Saturday, February 27, 2021

Świadomość fundamentów najnowszej wieży Babel

Jeśli poszukuje się obecnie niezawodnego drogowskazu w zakresie ideologicznych wymysłów i związanych z nimi społecznych procesów, którym należy stawiać kategoryczny opór, to trudno o bardziej sztandarowy ich amalgamat, niż agenda podejrzanej rządowo-"pozarządowo"-korporacyjnej koterii perorującej od ostatnich kilku miesięcy o rzekomej potrzebie "zresetowania świata". Agenda ta łączy bowiem w krystalicznie przejrzysty sposób cały szereg (notabene już mocno zwietrzałych) uzupełniających się wzajemnie totalitarnych i paratotalitarnych ideologii, zakładających nie tylko maksymalne zniszczenie ludzkiej wolności osobistej, ale też maksymalne zagłuszenie w człowieku jego specyficznie ludzkiej godności i duchowej tożsamości. Składają się na nią m.in. następujące elementy:

1. Maltuzjański "ekologizm", zakładający centralne sterowanie globalną gospodarką w celu rozmyślnego zahamowania jej potencjału rozwojowego, w czym już na poziomie deklaratywnym jest on bardziej jawnie niszczycielski od klasycznego komunizmu. Jako że ów światopogląd zakłada przy tym uwłaczające płaszczenie się człowieka przed ontologicznie podrzędnym wobec niego światem natury, zawiera on jednocześnie podteksty o charakterze pseudopogańskiego, festynowo-terapeutycznego ersatzu dojrzałej religijności.

2. Socjoinżynieryjny technokratyzm, zakładający powstanie globalnego systemu inwigilacyjnej kontroli, cenzury informacyjnej, obostrzeń "sanitarnych" i algorytmicznej manipulacji na wzór chiński. Ów element zakłada z kolei uwłaczające zrównanie człowieka z maszyną (czy nawet sugerowanie wyższości tej drugiej), a więc absurdalne zacieranie granic między podmiotem a przedmiotem oraz między jaźnią a narzędziem.

3. "Kapitalizm interesariuszy", czyli pseudomoralizatorska, oligarchiczna atrapa systemu wolnej przedsiębiorczości, w ramach której sojusz "wielkiego rządu", "wielkiego pozarządu" i "wielkiego biznesu" może neutralizować niewygodne, konkurencyjne wobec siebie podmioty poprzez zarzucanie im niewywiązywania się z ich rzekomych obowiązków wobec wydumanych, arbitralnie zdefiniowanych "grup interesariuszy".

4. Neomarksizm alias "polityczna poprawność" alias "polityka tożsamości" alias "teoria krytyczna" alias "inkluzywność i różnorodność". Ten z kolei element, idealnie dopełniający się zwłaszcza z punktem poprzednim, polega na rozszerzaniu marksistowskiej idei walki klas z obszaru ekonomicznego na obszar szeroko rozumianej tożsamości i kultury, gdzie może się ona toczyć na nieograniczonej liczbie frontów, trwając w postaci permanentnej ideologicznej awantury. W ramach owej awantury można następnie dowolnie mnożyć rzekome "wykluczone grupy interesariuszy", których domniemane "uzasadnione roszczenia" mogą służyć jako narzędzie dowolnie szeroko zakrojonej gospodarczej reglamentacji i ideologicznej cenzury.

5. Permanentna katastroficzna propaganda strachu i normalizacja stanu "zarządzania kryzysowego", wynikająca w sposób naturalny ze wszystkich poprzednich punktów.

Pełna, globalna realizacja wszystkich elementów powyższej agendy doprowadziłaby, rzecz jasna, do powstania społeczeństwa tak zdemoralizowanego, ogłupionego, marnotrawczego i dysfunkcjonalnego, że implodowałoby ono jeszcze szybciej, niż sowiecki komunizm wojenny - i to być może w sposób nieodwracalny. Nie jest to jednak wystarczająca pociecha biorąc pod uwagę fakt, że samobójczość podobnych wymysłów nigdy nie przeszkadzała zblazowanym, aroganckim ideologom używać wszystkich swoich wpływów politycznych i środków finansowych, aby próbować je urzeczywistniać, szkodząc w nieporównanie większym stopniu innym, niż sobie samym.

