Saturday, May 25, 2024

Wolność i własność jako stawki w walce uwznioślającego sensu z samobójczym absurdem

Bezwarunkowy szacunek dla własności prywatnej, swobody gospodarczej i wolnej przedsiębiorczości nie może wynikać jedynie czy przede wszystkim z tego, że służy on bogactwu czy dobrobytowi społecznemu. Zamiast tego powinien on wynikać nade wszystko z faktu, że tylko człowiek mogący swobodnie dysponować swoją sprawiedliwie zdobytą własnością może być coraz bardziej produktywny dla swoich bliźnich i cieszyć się w związku z tym zasłużoną nagrodą za swoją pracowitość, roztropność i obrotność.

Innymi słowy, głównym czynnikiem motywującym powinna być w tym kontekście nie zamożność, tylko godność wynikająca z samodyscypliny, o której zamożność jedynie poświadcza. Nie może być inaczej w świecie kompletnej inwersji wartości, w którym jej ofiary myślą z rozrzewnieniem o rozmaitych "ekosocjalizmach", "technokomunizmach" czy "kapitalizmach interesariuszy" (czyli polityczno-korporacyjnych komunofaszyzmach) nie wskutek rojeń o "powszechnym i darmowym dobrobycie", ale wskutek pragnienia powszechnej, reglamentowanej nędzy (w imię "praw zwierząt", "walki z globalnym ociepleniem", "inkluzywności" itp.).

Podsumowując, w świecie obłędnej ideologicznej mizantropii i duchowego samobójstwa naczelnym hasłem przyświecającym wszystkim orędownikom nienaruszalności wolności gospodarczej, własności prywatnej i swobody międzyludzkiej współpracy powinno być nie "wznosząca fala podnosi wszystkie łodzie", tylko "kto nie pracuje, niech też nie je". To znaczy: jeśli w imię ideologicznych fantazmatów ktoś chce nie tylko żywić się cudzym kosztem, ale też ograniczać możliwość dowolnie obfitego żywienia się przez innych, wówczas w opozycji do niego i jemu podobnych należy gromadzić przede wszystkim tych, którzy nie tyle hołdują "konsumpcyjnemu materializmowi", co doceniają unikatową wartość czynienia sobie ziemi poddaną. Tylko wówczas bowiem wolność i własność mogą okazać się stawką w najbardziej fundamentalnej z walk: tej o zwycięstwo uwznioślającego sensu nad samobójczym absurdem.

Friday, May 10, 2024

"Świat klaunów" a powszechność "antysemityzmu"

Obecny "świat klaunów" lubuje się w histerycznym nadużywaniu całego szeregu wyświechtanych propagandowych terminów, ale niewątpliwą palmę pierwszeństwa dzierży wśród nich "antysemityzm".

Jest to określenie do tego stopnia amorficzne w swojej uniwersalnej oskarżycielskiej poręczności, że oto zdołaliśmy się już przekonać o istnieniu m.in. "żydowskich antysemitów" (osób, którym krytyka poczynań pewnego politycznego tworu najwyraźniej odebrała ich genetyczną tożsamość), "arabskich antysemitów" (zapewne koranicznych rewizjonistów sugerujących, że Arabowie wywodzą się nie od Sema, tylko od, dajmy na to, Chama), "chrześcijańskich antysemitów" (postaci nie kwapiących się do usunięcia ze swoich egzemplarzy Pisma Św. fragmentów takich jak "krew Jego na nas i na nasze dzieci") i "wolnościowych antysemitów" (pryncypialnych wrogów penalizowania "antysemityzmu" jako przejawu "mowy nienawiści", traktujących samo to pojęcie jako zamach na wolność słowa).

Niemniej jako że "świat klaunów" ma przy wszystkich swoich niezliczonych wadach tę wyrównawczą zaletę, że ostatecznie ośmiesza on wykorzystywane przez siebie propagandowe liczmany, należy zachowywać nadzieję, iż taki właśnie los spotka również "antysemityzm", co poskutkuje automatycznym wykluczeniem z wszelkich poważnych dyskusji każdego, kto nieironicznie oskarży innych o ową "uniwersalną zbrodnię". Oczywiście także wyrażenie podobnej nadziei może być uznane w "świecie klaunów" za "antysemickie", niemniej trzeba ufać, że ci wszyscy, którzy wciąż poczuwają się do roli strażników choć minimum terminologicznej i argumentacyjnej powagi, każde takie oskarżenie potraktują jako komplement lub przynajmniej powód do rozbawienia.

