Saturday, November 10, 2018

Indywidualizm, kolektywizm i wspólnotowość

Nacjonalizm to propagandowa karykatura rodowej solidarności, a etatyzm to pasożytnicza atrapa organizacyjnego samostanowienia. Chcąc więc celebrować idee wspólnotowej autonomii i wyrastające z niej kulturowe osiągnięcia, należy mieć się na szczególnej baczności przed tymi, którzy chcą owe idee i osiągnięcia całkowicie zniszczyć poprzez ich permanentne wprzęgnięcie w program zinstytucjonalizowanego ucisku zwanego polityką.

Najlepszym na to sposobem jest zachowywanie ciągłej świadomości, że każda autentyczna i godna swojego miana wspólnota wyrasta z dobrowolności, kontraktowości i indywidualnej woli - indywidualizm czyni zbieraninę społeczeństwem, podczas gdy kolektywizm czyni społeczeństwo hordą.

I nawet jeśli przeciwko tej świadomości buntuje się stadny instynkt, to tym bardziej należy ją w sobie pielęgnować, bo tylko wówczas ów instynkt może zostać okiełznany i wysublimowany przez ten specyficznie ludzki atrybut, jakim jest jednostkowy rozum - ten atrybut, który sprawia, że człowiek jest istotą nie stadną, ale społeczną, przy pełnym podkreśleniu zasadniczej jakościowej różnicy między jednym a drugim.

Wednesday, November 7, 2018

A Podcast Conversation on my Public Goods Book

On the latest episode of the Tom Woods Show, I had the opportunity to discuss my book "The Economics of Law, Order, and Action". Listen to it if you are interested in getting an overview of its contents.

Thursday, October 18, 2018

Wielkie dobrodziejstwa tworzą wielkie wyzwania

Najważniejszą lekcją ery dobrobytu jest to, że bezprecedensowe bogactwo łatwo idzie w parze z bezprecedensową niewdzięcznością. Najważniejszą lekcją ery mobilności jest to, że bezprecedensowe możliwości łatwo idą w parze z bezprecedensową bezczynnością. Najważniejszą lekcją ery informacji jest to, że bezprecedensowy dostęp do wiedzy łatwo idzie w parze z bezprecedensowym kontaktem z głupotą. A najważniejszą lekcją ery komfortu jest to, że nic nie jest tak niekomfortowe jak komfort traktowany jako ostateczny cel.

Tuesday, October 9, 2018

Miasta czarterowe a depolitycyzacja świata

Drobna uwaga dotycząca tegorocznej nagrody szwedzkiego banku centralnego: promowane przez jednego z laureatów "miasta czarterowe" nie mają wiele wspólnego z ideą prywatnych miast opisywanych przez teoretyków anarchokapitalizmu (zwłaszcza w tym kontekście nie ma się co bać tego słowa, gdyż w kluczowym sensie uwydatnia ono fakt, że autentyczne prywatne miasto to struktura własnościowa, a nie polityczna, konkurencyjna w wymiarze przedsiębiorczym, a nie legislacyjnym).

Niezbędnym i kluczowym elementem miasta czarterowego w powyższym rozumieniu ma być jego sponsoring przez któreś z "państw rozwiniętych" - innymi słowy, miasto takie ma być nie autonomiczną strukturą własnościową wykrojoną z terytorium danego państwa mniej rozwiniętego, ale funkcjonującą w jego obrębie polityczno-prawną ekspozyturą państwa bardziej rozwiniętego. Czasem istnienie tego rodzaju instytucji może przynieść dość spektakularne gospodarcze rezultaty - najwymowniejszy jest tu przykład Hong Kongu - więc sama idea zasadniczo zasługuje na ostrożne poparcie. Nie należy przy tym jednak zapominać, że - w przeciwieństwie do autentycznych prywatnych miast - miasta czarterowe w powyższym rozumieniu nie są instytucjami poddanymi rynkowym rygorom rachunku ekonomicznego, a ich zarządcy są biurokratami z politycznego nadania, nie zaś przedsiębiorcami działającymi w długofalowej perspektywie właścicielskiej i zdolnymi do samodzielnego wdrażania dowolnych prawno-organizacyjnych innowacji.

Podsumowując, o ile powstawanie miast czarterowych może sprzyjać importowaniu na dany obszar zdrowszych rozwiązań prawno-organizacyjnych (sama idea nie jest zresztą niczym nowym - dość wspomnieć instytucję prawa magdeburskiego), o tyle w stosunkowo niewielkim stopniu sprzyja ono ostatecznemu celowi konsekwentnych zwolenników wolności osobistej i pokojowego społecznego współistnienia, jakim jest konsekwentna depolitycyzacja świata. W tym kontekście instytucjonalne dociekania austriackiej szkoły ekonomii i libertariańskiej filozofii społecznej sięgają już od dawna znacznie dalej i głębiej, nie bojąc się zadawania dużo bardziej fundamentalnych pytań i proponowania dużo bardziej zasadniczych odpowiedzi.

Sunday, September 9, 2018

Kreatywna destrukcja i informacyjna anarchia

Sugeruje się dziś nieraz, że twardą cenzurę typową dla świata politycznie sterowanych mediów papierowo-telewizyjnych zastąpiła miękka cenzura politycznie skoligaconych sieciowych korporacji, których najsubtelniejszym narzędziem jest nie tyle blokowanie dostępu do konkretnych informacji, co algorytmiczne nimi żonglowanie, sprawiające, że użytkownicy Internetu widzą w pierwszej kolejności nie to, co chcą widzieć, ale to, co mają widzieć zdaniem domorosłych informacyjnych centralnych planistów.

