskakiwać, że tych "nie ze świata", którzy uznali, że w słusznej sprawie mogą stać się jednocześnie "ze świata", świat będzie kochał tylko pozornie i tymczasowo. Trzeba, żeby "tak" było do końca "tak", a "nie" - do końca "nie".

PS. Powyższego nie należy odbierać jako oceny, bo nie mnie oceniać postać tego formatu: im większa postać, tym większe pole do wielkich - choć uczciwych - pomyłek, pomyłek godnych wszystkich razem wziętych greckich i szekspirowskich tragedii. Świętość nie wymaga zresztą bezbłędności i całkiem możliwe, że największym, koronnym osiągnięciem Jana Pawła II było publiczne świadectwo ostatnich lat jego życia, które było nie tylko wolne od jakichkolwiek podtekstów świecko-politycznych, ale wręcz skandalizowało świat w najlepszym tego słowa znaczeniu. Powyższe jest jedynie osobistą interpretacją odnośnych faktów, dokonanie której jest - jak uważam - zarówno prawem, jak i obowiązkiem tych, którzy aspirują do stanięcia w szeregach "ludzi dobrej woli".

Monday, October 12, 2020

Austrian Economics as a Paradigm of Golden Mean Thinking

The main contention of the present paper is that the tradition of the Austrian School is a paradigmatic example of the application of the Aristotelian golden mean to the realm of economic theorizing. Consequently, it argues that the Austrian tradition allows for uniquely clear and perceptive interpretation of the workings of the catallactic order and it is uniquely placed to develop economics as a methodologically and substantively distinct scholarly discipline, which does not have to borrow the tools or subject matter of any other field of inquiry.

[Read More]

Tuesday, September 15, 2020

Nudziarstwo, beznamiętność i inne walory

W świecie nagłówkowego sensacjonalizmu jednym z głównych przejawów intelektualnej uczciwości może się okazać bycie nudnym. W świecie egzaltowanej roszczeniowości jednym z głównych przejawów szczerej życzliwości może się okazać bycie beznamiętnym. W świecie ostentacyjnej pstrokacizny jednym z głównych przejawów dobrego smaku może się okazać bycie prozaicznym. A w świecie hurtowego nowinkarstwa jednym z głównych przejawów konsekwentnej pomysłowości może się okazać bycie zachowawczym.

Saturday, September 5, 2020

Odcinek podcastu Instytutu Misesa o etyce biznesu

Pod tym adresem można obejrzeć odcinek podcastu Instytutu Misesa, w którym mówię o etyce biznesu, tzw. społecznej odpowiedzialności biznesu, etycznych fundamentach wielkich rewolucji gospodarczych, wpływie akceptacji różnych teorii makroekonomicznych na etyczną stronę funkcjonowania rynków finansowych oraz o innych tematach, które mogą być interesujące dla osób zastanawiających się nad naturą zależności między ekonomią a etyką.

Wednesday, September 2, 2020

O komicznym absurdzie nowych form destrukcji

Każda dotychczasowa niszczycielska ideologia domagała się czegoś konkretnego. Scjentyzm domagał się absolutnej władzy nad światem naturalnym i możliwości stworzenia technologicznego "nadczłowieka". Nacjonalizm domagał się absolutnej dominacji danego narodu nad wszystkimi pozostałymi. Marksizm domagał się całkowitego obalenia praw ekonomii i stworzenia mitycznego "społeczeństwa bezklasowego".

Tymczasem infantylizm - najpowszechniejsza ideologia współczesności - nie domaga się niczego konkretnego. Albo, ściślej rzecz ujmując, domaga się ona niczego i wszystkiego jednocześnie: tupanie nóżką i wygrażanie piąstką w kierunku obiektywnej rzeczywistości staje się w jej ramach celem samym w sobie. Innymi słowy, infantylizm rodzi niekończącą się serię komicznie wręcz absurdalnych roszczeń i fanaberii, które nie przesuwają zasobów świata w żadnym konkretnym kierunku, ale wzajemnie się unicestwiają w przewlekłej orgii marnotrawstwa i dyletanctwa.

Z powyższego można wysnuć co najmniej dwa wnioski: jeden pokrzepiający i jeden niepokojący. Ten pierwszy sugeruje, że z uwagi na swoją specyfikę autodestrukcja infantylizmu będzie bardziej żenująca, niż zatrważająca (przypominają się tutaj słowa T. S. Eliota: "Not with a bang, but a whimper"). Ten drugi natomiast ostrzega, że na zgliszczach podobnego spektaklu żenady może być trudniej cokolwiek odbudować, niż na zgliszczach zdyscyplinowanych i starannie zarządzanych ideologicznych projektów, jakie znaliśmy do tej pory.