Tam bowiem, gdzie wszechobecność klaunów już dawno odebrała ich wybrykom wszelki walor komiczny, pozostaje uśmiechać się na myśl, że naturalny opór wobec ich nużącego jazgotu z czasem odbierze im również wszelki walor sprawczy. Niech ta myśl towarzyszy więc jak najczęściej wszystkim ludziom dobrej woli, a tym prędzej stanie się ona dającą odetchnąć rzeczywistością.

Saturday, May 4, 2024

"Problem wieży Babel" to nie brak wspólnego języka, tylko obfitość indywidualnej pychy

Niektórym mogłoby się wydawać, że w erze Internetu i przyzwoicie funkcjonujących automatycznych tłumaczy skutecznie rozwiązany został "problem wieży Babel", co oznacza, że ludzkość jest obecnie w stanie komunikować się w globalnej skali przy pomocy "wspólnego języka". Bardzo nieprzekonująco brzmiałaby jednak sugestia, że ludzkość stała się dzięki temu wyjątkowo zjednoczona, pokojowa czy harmonijna.

Świadomość tego stanu rzeczy pozwala na przejrzyste uzmysłowienie sobie faktu, że pomieszanie języków to skutek, a nie przyczyna bezproduktywnych sporów i jałowych konfliktów. Wieża Babel była przede wszystkim spektakularnym pomnikiem ludzkiej pychy, a pomniki ludzkiej pychy mają to do siebie, że na pewnym etapie ich budowy okazuje się, że każdy z budowniczych ma inne rozumienie ich natury i inny pomysł co do ich ukończenia. To jest z kolei oczywistą konsekwencją założenia, że zasady rządzące rzeczywistością mają być nie poznawane, tylko czynnie kształtowane i podporządkowywane ludzkiej woli.

Innymi słowy, komunikacyjna jałowość wynika przede wszystkim nie z tego, że mówi się różnymi językami, ale z tego, że nie ma się sobie nic sensownego do przekazania, to zaś wynika w przeważającej mierze z mniemania, jakoby poszczególnym słowom czy zwrotom można było przypisywać dowolne znaczenie, bądź też jakoby kwestia znaczeń była, nomen omen, bez znaczenia.

Problemy porozumiewawcze są zatem przede wszystkim pochodną problemów poznawczych, a różnorodność interpretacji i stanowisk może być owocna jedynie wtedy, gdy dobrowolnie podporządkuje się je wszystkie zaznajamianiu się z prawdą - traktowaną jako zjawisko obiektywne, niezmienne i powściągające widzimisię podmiotu poznającego. Jedynie wtedy jest rzeczą niewątpliwie jasną, że prawda wyzwala - również z komunikacyjnych kajdan, które dany rozmówca sam sobie założył.

Sunday, April 28, 2024

Początkowo "arcyludzkie", końcowo nieludzkie

Klasyczni ideologiczni wichrzyciele dążyli do postawienia człowieka w miejsce Boga, podczas gdy ich obecni pogrobowcy dążą do postawienia natury bądź "sztucznej inteligencji" w miejsce człowieka. Innymi słowy, ci pierwsi dążyli do odrzucenia niebiańskiego raju stworzonego dla człowieka na rzecz ziemskiego raju stworzonego przez człowieka, podczas gdy ci drudzy roją o ziemskim raju istniejącym bez człowieka.

Dojrzewanie ideologicznego wichrzycielstwa ku jego ostatecznej formie jest zatem najwymowniejszym dowodem faktu, iż to, co zaczyna się jako "arcyludzkie", musi skończyć jako nieludzkie, to, co rodzi się jako demiurgiczne, musi umrzeć jako makabryczne, zaś pierwsza lekcja jest nieuchronnie tożsama z ostatnią: z im kto większym uporem próbuje stanowić o dobru i złu, w tym większym stopniu ulega temu drugiemu.

Sunday, April 14, 2024

Deeskalacja hałaśliwością wzajemnych pogróżek

Czysto formalny atak odwetowy - czyli taki, w odniesieniu do którego można być pewnym, że nie spowoduje on u wroga praktycznie żadnych strat - to w zasadzie błaganie o deeskalację przez stronę wiedzącą, że jest dużo słabsza. Abstrahując od ich głęboko marnotrawczego charakteru, można by sobie życzyć, aby wszystkie ataki i kontrataki wyglądały właśnie tak, co sprowadzałoby je do ludzkiego odpowiednika bicia się w piersi przez goryle, czyli rozstrzygania konfliktów na bazie hałaśliwości wzajemnych pogróżek.

