Saturday, August 1, 2020

Wolność jako uświadomiona powinność

Wolność to najważniejsza ze wszystkich wartości społecznych - konieczny warunek wdrażania wszelkich innych wartości społecznych. Na tej samej jednakże zasadzie wszelkie inne wartości społeczne są praktycznym warunkiem trwania wolności.

Innymi słowy, z jednej strony wszystkie kluczowe przymioty charakteru, takie jak roztropność, odpowiedzialność, wstrzemięźliwość, odwaga czy samodyscyplina, mogą być budowane jedynie w oparciu o w pełni swobodne działania. Z drugiej jednak strony nie wykorzystywanie swoich swobodnych działań do budowania owych przymiotów prowadzi w praktyce do bardzo szybkiej atrofii wolności, która okazuje się wówczas nie poważnym normatywnym zobowiązaniem, ale jednorazową zachcianką.

Podsumowując, wolność to fundament wszystkiego, co dobre, który jednakowoż błyskawicznie niszczeje, jeśli jego dobre owoce na bieżąco go nie żywią i nie umacniają. Z całą pewnością fałszywy jest zatem komunistyczny slogan głoszący, że wolność to uświadomiona konieczność, ale w znacznej mierze prawdziwe jest stwierdzenie, że wolność to uświadomiona powinność.

Thursday, July 23, 2020

Wpływ teorii makroekonomicznych na etyczną jakość praktyki finansowej

W poniższym artykule staram się uzasadnić tezę, iż poprawne przedstawienie gospodarczej natury danego zjawiska prowadzi do słusznych wniosków na temat etycznych warunków wstępnych jego sprawnego funkcjonowania, a tym samym umożliwia nie tylko długofalowe cieszenie się jego dobrodziejstwami, ale też coraz pełniejsze wykorzystywanie jego jakościowego potencjału. Za konkretną ilustrację powyższej tezy służy mi kilka najpopularniejszych makroekonomicznych wizji działania rynków finansowych. Sugeruję w oparciu o nie, że na etyczną świadomość finansistów wpływa w zasadniczym stopniu ekonomiczna świadomość roli, kształtu i możliwości instytucji, w ramach których odbywa się ich praca.

[Read More]

Tuesday, July 14, 2020

O względnej atrakcyjności zwyczajnych form zła

Nawet najbardziej przaśna głupota zawsze będzie budzić względną sympatię w porównaniu z pogardliwym pseudointelektualizmem. Nawet najbardziej bezwstydne cwaniactwo zawsze będzie budzić względną sympatię w porównaniu z pseudomoralistycznym samozadowoleniem. Nawet najbardziej zgrzebny kicz zawsze będzie budzić względną sympatię w porównaniu z pretensjonalnym pseudoartyzmem. I nawet najbardziej fasadowa żarliwość zawsze będzie budzić względną sympatię w porównaniu z nonszalancką letniością. Nawet jeśli ktoś nie jest gotów zaakceptować tego jako istotnej normatywnej wskazówki, to powinien uznać to co najmniej jako zasadniczy antropologiczny fakt.

Monday, July 6, 2020

Wybór między złami versus spokój sumienia

Nie należy ulegać presji przekonania, jakoby odmowa wyboru rzekomego mniejszego zła mogła sama w sobie stanowić większe zło. Jeśli zachowuje się głęboką świadomość, że wszystkie dostępne zła są na tyle złe, iż jakikolwiek dobrowolny kontakt z nimi będzie się wiązał z uszczerbkiem na sumieniu, wówczas odmowa wszelkiego z nimi kontaktu jest jedynym wyjściem nie tylko moralnie słusznym, ale też intelektualnie roztropnym.

Z jednej strony utwierdzamy się bowiem wówczas w pryncypialności, która jest warunkiem koniecznym poważnego traktowania spraw normatywnych. Z drugiej zaś strony nie ulegamy wówczas pokusie domorosłego makiawelizmu, który mógłby rodzić w nas przypuszczenie, że nawet przy użyciu najpodlejszych narzędzi jesteśmy w stanie dokonywać sprytnych kroków we właściwym kierunku. Poświęcamy tym samym bardzo niejasne, niepewne i odległe korzyści na rzecz korzyści oczywistych i natychmiastowych: zamiast złudzeń salomonowej mądrości otrzymujemy realny spokój sumienia.

