Zwyczajowa moralność starożytnych nakazywała nie wybaczać i zapominać - brać pomstę i tym samym zamykać sprawę. Tego rodzaju podejście słusznie kojarzy się z okrucieństwem, bo zakłada ono, że zło należy równoważyć symetrycznym złem.
Z kolei współczesna infantylna czułostkowość deklaruje, że należy wybaczać i zapominać - co odbiera wszelką wagę aktowi przebaczenia, bo sprawia, że de facto przebacza się nikomu i za nic. Tego rodzaju podejście również powinno kojarzyć się z okrucieństwem, bo zakłada ono elementarny brak szacunku dla moralnej podmiotowości, wyrażający się w przekonaniu, że zło moralne zniknie, jeśli uczyni się je niezręcznym czy przebrzmiałym słowem.
Tymczasem klasyczny liberalizm - i w tym aspekcie jednoznacznie czerpie on z podejścia chrześcijańskiego - zaleca, aby wybaczać, ale nie zapominać; aby z bezwzględną surowością potępić czyn, ale dać winowajcy szansę naprawienia swoich win. Stąd odchodzi on od podejścia retrybutywnego, ale nie na rzecz paternalistyczno-socjoinżynieryjnego podejścia "rehabilitacyjnego", tylko na rzecz podejścia restytucyjnego. Innymi słowy, winowajca nie ma doświadczyć tego zła, jakie sam wyrządził, ani też nie ma być uznanym za w gruncie rzeczy niewinnego, a jedynie poszkodowanego przez geny czy środowisko, ale ma być odsunięty od przywilejów życia społecznego dopóki, dopóty z nawiązką nie zwróci swoim ofiarom tego, co im odebrał. Tym samym złu rzuca się wyzwanie w jedyny skuteczny sposób - poprzez danie złoczyńcy możliwości uczynienia wyrównawczego dobra.
Nie istnieje zatem moralnie zdrowy system nagród i kar, u którego podstaw nie leży bezwarunkowy szacunek dla wolności osobistej, a tym samym dla moralnej podmiotowości jednostki, dopuszczającej zarówno autentyczną złą wolę, jak i równie autentyczne zadośćuczynienie jej ofiarom. Fakt ten zaś najpełniej opisuje tradycja klasycznego liberalizmu wraz ze swoimi istotnymi chrześcijańskim inspiracjami - i ku niej należy się zwrócić, jeśli chce się moralnie uzdrowić dzisiejszą refleksję na temat winy, kary, odpowiedzialności czy pojednania.
Showing posts with label restytucja. Show all posts
Showing posts with label restytucja. Show all posts
Tuesday, June 20, 2017
Monday, April 4, 2016
Aborcja, restytucja i przestępstwa bez ofiar
Nawet wśród zgadzających się z tym, że aborcja dokonana po dobrowolnym poczęciu jest morderstwem (porównywalnym do zaproszenia kogoś na pokład swojego prywatnego samolotu, a następnie wyrzucenia go z niego 10000 metrów nad ziemią), pojawia się nieraz przekonanie, że w wolnym społeczeństwie jedyną stosowną karą mógłby być w tym kontekście społeczny ostracyzm. Zwyczajowa w tego rodzaju społeczeństwie kara za inne przejawy agresji wobec życia, zdrowia i własności innych - czyli kara restytucyjna - tutaj nie miałaby rzekomo znajdować zastosowania z uwagi na to, że jedynej w tym kontekście właściwej ofierze nie można już niczego w żaden materialny sposób zrekompensować (przy założeniu, że aborcja odbyła się za zgodą całej bliskiej rodziny danej osoby, co sprawia, że moralnie poszkodowany w sposób "przechodni" nie czuje się żaden z jej członków).
