Wednesday, May 25, 2016

A Statist Question in Search of a Libertarian Answer

"How do we create a free society?" sounds like a statist question in search of a libertarian answer. This is perhaps why it is unlikely to lead to many such answers of acceptable quality. Perhaps a more fruitful question to ask in this context is "how do I create or expand my personal free space and help specific others create or expand their personal free spaces?", knowing that a free society is nothing but the sum total of such private spaces and their voluntary interactions. Perhaps only millions of individual answers to this particular question can create a robust collective network of individual solutions - that is, a free society in the making.

Repugnancy, Marginalism, Transitivity, and Population Ethics

This paper attempts to build upon the “marginalist” solutions to various puzzles in the area of population ethics, including the so-called Repugnant Conclusion (seen as a major obstacle to the viability of the Total Utility Principle), the Ecstatic Psychopath Scenario (seen as a major obstacle to the viability of the Average Utility Principle) and the Negative Repugnant Conclusion. After rejecting the suggestion that the above puzzles should be resolved by abandoning the axiom of transitivity, I argue that the solution lies in the principle of diminishing marginal utility, whose effects apply not only to every individual added to any given population, but, even more importantly, also to the already existing members of that population.

[Read More]

Tuesday, May 24, 2016

A Note on Collective Action, Cooperation, Collusion, and Voluntary Production of Public Goods

In this note I challenge the claim that if it is possible to successfully produce public goods on a voluntary, decentralized basis, it must also be possible on the same basis to create stable cartels capable of reaping monopoly gains and frustrating consumer sovereignty. My proposed solution is rooted in the recognition that there is a fundamental asymmetry between the viability of beneficial and malevolent cooperation: the former is normally profitable both in the short and the long run, while the latter is profitable only in the short run.

[Read More]

It Would Be Great if Capitalism and "Consumerism" Really Ruled the World

It would be great if capitalism and "consumerism" really ruled the world. Alas, instead of being preoccupied with the production of capital and the consumption of various useful goods and services, people still devote overwhelming attention to the parasitic ruse known as electoral politics, thus keeping it alive and well. In other words, the cunning capitalists - for all their motivational advertisements, subliminal messages, planned obsolescences, etc. - still have a lot of work to do before they manage to do the world the favor of consuming and exploiting the institutionalized parasitism of politics out of existence.

Monday, May 23, 2016

Klasyczny liberalizm i libertarianizm a przyszłość Unii Europejskiej

Odpowiedź na pytanie, czy przedsięwzięcie zwane Unią Europejską należy odśrodkowo reformować, czy też się z niego wypisać, jest nieoczywista z punktu widzenia osoby, której bliskie są wartości klasycznie liberalne i libertariańskie. Warto więc zadać sobie w tym kontekście pytanie, z kim, chcąc nie chcąc, staje się w jednym froncie zajmując takie lub inne wobec niego stanowisko.

Opowiadając się za odśrodkową reformą UE w kierunku jej pierwotnego kształtu (strefy wolnego handlu i wolnej migracji, zintegrowanej na bazie wartości w wielu punktach zbieżnych z programem klasycznego liberalizmu), godzi się na przynajmniej tymczasowe przedłużanie współżycia przede wszystkim z technokratyczną, etatystyczną unijną biurokracją. Niemniej nawet owa biurokracja wykazuje momentami elementy zdrowego rozsądku, hamując protekcjonistyczne i dłużno-deficytowe zapędy rządów członkowskich.

Tymczasem opowiadając się za opuszczeniem UE i jej docelową likwidacją, godzi się na przynajmniej tymczasowe stanięcie we wspólnym froncie przede wszystkim z siermiężnym nacjonalizmem (w tym z narodowym socjalizmem), tzw. skrajną lewicą (z gatunku np. tej, która od kilku lat przysparza Grecji kolejnej spektakularnej "pięknej katastrofy") i apologetami kagiebowskiej mafii, z którymi to grupami - mimo wszystko w przeciwieństwie do unijnej biurokracji - klasyczny liberalizm i libertarianizm nie mają wspólnego absolutnie nic.

Innymi słowy, wybór między odśrodkowym reformowaniem UE a jej opuszczeniem i sprzyjaniem jej domyślnej likwidacji to wybór między grypą a dżumą, w ramach którego - jakkolwiek jest to oczywiście nieprzyjemne i niesatysfakcjonujące - należy jednak wybrać to pierwsze.

Sunday, May 22, 2016

Neoliberalizm i marksizm kulturowy, czyli o wiecowych oszczerstwach

Pojęcie "marksizm kulturowy" jest lustrzanym odbiciem pojęcia "neoliberalizm". Oba te pojęcia - przy odpowiedniej precyzji definicyjnej - mogą teoretycznie służyć opisowi pewnych konkretnych zjawisk, takich jak, odpowiednio, marksizm odwracający relację baza-nadbudowa i "liberalizm" zanieczyszczony wpływami "państwa regulacyjnego" (czyli inaczej tzw. kapitalizm kolesiowski), ale w praktyce funkcjonują niemal wyłącznie jako przeciwstawne, nieskończenie pojemne oszczerstwa. Tym samym są na dobrą sprawę spalone jako elementy jakiejkolwiek rzetelnej analizy zjawisk ekonomiczno-społecznych.

