Thursday, July 18, 2019

Teologiczna wiedza a ekonomiczna ignorancja

Przejawy ostentacyjnej ekonomicznej ignorancji wydają się być wyjątkowo przykre i rozczarowujące u duchownych i teologów, zwłaszcza chrześcijańskich. Jest tak chyba dlatego, że duchowni i teologowie aspirują do miana osób, które w sposób szczególnie skrupulatny badają świat rzeczy niewidzialnych - z którego w wizji chrześcijańskiej pochodzi dodatkowo powszechne powołanie do wolności i wolicjonalnej doskonałości. Jeśli więc osoby takie zdają się ostentacyjnie ignorować niewidzialną, ale jak najbardziej realną logikę spontanicznej współpracy międzyludzkiej, wówczas mamy do czynienia z wyjątkowo zgrzytliwym dysonansem poznawczym.

Używając bardziej konkretnego przykładu: duchowny bądź teolog pozwalający sobie na stwierdzenia takie jak "a kto gdzie widział tę smithowską niewidzialną rękę?", "cóż to za relatywizm twierdzić, że dobra ekonomiczne są subiektywne?" czy "a jakąż to namacalną wartość tworzy spekulant?" brzmi mniej więcej tak samo ambarasująco, jak teologiczny ignorant czy siermiężny scjentysta perorujący o tym, że nikt nigdy pod mikroskopem nie widział Ducha Świętego. Innymi słowy, osobie zawodowo zajmującej się badaniem niewidzialnych zjawisk takich jak dusza, łaska czy zbawienie wyjątkowo nie przystoi ignorowanie bądź podważanie wpływu innych niewidzialnych zjawisk, takich jak struktury motywacji, koszty alternatywne czy malejąca użyteczność krańcowa.

Konieczność przeciwstawiania się powyższej ignorancji jest tym niezbędniejsza, że nie sposób aspirować do zrozumienia rzeczywistości na jej najogólniejszym, eschatologicznym poziomie, jeśli nie próbuje się również zrozumieć logicznej struktury ludzkiego działania, która jest kluczowym owej rzeczywistości elementem - a tego rodzaju rozumienie oferuje właśnie rzetelna ekonomia. Podsumowując, tylko uznanie formalnej i materialnej autonomii nauk ekonomicznych - oraz przyswojenie sobie przynajmniej ich podstaw - jest w stanie, cytując klasyka ekonomii, umożliwić badaczom zjawisk niewidzialnych pełne uzmysłowienie sobie tego, co widać i czego nie widać. Uzmysłowiwszy zaś to sobie, mogą oni następnie - powołując się na tegoż samego klasyka - należycie docenić to, w jak wielkim stopniu o harmonijnej naturze dzieła stworzenia świadczą również ekonomiczne harmonie dobrowolnej ludzkiej współpracy.

Wednesday, July 17, 2019

Etatyzm jako wielka inwersja prawa moralnego

Etatyzm - w każdej swej postaci - można by pokrótce zdefiniować jako wielką, zinstytucjonalizowaną inwersję prawa moralnego: przedstawienie największego wyobrażalnego zła (systemowego i permanentnego fizycznego i mentalnego zniewolenia istoty ludzkiej) jako źródła wszelakich niezbędnych dóbr, małych i wielkich (począwszy od ciepłej wody w kranie, a skończywszy na możliwości przyłączenia się do "marszu Boga na ziemi" czy do budowy ziemskiego królestwa wiecznej szczęśliwości).

Stąd w świecie etatystycznym elementarne, zdroworozsądkowe myślenie moralne staje się w najgorszym razie niemożliwe, a w najlepszym razie ogromnie utrudnione - bo oto do rangi nieomal samooczywistych prawd urastają w takim świecie stwierdzenia, jakoby zinstytucjonalizowana grabież była "ponoszeniem kosztów za wspólne usługi", zinstytucjonalizowana pasożytnicza demoralizacja była "pomocą społeczną", zinstytucjonalizowana niewolnicza indoktrynacja była "powszechną oświatą", zinstytucjonalizowane psucie pieniądza było "dbałością o makroekonomiczną stabilność", itp.

Innymi słowy, akceptacja fundamentalnych założeń etatyzmu w sposób radykalny stawia na głowie wszystkie zdroworozsądkowe moralne intuicje, których zbiór nazywa się zwyczajowo prawem naturalnym. Stąd nie powinno dziwić motto konsekwentnych abolicjonistów, iż gradualizm w teorii to wieczność w praktyce. Etatyzmu nie rozmontuje żadna długa seria szczegółowych reform, bo wszystkie one z definicji będą musiały się odbywać w świecie przenikniętym etatystyczną mentalnością, tzn. w świecie, w którym na najbardziej zasadniczym poziomie źle znaczy dobrze, a bardzo źle znaczy bardzo dobrze. Skoro etatyzm oznacza radykalne postawienie moralności na głowie, to antyetatyzm (libertarianizm) musi oznaczać radykalne postawienie moralności na nogach - tzn. konsekwentne i bezkompromisowe kwestionowanie i kontestowanie ścisłych podstaw zastanej mentalności. Tylko wtedy można mieć nadzieję - choć oczywiście nie pewność - że moralna normalność będzie powracać przynajmniej w sposób stopniowy.