Na szczęście jednak każda socjoinżynieryjna akcja wywołuje anarchiczną reakcję: w im większym stopniu domorośli kontrolerzy Internetu próbują go zgodnie ze swoimi preferencjami "porządkować", w tym większym stopniu wzmaga się "kreatywna destrukcja" dokonywana przez jego nienawykłych do kontroli użytkowników. Jej finalny efekt jest zaś zawsze taki, że wśród powodzi fałszywych wiadomości, fikcyjnych tożsamości i przekornych trajektorii sieciowego ruchu wykolejają się nawet najbardziej misternie skonstruowane paternalistyczne algorytmy - albo też wzajemnie neutralizują się algorytmy skonstruowane przez paternalistów o odmiennych ideologicznych celach. Innymi słowy, czy się to komuś podoba, czy nie, niestrudzona działalność "trolli" jest gwarantem informacyjnej anarchii Internetu, a więc najczystszej formy wolności słowa.

Ze zjawiska tego wypływają dwa pouczające wnioski. Po pierwsze, mamy tu do czynienia z kolejną ilustracją hayekowskiej obserwacji, iż, z uwagi na ich rozmiar i dynamizm, na szczęście niemożliwe jest centralne sterowanie złożonymi procesami społecznymi - jak długo rynki (w tym rynki dóbr informacyjnych) nie są całkowicie zniszczone, tak długo będą one stawiać opór wszelkim próbom ich "regulacji". Po drugie natomiast, mamy tu do czynienia z kolejnym potwierdzeniem starej maksymy klasycznego liberalizmu, iż ceną wolności jest wieczna czujność - nie tylko w tym sensie, iż należy mieć się cały czas na baczności przed tymi, którzy chcą odbierać cudzą wolność, ale również w tym sensie, iż należy korzystać z dobrodziejstw własnej wolności w nieustannie baczny sposób, aby nie zmarnować oferowanego przez nią potencjału rozwojowego.

Innymi słowy, ceną wolności jest nie tylko bezustanna odwaga w walce z domorosłymi cenzorami, ale też bezustanne szlifowanie umiejętności rozpoznania i unikania zwodzących na manowce "trolli". Tylko będąc wiecznie czujnym na obu tych frontach będzie można nie tylko zachować swoją wolność, ale też stawać się coraz mądrzejszym jej użytkownikiem, warto więc szczególnie docenić fakt, że tzw. era informacji stwarza w tym zakresie zarówno bezprecedensowe wyzwania, jak i wynikające z nich bezprecedensowe rozwojowe możliwości.

Wednesday, August 22, 2018

Trade War, War on Trade, and War for Trade

There is no such thing as a "trade war", since trade is by definition a peaceful, mutually beneficial activity. However, there is such a thing as the war on trade - that is, the war on the entrepreneurial ethos, cheap and high-quality goods, and peaceful international relations. Fortunately, there is also such a thing as the war for trade - that is, the war on the institutionalized stupidity and malevolence known as politics - and it is a duty of conscience for all people of good will to incessantly and effectively wage the latter in order to avoid the ruinous consequences of the former. No less than global peace and prosperity are at stake.

Tuesday, August 14, 2018

Media społecznościowe a ideologiczna neutralność

Addendum do wątku korporacyjnej cenzury: gdyby Facebook, Youtube i im podobne media wprost określiły swoje ideologiczne preferencje i podkreśliły, że będą usuwać ze swojej prywatnej wirtualnej przestrzeni wszystko to, co się w owe preferencje nie wpisuje, wówczas sprawa byłaby postawiona jasno i mogłaby być uznana za zamkniętą.

Tymczasem główny w tym kontekście problem wynika z tego, że powyższe media próbują zachowywać pozory ideologicznej neutralności, by następnie cenzurować materiały tworzone przez swoich użytkowników wedle niesprecyzowanych i nie opisanych jednoznacznie kryteriów. Otóż trudno o lepszą pożywkę dla zwolenników i szerzycieli wszelkiej maści teorii spiskowych, gdyż w tego rodzaju warunkach każdy z nich może zawsze stwierdzić, że to właśnie jego konkretna teoria spiskowa jest na szczególnym celowniku, co dowodzi jej prawdziwości.

Właściciele Facebooka, Youtube'a i im podobnych mediów nie wydają się być na tyle nierozsądni, żeby nie zdawać sobie z powyższego sprawy. To z kolei budzi uzasadnione obawy, że rzeczywiście są oni poddawani politycznym naciskom, bo polityków i biurokratów można już o tego rodzaju nierozsądek bez problemu podejrzewać. Wówczas jednak należałoby oczekiwać od owych właścicieli, by przyznali się do tego, jak wygląda sytuacja i by opisali ją w uczciwy sposób. To uczyniłoby sprawę jasną, rozbroiłoby "teoretyków spiskowych" i dałoby bezprecedensowy impuls rozwojowy wolnym od politycznych nacisków alternatywom wobec obecnych społecznościowych gigantów.

Tymczasem jak długo sytuacja pozostaje taką, jaką jest obecnie, dyskusje o faktach i argumentach w coraz większym stopniu ustępują dyskusjom o podejrzeniach, powiązaniach, spiskach i interesach. I w tym sensie obecni społecznościowi giganci rzeczywiście ponoszą sporą odpowiedzialność za popularność i atrakcyjność "fake newsów" - jak powszechnie wiadomo, prawda nas wszystkich wyzwoli, ale w tym konkretnym kontekście przydałoby się, aby w pierwszej kolejności wyzwoliła właśnie ich.