Saturday, August 1, 2015

The Beauty and Glory of Spontaneous Orders

Even if, from the God's-eye point of view, every human being is a hopeless illiterate, every natural language is nonetheless a masterpiece of literary and rhetorical art. Even if, from the God's-eye point of view, every merchant is an inveterate philistine, money is nonetheless one of the greatest tools for sophisticated social cooperation. Even if, from the God's-eye point of view, every entrepreneur is an incorrigible fool, the free market is nonetheless the greatest source of practical financial wisdom. That's the beauty and glory of spontaneous orders in a nutshell.

Wednesday, July 29, 2015

Libertarianizm, organizacja i przedsiębiorczość

Istnieją różne sposoby skutecznego promowania wartości libertariańskich, począwszy od oferowania teoretycznej edukacji, a skończywszy na uprawianiu praktycznej kontrekonomii.

Warunkiem koniecznym efektywnej realizacji wszystkich tego rodzaju przedsięwzięć jest naturalnie dobrze zorganizowana współpraca kompetentnych osób. I tu pojawia się interesujące pytanie: do jakiego stopnia tego rodzaju współpraca wymaga karności i jednomyślności, na jaką nie są w stanie się zdobyć z definicji ceniący niezależność i nie lubiący wykonywania poleceń libertarianie?

Wydaje się, że tych zupełnie niezgodnych z duchem libertarianizmu cech wymaga rzeczywiście tradycyjna organizacja biurokratyczna i korporacyjna. Trzeba jednak pamiętać, że w społeczeństwie, większość członków którego na pierwszym miejscu stawiałoby wolność osobistą, ten typ organizacji najprawdopodobniej zanikłby szybko jako rzecz archaiczna i krępująca potencjał rozwojowy człowieka.

Co miałoby go w takim razie zastąpić? Udzielenie - czy też raczej bezustanne udzielanie - odpowiedzi na to pytanie jest kluczowe dla sukcesu teoretycznej praktyki, czy też, jak kto woli, praktycznej teorii libertarianizmu (należy pamiętać, że nie ma nic bardziej praktycznego niż dobra teoria).

Libertarianie lubią czerpać intelektualną inspirację z dorobku austriackiej szkoły ekonomii, która wypracowała rozbudowaną i filozoficzne wnikliwą teorię przedsiębiorczości. Zgodnie z tą teorią, przedsiębiorca to osoba budująca kapitałową strukturę produkcji w celu wypracowania zysku w niepewnej przyszłości. Trzeba zwrócić uwagę, że zysk nie musi być tu traktowany w kategoriach monetarnych, a kapitał w kategoriach fizycznych. Przedsiębiorca intelektualny buduje strukturę produkcji składającą się głównie z kapitału intelektualnego i społecznego, zaś zyskiem jest dla niego skuteczne rozpowszechnienie istotnych dla niego idei.

Rozumiejąc rolę przedsiębiorcy w świecie ludzkiego działania i wiedząc, jak bogaty, zróżnicowany i innowacyjny kapitał intelektualny i społeczny mają do dyspozycji, libertarianie nie mogą pozwolić sobie na myślenie, że kulturotwórczy sukces można osiągnąć jedynie bazując na najpopularniejszych dzisiaj - a więc biurokratycznych i korporacyjnych - sposobach organizacji. Nie mogą też pozwolić sobie na myślenie, że jako że z uwagi na swój indywidualizm i nonkonformizm nie są oni w stanie skutecznie wykorzystywać tychże sposobów, ich sprawa skazana jest na porażkę.

Wolność osobista i przedsiębiorcza inicjatywa są źródłem innowacyjnych spontanicznych porządków, które mają to do siebie, że zawczasu nikt nie jest w stanie przewidzieć ich kształtu. Są one jednak wypadkową niezliczonej ilości indywidualnych planów, z których każdy - jeśli ma być skuteczny - musi być oparty na bardzo gruntownych przewidywaniach. Libertariańscy intelektualni przedsiębiorcy muszą nauczyć się wykorzystywać swoją przewagę konkurencyjną - swoją intelektualną niezależność, bezkompromisowość i nonkonformizm - do tworzenia tego rodzaju gruntownie przemyślanych, indywidualnych planów. Jeśli tylko powstanie ich wystarczająco dużo i będą one prezentować wystarczająco wysoką jakość, to w wyniku ich konkurencyjnego zazębiania i ścierania się powstanie spontaniczny porządek organizacyjny, którego kulturotwórcza skuteczność przyćmi tę typową dla organizacji nakazowo-hierarchicznych.

Podsumowując, wymagając od społeczeństwa odrzucenia wiary w zinstytucjonalizowaną przemoc jako fundament organizacji społecznej, libertarianie muszą w równym stopniu wymagać od siebie w zakresie przemyślenia, zrozumienia i wykorzystania innowacyjnego, przedsiębiorczego potencjału organizacyjnego swoich głównych pryncypiów - wolności osobistej, intelektualnej niezależności i spontanicznej kreatywności. Tylko wówczas będą oni w swoim przekazie równie wyraziści, co wiarygodni, a tym samym efektywni.