Pozostaje na koniec stwierdzić, że każdy okres ma takie wzloty i upadki, na jakie zasługuje. I to stwierdzenie niech już każdy zinterpretuje w tak niepokojący lub pokrzepiający sposób, jaki wyda mu się najbardziej konstruktywny w obliczu nie imponującej, nie spektakularnej, nie metodycznej i nie surowej, ale komiczno-groteskowej formy destrukcji.

Monday, August 24, 2020

Is Statism an Amoral Philosophy?

Thick moral terms – such as theft, fraud, and counterfeiting – are terms whose very use implies a definitionally necessary moral evaluation of their content. In this paper, I shall argue that the philosophy of statism – that is, a philosophy grounded in the belief in the normative justifiability and desirability of monopolistic apparatuses of initiatory violence – is necessarily amoral insofar as it cannot apply thick moral terms in a logically consistent manner. By the same token, I shall argue that libertarianism – i.e., the view that only consensual social relations are morally acceptable – is the only general sociopolitical doctrine capable of accomplishing this task, thus, in contrast to statism, making its prescriptions susceptible to genuine moral evaluation.

[Read More]

Język naturalny, naukowy i ideologiczny

Język ideologiczny można odróżnić w sposób zasadniczy od języka zarówno naturalnego, jak i naukowego.

Język naturalny - powstały wskutek organicznego rozwoju danej społeczności - intuicyjnie uchwytuje esencję codziennych zjawisk. Stąd z jednej strony jest on znaczeniowo oczywisty, a z drugiej strony domaga się on opisowej gruntowności. Jeśli np., używając języka naturalnego, nazwiemy kogoś dobroczyńcą lub złodziejem, to z jednej strony powiążemy z daną osobą jednoznaczne skojarzenia, a z drugiej strony implicite zobowiążemy się do przedstawienia dowodów świadczących o zasadności owych skojarzeń.

Z kolei język naukowy służy opisowi zjawisk na tyle nietypowych, że nie muszą one absorbować na co dzień uwagi laika. Stąd z jednej strony wymaga on wyjątkowej znaczeniowej precyzji, a z drugiej strony komunikacyjnej przejrzystości. Jeśli np., używając języka naukowego, nazwiemy kogoś arystotelikiem albo instytucjonalistą, to z jednej strony musimy precyzyjnie zdefiniować owe specjalistyczne terminy, a z drugiej strony musimy uczynić to na tyle przejrzyście, by móc uniknąć uzasadnionych posądzeń o to, że nasza rzekoma naukowa precyzja jest semantycznie pusta.

Tymczasem język ideologiczny nie jest ani naturalny, ani naukowy, choć jest obliczony na stwarzanie wrażenia, że łączy w sobie najlepsze cechy obu powyższych kategorii. Stąd z jednej strony próbuje on imitować znaczeniową oczywistość języka naturalnego, a z drugiej strony specjalistyczną precyzję języka naukowego. Jeśli np., używając języka ideologicznego, nazwiemy kogoś ksenofobem, negacjonistą, neoliberałem bądź fundamentalistą, to może nam się wydawać (lub możemy pragnąć stworzyć celowe wrażenie), że potępiliśmy kogoś z uwagi na jego bardzo konkretne przewinienia, gdy tymczasem nie powiedzieliśmy o nim nic ponad to, że żywimy wobec niego niedookreśloną niechęć (lub pragniemy u innych taką niechęć wywołać).

W związku z powyższym promocja języka ideologicznego jest wyjątkowo skutecznym narzędziem pozbawiania ludzi werbalnej ogłady i komunikacyjnej dojrzałości, co w dodatku doskonale współbrzmi z informacyjną niechlujnością ery tzw. mediów społecznościowych. Zgodnie z zasadą cui bono nietrudno wywnioskować, że ów proceder służy wszystkim tym, którzy pragną władzy nad innymi, tzn. możliwości dogadywania się ponad głowami i za plecami tych, którzy nie potrafią dogadać się sami ze sobą. Szczególnie zaś służy on tym, którzy pragną władzy najbardziej wyrachowanej i szyderczej, a więc takiej, w ramach której nie tylko decyduje się wbrew czyjejś woli o jego rzeczywistości, ale też pozbawia się go świadomości tego faktu poprzez skuteczne uwięzienie go w bańce specjalnie w tym celu spreparowanej nierzeczywistości.

Podsumowując, warto w najwyższym stopniu dbać o giętkość języka, znaczeniowe rozeznanie, definicyjną precyzję i komunikacyjną ogładę, bo są one warunkami niezbędnymi poprawnego opisania obiektywnie istniejącego świata i konstruktywnego wykorzystywania jego potencjału we współpracy z innymi. Tym samym są one również warunkami niezbędnymi pozostawania odpornym na zakusy tych, którzy pragnęliby zastąpić ów świat jego "nową wspaniałą" karykaturą. Innymi słowy, jeśli "tak" pozostanie "tak", a "nie" pozostanie "nie", to Zły nigdy nie wyda nam się dobrym.