Większą pociechą może być tu zatem to, że im bardziej przerośnięta, kosztowna i wydumana jest dana wieża Babel, tym trudniej nawet rozpocząć na dobre jej budowę, mając zaś z wyprzedzeniem świadomość jej docelowego kształtu, tym łatwiej jest ową budowę sabotować - nawet jedynie na poziomie budzenia wspomnianej świadomości wśród jak największej liczby ludzi dobrej woli. Wszystkie wieże Babel są w ostatecznym rachunku skazane na upadek, ale warto wyprzedzająco zadbać o to, żeby nie skończyć pod ich gruzami - zwłaszcza jeśli wykazując podobną dbałość nie ma się nic do stracenia. Być może zaś nigdy dotąd nie było łatwiej jej wykazywać - i być może nigdy dotąd nie była ona pilniejsza.

Friday, February 26, 2021

Postne wskazówki w świecie przesytu marnością

W świecie bezprecedensowego przerostu informacji nad wiedzą wybiórcza ignorancja staje się najistotniejszym elementem roztropności. W świecie bezprecedensowego przerostu doraźności nad ponadczasowością odwieczna tradycja staje się najpewniejszym warunkiem aktualności. W świecie bezprecedensowego przerostu środków nad celami dyskretne wyrzeczenie staje się najsolidniejszym gwarantem zaspokojenia. Zaś w świecie bezprecedensowego przerostu ilości nad jakością konsekwentna wstrzemięźliwość staje się najżywotniejszym źródłem obfitości.

Thursday, February 25, 2021

Atrapy wartości są gorsze od ich przeciwieństw

Najprzebieglejszy przeciwnik prawdy, dobra i piękna nie neguje ich istnienia ani nie wynosi na piedestał ich przeciwieństw, ale twierdzi, że są to zjawiska zbyt poważne, doniosłe i zasadnicze, żeby ktokolwiek miał prawo przypisywać im jakąkolwiek jednoznaczną treść. Innymi słowy, nie twierdzi on, że należy żyć kłamliwie, źle i szpetnie, ani też że nie da się żyć prawdziwie, dobrze i pięknie, ale że najlepiej jest żyć "szczerze, sympatycznie i z fantazją" - czyli tak, żeby nieskończone pokłady samozadowolenia zdołały zawsze zagłuszyć choćby i najbardziej naglące pragnienie samorefleksji.

Saturday, February 13, 2021

Władza twarda i miękka w służbie "wielkiej fikcji"

Żyjemy w świecie, który ma znacznie więcej wspólnego nie z twardym, a z "miękkim" totalitaryzmem - tzn. nie w świecie, w którym dobrze i trwale zdefiniowani jedni żyją kosztem równie dobrze i trwale zdefiniowanych drugich, ale w świecie "wielkiej fikcji, w ramach której każdy próbuje żyć kosztem wszystkich pozostałych". Jest to więc świat represyjny w pierwszym rzędzie wobec umysłowej godności, a dopiero w ostatnim rzędzie wobec cielesnej nietykalności - to pierwsze odgrywa dużo istotniejszą rolę w dziele uniwersalizacji pasożytnictwa, które jest kluczowym elementem rządzenia przez dzielenie.

Stąd konieczność i naturalność sojuszu między władzą "twardą" a "miękką": między monopolistycznym dzierżycielem środków przymusu bezpośredniego a oligarchicznym właścicielem środków przymusu pośredniego - sektorem "opiniotwórczych środków masowego przekazu" - pielęgnującym fikcję uniwersalnego dostępu do tego pierwszego i uniwersalnych korzyści zeń płynących. Sojusz ów chwieje się tylko wtedy - i na ogół jedynie tymczasowo - gdy jeden z powyższych podmiotów zechce jednoznacznie zademonstrować swoją wyższość nad drugim, czy to np. dokonując "informacyjnego sabotażu" rytuałów wyborczych, czy to np. dążąc do zastąpienia oligarchicznego modelu medialnego bardziej siermiężnym modelem dyktatorskim.

Mając na uwadze wszystko co powyższe, w obliczu chwiania się podobnych sojuszy nie należy postrzegać sytuacji ani przez pryzmat zagrożenia dla "wolności słowa", ani przez pryzmat antyoligarchicznego schadenfreude, tylko przez pryzmat świadomości natury owego aliansu komplementarnych form zniewolenia. Innymi słowy, każda taka sytuacja jest doskonałą okazją do tego, żeby zarówno bronić się przed wszelkimi grabieżczymi zakusami władzy "twardej", jak i permanentnie odciąć się od otępiającego wpływu władzy "miękkiej" - ilekroć "wielka fikcja" zaczyna choć w najmniejszym stopniu trzeszczeć w szwach, trzeba wykorzystać sposobność do jak najpełniejszego i jak najtrwalszego stanięcia w prawdzie.