Teraz więc, kiedy oba pohukujące na siebie goryle są na daną chwilę kwita, jednoznacznym agresorem okaże się ten z nich, który wykona kolejny zaczepny ruch - zwłaszcza mając świadomość jego potencjalnie kaskadowych reperkusji. Oby żaden nie uznał, że zaspokojenie jego pychy warte jest poświęcenia wszystkiego innego - wtedy bowiem prosta droga do takich form ataku, po których nie ma już komu udzielać odwetowej odpowiedzi.

Tuesday, April 2, 2024

Jak przejść z fazy przedwojennej do fazy powojennej z pominięciem fazy wojennej

Na przestrzeni ostatnich kilku tygodni paru pierwszoplanowych politruków (w tym jeden rodzimy) na wyprzódki powtarzało sformułowanie, że Europa (albo i cały świat) znajduje się obecnie w "fazie przedwojennej", co naturalnie sugeruje, że zapadła już odgórna decyzja co do tego, iż ma się niebawem znaleźć w "fazie wojennej".

Warto uświadomić sobie w tym kontekście, co powinno się stać, aby świat mógł się znaleźć raz a dobrze w fazie powojennej: otóż ogół zawodowych pasożytów, w tym zwłaszcza tych najbardziej skorych do snucia narracji takich, jak wyżej przedstawiona, powinien zostać czym prędzej wyekspediowany na linię frontu najbliższego gorącego konfliktu, a następnie - jeśli dla owych pasożytów życie ludzkie jest faktycznie tak tanie - powinni oni dokonać możliwie symetrycznej wzajemnej eliminacji.

Nie jest to co prawda warunek wystarczający światowego pokoju, bo do tego trzeba by jeszcze uzyskania przez światową populację choćby minimalnej duchowej dojrzałości, wyrażającej się co najmniej w bezwarunkowym szacunku dla piątego, siódmego i dziesiątego przykazania Dekalogu, niemniej jest to niewątpliwie jego warunek konieczny.

Należy zatem ufać, że jak najliczniejsi przedstawiciele globalnej populacji - nauczeni choćby niezliczonymi historycznymi doświadczeniami oraz bezprecedensowym dostępem do związanej z nimi wiedzy - solidarnie przekażą pasożytniczym podżegaczom wszystkich obozów, że ich psychopatyczne zapędy są już wyłącznie ich problemem, do rozniecania którego nigdy więcej nie przyłoży ręki - ani dobrowolnie, ani pod groźbą - żaden człowiek dobrej woli.

Saturday, March 23, 2024

Generatywna nierzeczywistość a logika i intuicja

W świecie generatywnej nierzeczywistości najbardziej niezawodnymi przewodnikami są logika i intuicja. Boty mogą mamić ludzkie zmysły nieskończoną nawałą spreparowanych obrazków, sfabrykowanych dźwięków i fałszywych filmów, jak również podkopywać ludzkie doświadczenie nieskończoną hurmą nieweryfikowalnych informacji, ale nigdy nie są w stanie zasymulować logicznego argumentu, bo symulacja argumentu to z definicji nie argument, tylko sofizmat. Stąd kluczowa jest w tym kontekście klasyczna dyscyplina odróżniania poprawnej argumentacji od jej sofistycznych namiastek.

Niemniej logicznie poprawny argument służy rzetelnemu opisowi rzeczywistości tylko w takim stopniu, w jakim wyrasta z prawdziwych przesłanek. Te zaś - w tych wszystkich niezliczonych przypadkach, w których nie dysponujemy stosowną wiedzą o naturze samooczywistej bądź doświadczalnej - można zidentyfikować wyłącznie na bazie dobrze wyćwiczonej intuicji. Jeśli więc w wyniku uczciwej i pogłębionej konsultacji z własnym rozumem, sumieniem, poczuciem dobrego smaku i zmysłem duchowego porządku dane zjawisko wyda się komuś podszyte zasadniczym absurdem, groteską, szyderstwem, natarczywością, tandetą czy toporną umizgliwością, wówczas taki ktoś ma wszelkie prawo założyć, że może mieć do czynienia z generatywną fałszywką, choćby nawet na jej fundamencie była zbudowana logicznie misterna konstrukcja.

Innymi słowy, w świecie maszynowo produkowanych informacyjnych kociokwików i zmysłowych omamów pozostaje trzymać się ze szczególną konsekwencją zarówno nakazów rozumu, jak i podpowiedzi ducha. Wtedy nierzeczywistość - niezależnie od mnogości swoich odmian, warstw i powabów - nigdy nie zdoła przywieść danej osoby do zabójczego przekonania, że prawda jest swoim przeciwieństwem, ani też do samobójczego przekonania, że jest ona kwestią umowną, nieskończenie subiektywną czy nieistniejącą.