Friday, May 22, 2015

Libertarianizm, libertynizm, fanatyzm i kultura

W swojej warstwie konstytutywnej filozofia libertarianizmu jest całkowicie neutralna w odniesieniu do szeroko rozumianych kwestii kulturowych - jedną z jej istotnych przewag konkurencyjnych jest właśnie to, że jedynie jej akceptacja umożliwia pokojowe współżycie osób o odmiennych albo wręcz przeciwstawnych przekonaniach kulturowych, jak długo tylko elementem wspólnym tych przekonań jest poszanowanie dla zasad samoposiadania i nieinicjowania agresji wobec innych osób i ich własności.

Tym samym jednak jej akceptacja wiąże się z istotnymi, pozytywnymi zjawiskami w sferze kultury. Tam, gdzie przestają istnieć wszelkiego rodzaju formalne instytucje dążące do siłowego cenzurowania czy blokowania pewnych pokojowych postaw kulturowych, bądź też do uprzywilejowywania czy promowania pewnych postaw kulturowych przy pomocy środków siłowo odebranych osobom tych postaw niepodzielających, tam znika urok patologicznych form kultury rozumianych jako przejaw buntu wobec systemowej opresji.

Innymi słowy, tam, gdzie nikt nie próbuje w zinstytucjonalizowany sposób siłowo ograniczać np. postaw libertyńskich, czy nawet grzmieć przeciwko nim z piedestału władzy, tam libertynizm traci kusicielską moc zakazanego owocu - rozwiązłość obyczajowa nie pociąga, ale odstręcza swoją banalną ostentacją, pstrokacizna wyglądu i zachowań wzbudza nie podziw, ale politowanie, a odruchowe szydzenie z różnie rozumianych tradycyjnych wartości staje się tak wyraźnie nudne i miałkie, że wzbudza w najlepszym razie wyłącznie wzruszenie ramion. Na tej samej zasadzie społeczeństwo libertariańskie rozbraja też np. pseudoreligijny fanatyzm, który nie jest w stanie wówczas przebrać się w szaty światopoglądu uciśnionych, zepchniętych do podziemia i walczących z "reżimowo-salonowym libertynizmem", tracąc tym samym ideologiczny impet i przegrywając w konkurencji z dojrzałymi, pokojowymi formami duchowości.

Podsumowując, libertarianizm - filozofia bezwarunkowego szacunku dla wolności osobistej we wszelkich jej przejawach - łagodzi obyczaje nie tylko w sensie wyrugowania z relacji międzyludzkich fizycznej agresji, ale też - co jest tego naturalnym następstwem - w sensie zmniejszania atrakcyjności wszelkiego rodzaju kulturowych ekstremizmów i promowania tej nieodrodnej siostry poznawczej pokory, jaką jest obyczajowa wstrzemięźliwość.

PS. Powyższe obserwacje powinny szczególnie uczulać na fakt, że, pomimo pozornego fonetycznego podobieństwa, pojęcia libertarianizmu i libertynizmu nie mają ze sobą wiele, a może nawet nic wspólnego.

O krytyce nieistniejącego wolnego rynku

Skonfrontowany ze standardowym zestawem logicznych argumentów na rzecz efektywnościowej i moralnej wyższości wolnego rynku nad interwencjonizmem (istnienie w ramach tego pierwszego konkurencyjnej struktury pobudek prowadzącej do stałego obniżania cen i podwyższania jakości dóbr i usług, systemu cenowego umożliwiającego ich racjonalną wycenę, możliwości szybkiego agregowania rozproszonych informacji związanych ze szczegółowymi okolicznościami miejsca i czasu, konieczności harmonizowania interesu własnego z interesem cudzym w celu osiągnięcia dochodu, itp.), etatysta ucieka się czasem do stwierdzenia, że, owszem, tego rodzaju wyższość wykazywałby prawdziwy wolny rynek, ale prawdziwy wolny rynek nie istniał, nie istnieje i istnieć nie może, bo na działanie rynku zawsze wpływają procesy polityczne, manipulacje lobbystycznych grup interesu, itp.

