Monday, September 21, 2026

Straszenie "apokalipsą AI" jako pretekst do konsolidacji systemu polityczno-korporacyjnego

Trzeba by wykazywać głęboką naiwność, by uwierzyć, że niedawny populistyczno-histeryczny apel domniemanego sygnalisty-renegata, który straszył "zagładą ludzkości z rąk sztucznej inteligencji", doczekał się setek milionów wyświetleń wskutek spontanicznie narosłego zainteresowania. Nachalna promocja owego apelu nosiła raczej wszelkie znamiona ściśle kontrolowanej operacji psychologicznej przeprowadzonej przez korporacje z branży AI wespół z czynnikami reżimowymi.

Celem podobnych operacji jest skłonienie szerokich mas do nabrania przychylnego stosunku względem kwestii "uregulowania" korporacji AI - tzn. doprowadzenia do ich stałego sprzężenia z globalnym sektorem polityczno-biurokratyczno-agenturalnym, dzięki czemu owe permanentnie deficytowe przedsiębiorstwa mają uzyskać stały dostęp do rządowych grantów, subsydiów, kontraktów i przywilejów monopolistycznych, zaś polityczne aparaty opresji mają uzyskać stały dostęp do bezprecedensowo rozbudowanych algorytmicznych zasobów propagandowo-inwigilacyjnych.

Korporacje AI utrzymują przy tym niezmiennie, że nie chcą być "uregulowane", gdyż to zabiłoby rzekomo ich "innowacyjność", gdyby bowiem przyznały się wprost, że na rzeczonej "regulacji" jak najbardziej im zależy, wówczas szerokie masy mogłyby dużo łatwiej pojąć, iż nadrzędnym celem jest tu wyłącznie trwałe przypieczętowanie klasycznego etatystycznego sojuszu "wielkiego biznesu" z "wielkim państwem".

Podsumowując, zamiast dawać się bałamucić ckliwym bajędom o "apokalipsie AI" i wzdychać do "mądrej regulacji tych niebezpiecznych narzędzi", należy, jak zawsze, trzymać na jak największy dystans wszelkie odnośne zakusy zarówno czynników reżimowych, jak i zakulisowo skoligaconych z nimi czynników korporacyjnych, najlepiej zaś nauczyć się takiego używania póki co powszechnie i nieodpłatnie dostępnych narzędzi "AI", które pozwoli na zwyciężanie wrogów wolności ich własną bronią. Wówczas ci ostatni rzeczywiście będą mieli powody do wpadnięcia w popłoch, co sprawi tym samym, że wszyscy ludzie dobrej woli będą mogli zażywać głębokiego i trwałego wewnętrznego pokoju.

Saturday, September 5, 2026

Technokomunistyczne rojenia z Doliny Krzemowej

Wielu zapewne znany jest slogan, jakoby "komunizm był piękną teorią, która niestety nie działa w praktyce". Tymczasem wszyscy zaznajomieni z rzetelną ekonomią wiedzą doskonale, że komunizm w teorii jest jeszcze bardziej odstręczający niż komunizm w praktyce - nie tylko z racji na to, że jest usiany fundamentalnymi błędami logicznymi, ale też dlatego, że w swojej czysto hipotetycznej działającej postaci uczyniłby on z ludzkości rój przerośniętych termitów pozbawionych wszystkich najcenniejszych i najbardziej konstytutywnych cech człowieczeństwa, takich jak wolność osobista, decyzyjna autonomia i możność dysponowania własnością prywatną.

Być może jedynym aspektem komunizmu, z którym nie wiązało się całkowite upodlenie jednostki ludzkiej, był nacisk kładziony przezeń na wartość pracy i ogólnie siły sprawczej ludzkich wysiłków. Ściślej rzecz ujmując, komunizm odrywał co prawda wartość pracy od jej realnej produktywności, ale stwarzał wciąż pewne zachęty do zabiegania o rozwój instrumentalnie cennych przymiotów, takich jak pilność, wytrwałość czy samodyscyplina. I być może to właśnie dysponowanie owymi przymiotami przez krytyczną liczbę ceniących wolność ludzi było w istotnym zakresie odpowiedzialne za możliwość sprawnego obalenia ustrojów komunistycznych wszędzie tam, gdzie faktycznie się ono dokonało.

Z powyższego można zatem wysnuć wniosek, że rojenia rozmaitych "koryfeuszy Doliny Krzemowej" o świecie, w którym ludzie pełnią rolę małp leżących brzuchem do góry w elektronicznym zoo obsługiwanym przez "inteligentne algorytmy" i "humanoidalne roboty", to wizja jeszcze bardziej niedorzeczna i odstręczająca niż wszelkie komunistyczne fantasmagorie. Jest to bowiem wizja oparta na groteskowo wręcz szyderczej inwersji, w ramach której maszyny, czyli przedmioty, w magiczny sposób zyskują podmiotowość, podczas gdy podmioty, czyli istoty ludzkie, w równie magiczny sposób całkowicie ją tracą, stając się bytami czysto wegetatywnymi, a więc nieporównanie bardziej uprzedmiotowionymi niż nawet najbardziej pomiatani więźniowie komunistycznych łagrów.

