Showing posts with label dyskusja. Show all posts
Showing posts with label dyskusja. Show all posts

Friday, February 7, 2020

"Mowa nienawiści" a mowa rzekomej cnotliwości

Największym problemem etycznym związanym z komunikacją w dobie Internetu (ze szczególnym uwzględnieniem tzw. mediów społecznościowych) nie jest powszechność tzw. mowy nienawiści, tylko powszechność mowy domniemanej cnotliwości. Innymi słowy, największym problemem nie jest w tym kontekście nieograniczona obfitość obelg wystosowywanych pod każdym możliwym adresem, tylko równie nieograniczona obfitość samozadowolonych, pseudomoralistycznych deklaracji na każdy możliwy temat.

O ile bowiem miotanie obelg nie jest siłą rzeczy częścią tzw. dyskursu etycznego (a ich niezasłużona obfitość może być wręcz pomocna w zakresie budowania psychicznej odporności u ich adresata), o tyle bezustanne szermowanie wyrazami rzekomego świętego oburzenia sprawia, że język etyczny staje się bezprecedensowo tani, a tym samym komunikacyjnie nieużyteczny. To zaś sprawia, że wykorzystywanie go w celu przeprowadzenia poważnej, przemyślanej dyskusji na tematy etyczne staje się wyjątkowo trudne i nieporęczne.

Być może jest jednak przy tym tak, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, i intelektualna pauperyzacja języka etycznego może okazać się w dłuższej perspektywie pożyteczna w takim stopniu, w jakim ponownie uczuli ona wszystkich na zasadę, że poznaje się po owocach, nie po deklaracjach. Z takiego zaś rezultatu będą mogli skorzystać również ci, których owocami są przede wszystkim utwory słowne, gdyż wymusi to na nich taką dbałość o ich aspekty jakościowe, żeby również twórczość czysto werbalna mogła być traktowana jako prawdziwie owocna.

Tuesday, April 5, 2016

Etatyzm a rozwiewanie semantycznej mgły

Niezależnie od tego, jak wiele toksycznych emocji i słabych argumentów otacza dyskusje na temat aborcji, jedna rzecz jest w nich zazwyczaj dobra - mają one jasno i poprawnie zdefiniowany cel. Celem tym jest ustalenie, czy aborcja jest morderstwem, a jeśli tak, to w jakich szczególnych okolicznościach może ono być uzasadnione i wybaczone.

Tego samego nie można powiedzieć o głównonurtowych dyskusjach na temat etatyzmu i natury działań etatystycznych aparatów przemocy. Tutaj mamy do czynienia nie tylko z toksycznymi emocjami i słabymi argumentami, ale również z poruszaniem się w gęstej semantycznej mgle, utkanej z syndromu sztokholmskiego, plemiennych przesądów i ekonomicznych sofizmatów. Celem tego rodzaju głównonurtowych dyskusji nie jest ustalenie, czy tzw. państwo jest czymś więcej niż najpotężniejszą z okupujących dane terytorium grup wymuszenia rozbójniczego, tzw. podatki czymś więcej niż zinstytucjonalizowaną grabieżą, a tzw. redystrybucja czymś więcej niż zalegalizowanym paserstwem. Nie ma tu sporu o definicje i naturę kluczowych społecznych bytów i zjawisk, tylko o "optymalny" zakres ich oddziaływania i o "właściwe" cele ich wykorzystania.

Jeśli więc libertarianie i zwolennicy społeczeństwa dobrowolnego uważają, że odpowiedź na powyższe trzy kluczowe, definicyjne pytania brzmi "nie", i że odpowiedź ta ma po swojej stronie logikę i fakty, muszą oni przede wszystkim doprowadzić do sytuacji, w której tego rodzaju pytania są kluczową częścią głównonurtowych sporów na szeroko rozumiane tematy społeczne. Innymi słowy, zanim zaczną oni wygrywać odpowiednie publiczne dyskusje, muszą oni rozwiać wspomnianą wyżej semantyczną mgłę, która sprawia, że dyskusje te w ogóle nie są w stanie się rozpocząć - przy czym drugie z tych zadań jest prawdopodobnie znacznie bardziej intelektualnie wymagające, niż to pierwsze.