Tego rodzaju stwierdzenie natychmiast wikła jednak etatystę w nierozwiązywalne sprzeczności logiczne. Skoro bowiem wolny rynek nie istnieje, to przeciwko czemu kieruje on swoją interwencjonistyczną krytykę i wysuwa swoje etatystyczne oskarżenia? Jeśli natomiast mówiąc o rynku ma on na myśli rynek spolitycyzowany, skażony przez biurokratyczno-lobbingowe machinacje, to znaczy, że krytykując go, postuluje jego odpolitycznienie i autentyczne uwolnienie, a tym samym nie może konsekwentnie uważać się za etatystę, jak również trwać przy swoim twierdzeniu, że wolny rynek nie może zaistnieć (gdyż trwanie przy nim czyniłoby jego krytykę całkowicie i świadomie bezsensowną). Innymi słowy, stosując tego rodzaju argumentację, etatysta staje przed następującym wyborem: albo odrzucam etatyzm, albo wszelką logikę.

Thursday, May 21, 2015

Libertarianizm a "globalne dobra publiczne"

Etatyści twierdzą często, że efekt gapowicza uniemożliwia rozwiązywanie problemów o globalnym zasięgu na drodze dobrowolności i rynkowej współpracy. Jako sztandarowy przykład podają oni zazwyczaj w tym kontekście rzekomy problem antropogenicznych zmian klimatycznych.

Na potrzeby argumentu przyjmijmy, że zjawisko szkodliwych antropogenicznych zmian klimatycznych rzeczywiście istnieje. Przyjęcie tego założenia w żaden sposób nie wzmacnia jednak stanowiska etatystycznego, a wręcz przeciwnie. Etatyści twierdzą, że jedynie skoordynowana współpraca terytorialnych aparatów przemocy (państw), albo wręcz powołanie do istnienia globalnego nadzoru klimatycznego, jest w stanie doprowadzić do wystarczającego ograniczenia emisji dwutlenku węgla do atmosfery i wypracowania skutecznych metod wykorzystywania energii odnawialnej.

Tak oczywiście z wielu powodów nie jest. Po pierwsze, terytorialne aparaty przemocy też stają w obliczu efektu gapowicza - w im większym stopniu niektóre z nich subsydiują przemysł energii odnawialnej i penalizują przemysł energii nieodnawialnej, w tym większym stopniu tracą one na gospodarczej konkurencyjności w stosunku do tych ze swoich odpowiedników, które podobnych działań nie podejmują. Po drugie, z uwagi na klasyczne powody natury hayekowskiej żaden terytorialny aparat przemocy nie jest w stanie skutecznie kontrolować całego działającego na danym obszarze przemysłu energetycznego. I po trzecie wreszcie, w im większym stopniu upolitycznione "międzynarodowe organizacje naukowe" będą faszerować społeczeństwa histeryczno-apokaliptyczną propagandą klimatyczną, w tym większym stopniu społeczeństwa będą się im sprzeciwiać, przekonane, że mają do czynienia z bezczelnym, napastliwym neołysenkizmem.

Jeśli więc problem szkodliwych antropogenicznych zmian klimatycznych jest prawdziwy, to skutecznie zaradzić mu może jedynie system dobrowolnej współpracy społecznej, oparty na bezwarunkowym poszanowaniu praw własności prywatnej, przedsiębiorczej konkurencji i pełnej niezależności nauki od polityki. Tylko w takim systemie prywatni przedsiębiorcy będą mieli środki i motywację ku temu, ażeby wypracować autentycznie skuteczne metody wykorzystywania energii odnawialnej, wolne od posądzeń o polityczne kumoterstwo organizacje naukowe będą wypowiadały się językiem nie drażniącej propagandy, ale naukowo zdystansowanej, rzetelnej perswazji, a społeczeństwa będą miały autentyczne powody ku temu, aby, wykorzystując swoją konsumencką suwerenność, wybierać produkty i usługi sprzyjające konserwacji długoterminowej wartości kapitałowej ziemskiego środowiska naturalnego.