Stąd nietrudno się domyślić, iż wzmiankowane rojenia to jedynie kolejna, dużo bardziej prymitywna wersja tych "wyziewów piekielnych", które - wedle jego własnego wyznania - napełniły mózg szarlatana z Trewiru. I choć - już choćby z uwagi na leżącą u ich podstaw negację ludzkiej siły sprawczej połączoną z sytością i zblazowaniem dzisiejszych społeczeństw - w najmniejszym stopniu nie grozi światu próba faktycznego wdrażania owych rojeń, już samo ich nachalne rozgłaszanie ma ewidentnie pełnić rolę probierza tego, do jakiego stopnia człowiek jest dziś gotów dawać się bałamucić karykaturalnie wręcz infantylnymi bzdurami, szczerze fantazjując o życiu w ziemskim piekle utożsamianym z ziemskim rajem. To zaś jest już samo w sobie nad wyraz dobrym powodem, by nigdy nie przepuścić okazji do ośmieszania owych bzdur, dbając tym samym o intelektualną higienę zarówno siebie samego, jak i swoich bliźnich, co zwłaszcza w erze algorytmicznej "zgnilizny mózgowej" jest szczególnie niezbędną czynnością.

Sunday, August 16, 2026

Fundowanie figur wotywnych to nie epatowanie bogactwem, ale wyraz duchowej wdzięczności

Tradycja wznoszenia figur wotywnych, będąca wyrazem wdzięczności i dziękczynienia darczyńców, jest ścisłym przeciwieństwem epatowania domniemanym ostentacyjnym bogactwem, jako że jej celem jest uhonorowanie tego, co darczyńcy postrzegają jako otrzymane szczególne dary, których nie da się nabyć za żadne pieniądze tego świata. Tym samym jest to tradycja nawiązująca do czynu Marii z Betanii, która namaściła stopy Chrystusa drogocennym olejkiem nardowym i otrzymała za to należną pochwałę.

Tymczasem demonstracyjne boczenie się na podobne działania wpisuje się w sposób ścisły w świętoszkowatą obłudę Judasza, który załamywał ręce nad tym, że wzmiankowanego olejku nardowego nie sprzedano i nie rozdano uzyskanych pieniędzy biednym. Zamiast więc tracić czas na pseudomoralistyczne pohukiwania, wszyscy, których nie stać na wznoszenie okazałych wotywnych monumentów, powinni po cichu wspierać wszelkie dzieła charytatywne, które wydają im się słuszne i wiarygodne, ciesząc się, że mogą to czynić w krajobrazie wciąż zawierającym pomniki duchowego zaangażowania ze strony dysponujących znacznymi dobrami materialnymi, ale najwyraźniej nie tracących z pola widzenia znacznie istotniejszych dóbr duchowych.

Saturday, August 8, 2026

Myśl Hayeka w dobie gospodarki informacyjnej

W wydawnictwie Instytutu Misesa ukazała się monografia zbiorowa upamiętniająca pięćdziesiątą rocznicę otrzymania Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla przez Friedricha Augusta von Hayeka.

W monografii tej znajduje się m.in. artykuł mojego autorstwa pt. "Hayek a gospodarka informacyjna", w którym staram się wykazać, iż dorobek austriackiego ekonomisty nadaje się doskonale do schładzania entuzjazmu zarówno "technosocjalistów" rojących o centralnym sterowaniu gospodarką przez tzw. sztuczną inteligencję, jak i "technokapitalistów" gotowych wierzyć w to, że w postępie automatyzacji i cyfryzacji można upatrywać rogu powszechnej obfitości.

Do lektury monografii zachęcam wszystkich pragnących przekonać się co do tego, jak ponadczasowo aktualna i inspirująca jest myśl hayekowska, zwłaszcza na tle miałkiego i koniunkturalnego przyczynkarstwa obecnego aż nadto wyraźnie w tzw. ekonomicznym głównym nurcie.

Friday, July 31, 2026

"Sprawiedliwość poetycka" w świecie bezprawia

W senacie amerykańskim odbyło się ostatnio teatralno-marionetkowe "przesłuchanie" głównego wodzireja festiwalu chińskiej grypy, który odmówił odpowiedzi na wszelkie zadane mu pytania. W świecie zuchwałego bezprawia, w którym przyszło nam żyć, żadnej kary nie poniesie najprawdopodobniej ani on, ani żaden z jego współpracowników, tak samo jak żadnej kary nie poniósł nikt z towarzystwa dokazującego na Wyspach Dziewiczych (notabene w istotnej mierze zazębiającego się z gronem współpracowników rzeczonego wodzireja).

