Wednesday, November 30, 2016

Supporting the Lesser Evil and Avoiding the Greater One are not the Same Thing

There is a great moral difference between supporting the lesser evil and avoiding the greater evil. To support the lesser evil is to condone evil, which is a morally reprehensible act. On the other hand, to avoid the greater evil is a legitimate act of self-defence. To flee a totalitarian state and relocate to a merely interventionist one is an instance of avoiding the greater evil. To start feeling a "patriotic duty" towards such an "adoptive homeland" is an instance of supporting the lesser evil. The difference is quite clear.

Of course, it is a common practice to try to paint one's support for the lesser evil as one's avoidance of the greater evil, and only keen moral intuition is a reliable tool for distinguishing between the two in borderline cases. Still, it is crucial to acknowledge and understand the distinction in question, since without it people of conscience are bound to end up in a state of moral paralysis, while people with no conscience are likely to get away with everything.

Monday, November 28, 2016

Statism and War are One and the Same

Statism and war are one and the same. What is usually called "war" is nothing but statism taken to its ultimate conclusion. And what is usually called "statism" is nothing but war stopped short of reaching its ultimate conclusion. They both spring from the conviction that the "political means" - i.e., institutionalized violence, aggression, coercion, and parasitism - constitute the ultimate paradigm of efficiency. And, consistent with this conviction, they will not hesitate in perpetrating and glorifying even the most inconceivable monstrosities. In other words, the only hope for a peaceful, civilized society lies in making the statist mentality utterly, universally, and irreversibly repugnant. Otherwise all that is left is an endless war of all against all - local and parasitic at best, global and cataclysmic at worst.

Saturday, November 26, 2016

"Redistributive" vs. Libertarian Egalitarianism

The only equality achievable by "redistributive" egalitarianism is equality of disrespect, where the "haves" are treated as permanently exploitable slaves, and the "have-nots" as permanently useless wretches. On the other hand, the only equality achievable by libertarian egalitarianism is equality of respect, where the "haves" are free to enjoy their personal well-being, and the "have-nots" are free to pursue it. In other words, "redistributive" egalitarianism makes equality a guarantee of misery, while libertarian egalitarianism makes it a window of hope: that is, the only thing that it can be if it is to be something good.

Friday, November 25, 2016

Socialism: Even Worse in Theory Than in Practice

Even those who harbor no illusions about communism and socialism often make the mistake of dignifying those doctrines by calling them "beautiful theories" or "beautiful utopias". This is a rather embarrassing mistake, especially coming from those who possess the relevant theoretical knowledge. After all, such knowledge clearly implies that communism and socialism are not utopias, but dystopias, and exceptionally repulsive dystopias at that, not only rife with logical contradictions, but also directly aimed at abolishing all that is most quintessentially human - individuality, personal uniqueness, and private autonomy.

In other words, socialism and communism as they appear in the visions of their theorists are even more grotesque than socialism and communism as they appear on the pages of history - "ideal" socialism and communism can always outmatch their real, historically implemented counterparts in terms of their intellectually insulting absurdity. To forget about it is not only to reinforce the false dichotomy of theory and practice, but also to revive the reputation of ideas that least deserve it.

O różnicy między potrzebami pilnymi a ważnymi

Zasadniczym błędem jest nierozróżnianie potrzeb pilnych i potrzeb ważnych. Obowiązuje tu zasada prostokątów i kwadratów: każda pilna potrzeba jest ważna, ale nie każda ważna potrzeba jest pilna. Potrzeba zaspokojenia pragnienia po paru godzinach podróży przez pustynię jest pilna, a więc i ważna, ale jej pilność nie czyni jej wcale ważniejszą niż np. potrzeba tworzenia dzieł sztuki czy pisania filozoficznych traktatów. Można powiedzieć, że zaspokojenie potrzeb pilnych jest środkiem na drodze do zaspokajania potrzeb niepilnych, ale nie wydaje się, żeby z tego rodzaju obserwacji wynikała możliwość jakiegokolwiek obiektywnego porównania wagi potrzeb pilnych i niepilnych.

Mimo to jednak z obserwacji tej wypływają pewne wnioski istotne dla rozumienia wielu kluczowych zjawisk natury tak ekonomicznej, jak i etycznej. Obserwacja ta pozwala np. na nieuleganie gospodarczemu sentymentalizmowi sugerującemu, że potrzeby biednych należy w jakimkolwiek znaczącym sensie stawiać ponad potrzebami zamożniejszych. Potrzeby biednych są co prawda pilniejsze - i rozumie to doskonale każdy, kto angażuje się w skuteczne działania dobroczynne - ale nie wynika z tego wcale, że są one ważniejsze niż potrzeby pozostałych grup majątkowych, w tym tych idących w awangardzie wytwarzania bogactwa, którego część może być następnie przeznaczona na działania dobroczynne. Niedopuszczalne jest w związku z tym jakiekolwiek wymuszone poświęcanie potrzeb bogatszych na rzecz potrzeb biedniejszych - nie ma ono żadnego uzasadnienia ani ekonomicznego, ani etycznego.