Moralnie poszkodowani w ten sposób mogą się jednak czuć w tego rodzaju kontekście potencjalni członkowie rodzin zastępczych - rodzin, które byłyby gotowe zająć się niechcianym dzieckiem po jego narodzeniu i które byłyby w stanie w sposób wiarygodny wykazać przed sądem tego rodzaju gotowość, np. poprzez odpowiedni stan materialny połączony z wcześniejszym, nie budzącym zastrzeżeń doświadczeniem w zakresie adopcji. Spełnienie tego rodzaju kryteriów profilowych pozwoliłoby na skuteczny odsiew "moralnych wyłudzaczy". Ponadto, możliwe, że w wolnym społeczeństwie normą stałoby się przekazywanie tego rodzaju osobom pieniędzy pochodzących z restytucyjnej grzywny tylko pod warunkiem, że z kolei one przekażą owe pieniądze na działalność wybranej przez siebie, posiadającej stosowną reputację instytucji charytatywnej zajmującej się niechcianymi dziećmi. To pozwoliłoby na dodatkową redukcję wrażenia, że wnoszący oskarżenia o aborcyjne morderstwa próbują się wzbogacić na winie obcej osoby i własnej wydumanej moralnej krzywdzie.
Jak zwykle w tego rodzaju moralnie złożonych sytuacjach, niemożliwe jest przewidzenie szczegółowego kształtu reguł, jakie wytworzyłyby się w obrębie różnych niezależnych obszarów własnościowych funkcjonujących w ramach wolnego społeczeństwa. Trzeba jednak mieć w tym kontekście świadomość, że - jeśli aborcja dokonana po dobrowolnym poczęciu jest jednoznacznym i poważnym aktem agresji - związana z nią kara restytucyjna nie musiałaby wcale być umarzana i sprowadzana wyłącznie do poziomu społecznego ostracyzmu wskutek rzekomego nieistnienia ofiar, wobec których mogłaby się odbyć stosowna restytucja. Aby to zrozumieć, wystarczy przyjąć wystarczająco gruntowną definicję rodziny i wziąć pod uwagę moralne znaczenie wystarczająco wiarygodnych scenariuszy kontrfaktycznych.
Moralnie poszkodowani w ten sposób mogą się jednak czuć w tego rodzaju kontekście potencjalni członkowie rodzin zastępczych - rodzin, które byłyby gotowe zająć się niechcianym dzieckiem po jego narodzeniu i które byłyby w stanie w sposób wiarygodny wykazać przed sądem tego rodzaju gotowość, np. poprzez odpowiedni stan materialny połączony z wcześniejszym, nie budzącym zastrzeżeń doświadczeniem w zakresie adopcji. Spełnienie tego rodzaju kryteriów profilowych pozwoliłoby na skuteczny odsiew "moralnych wyłudzaczy". Ponadto, możliwe, że w wolnym społeczeństwie normą stałoby się przekazywanie tego rodzaju osobom pieniędzy pochodzących z restytucyjnej grzywny tylko pod warunkiem, że z kolei one przekażą owe pieniądze na działalność wybranej przez siebie, posiadającej stosowną reputację instytucji charytatywnej zajmującej się niechcianymi dziećmi. To pozwoliłoby na dodatkową redukcję wrażenia, że wnoszący oskarżenia o aborcyjne morderstwa próbują się wzbogacić na winie obcej osoby i własnej wydumanej moralnej krzywdzie.
Jak zwykle w tego rodzaju moralnie złożonych sytuacjach, niemożliwe jest przewidzenie szczegółowego kształtu reguł, jakie wytworzyłyby się w obrębie różnych niezależnych obszarów własnościowych funkcjonujących w ramach wolnego społeczeństwa. Trzeba jednak mieć w tym kontekście świadomość, że - jeśli aborcja dokonana po dobrowolnym poczęciu jest jednoznacznym i poważnym aktem agresji - związana z nią kara restytucyjna nie musiałaby wcale być umarzana i sprowadzana wyłącznie do poziomu społecznego ostracyzmu wskutek rzekomego nieistnienia ofiar, wobec których mogłaby się odbyć stosowna restytucja. Aby to zrozumieć, wystarczy przyjąć wystarczająco gruntowną definicję rodziny i wziąć pod uwagę moralne znaczenie wystarczająco wiarygodnych scenariuszy kontrfaktycznych.
Sunday, November 2, 2014
O prawach własności w sytuacjach granicznych
Słyszy się czasem stwierdzenie, jakoby libertariańska koncepcja praw własności i związany z nią wymóg ich bezwarunkowego poszanowania były zbyt restrykcyjne, nie biorące pod uwagę tzw. sytuacji granicznych, w których drobne im uchybienie jest w stanie doprowadzić do skutecznej ochrony szeregu podstawowych wartości, takich jak chociażby ludzkie życie.
