Showing posts with label reputacja. Show all posts
Showing posts with label reputacja. Show all posts

Tuesday, March 31, 2020

Wolność zawsze upomina się w końcu o siebie

Obecna sytuacja ma to do siebie, że jest z konieczności tymczasowa: strach szybko ustąpi miejsca znudzeniu, potem zniechęceniu, potem rozdrażnieniu i w końcu działaniu. Będzie to spektakularny przejaw spontanicznej koordynacji jednostkowych zachowań w oparciu o wspólnotę elementarnych przekonań: nikt, kto nie będzie się bał skutków ewentualnego zarażenia, nie będzie się tym bardziej bał ewentualnych represji ze strony reżimu, wiedząc doskonale, że podobnego strachu nie żywi większość jego współplemieńców. Innymi słowy, lud w niedługim czasie sięgnie na powrót po chleb i igrzyska, traktując wszelkie odgórne zakazy i pogróżki w tym zakresie jak legendarne zalecenia Marii Antoniny co do jedzenia ciastek, a szeregowi ochroniarze reżimu albo pozostaną wobec tego obojętni, albo się do ludu przyłączą.

Wnioskiem z tego płynącym nie jest ani to, że lud ma swój własny rozum, ani też to, że go nie ma, a jedynie to, że zorganizowaną agresją i zastraszaniem nie da się w sposób fundamentalny przetransformować rzeczywistości wbrew woli większej części jej mieszkańców. Inaczej rzecz ujmując, tam, gdzie ktoś chce w dobrej wierze wdrożyć rozwiązania wymagające znacznych poświęceń i drobiazgowej koordynacji ze strony ogółu członków społeczeństwa, tam w ostatecznym rozrachunku mogą sprawdzić się wyłącznie metody cywilizowane, czyli dobrowolne: perswazja, reputacja lub ostracyzm. Kto więc szczerze wierzy, że poważnie traktowana kwarantanna powinna trwać jeszcze przez kilka miesięcy, ten niech nie powtarza etatystycznej propagandy o rzekomo korzystnym wpływie ograniczania wolności w "sytuacjach wyjątkowych". Wolność w tej czy innej formie tak czy inaczej niebawem upomni się o siebie - kwestią jest tu jedynie to, co się jej wtedy zaoferuje.

Tuesday, September 27, 2016

Media społecznościowe, reputacja i autorytet

W temacie budowania reputacji i służenia nią innym tzw. media społecznościowe wywierają jeden duży efekt destruktywny i jeden duży efekt konstruktywny.

Efekt destruktywny jest taki, że mało komu pozwalają one na utrzymanie dobrej reputacji zbudowanej na bazie innych form interakcji międzyludzkich. Innymi słowy, przy wystarczającej intensywności ich użytkowania z niemal każdego wydobędą one prędzej czy później komunikaty na tyle nieprzemyślane, nieeleganckie bądź infantylne, że nie sposób już będzie myśleć o ich autorze jako o uniwersalnym autorytecie. Innymi słowy, media społecznościowe stanowią najdoskonalsze z istniejących narzędzi niszczenia domniemanych autorytetów, dlatego że stwarzają owym domniemanym autorytetom nieograniczone możliwości autodestrukcji.

Efekt konstruktywny jest natomiast taki, że konsekwentna autodestrukcja wszelkich domniemanych autorytetów jest najlepszą możliwą lekcją tego, że w ostatecznym rachunku autentycznymi autorytetami możemy być wyłącznie sami dla siebie, innych natomiast możemy traktować w najlepszym razie jako specjalistów od rozwiązywania konkretnych, doraźnych problemów. Jest to podejście wysoce sprzyjające rozwijaniu w sobie autentycznej intelektualnej niezależności, a więc cechy wciąż deficytowej, a przy tym absolutnie niezbędnej w świecie informacyjnego policentryzmu i innowacyjnego dynamizmu.

Innymi słowy, pozorna intelektualna strata ma tu sporą szansę na bycie zrekompensowaną realnym intelektualnym zyskiem - a im szybciej przestanie się boleć nad rzekomym utraconym rajem stabilnych intelektualnych hierarchii i otwarcie zaakceptuje się nowy stan rzeczy, tym ów zysk będzie większy i pewniejszy.

Monday, April 4, 2016

Aborcja, restytucja i przestępstwa bez ofiar

Nawet wśród zgadzających się z tym, że aborcja dokonana po dobrowolnym poczęciu jest morderstwem (porównywalnym do zaproszenia kogoś na pokład swojego prywatnego samolotu, a następnie wyrzucenia go z niego 10000 metrów nad ziemią), pojawia się nieraz przekonanie, że w wolnym społeczeństwie jedyną stosowną karą mógłby być w tym kontekście społeczny ostracyzm. Zwyczajowa w tego rodzaju społeczeństwie kara za inne przejawy agresji wobec życia, zdrowia i własności innych - czyli kara restytucyjna - tutaj nie miałaby rzekomo znajdować zastosowania z uwagi na to, że jedynej w tym kontekście właściwej ofierze nie można już niczego w żaden materialny sposób zrekompensować (przy założeniu, że aborcja odbyła się za zgodą całej bliskiej rodziny danej osoby, co sprawia, że moralnie poszkodowany w sposób "przechodni" nie czuje się żaden z jej członków).

Moralnie poszkodowani w ten sposób mogą się jednak czuć w tego rodzaju kontekście potencjalni członkowie rodzin zastępczych - rodzin, które byłyby gotowe zająć się niechcianym dzieckiem po jego narodzeniu i które byłyby w stanie w sposób wiarygodny wykazać przed sądem tego rodzaju gotowość, np. poprzez odpowiedni stan materialny połączony z wcześniejszym, nie budzącym zastrzeżeń doświadczeniem w zakresie adopcji. Spełnienie tego rodzaju kryteriów profilowych pozwoliłoby na skuteczny odsiew "moralnych wyłudzaczy". Ponadto, możliwe, że w wolnym społeczeństwie normą stałoby się przekazywanie tego rodzaju osobom pieniędzy pochodzących z restytucyjnej grzywny tylko pod warunkiem, że z kolei one przekażą owe pieniądze na działalność wybranej przez siebie, posiadającej stosowną reputację instytucji charytatywnej zajmującej się niechcianymi dziećmi. To pozwoliłoby na dodatkową redukcję wrażenia, że wnoszący oskarżenia o aborcyjne morderstwa próbują się wzbogacić na winie obcej osoby i własnej wydumanej moralnej krzywdzie.

Jak zwykle w tego rodzaju moralnie złożonych sytuacjach, niemożliwe jest przewidzenie szczegółowego kształtu reguł, jakie wytworzyłyby się w obrębie różnych niezależnych obszarów własnościowych funkcjonujących w ramach wolnego społeczeństwa. Trzeba jednak mieć w tym kontekście świadomość, że - jeśli aborcja dokonana po dobrowolnym poczęciu jest jednoznacznym i poważnym aktem agresji - związana z nią kara restytucyjna nie musiałaby wcale być umarzana i sprowadzana wyłącznie do poziomu społecznego ostracyzmu wskutek rzekomego nieistnienia ofiar, wobec których mogłaby się odbyć stosowna restytucja. Aby to zrozumieć, wystarczy przyjąć wystarczająco gruntowną definicję rodziny i wziąć pod uwagę moralne znaczenie wystarczająco wiarygodnych scenariuszy kontrfaktycznych.