Sunday, January 16, 2022

Autodemaskacja totalitaryzmu hipochondrycznego

Pewien znany tenisista ma być deportowany z Australii - głównego poligonu doświadczalnego globalnego totalitaryzmu hipochondrycznego - nie z powodu nieprawidłowości proceduralnych czy kłamstw co do stanu swojego zdrowia, tylko z powodu zagrożeń stwarzanych dla ideologii stanowiącej fundament tegoż totalitaryzmu. Jest to bardzo znamienna i autodemaskatorska decyzja: otóż modelowa przybudówka uciskającego obecnie świat globalnie skoordynowanego reżimu wprost przyznała, że ów reżim nie opiera się na jakichkolwiek faktach, na jakichkolwiek "ustaleniach medycznych" czy nawet na jakiejkolwiek wewnętrznej spójności proceduralnej, ale na czystej ideologii, której celem jest domknięcie trwającego już wiele dekad programu przekształcania ludzi w histeryczne, mizantropiczne ludzkie wydmuszki.

Niezaskakujący wniosek z tego taki, że wolni ludzie nie odzyskają żadnej "normalności", dopóki - zachowując roztropność węży i łagodność gołębic - nie wyrugują całkowicie struktur rzeczonego reżimu i nie wywietrzą ze świata rozpylanych przez niego wszędzie ideologicznych miazmatów. Jest to zadanie nadzwyczaj trudne, wymagające wytężonej globalnej współpracy ludzi dobrej woli, ale perspektywa bezterminowego gnicia w reżimowej "nowej normalności" powinna wystarczyć, aby ową współpracę konsekwentnie umacniać i sukcesywnie przysparzać jej zwolenników. Niech zatem nie tylko dobrej woli, ale też organizacyjnej dyscypliny i moralnej niezłomności nigdy tymże zwolennikom nie brakuje - od tego bowiem, co można bez przesady stwierdzić, zależy los ludzkości oraz człowieczeństwa.

Monday, January 10, 2022

O trwałym oporze w obliczu ostatecznej rewolucji

Jeśli współcześni domorośli wichrzyciele i rewolucjoniści używają nieironicznie sformułowań takich jak "osoby aktywistyczne" (zwłaszcza wobec siebie samych), to można być pewnym, że na szczęście żadna nowa rewolucja już się nie dokona. Jest tak dlatego, że przeprowadzenie rewolucji wymaga jednak sporej dozy praktycznej inteligencji, zaś manifesty dzisiejszych domorosłych mącicieli przekraczają jedynie wszelkie granice karkołomnej farsy.

Nie oznacza to, że społeczeństwo jest obecnie bezpieczne od wpływów rewolucyjnych, bo pewna rewolucja dokonuje się już w tej chwili, a przeprowadzają ją nie żadni "zmarginalizowani radykałowie", tylko ścisły światowy establishment: pierwszoligowe rządy, potężne organizacje międzynarodowe oraz wpływowe instytucje medialne, akademickie i "rozrywkowe". Cel owej rewolucji jest zaś niebagatelny, bo jest nim nie tyle stworzenie jakiegokolwiek "nowego wspaniałego świata", co całkowite i bezinteresowne zniszczenie świata istniejącego: globalne pogrążenie gospodarki, kultury i relacji społecznych w otchłani inflacyjnej stagnacji, ogłupiałej roszczeniowości i histerycznej mizantropii.

W obliczu jednoznacznie autodestrukcyjnego charakteru powyższych procesów ludziom dobrej woli pozostaje w konfrontacji z nimi jedno: konsekwentnie ignorować wszelkie związane z nimi "oczekiwania", "zalecenia" i żądania, chroniąc przy tym swoich co wrażliwszych bliskich przed ich wpływem i zabezpieczając swoje indywidualne cywilizacyjne enklawy. Tylko tyle i aż tyle wymaga trwanie w postawie "tu ne cede malis, sed contra audentior ito", która jest jedynym nastawieniem umożliwiającym zachowanie w ostatecznym rachunku tego wszystkiego, co jest zachowania warte, choćby i po drodze straciło się wszystko inne.

Wednesday, January 5, 2022

Ogół ludzi dobrej woli versus "oficjalna narracja"

Broń biologiczna, która od dwóch lat przetacza się przez świat, powstała co prawda w chińskim laboratorium, ale nie powinno nas to skłaniać do traktowania całej sprawy jako chińskiego czy nawet komunistycznego ataku skierowanego przeciwko reszcie świata.