Powyższa obserwacja umożliwia również zdanie sobie sprawy z tego, że nie istnieje jakakolwiek niearbitralna granica między potrzebami "naturalnymi" a "sztucznymi", gdzie przerost tych drugich miałby być rzekomo bezpośrednim następstwem gospodarczego dobrobytu. Innymi słowy, to, że gospodarczy dobrobyt umożliwia szerokim masom zaspokajanie potrzeb daleko wykraczających poza poziom pilności, w żaden sposób nie implikuje, że potrzeby te stają się w jakimkolwiek sensie błahe czy nieistotne. To zaś, że niektóre z nich można poddawać moralnej krytyce, nie wiąże się w żaden immanentny sposób z faktem, że zaspokoić je mogą wyłącznie osoby zamożne - twierdzić inaczej to wierzyć w całkowicie zdyskredytowany mit "szlachetnego dzikusa" czy "szlachetnego nędzarza". Niedopuszczalne jest w związku z tym jakiekolwiek siłowe blokowanie procesu zaspokajania przez daną osobę nawet bardzo wydumanych potrzeb, jak długo nie nosi on znamion agresji wobec potrzeb innych.

Podsumowując, można by powiedzieć, że zrozumienie różnic oraz zależności między pojęciami pilności i ważności jest zawsze ważne, ale szkody wynikające z jego braku potrafią czasem przybrać takie rozmiary, że staje się ono wtedy również pilne.

Wednesday, November 23, 2016

Ekonomia, logika, racjonalność i skuteczność

Ekonomiczny punkt widzenia to logiczny punkt widzenia przeniesiony z poziomu wnioskowania na poziom działania. Ekonomia to logika działania. Logika to ekonomia wnioskowania. W związku z tym bezsensownym jest twierdzenie, że w kontekście rozpatrywania wykonalności dowolnego działania należy brać pod uwagę nie tylko "względy ekonomiczne". Równie bezsensownym byłoby twierdzenie, że w kontekście rozpatrywania poprawności dowolnego argumentu należy brać pod uwagę nie tylko względy logiczne.

Innymi słowy, w obszarze celowego działania nie ma żadnej innej logiki niż logika ekonomiczna. W obszarze tym nie występuje np. nic takiego jak jakakolwiek osobna "logika moralna", którą można by oddzielić od rozważań w kategoriach rzadkości dóbr i niepewności przyszłych wydarzeń. Uważać inaczej to nie uwznioślać moralność czy jakikolwiek inny wymiar działania poprzez zapewnienie mu analitycznej niezależności, ale czynić go w najlepszym razie czczym fantazjowaniem, a w najgorszym razie zbiorem szkodliwych przesądów. Podsumowując, "nieekonomiczne działanie" musi być z konieczności czymś co najmniej równie przeciwskutecznym, co nielogiczne wnioskowanie, a każdy krok na drodze budowania zarówno indywidualnego, jak i społecznego dobrobytu musi przejść rygorystyczny test zysków i strat.

Tuesday, November 22, 2016

Socjalizm: jeszcze gorszy w teorii, niż w praktyce

Nawet niemający najmniejszych złudzeń co do komunizmu czy socjalizmu popełniają często błąd nobilitowania tychże doktryn stwierdzeniem, że stanowią one "piękną utopię" czy "piękną teorię". Jest to niestety błąd dość ambarasujący, zwłaszcza w wydaniu osób posiadających stosowną teoretyczną wiedzę. Z wiedzy tej wynika bowiem jasno, że komunizm i socjalizm nie są utopiami, ale dystopiami, i to dystopiami nie tylko pełnymi logicznych sprzeczności, ale też wyjątkowo odrażającymi, bo jawnie dążącymi do eliminacji w człowieku tego, co stanowi o jego człowieczeństwie - czyli jego indywidualności, unikatowości i decyzyjnej autonomii.

Innymi słowy, socjalizm czy komunizm rodem z wizji jego teoretyków jest zjawiskiem jeszcze bardziej groteskowym, niż socjalizm czy komunizm znany z prób jego praktycznej implementacji - socjalizm czy komunizm nierealny potrafi zawsze przebić swoją intelektualnie obraźliwą absurdalnością socjalizm czy komunizm "realny". Zapominać o tym to nie tylko utrwalać fałszywą dychotomię teorii i praktyki, ale też w imię źle rozumianej kompromisowości poprawiać reputację ostatnim pomysłom, które na to zasługują.