Tuesday, June 30, 2020

O meandrach rozwoju we właściwym kierunku

Nie sposób mówić o słuszności rozwoju czy postępu, jeśli nie zdefiniuje się wcześniej precyzyjnie kierunku, w którym ma się odbywać ów rozwój czy postęp, a następnie nie wykaże się na podstawie niezależnych argumentów, że jest to kierunek słuszny.

Jeśli bowiem mamy do czynienia z rozwojem patologicznych form bytowania bądź z postępowaniem w kierunku ślepej uliczki lub przepaści, wówczas właściwą reakcją jest nie kontynuacja status quo, ale odwrót, wycofanie, a nawet uwstecznienie. Okazuje się zatem, że w wielu okolicznościach to tymczasowy regres jest reakcją autentycznie progresywną, umożliwiającą powrót na ścieżkę, którą rzeczywiście można i należy w sposób trwały kroczyć naprzód.

Na gruncie gospodarczym zjawisko to ilustruje doskonale austriacka teoria cyklu koniunkturalnego, w ramach której tymczasowa recesja i dekoniunktura okazuje się nie tylko ceną za wcześniejszy okres patologicznego pseudorozwoju, ale też okresem ozdrowieńczym, umożliwiającym powrót do fundamentów rozwoju autentycznego i - w najlepszym tego słowa znaczeniu - zrównoważonego.

Jako że zjawisko to zachowuje swoją ogólną logiczną strukturę niezależnie od obszaru, w którym je zaobserwujemy, podobne wnioski można również odnieść do sfery kultury, obyczajowości, filozofii czy duchowości. W każdej z tych sfer mogą się pojawić wewnętrznie nieuporządkowane kapitałowe struktury produkcji, które skazane są na rozpad tym boleśniejszy i bardziej destruktywny, im dłużej próbuje się je rozbudowywać, a od pewnego etapu już jedynie łatać. A jako że mowa tu o kapitale stricte niematerialnym, dokonywanie stosownych procesów restrukturyzacyjnych jest w tym kontekście zadaniem niosącym ze sobą wyzwania o szczególnej jakościowej złożoności.

Podsumowując, pojęcie rozwoju i postępu, nawet (a może zwłaszcza) w takim stopniu, w jakim jest pojęciem obiektywnym, jest jednocześnie pojęciem kontekstowym, wielopłaszczyznowym, strukturalnie uwarunkowanym i normatywnie wymagającym. I jako takie odnosi się ono do zjawisk, w obrębie których wyjątkowo łatwo i wyjątkowo boleśnie można pomylić pozory z rzeczywistością, tymczasowość z trwałością i zwycięstwo z porażką. Warto mieć to wszystko na uwadze, ażeby samemu nie paść ofiarą podobnej pomyłki.

Wednesday, June 17, 2020

Values and Principles Against Ideological Jargon

The ideological jargon of hard totalitarianism aims at the subversion of values, while the ideological jargon of soft totalitarianism aims at the reduction of values to self-indulgent mush. In other words, the former aims at intercepting value discourse, while the latter aims at dissolving it altogether. Thus, to debunk the former one needs to be a man of principles among the unprincipled, while to debunk the latter one needs to be a man of principles among the unmanly.

Friday, June 12, 2020

Neoliberalizm, marksizm kulturowy i niebezpieczeństwo ideologicznej symetryzacji

Gdy przeczuwa się, że popełniony ongiś błąd może być znaczący, trzeba się do niego otwarcie przyznać. Tak jest właśnie w niniejszym przypadku.

Jeszcze kilka lat temu byłem gotów twierdzić, że "neoliberalizm" i "marksizm kulturowy" to terminy semantycznie bliźniacze w swojej amorficzności i beztreściowości. Obecnie sadzę jednak, że stosowny ciężar dowodowy jest już na tyle duży i znaczący, że nie można traktować powyższych dwóch pojęć w sposób symetryczny.