Warto pamiętać, że "Wydarzenie 201", które wprost całą rzecz zapowiedziało (tzw. elity uwielbiają śmiać się w ten sposób "plebsowi" w twarz: jest to jedyne trwałe źródło ich satysfakcji), zorganizowane zostało przez grono międzynarodowe: fundację Gatesa oraz koterię z Davos. Z kolei Fauci i jego współpracownicy, którzy finansowali w Wuhan badania "gain of function", to w całej tej układance segment przynajmniej nominalnie w całości amerykański. "The Economist", na którego okładce znaleźli się w 2019 roku jeźdźcy Apokalipsy i łuskowiec (prominentny element tzw. oficjalnej narracji i kolejne podręcznikowe szyderstwo "elit"), jest własnością konglomeratu nominalnie w całości brytyjskiego. WHO, którego zadaniem jest kształtowanie tzw. oficjalnej narracji, wymuszanej następnie przez internetowych cenzorów jako "jedynie słuszna", to również organizacja międzynarodowa, a wręcz globalna. Perory o "wielkim resecie", które zaczęły rozbrzmiewać na krótko po uwolnieniu wzmiankowanej broni biologicznej, rozbrzmiewały w sposób skoordynowany z najróżniejszych części świata, ale zawsze na podstawie tego samego skryptu. I tak dalej.

Innymi słowy, to, co dzieje się na przestrzeni ostatnich dwóch lat, w bezprecedensowym stopniu powinno skłonić osoby kierujące się głosem sumienia do rezygnacji z antagonistycznych nacjonalizmów i trybalnych kolektywizmów oraz do zdania sobie sprawy, że w ostatecznym rozrachunku zasadniczy konflikt toczy się wyłącznie między dwoma frontami: między globalnym zrzeszeniem ludzi dobrej woli a globalnym zrzeszeniem ludzi złej woli. Tzw. elity są obecnie - wedle klasyfikacji Steinera - na etapie "soratycznym": żadnej satysfakcji nie sprawia im już gromadzenie bogactw materialnych czy banalnie rozumianej władzy politycznej, bo tego mają aż nadto już od dawna. Teraz rzecz już jedynie w tym, żeby w maksymalnym stopniu upodlić i duchowo ogołocić jak największą liczbę zwykłych ludzi (w przerysowanej, popkulturowej formie przedstawia ten proces m.in. pewien popularny ostatnio koreański serial: emitując go "elity" znowu zupełnie nie kryją się ze swoimi motywacjami, czerpiąc dodatkową satysfakcję z tego, że "plebs" traktuje owo wyjawienie zamiarów jako "świetną rozrywkę" czy - jeszcze lepiej - "artystyczną kontestację").

Owo upadlanie i duchowe ogołacanie już na chwilę obecną przyjmuje różne, uzupełniające się formy: nie tylko indoktrynowanie kultem histerycznego strachu w ramach totalitaryzmu hipochondrycznego (który nie mógłby powstać bez udziału wspomnianej wyżej broni biologicznej), ale też coraz nachalniejsze odmóżdżanie neomarksistowskimi "wojnami kulturowymi" i wciąż dopiero się rozpędzające rujnowanie globalnej gospodarki poprzez forsowanie "zielonej" dystopii. Stąd ogół ludzi dobrej woli nie może już sobie pozwolić na mniej, niż trwałe funkcjonowanie na najwyższym intelektualnym, moralnym, estetycznym i duchowym poziomie, niezłomnie opierając się wszystkiemu, co obraża rozum, sumienie, poczucie dobrego smaku i duchową godność wolnego człowieka - niezależnie od tego, czy jest to rzecz odgórnie narzucana przez "system", czy też zjawisko powstające oddolnie jako reakcja ogłupiałych i zdemoralizowanych ofiar "systemu".

Może się wydawać, że jest to postawa nadmiernie wymagająca, ale w bieżących okolicznościach nie ma wobec niej alternatywy poza całkowitą kapitulacją. Na chwilę obecną nie da się już na szczęście być letnim - można być tylko gorącym albo zimnym. Pozostaje więc życzyć wszystkim ludziom dobrej woli, żeby nigdy nie brakowało im siły do bycia tymi pierwszymi - a wówczas, choćby nie dysponowali w żadnym stopniu "przepychem tego świata", ostateczne zwycięstwo będzie należeć do nich.