Friday, February 12, 2021

O dwustuletnim triumfalnym pochodzie bełkotu

Abstrahując od innych (dobrych bądź złych) zjawisk komunikacyjnych dokonujących się w owym czasie, ostatnich dwieście lat można określić jako triumfalny pochód bełkotu zdobywającego coraz to kolejne społeczne przyczółki. Wiek XIX to wiek rozochoconego bełkotu "intelektualistów". Wiek XX wiek to wiek rozochoconego bełkotu dziennikarzy przesiąkniętych bełkotem "intelektualistów". Wiek XXI to wiek rozochoconego bełkotu mas przesiąkniętych bełkotem dziennikarzy przesiąkniętych bełkotem "intelektualistów". Pozostaje mieć nadzieję, że ponowny tryumf "tak, tak; nie, nie" nastąpi wtedy, gdy okaże się w sposób oczywisty, że każdy wystarczająco wszechobecny bełkot jest nieodróżnialny od ciszy.

Tuesday, February 9, 2021

Infantylizm jako ostateczny kulturowy ślepy zaułek

Dlaczego infantylizm - definiująca cecha dzisiejszej kultury - jest tak wyjątkowo groźny? Dlatego, że uniemożliwia on podejmowanie jakichkolwiek poważnych wyzwań, co z kolei wynika z tego, że wzdraga się on przed poważnym, przejrzystym i jednoznacznym definiowaniem rzeczywistych problemów. Jako że wszystkie problematyczne kwestie usiłuje on przedstawić w postaci gry, zabawy, wygłupu, wyreżyserowanej "przygody" czy - w ostateczności - komedii absurdu, prowadzi on do wyjątkowo bałamutnego unikania wyzwań, polegającego na ich zastępowaniu niewykonalnymi, urojonymi pseudowyzwaniami. W rezultacie osoba folgująca karykaturalnym wręcz złudzeniom na temat siebie i otaczającego świata może żyć w przekonaniu, że owo folgowanie jest tożsame z odważną walką o "lepszy świat" i o swój dostęp do niego.

Nie chodzi tu więc jedynie o emocjonalność czy sentymentalizm, bo np. romantyzm - choć też deficytowy pod względem czynnika rozumowego - zachęcał do podejmowania realnych wyzwań z uwagi na głębię, refleksyjność i konsekwencję wzbudzanych przez siebie namiętności. Nie chodzi tu też jedynie o to, co można by nazwać rewolucyjnym ideologicznym zaczadzeniem, bo "klasyczne" rewolucyjne ideologie - jakkolwiek koszmarne i koszmarnie złudne były ich cele - domagały się jednocześnie bardzo konkretnego i wręcz tradycyjnego etosu samozaparcia będącego warunkiem niezbędnym podejmowania szeroko zakrojonych działań organizacyjnych. Tymczasem infantylizm to połączenie emocjonalności tak miałkiej, że nie jest ona nawet w stanie wyrazić samej siebie w logicznie zbornej formie, i roszczeniowości tak wydumanej, że nie ma ona w sobie cienia konstruktywnej jakości nawet na poziomie czysto instrumentalnym.

Nie wydaje się być zatem przesadnym stwierdzenie, że infantylizm jest ostatecznym kulturowym ślepym zaułkiem. Tym samym można go przezwyciężyć jedynie robiąc całą serię ostrożnych, ale konsekwentnych kroków wstecz. Innymi słowy, można się mu przeciwstawić poprzez "apofatyczne" kształtowanie charakteru - dążenie do wypracowania wszystkich klasycznych przymiotów osobowych nie po to, żeby coś sprawniej osiągnąć, ale po to, żeby wydobyć się spod wielu nawarstwień iluzorycznych osiągnięć i powiązanych z nimi równie iluzorycznych ambicji. O sukcesie na tym polu można zaś mówić dopiero wtedy, kiedy w ramach owego wycofywania się dotrze się w końcu do czegoś tak fundamentalnie rzeczywistego, że satysfakcja z jego odnalezienia będzie się wiązała z poczuciem nie zasługi czy powodzenia, a jedynie wdzięczności.

Friday, January 29, 2021

O rynkach finansowych w "świecie klaunów"

W angielskojęzycznych środkach przekazu coraz popularniejsze staje się określenie "clown world". Zdaje się, że należy je tłumaczyć po prostu jako "świat klaunów", bo np. sformułowanie "świat błazeński" brzmi już zbyt dostojnie - wszakże od nadwornego błazna oczekiwało się intelektualnej przenikliwości i emocjonalnej powściągliwości. Tutaj zaś chodzi nie o cięty dowcip czy nawet o zwykłą, poczciwą śmieszność, ale o groteskę i zażenowanie.