Wednesday, May 20, 2015

O przyrodzonej niemoralności etatyzmu

W kontekście całościowej oceny etatyzmu, jedyną rzeczą gorszą od jego ekonomicznej nieefektywności jest jego głęboka niemoralność. I rzecz nie jedynie w tym, że jego funkcjonowanie z definicji opiera się na naruszeniach praw jednostek, ale przede wszystkim w tym, że wywiera on głęboko niszczycielski wpływ na kształtowanie się moralnego charakteru jednostek.

Etatyzm, oferując złudne poczucie bezpieczeństwa i fałszywą gwarancję stabilności bytowej, niszczy cnotę odpowiedzialności, w tym przede wszystkim odpowiedzialności za dobrowolnie podjęte zobowiązania. Głosząc propagandę tego, że każdemu prawnie należy się pewien zestaw dóbr i usług, pozbawia on tych, którym udzielana jest pomoc, poczucia wdzięczności wobec pomagających, jednocześnie zmniejszając w coraz większym stopniu liczbę chcących pomagać (najuczciwsi z etatystów wprost przyznają, że pełna realizacja projektu etatystycznego całkowicie zlikwidowałaby potrzebę filantropii). I wreszcie, sprowadzając każdą z jednostek do roli trybiku w "mechanizmie społecznym", etatyzm z definicji neguje kategorię przyrodzonej i niezbywalnej godności osobistej, dopuszczając instrumentalne wykorzystanie życia, wolności i własności jednostki dla "celów społecznych". Zamiast tego promuje on moralne antywartości takie jak bierność, konformizm, bezrefleksyjne posłuszeństwo, roszczeniowość, zazdrość i lekkomyślność, które to antywartości wspólnie tworzą - choć nigdy nie jest to sugerowane wprost - idealny profil "świadomego swoich praw obywatela".

Głęboka i stała świadomość powyższego jest niezbędna w konfrontacji z etatystyczną propagandą o "opiece nad biednymi", "wyrównywaniu szans", czy "dbaniu o dobro wspólne", i stanowi najważniejszy krok na drodze do jej całkowitego zdyskredytowania. To z kolei, choć nie jest warunkiem wystarczającym uzdrowienia moralnego charakteru jednostki, jest z całą pewnością warunkiem koniecznym dania mu jakiejkolwiek szansy na tego rodzaju uzdrowienie.

Friday, May 15, 2015

Libertarianizm a dziedzictwo historii idei

Libertarianizm ma w wymiarze intelektualno-kulturowym coś cennego do zaczerpnięcia z niemal każdej epoki historycznej.

Ze starożytności - przekonanie o istnieniu obiektywnej natury ludzkiej, której głównymi atrybutami są wolność, racjonalność i umiejętność świadomej współpracy społecznej, oraz przekonanie o możliwości logicznego wywnioskowania tego, co najlepiej służy jej spełnieniu.

Ze średniowiecza - przekonanie o istnieniu transcendentnej, nieredukowalnej podstawy jednostkowych praw naturalnych, oraz o możliwości jej rozumowego zgłębienia.

Z oświecenia - wizję kulturowo-instytucjonalną, stanowiącą praktyczne zwieńczenie i praktyczną implementację wielu najlepszych elementów teoretycznego dorobku dwóch poprzednich epok, wizję ufundowaną na gruncie jednostkowych praw naturalnych i rozumowego opisu rzeczywistości ludzkiego działania.

Z romantyzmu - przekonanie, że wartości takie jak wolność, kreatywność, przedsiębiorczość i społeczna współpraca warto realizować co najmniej z żywą pasją, a może nawet z heroicznym zaangażowaniem.

Ze współczesności - świadomość tego, jak wielki potencjał w zakresie realizacji powyższych wartości ma możliwość natychmiastowego, globalnego rozpowszechniania informacji i wiedzy.