Friday, December 31, 2021

Noworoczne życzenia trwania w normalności

Mijający rok był bardzo dobrym rokiem. Był to przede wszystkim rok przyspieszającego wielkiego oczyszczenia: to, co można skrótowo nazwać "globalnym systemem", murszeje i sypie się w nasilonym tempie, a coraz większa liczba osób rozumie, że jest to dobra i wręcz konieczna rzecz. Zarówno to, co ów system reprezentuje (redystrybucyjna "wielka fikcja", makroekonomiczny komunizm, ogłupiający neomarksizm i pop-psychologiczny infantylizm, technokratyczna kryptocenzura, a ostatnio także totalitaryzm hipochondryczny), jak również to, co chciałby reprezentować w przyszłości (neomaltuzjańska dystopia, globalny polityczno-korporacyjny komunofaszyzm, globalny system "kredytu społecznego" itp.), coraz wyraźniej jawi się jako nieuchronnie rozpadająca się piramida niszczycielskich absurdów.

Co ważniejsze, wobec owego systemu nie trzeba wszczynać żadnych wielkich, szeroko zakrojonych rewolucji - wystarczy, żeby wszyscy ludzie dobrej woli mówili mu konsekwentnie "non possumus" i żyli zgodnie z odwiecznymi zasadami normalności, dzięki którym człowiek zachowuje swoje człowieczeństwo. Wtedy będzie można spokojnie oglądać jego nieuchronny i coraz szybszy rozkład, samemu trwając w arce swojej osobistej godności i duchowej niezłomności. Pozostaje zatem życzyć wszystkim, żeby niestrudzenie - ale jednocześnie przy zachowaniu wewnętrznej pogody - budowali i umacniali podobne arki, nie zważając na wszelkie odbijające się od nich groźby i żądania "systemu", które niewątpliwie będą się stawały coraz bardziej nachalne i histeryczne. Wszakże to "codziennie czyny zwykłych ludzi odpędzają mrok": niech więc nieustająca świadomość tego faktu towarzyszy nam przez cały kolejny - prawdopodobnie jeszcze lepszy - rok.

Przedsiębiorczość jako fundament dynamicznej analizy gospodarczej

Metodologicznie błędne wyobrażenia o funkcjonowaniu wolnej gospodarki każą w niej widzieć bądź to statyczny stan permanentnej optymalności, bądź to dynamiczny chaos lub ciągłe balansowanie na granicy suboptymalnej stagnacji, które wymaga okazjonalnego bądź trwałego wsparcia ze strony podmiotów pozarynkowych. Tymczasem, co staram się wykazać w niniejszym artykule, wolna gospodarka jest procesem nieustannego społecznego samorozwoju zmierzającego ku coraz bardziej jakościowo zaawansowanym (i zawsze tymczasowym) stanom równowagowym, którego główną siłą napędową jest przedsiębiorcza przezorność, czujność, innowacyjność i pokonywanie niepewności.

[Czytaj więcej]

Tuesday, December 28, 2021

Totalitaryzm hipochondryczny a jego poprzednicy

Celem klasycznych totalitaryzmów było podporządkowanie sobie wszystkich przez groźbę masowego fizycznego zabójstwa, podczas gdy celem totalitaryzmu hipochondrycznego jest podporządkowanie sobie wszystkich przez zachętę do masowego duchowego samobójstwa. Celem klasycznych totalitaryzmów było wychowanie armii bezwzględnych oprawców, podczas gdy celem totalitaryzmu hipochondrycznego jest wychowanie armii bezinteresownych kolaborantów. Celem klasycznych totalitaryzmów było stworzenie centralnie sterowanej utopii, podczas gdy celem totalitaryzmu hipochondrycznego jest stworzenie samonapędzającej się dystopii. Celem klasycznych totalitaryzmów było stworzenie "nowego człowieka", podczas gdy celem totalitaryzmu hipochondrycznego jest eliminacja wszelkiego człowieczeństwa na rzecz permanentnej podzwierzęcej histerii.

Innymi słowy, podczas gdy klasyczne totalitaryzmy mogły budzić szczerą grozę, zafrapowanie, a nawet niezdrowy podziw, totalitaryzm hipochondryczny powinien budzić w każdym człowieku dobrej woli wyłącznie obrzydzenie i zażenowanie. Niech będzie to dla nas nieustannym przypomnieniem, żeby nigdy nie ustępować mu ani na krok i przy każdej okazji obnażać przed innymi jego obmierzłą naturę. Tylko dzięki temu nie stracimy swoich dusz w najbardziej żałosny możliwy sposób - a w najlepszym przypadku ocalimy również dusze wielu z tych, którzy wciąż nie dość jasno widzą to największe z niebezpieczeństw.