Sunday, July 14, 2019

O negatywnej selekcji biznesowej w etatyzmie

Współczesny etatyzm, który można z pełną odpowiedzialnością określić mianem miękkiego totalitaryzmu, obnaża pełnię swojego zła nie poprzez bezpośrednio dokonywane przez siebie złe działania - takie jak zinstytucjonalizowana grabież, pasożytnictwo, indoktrynacja, itp. - ale poprzez bezceremonialne korumpowanie wszelkiego rodzaju działań ze swojej natury dobrych.

Najlepszym przykładem tego ostatniego jest rodzaj ideologiczno-etycznej negatywnej selekcji odbywającej się wśród przedstawicieli kadr kierowniczych tzw. wielkiego biznesu. Im większa, a więc na ogół biznesowo skuteczniejsza jest dana firma, w tym większym stopniu musi ona pozostawać w polubownych relacjach z monopolistycznymi aparatami opresji - musi tym skrupulatniej podporządkowywać się ich "regulacjom", tym sumienniej płacić im regularne daniny, tym czołobitniej odnosić się do mogących popsuć jej szyki biurokratów, itp. Nie jest zatem rzeczą zaskakującą, że wśród kadr kierowniczych największych firm światowej gospodarki pojawia się nadzwyczaj dużo osób wyrażających fagasowsko wręcz etatystyczne poglądy, skomlących o "podwyższenie im podatków", "ściślejsze uregulowanie ich działalności", itp.

Przedsiębiorcy o twardszym kręgosłupie moralnym mogą zwyczajnie nie móc zdzierżyć konieczności tak ścisłego, intymnego i upokarzającego układania się z przedstawicielami kasty pasożytniczej. Premiowani na tym polu są zatem ci, którzy gotowi są iść na stosowne ustępstwa - częstokroć po to, aby nawiązane dzięki nim kontakty wykorzystać następnie do podkopania metodami politycznymi swoich gorzej ustosunkowanych biznesowych konkurentów. Innymi słowy, w systemie etatystycznym im bardziej gospodarczo znaczący jest dany przedsiębiorca, tym większe jest prawdopodobieństwo, że jest on gotów w sposób dowolnie elastyczny rezygnować z trzymania się autentycznego przedsiębiorczego etosu.

Nie należy więc liczyć na to, że sojuszników w walce o konsekwentną wolność odnajdzie się wśród tych, którzy pozornie najwięcej tracą na jej nieistnieniu - tamci nadzwyczaj często zadowalają się przywilejami uzyskanymi w ramach systemu "wolności reglamentowanej". Zamiast tego należy cierpliwie i niezłomnie budować wolnościowy front szerokich grup społecznych, składający się z tych, którzy opowiadając się konsekwentnie za słusznymi wartościami nie mają jeszcze żadnej systemowej pozycji do stracenia - z tych, dla których jest to nie kwestia koniunkturalnej kalkulacji, ale klarownego moralnego przekonania.

Thursday, July 4, 2019

The Main Danger of 21th Century Ideologies

20th-century ideologies were defined by their destructive seriousness: their aim was to destroy values by promoting anti-values. By contrast, 21st-century ideologies are defined by their destructive infantilism: their aim is to destroy values by promoting pseudo- and non-values. Thus, to neutralize the latter is not only to oppose the inversion of good and evil, but also, perhaps more importantly, to expose the trivialization of good and evil.

Friday, June 28, 2019

Wolność: co znosi, czego wymaga, czemu służy

Wolność dopuszcza niefrasobliwość, ale domaga się odpowiedzialności; nie represjonuje przywar, ale zachęca do budowania przymiotów; toleruje inność, ale wyklucza ją z przedsięwzięć opartych na jednomyślności; i nie potępia miłości własnej, ale rozkwita w miłości bliźniego.

Innymi słowy, wolność nie zwalcza rzeczy moralnie neutralnych, nie odpowiada na zło większym złem i stanowi warunek niezbędny czynienia wszelkiego dobra. Nie ma więc żadnego słusznego powodu, żeby z niej rezygnować, jest za to nieskończenie wiele słusznych powodów, żeby korzystać z niej coraz pełniej.