Tuesday, July 21, 2015

Wolność, współczesność, dobrobyt i szczęście

Jednym z najbardziej rażących przejawów intelektualnego infantylizmu znacznej części zarówno tzw. "lewicowców", jak i tzw. "konserwatystów", jest promowane przez nich często przekonanie, że mimo iż we współczesnym świecie, stanowiącym w znacznej mierze spuściznę rewolucji przemysłowej i klasycznego liberalizmu, ludzie są o wiele bogatsi, zdrowsi i bardziej swobodni niż kiedykolwiek wcześniej, są oni jednocześnie "bezprecedensowo nieszczęśliwi" z uwagi na "pogrążenie w płytkim konsumpcjonizmie", "wyalienowanie od wartości wspólnotowych", "oderwanie od wyższych celów", itp.

Tego rodzaju utyskiwanie można w zasadzie uciąć jednym argumentem: jako że jednym z fundamentów spuścizny klasycznego liberalizmu jest możliwość swobodnego wyboru formy swojego życia i jego otoczenia, osoby nie lubiące zbudowanej na tym fundamencie cywilizacji mogą się zawsze od niej odciąć, udając się do różnego rodzaju samowystarczalnych enklaw bądź miejsc odosobnienia, począwszy od kolonii Amiszów i klasztorów klauzurowych, a skończywszy na pustelniach w środku lasu, gdzie będą mogły do woli kultywować "wartości wspólnotowe" i medytować nad "wyższymi celami", nie konsumując żadnych owoców globalnej gospodarki rynkowej.

Warto jednak zastanowić się w tym kontekście nad procesami psychologicznymi, które motywują tego rodzaju powierzchownie pesymistyczne sentymenty. Myślę, że można tu wyróżnić kilka niezależnych, choć uzupełniających się elementów:

1. Tak sofistycznie rozbudowane biadolenie nad własnym losem jest dobrem luksusowym, na jakie mogą sobie pozwolić wyłącznie osoby zdrowe, syte i przynajmniej relatywnie wolne i zamożne. Ci, którzy nie mieli do dyspozycji tego rodzaju wygód - a więc zdecydowana większość naszych przodków - nie mieli zwyczajnie czasu na uprawianie tego rodzaju intelektualnej i emocjonalnej gimnastyki, gdyż ich codzienne życie było na ogół bezustanną walką o doraźne przetrwanie, a ci, którzy nie potrafili jej podjąć i w niej trwać, zwyczajnie nie przeżywali.

2. Świat przedwspółczesny był na ogół światem niemalże zerowej mobilności społecznej, spętanym przemocowym systemem kastowym, jak i światem bardzo niewielkiej dostępności informacyjnej. W związku z tym zdecydowana większość jego mieszkańców albo nie wiedziała o sukcesach innych, albo - jeśli nawet się o nich dowiedziała - traktowała je jako naturalny przejaw odziedziczonego statusu kastowego danej osoby, a więc coś, w czym nie ma cienia zasługi; podobnie też traktowała swoje własne porażki. Tego rodzaju stan rzeczy ograniczał wpływ i skalę zazdrości - jak pisali Schoeck w "Zazdrości" i Mises w "Mentalności Antykapitalistycznej", przegrany zawsze będzie próbował jakoś racjonalizować swoją klęskę, zwłaszcza w świetle sukcesów innych. Miło więc będzie wspominał czas, kiedy żadna tego rodzaju racjonalizacja nie była potrzebna. Świat współczesny - świat znacznej mobilności społecznej i powszechnej dostępności informacyjnej - cały czas domaga się natomiast tego rodzaju racjonalizacji od przegranych zazdrośników, stąd wylewane przez nich regularnie, skierowane przeciwko niemu fale pseudointelektualnej zgorzkniałości.

3. Dopiero będąc zdrowym, sytym i przynajmniej relatywnie wolnym i zamożnym, można się przekonać, że tego rodzaju stan rzeczy stanowi warunek konieczny, ale nie wystarczający bycia szczęśliwym. Innymi słowy, okazuje się wówczas, że być szczęśliwym jest znacznie trudniej, niż mogło się wcześniej wydawać - że bycie szczęśliwym wymaga nie tylko określonych warunków zewnętrznych, ale też ich odpowiedniego wykorzystania, które z kolei wymaga wytężonej, długotrwałej pracy nad intelektualnymi, moralnymi i estetycznymi przymiotami swojego charakteru. Niewielu jest skłonnych wykonać tego rodzaju pracę - znacznie łatwiej jest uciec przed nią w wyimaginowany raj utracony, gdzie możliwość jej wykonania w ogóle nie istniała, a więc gdzie nie można się było winić za nieskorzystanie z niej.

Podsumowując, świat współczesny - świat bezprecedensowego zdrowia, zamożności, wygody i liczby opcji do wyboru - nie tyle czyni ludzi nieszczęśliwymi, bo to byłoby stwierdzenie groteskowe w swojej nielogiczności, ile obnaża naiwność przyjmowanej przez większość z nich koncepcji szczęścia, co jest o tyle dobre, że warunkiem wejścia w dojrzałość jest zdanie sobie sprawy z własnej niedojrzałości.