"Neoliberalizm" wciąż uważam za termin czysto propagandowy, będący niczym więcej jak oszczerstwem kierowanym pod adresem szeroko rozumianych zwolenników konsekwentnego poszanowania dla wolności osobistej, własności prywatnej i "burżuazyjnej godności". Na poziomie opisowo-naukowym jest to natomiast pojęcie całkowicie puste i bezdesygnatowe (poza bardzo wąskim kontekstem historycznym związanym z kolokwium Lippmanna, którego członkom daleko było do jakiejkolwiek autentycznej ideowej jednorodności).

Inaczej jest z "marksizmem kulturowym". Podtrzymuję, iż jest to termin potencjalnie niebezpieczny w tym sensie, że zbyt łatwo staje się uniwersalnym wytrychem w rękach osób o, eufemistycznie rzecz ujmując, ograniczonej wiarygodności naukowej. Nie zmienia to jednak faktu, że - w swoim opisowo skonkretyzowanym znaczeniu - jest to określenie trafne i wiernie oddające naturę pewnych bardzo niebezpiecznych zjawisk zachodzących w dzisiejszej rzeczywistości społecznej.

Nadawana owemu terminowi konkretna treść wiąże go niemal zawsze ze zjawiskami następującymi: z myślą szkoły frankfurckiej (czyli z przestawieniem w marksistowskiej hierarchii ważności ekonomii i kultury, a tym samym z przeniesieniem "walki klas" na obszar pozagospodarczy: na obszar rasy, płci, itd.), z ideą "długiego marszu przez instytucje" (w domyśle: instytucje kultury) oraz z koncepcją tzw. organizowania społeczności w duchu "Reguł dla radykałów" autorstwa Alinsky'ego (tzn. z politycyzacją kultur lokalnych i infekowaniem ich ideą permanentnej wojny o władzę w ramach tzw. aktywizmu społecznego).

Kluczowe pytanie brzmi tu teraz następująco: czy powyższa definicja ma adekwatną moc wyjaśniającą? Czy trafnie opisuje ideologiczną podbudowę pewnych specyficznie współczesnych, rzucających się w oczy zjawisk? Wydaje się, że dziś można by już na to pytanie odpowiedzieć słowami epitafium Christophera Wrena: si monumentum requires, circumspice. Na szczęście owego "monumentu" nie musimy jeszcze "podziwiać" w naszej części świata, ale tym bardziej należy świadomie chronić naszą "względną normalność". Jeśli natomiast - w ramach budowania stosownej świadomości - zadamy sobie pytanie, co jest ideologicznym wspólnym mianownikiem odbywającego się obecnie "na zachód od nas" zorganizowanego wandalizmu, neo-cenzorskiego dewastowania sztandarowych dzieł kultury i masowego szczucia przeciwko "nieprawomyślnym" przedstawicielom świata akademickiego, wówczas możemy zdać sobie sprawę, że "marksizm kulturowy" (rozumiany jak wyżej) wydaje się tu jedną z bardziej adekwatnych zwięzłych odpowiedzi.

Co istotne, akceptacja owej odpowiedzi wcale nie wymusza stanięcia w jednym froncie z tymi samozwańczymi przeciwnikami "marksizmu kulturowego", którzy jako alternatywę wobec niego proponują siermiężny nacjonalizm, toporny scjentyzm czy policyjny totalitaryzm. Rzecz jedynie w tym, żeby zachowywać właściwe proporcje zagrożeń i nie dawać sobie wmówić, że przysłowiowy "słoń w salonie" jest jedynie "propagandowym straszakiem", na którego powołują się wyłącznie "tropiciele spisków wierzący w łatwe rozwiązania".

I tu wracamy do punktu wyjścia: niezależnie od tego, w jakim stopniu należy wystrzegać się traktowania "marksizmu kulturowego" jako wyłącznego zła współczesnego świata, tym bardziej należy wystrzegać się stawiania go w jednym szeregu z mitycznym "neoliberalizmem". To byłoby bowiem zwyczajnie nieprzyzwoite zwłaszcza wobec tych, którzy wskutek coraz bardziej rozbisurmanionego ideologicznego wandalizmu - tak fizycznego, jak i kulturowo-instytucjonalnego - potracili pracę, dobytek i spokój codziennego życia.