Tuesday, June 25, 2019

Dobre i złe idee oraz różne typy ich zwolenników

Istnieją trzy główne grupy osób przysługujących się rozrostowi złych idei. Są to:

1. Jawni zwolennicy złych idei.
2. Rzekomi przeciwnicy złych idei, którzy na poziomie treści głoszą de facto to samo, co potępiają na poziomie formy.
3. Szczerzy zwolennicy dobrych idei, którzy nadają im karykaturalne i niedorzeczne formy.

Gdy złe idee cieszą się silnym ideologicznym poparciem, wówczas najniebezpieczniejsi są pierwsi z powyższych. Gdy natomiast złe idee cieszą się jedynie umiarkowanym ideologicznym poparciem, nie zagłuszającym całkowicie poparcia dla idei dobrych, wówczas najniebezpieczniejsi są drudzy i trzeci z powyższych.

Stąd, zwłaszcza w nagłówkowym świecie natychmiastowej komunikacji, w poszukiwaniu ideowych przyjaciół należy mieć się na szczególnej baczności przed deklaratywizmem, sloganowością i doraźnymi "pragmatycznymi sojuszami". Lepiej bowiem być głosem wołającego na pustyni, niż krakać między wronami, które twierdzą - czasem nawet zupełnie szczerze - że odzywają się śpiewem kanarka.

Saturday, June 22, 2019

Spekulant: filar rynkowej stabilności i skuteczności

Spekulant, postać najwyraźniej po dziś dzień tajemnicza i słabo rozumiana, pełni w gospodarce wolnorynkowej cały szereg pożytecznych, a wręcz kluczowych funkcji.

1. Po pierwsze, spekulanci, wykazując permanentną gotowość do znalezienia się po drugiej stronie dowolnej transakcji finansowej, pełnią na rynku zasadniczą funkcję płynnościową. Innymi słowy, są oni zawsze gotowi na przejęcie tych aktywów, których chcą się z dowolnych powodów pozbyć ich obecni właściciele. Tym samym spekulanci przyczyniają się w istotny sposób do redukcji kosztów transakcyjnych, przyspieszając na bieżąco harmonizację podaży i popytu oraz stabilizując ceny poszczególnych instrumentów finansowych.

2. Po drugie, spekulanci stanowią grupę uczestników rynku wyspecjalizowaną w braniu na swoje barki tej niepewności, którą inni pragną ze swoich barków zrzucić. Innymi słowy, w warunkach wzmożonej niepewności - a więc wzmożonej nieprzewidywalności przyszłej konfiguracji danych rynkowych - obecność spekulantów umożliwia bieżącym właścicielom rozmaitych aktywów zbywanie ich bez narażania się na potencjalne straty spowodowane oczekiwaną przyszłą wahliwością kursową.

3. Z powyższego punktu jednoznacznie wynika, iż spekulanci specjalizują się również w aktywnym przewidywaniu niepewnej przyszłości i w podejmowaniu stosownych kroków zaradczych. Najwcześniejszym spekulantem znanym z kart historii był starotestamentowy Józef, który dzięki swojemu szczególnemu profetycznemu darowi postanowił magazynować zboże wtedy, kiedy wszyscy inni lekkomyślnie je przejadali. Dzięki temu był on w stanie dostarczyć innym kluczowego dobra w warunkach jego wyjątkowej rzadkości - to zaś, że czerpał dzięki temu spektakularne zyski, było świadectwem nie "chciwości", ale racjonowania zasobu o niewielkiej podaży w sytuacji wzmożonego na nie popytu.

Podsumowując, spekulanci są w zasadniczy sposób odpowiedzialni za stabilność, przewidywalność i transakcyjną efektywność rynków finansowych. Tam natomiast, gdzie owe rynki w ogóle nie istnieją - np. w gospodarce socjalistycznej - tam spekulanci ryzykują nie tylko osobistym majątkiem, ale również własnym życiem, tworząc stosowne czarne rynki, stanowiące wyspy ekonomicznej racjonalności w oceanie immanentnego i permanentnego socjalistycznego marnotrawstwa.

I już na sam koniec: spekulanci nie tworzą oczywiście żadnych fizycznie wartościowych dóbr. Tworzą oni za to fundamentalne dobra natury abstrakcyjnej - dobra transakcyjne, organizacyjne i instytucjonalne - których docenienie wymaga odrzucenia ekonomicznie prymitywnej, marksoidalnej laborystycznej teorii wartości i przyjęcia ekonomicznie dojrzałej teorii marginalistyczno-subiektywistycznej. Tym bardziej kuriozalna jest zatem sytuacja, w której na temat rzekomej szkodliwości spekulacji wypowiadają się samozwańczy wrogowie marksizmu. Tymczasem deklaratywny antymarksizm nie jest w stanie nikogo ocalić przed ekonomiczną ignorancją - jest to w stanie uczynić wyłącznie dogłębna lektura poważnych ekonomicznych myślicieli, od Cantillona, Saya i Bastiata po Misesa, Hayeka i Rothbarda.