Monday, July 20, 2015

Wolny rynek, konkurencja i współpraca

Piękno wolnego rynku polega między innymi na tym, że harmonizuje on pozornie sprzeczne wartości, takie jak np. współpraca i konkurencja. Z jednej strony wolny rynek to suma dobrowolnych transakcji międzyludzkich, a więc najobfitsze możliwe źródło społecznej współpracy. Z drugiej strony jednak te podmioty rynkowe, które mają ten sam cel, ale różne pomysły co do tego, jak ów cel zrealizować, rywalizują ze sobą o względy konsumenta.

Z rynkowej rywalizacji wypływa też jednak współpraca, nawet jeśli nieraz niezamierzona i nieuświadomiona, gdyż to właśnie w wyniku przedsiębiorczej konkurencji następuje intensyfikacja specjalizacji i podziału pracy, akumulacja dóbr kapitałowych, postęp technologiczny, i przede wszystkim bezustanne wykształcanie się systemu cenowego, dzięki któremu możliwy jest rachunek ekonomiczny i racjonalna alokacja dóbr. Z wszystkich tych niezmiernie pożytecznych rezultatów i efektów zewnętrznych korzysta ogół uczestników rynku - ogół uczestników rynku korzysta więc nie tylko z umożliwianej przez niego swobodnej współpracy, ale też z odbywającej się w jego ramach swobodnej konkurencji.

Innymi słowy, działanie w ramach wolnego rynku pozwala jego członkom zjeść ciastko i mieć ciastko - cieszyć się zarówno z możliwości pokojowej współpracy ze swoimi bliźnimi, jak też z możliwości podjęcia z nimi rywalizacji budzącej dreszcz intelektualnej lub emocjonalnej ekscytacji, wiedząc, że jedno harmonijnie uzupełnia się z drugim, służąc wszystkim uczestnikom tego wielkiego, bezustannego, nieskończenie złożonego procesu koordynacyjnego, w wyniku którego powstaje dostatnie i spełnione społeczeństwo.

Sunday, July 19, 2015

The First Rule of Social Utility

If a given non-self-sufficient thing is unable to secure funding from any customer, investor, philanthropist, or any other subject acting in accordance with the principle of free exchange of goods, services, values, and ideas, then such a thing is, objectively speaking, at best socially useless and at worst socially harmful.

Pierwsza zasada społecznej użyteczności

Jeśli danej niesamowystarczalnej rzeczy nie jest gotów utrzymywać ani żaden klient, ani żaden inwestor, ani żaden filantrop, ani żaden inny podmiot działający w oparciu o zasadę dobrowolnej wymiany dóbr, usług, wartości i idei, to dana rzecz jest w sposób obiektywny w najlepszym razie społecznie bezużyteczna, a w najgorszym razie społecznie szkodliwa.

Kontrekonomia jako źródło postępu moralnego

Budowanie sieci niezależnych instytucji i obszarów swobodnej działalności - szarej strefy, specjalnych stref ekonomicznych, niezależnych ośrodków edukacyjnych, sieci P2P, itp. - jest istotne nie tylko z tego względu, że umożliwia odcinanie monopolistycznych aparatów opresji od wpływów i zasobów, ale też - co znacznie ważniejsze - z tego względu, że umożliwia powstawanie prawdziwie moralnej i psychologicznie zdrowej kultury, wolnej od fatalnego przekonania, że każdy pożyteczny przejaw ludzkiej działalności potrzebuje "błogosławieństwa" ze strony przedstawicieli zinstytucjonalizowanej agresji, przemocy i przymusu. Innymi słowy, wraz z osłabianiem finansowej pozycji monopolistycznych aparatów opresji, tworzenie tego rodzaju kontrekonomicznych obszarów i instytucji osłabia również korupcjogenne wpływy tychże aparatów.

Jest to o tyle istotne, że o ile w krótkiej perspektywie czasu rzeczone aparaty opresji są w stanie w ramach reakcji samoobronnej zniszczyć wiele tego rodzaju obszarów i instytucji, o tyle nie są w stanie zniszczyć kultury i idei, na których owe obszary i instytucje są ufundowane i których rozpowszechnianiu tak wydatnie służą. Wręcz przeciwnie, uderzając siermiężną przemocą w tego typu enklawy przedsiębiorczej samoorganizacji, obnażają one jedynie swoją naturę całkowicie zbędnych pasożytów i osłabiają swoją opartą na syndromie sztokholmskim i ekonomicznej ignorancji "legitymizację". Innymi słowy, stały, cierpliwy rozwój idei oraz instytucji kontrekonomicznych stawia monopolistyczne aparaty opresji w fatalnej dla nich sytuacji, w której używanie przez nie swojej przewagi konkurencyjnej stopniowo podkopuje jej sprawcze znaczenie. Żaden zwolennik społeczeństwa dobrowolnego nie powinien nigdy o tym zapominać, zwłaszcza w świetle posiadania tak bezprecedensowo skutecznych narzędzi przedsiębiorczych, edukacyjnych i kulturotwórczych, jak te opisane powyżej.