Do wyrzucenia w tym kontekście jest tylko większa część wieku XX, choć i on może spełniać pożyteczną funkcję przestrogi przed tym, co tak łatwo może zrujnować cywilizację, oraz napomnienia o tym, jak niezbędnymi jej fundamentami są swoboda działania i kultura powszechnego dla niej szacunku. Warto też pamiętać, że to na stosunkowo jałowym gruncie właśnie tego wieku - może na zasadzie akcji i reakcji - narodził się libertarianizm w swojej intelektualnie dojrzałej postaci. Mając świadomość jego długiego i bogatego rodowodu, warto w pełni z niego korzystać, dbając o to, aby przyczyniał się on do kształtowania coraz lepszej i jaśniejszej przyszłości.

Etatyzm a użyteczność danych statystycznych

W konfrontacji z postulatami libertariańskimi etatyści rzadko replikują przy użyciu logicznej argumentacji, często natomiast odwołują się do rzekomo falsyfikujących owe postulaty przykładów empirycznych i danych statystycznych.

W tego rodzaju sytuacjach należy bezwzględnie pamiętać, że na gruncie założeń etatyzmu wszelkie tego rodzaju przykłady i dane stają się całkowicie bezwartościowe, gdyż etatyzm z definicji siłowo eliminuje stosowną skalę porównawczą. Innymi słowy, etatysta twierdzący, że rozwiązania etatystyczne są "efektywne", jest jak "szachista", który na turnieju posiadałby przywilej dowolnego eliminowania figur przeciwników, "wygrałby" dzięki temu turniej, a następnie ogłosiłby, że to jednoznacznie świadczy o tym, że okazał się on najlepszym ze wszystkich graczy. Oczywiście jest wręcz przeciwnie - siłowe narzucanie innym swoich "rozwiązań" i siłowa eliminacja bądź hamowanie konkurencyjnych, dobrowolnych rozwiązań jest jednoznacznym dowodem na to, że z punktu widzenia osób, którym mają te "rozwiązania" pomóc, są one tak naprawdę kolejnymi problemami.

Jako że wymaga on rozumowania w kategoriach kontrfaktycznych, jest to argument operujący na pewnym poziomie abstrakcji, niemniej jest to argument kluczowy, z którym należy konsekwentnie oswajać nawet najmniej logicznie uzdolnionych interlokutorów, gdyż niewiele argumentów obnaża w równym stopniu intelektualną i moralną nędzę etatyzmu.

Sunday, May 10, 2015

Libertarianizm a złożoność społecznego świata

W konfrontacji z postulatami libertariańskimi etatyści pozwalają sobie czasem na protekcjonalne stwierdzenia w rodzaju "to się opiera na przekonaniu, że wolny rynek wszystko rozwiąże, a tymczasem świat nie jest taki prosty". Warto zauważyć, jak kuriozalne jest to stwierdzenie, biorąc pod uwagę, że to etatyzm oferuje najprostszą możliwą, a wręcz prostacką wizję świata, zgodnie z którą nieskończenie złożony układ dobrowolnych, produktywnych relacji międzyludzkich i powstałych na ich bazie oddolnych instytucji, jakim jest wolny rynek, może być zawiadywany czy usprawniany przez wąską kastę zawodowych grabieżców.

Wszystko, co ma do zaproponowania etatyzm, to wymuszone ujednolicanie, monopolizowanie, glajchszaltowanie, generalizowanie, podporządkowywanie i uzależnianie. Czy można sobie wyobrazić system "rozwiązań" nacechowany większą pogardą dla złożoności, różnorodności i zawiłości świata?

Libertarianizm tymczasem podkreśla fakt, że jedynie układ społeczny oparty na bezwarunkowym szacunku dla wolności osobistej, własności prywatnej i swobodnej konkurencji jest w stanie uczynić produktywny użytek z ogółu talentów, zasobów i wiedzy wszystkich członków społeczeństwa i ich pokojowych planów co do tego, jak owe różnorodne aktywa wykorzystać dla własnej oraz cudzej korzyści. Czy można sobie wyobrazić system rozwiązań nacechowany większym szacunkiem dla złożoności, różnorodności i zawiłości świata?

Podsumowując, etatysta zarzucający libertarianinowi wiarę w "proste rozwiązania" jest jak kieszonkowiec zarzucający inwestorowi wiarę w "bogacenie się łatwymi i szybkimi sposobami".