Innymi słowy, żaden postęp intelektualny nie dokonałby się w sytuacji, w której produkcja typowej akademickiej makulatury z zakresu "nauk społecznych", gdzie co parę zdań pojawia się mityczny potwór neoliberalizmu, zostałaby zrównoważona czy też zastąpiona produkcją akademickiej makulatury, gdzie co parę zdań pojawiałby się równie mityczny potwór marksizmu kulturowego. Definicje i zbiorcze kategorie mają swoje istotne poznawcze zastosowania, ale te z nich, które funkcjonują prawie wyłącznie jako obelgi i semantyczne pałki, mają na ogół ujemną wartość poznawczą. Wówczas tam, gdzie najczęściej się one pojawiają, potrzeba tym większego analitycznego wysiłku, by precyzyjnie, beznamiętnie i bezstronnie opisać zaciemniane przez nie zjawiska.

Friday, May 20, 2016

Liberalizm, teocentryzm, racjonalizm i scjentyzm

Niebezpodstawna wydaje się teza, że klasyczny liberalizm osiągał spektakularne sukcesy w zakresie rozwijania cywilizacji ludzkiej tak długo, jak długo sam rozwijał się na gruncie zasadniczo teocentrycznej wizji świata. Dla Locke'a naturalne, niezbywalne prawa jednostki mogły pochodzić wyłącznie od Boga - w innym wypadku stawały się mdłymi fikcjami prawnymi. Dla Webera etyka kapitalistycznej przedsiębiorczości mogła rozkwitać tylko wówczas, gdy świadomie służyła nie ziemskiemu bogaceniu się społeczeństwa, ale indywidualnemu zbawieniu. Dla Smitha słynną "niewidzialną ręką" koordynującą powstawanie spontanicznych porządków społecznych była ręka Boga.

Niebezpodstawna jest też teza, że oświeceniowy racjonalizm, który w najwyższym stopniu ucieleśniał wszystkie powyższe idee, zaczął się degenerować w socjoinżynieryjny scjentyzm właśnie wtedy, gdy wystarczająco popularne stało się przekonanie, że idee te będą się w stanie rozwijać równie dobrze, a nawet lepiej, jeśli wyruguje się z nich pierwiastek transcendentny. Od tamtego czasu - nawet po doświadczeniach XX-wiecznych etatystycznych koszmarów - ów wulgarny socjoinżynieryjny scjentyzm jest po dziś dzień domyślnym światopoglądem "klasy paplającej" (tzw. intelektualistów). Po dziś dzień słyszy się regularnie wśród przedstawicieli tej grupy, jakiego to niezwykłego wglądu w ludzką naturę może dostarczyć obserwacja życia mrówek (z czego wynika, że głównym problemem nauk społecznych jest to, jak dobrze skonstruować "ludzkie mrowisko") czy jak naturalnym źródłem "wyższego celu" ludzkiego życia jest podporządkowanie go ochronie "biosfery", "Gai", "naszej globalnej ojczyzny", itp. (co jest podręcznikowym wręcz przejawem neo-animizmu, czyli wyparcia dojrzałej teocentrycznej wizji świata nie przez jakikolwiek "świecki humanizm", ale przez zasadniczo paleolityczne formy religijności). Są to oczywiście deklaracje, które wśród pionierów klasycznego liberalizmu wzbudziłyby najwyżej rozbawienie lub zażenowanie, bo też w istocie jedynie zabawnie lub żenująco może brzmieć powoływanie się w kontekście tego rodzaju deklaracji na "niezbywalne prawa jednostki", "niewidzialną rękę" czy "przedsiębiorczą kreatywną destrukcję".

Podsumowując, wydaje się, że współcześni klasyczni liberałowie i libertarianie powinni poważnie wziąć pod rozwagę sugestię, że cywilizacja ludzka może być antropocentryczna w najlepszym tego słowa znaczeniu tylko wówczas, gdy spoczywa na dojrzałym teocentrycznym fundamencie. Z tego wynikałoby z kolei, że skuteczna ideowa edukacja w duchu wolności osobistej powinna się wiązać w kluczowym sensie ze społeczną odnową dojrzałej, personalistycznej wyobraźni religijnej. Może się bowiem okazać, że jedyną wobec tego alternatywą będzie bierna obserwacja straszno-śmiesznego konfliktu między socjoinżynieryjną karykaturą "świeckiego humanizmu" typową dla obecnych krajów Zachodu a fundamentalistyczną karykaturą teocentryzmu pleniącą się obecnie na Bliskim Wschodzie.