Zamiast jednak nadmiernie gorszyć się tym obiektywnie kompromitującym faktem, warto docenić "sprawiedliwość poetycką" wynikającą z tego, iż festiwal chińskiej grypy ostatecznie otworzył oczy znacznej części ludzi dobrej woli, dając im do zrozumienia, że jeśli "cały świat" zaczyna na gwałt popierać wdrażanie jakichkolwiek mniej lub bardziej wydumanych "kryzysowych obostrzeń", to tym niezłomniej trzeba się "całemu światu" postawić. Tylko wtedy bowiem można nie ponieść szkody na swojej duszy, choćby się wydawało, że trzeba to okupić zantagonizowaniem "całego świata" - co, jak się okazuje, nie jest absolutnie żadną stratą, gdyż jego "władze i zwierzchności" zwłaszcza dziś zachowują się w swym skrajnie tandetnym koniunkturalizmie jak chorągiewki na wietrze.

Mając więc na uwadze, jakimi jeszcze wymysłami tego rodzaju może nas zechcieć uraczyć "cały świat", przedstawiając je jako "bezpieczne i skuteczne" remedia na wywoływane przez siebie partykularne draki (wojny, klęski żywiołowe, problemy migracyjne itp.), nie należy nigdy zapominać, że ma się do czynienia z kolosem na glinianych nogach, który w ostatecznym rachunku nie jest w stanie tknąć wewnętrznej wolności i zasłużonej godności człowieka dobrej woli nawet małym palcem, jeśli tylko powie mu się wyraźne i jednoznaczne "non possumus".

Wednesday, July 22, 2026

Wolność słowa, vox populi i czatbotowa pulpa

Wszechobecność "sztucznointeligentnej" papki werbalnej oraz ochoczość, z jaką masy użytkowników Internetu posiłkują się jej generatorami, obnaża w bezprecedensowym stopniu fakt, iż możliwość publicznego wyrażania swojej opinii na rozmaite tematy nie jest wartością samą w sobie - staje się ona natomiast wręcz antywartością w momencie, gdy podobne opinie są wyrażane przez postacie funkcjonalnie niepiśmienne, a do takich zalicza się lwia część osób sięgających entuzjastycznie po czatbotowe protezy.

Z powyższego nie wynika rzecz jasna, jakoby wolność słowa nie była jedną z fundamentalnych wartości społecznych. Wynika z tego jednakże, iż wolność słowa z konieczności idzie w parze z zobowiązaniem do wykształcenia w sobie autentycznie własnego, indywidualnego głosu i stylu wypowiedzi odzwierciedlającego naszą niepowtarzalną osobowość i nasz unikatowy zbiór przekonań, który jesteśmy gotowi gruntownie uzasadnić i za który jesteśmy gotowi brać odpowiedzialność.

Tylko tak traktowana wolność słowa może bowiem nie dopuścić do zaistnienia sytuacji, w której domniemany vox populi staje się nieodróżnialny od ogłuszającego skrzekotu elektronicznych papug - a więc od wyjątkowo perfidnej formy wieży Babel, gdzie wszyscy zdają się mówić tym samym, automatycznie tłumaczonym językiem, ale język ten staje się nośnikiem groteskowej wręcz beztreściwości, wśród której ginie wszelka szansa nie tylko na odkrycie, ale nawet na zdefiniowanie prawdy (a zwłaszcza Prawdy przez wielkie P).

Monday, July 20, 2026

Wysokobudżetowy popkulturowy koń trojański i zgubna ideologiczna odyseja jego twórców

Hollywoodzką ekranizację "Troi", która weszła na ekrany kinowe 22 lata temu, można potraktować jako wysoce symboliczny znak czasu - otóż tzw. wysokobudżetowa popkultura była już podówczas pieczołowicie przygotowanym koniem trojańskim, ale jeszcze nie wydobyły się z niego rozsadniki topornego antycywilizacyjnego agitpropu. Stąd ową ekranizację szło się oglądać niejako z marszu, nie oczekując po niej niczego poza widowiskową rozrywką - i dokładnie to się otrzymywało.

Natomiast dzisiejszą niesławną ekranizację "Odysei" poprzedziła tak natarczywa i szydercza w swej wymowie kampania promocyjna, że już wyłącznie na jej bazie domyślnie chce się ten twór omijać szerokim łukiem - mimo że uczciwe recenzje sugerują, że jest on zwyczajnie nudny, rozwlekły i dialogowo siermiężny, a nie jakoś szczególnie zideologizowany. To zaś przywodzi na myśl kolejną wysoce symboliczną konstatację - otóż twórcy popkulturowego konia trojańskiego błąkają się obecnie po komercyjno-ideologicznych morzach i oceanach, nie wiedząc do końca, czy w większym stopniu służyć Mammonowi, czy Baalowi.

Najwyższa więc pora, by pomóc im rozwiązać ów dylemat i uwolnić ich od zgubnej służby obu tym bożkom, doprowadzając hollywoodzkie truchło do ostatecznego rozkładu wskutek jego konsekwentnego bojkotu, jawiącego się już dziś jako opcja standardowa i nieokupiona zupełnie żadnymi kosztami alternatywnymi. Wszakże nie godzi się przedłużać agonii tego, czego zasadniczym znakiem rozpoznawczym jest już wyłącznie epatowanie swymi przedśmiertnymi drgawkami.