Ów świat klaunów - jak sama nazwa wskazuje - jest zjawiskiem o charakterze globalnym i wielopłaszczyznowym. Nie oszczędza więc on również rynków finansowych, gdzie rozmaite przejawy "klaunowatości" (nieunikniony neologizm) dopełniają się w sposób przewidywalnie symetryczny. Oto z jednej strony można na nich zaobserwować trwającą już od miesięcy i coraz bardziej bezwstydną groteskę pt. "im gorzej, tym lepiej", w ramach której - na tle zrujnowanej gospodarki pozagiełdowej - centralnoplanistyczne politbiura zwane bankami centralnymi transferują na konta skoligaconych z nimi oligarchów biliony "wyczarowanych z powietrza" wirtualnych wpisów księgowych. Z drugiej strony natomiast można tam zaobserwować zaskakująco skuteczne hece urządzane przez giełdową drobnicę, która zajmuje pozycje przeciwne względem oligarchów nie po to, żeby współuczestniczyć w hayekowskiej procedurze "zbiorowego odkrywania cen", ale po to, by udowodnić, że ona również potrafi od czasu do czasu wykonywać manipulacyjne cyrkowe sztuczki.

Użyte w tych okolicznościach stwierdzenie, że rynki finansowe są kluczowym obszarem dokonywania się rachunku ekonomicznego, który jest fundamentem racjonalnej alokacji zasobów gospodarczych, brzmi - oględnie rzecz ujmując - osobliwie. Nie trzeba też dodawać, że powyższe zjawiska stanowią krystalicznie czystą wodę na młyn "ekonomistów ludowych", utwierdzonych jak nigdy w swoim przeświadczeniu, że rynki finansowe równają się na poziomie definicyjnym "wielkiemu kasynu" i "oligarchicznej zabawce do okradania naiwnych".

Co może uczynić w tym momencie ktoś, kto aspiruje do szerzenia rzetelnej wiedzy ekonomicznej? Wydaje się, że może uczynić tylko to, co zawsze - tzn. opisywać logiczną naturę konkretnych narzędzi i instytucji gospodarczych, podkreślając jednakowoż, że owe narzędzia i instytucje mogą sprzyjać wielkoskalowej współpracy społecznej tylko w takim stopniu, w jakim ich użytkownicy dorośli do owego celu. Instrumenty takie jak akcje, obligacje, spekulacja czy krótka sprzedaż nie różnią się pod tym względem od instrumentów takich jak język, pismo, logika czy matematyka - ich konstruktywny bądź destruktywny potencjał jest wyłącznie pochodną osobowej jakości użytkownika. Przy czym w świecie klaunów stwierdzenie, że ową osobową jakość mogą zapewnić odpowiednie "regulacje" i "obostrzenia", brzmi wyjątkowo niedorzecznie, bo najniebezpieczniejszy jest ten klaun, który, żyjąc złudzeniami własnej powagi, próbuje dyrygować innymi ("zaiste, wariat na swobodzie największą klęską jest w przyrodzie").

Czy takie ujęcie sprawy nie skazuje krzewiciela rzetelnej wiedzy ekonomicznej na "funkcjonalną bierność"? Być może tak właśnie jest, ale niewykluczone, że jest to pozycja optymalna. Próby politycznego szarpania się ze światem klaunów to ostatnie, na co taka osoba powinna się decydować. Kiedy natomiast ów świat ostatecznie wykolei się w swojej autodestrukcyjnej inercji i - w optymistycznym wariancie - trzeba będzie zacząć "budować od zera", wówczas taka osoba może mieć nadzieję, że w międzyczasie zdołała zgromadzić choćby minimalnie liczne audytorium tych, którzy wiedzą teraz, co budować, jak i po co (oraz czego absolutnie nie odbudowywać). Jeśli natomiast - w wariancie pesymistycznym - świat klaunów okaże się ostateczną "fazą schyłkową", wówczas krzewiciel rzetelnej wiedzy do końca zachowa swoją godność, trwając na "intelektualnym posterunku" niczym legendarny wartownik z Pompejów.

Tak czy inaczej, w żadnym przypadku nie dołączy on ani do etatystyczno-oligarchicznych deformatorów rynków finansowych, ani do "trybunów ludowych" pokrzykujących, że rynki finansowe są z definicji zdeformowane i jako takie powinny zniknąć. Innymi słowy, w żadnym przypadku nie ugnie się on przed potwarzą sugerującą, że rzetelna wiedza staje się fałszywa z uwagi na karygodną (i zupełnie przewidywalną) nierzetelność jej użytkowników. Pod względem intelektualnym to już bardzo wiele - a być może to nawet wszystko, co w podobnych okolicznościach można i warto uczynić.