Monday, December 27, 2021

Inflacja: stały efekt politycznej głupoty i grabieży

Przybierająca wciąż na sile inflacyjna fala - tak w kraju, jak i w szerokim świecie - nie powinna być zaskoczeniem absolutnie dla nikogo rozumiejącego elementarne prawa ekonomii. Od kilku lat mamy bowiem do czynienia z intensyfikacją zazębiających się globalnych procesów, których oczywistym rezultatem jest gwałtowna erozja siły nabywczej pieniądza. Wśród procesów tych należy wymienić przede wszystkim:

1. Regularne rujnowanie globalnej gospodarki poprzez tzw. lockdowny, które nie tylko przymusowo odbierają przedsiębiorcom klientów i niszczą międzynarodowy podział pracy oraz międzynarodową sieć logistyczną i dystrybucyjną, ale też tworzą atmosferę paraliżującej niepewności i kalkulacyjnego chaosu.

2. Bezprecedensowo szaleńczy "druk pieniądza" przez centralnoplanistyczne politbiura monetarne zwane bankami centralnymi. Dla przykładu, 40% wszystkich istniejących dolarowych wpisów księgowych powstało w zeszłym roku. Do tej pory rzeczoną inflację monetarną skutecznie wchłaniały rynki finansowe - co skutkowało coraz bardziej pęczniejącymi bańkami na rynku aktywów i dóbr luksusowych - ale obecnie coraz szybciej i wyraźniej przenika ona do "realnej gospodarki", gwałtownie windując zwłaszcza ceny surowców.

3. Socjalistyczne rozdawnictwo, znane czy to jako "500+" (wersja polska), czy to jako "czeki stymulujące" (wersja amerykańska), skutkujące nie tylko powstaniem jednego z głównych kanałów przenoszących wyżej wspomnianą inflację monetarną na rynek codziennych dóbr konsumpcyjnych, ale również zacementowaniem bezrobocia instytucjonalnego, czyli trwałego zniechęcenia szerokich grup społecznych do podejmowania jakiejkolwiek produktywnej działalności zarobkowej.

4. Neomaltuzjańsko-ekologistyczne niszczenie rynku energetycznego rozmaitymi "zielonymi regulacjami", którego rezultatem jest to, że połowę wszystkich kosztów ponoszonych przez spółki energetyczne stanowią już opłaty za prawa do emisji dwutlenku węgla. Nie trzeba dodawać, że powyższe zjawisko przekłada się w sposób bezpośredni na raptownie zwyżkujące ceny tak niezbędnych dóbr, jak prąd, gaz i benzyna.

Wspólnym mianownikiem wszystkich powyższych procesów jest, co widać wyraźnie, ich polityczno-interwencjonistyczna natura. Innymi słowy, parafrazując klasyków teorii pieniądza, można stwierdzić, że inflacja jest zawsze w ostatecznym rachunku nie tylko zjawiskiem monetarnym, ale też zjawiskiem etatystycznym - efektem rozmyślnego lub bezmyślnego niszczenia produktywnej (rynkowej) części gospodarki.

I choć, biorąc pod uwagę globalny, skoordynowany charakter wzmiankowanych działań, zwykli ludzie dobrej woli mogą zrobić stosunkowo niewiele, by postawić im tamę (poza zabezpieczeniem osobistego majątku poprzez zaopatrywanie się w tradycyjne bufory antyinflacyjne, takie jak metale szlachetne), jednego kluczowego w tym kontekście wyboru zdecydowanie mogą oni dokonać. Otóż mogą oni raz na zawsze wykształcić w sobie świadomość, że wszystkie etatystyczne instytucje oraz ich pseudorynkowi korporacyjni sojusznicy są wrogami solidnego, konsekwentnie wzrastającego na wartości pieniądza.

Jeśli więc chce się zachować swoją godność wynikającą z ocalenia efektów swojej uczciwej pracy, trzeba stanąć w jednym intelektualnym i moralnym froncie przeciwko owym instytucjom, nigdy nie ulegając żadnemu z ich szalbierstw i bałamuctw. Jeśli miłość pieniądza jest korzeniem wszelkiego zła, to miłość wartości uczciwie zarobionego pieniądza jest korzeniem licznego dobra, o czym należy pamiętać zwłaszcza wtedy, gdy rozmaici zawodowi złodzieje usiłują wyjaśniać "drożyznę" wszystkim poza swoimi własnymi niegodziwymi lub nieudacznymi postępkami.