Sztandarowym przywoływanym w tym kontekście przykładem jest scenariusz, w ramach którego zagubiona od dłuższego czasu w lesie i umierająca z głodu osoba natyka się na prywatną leśną posesję (na obszarze której nie ma w danej chwili właściciela), włamuje się na nią i konsumuje pewną część przechowywanych na niej zapasów żywnościowych. Materialne straty, jakie ponosi z tego tytułu właściciel, są niewielkie, natomiast włamywacz (który, działając w stanie "wyższej konieczności", nie był powodowany przez jakiekolwiek kryminalne intencje) ocala to, co dla niego najcenniejsze - własne życie. Czy i w tego rodzaju przypadkach można domagać się bezwzględnej nienaruszalności praw własności prywatnej?
Owszem, można. Nie oznacza to jednak skazania nieszczęsnego włamywacza na śmierć głodową. Oznacza to natomiast, że włamywacz musi mieć świadomość, że - niezależnie od okoliczności, w jakich działa - naruszając prawa własności, popełnia on przestępstwo i bierze na siebie ryzyko poniesienia związanej z nim kary restytucyjnej. Mowa tu o ryzyku, a nie konieczności poniesienia kary, gdyż okoliczności łagodzące typowe dla sytuacji granicznych mogą sprawić, że właściciel zdecyduje się na ułaskawienie włamywacza, a tym samym de facto zdjęcie z niego statusu przestępcy. Jeśli nie zdecyduje się on na to z własnej inicjatywy, to może go do tego skłonić np. groźba ostracyzmu ze strony lokalnej społeczności, która może domagać się od niego podobnego aktu humanitaryzmu. Jeśli nie przekona go i to, to lokalna (albo nawet ponadlokalna) społeczność może w ramach własnej humanitarnej inicjatywy zdecydować się na urządzenie zbiórki na pokrycie strat poniesionych przez właściciela, tym samym de facto zwalniając włamywacza z konieczności poniesienia kary restytucyjnej. Podobnych możliwości, podyktowanych okolicznościami łagodzącymi sytuacji granicznych, jest wiele, i libertariańska koncepcja praw własności w pełni bierze je pod uwagę.
Jeśli nie dojdzie jednak do realizacji którejkolwiek z nich - innymi słowy, jeśli nikt z wiedzących o sytuacji włamywacza i okolicznościach, w jakich zmuszony był on działać, nie zdecyduje się na udzielenie mu pomocy - to będzie to świadczyło o tym, że na mocy konsensusu społecznego zasługuje on na poniesienie kary. Niezgoda libertarian na dekryminalizację naruszeń praw własności nawet w sytuacjach granicznych ma na celu podkreślenie, że naruszający je musi liczyć się z podobnym ryzykiem, jakkolwiek niewielkie mogłoby ono być, gdyż tego wymaga szacunek dla praw i reguł pokojowego międzyludzkiego współżycia oraz dla cywilizacji dobrobytu, która może być zbudowana wyłącznie na ich fundamencie.
Sztandarowym przywoływanym w tym kontekście przykładem jest scenariusz, w ramach którego zagubiona od dłuższego czasu w lesie i umierająca z głodu osoba natyka się na prywatną leśną posesję (na obszarze której nie ma w danej chwili właściciela), włamuje się na nią i konsumuje pewną część przechowywanych na niej zapasów żywnościowych. Materialne straty, jakie ponosi z tego tytułu właściciel, są niewielkie, natomiast włamywacz (który, działając w stanie "wyższej konieczności", nie był powodowany przez jakiekolwiek kryminalne intencje) ocala to, co dla niego najcenniejsze - własne życie. Czy i w tego rodzaju przypadkach można domagać się bezwzględnej nienaruszalności praw własności prywatnej?
Owszem, można. Nie oznacza to jednak skazania nieszczęsnego włamywacza na śmierć głodową. Oznacza to natomiast, że włamywacz musi mieć świadomość, że - niezależnie od okoliczności, w jakich działa - naruszając prawa własności, popełnia on przestępstwo i bierze na siebie ryzyko poniesienia związanej z nim kary restytucyjnej. Mowa tu o ryzyku, a nie konieczności poniesienia kary, gdyż okoliczności łagodzące typowe dla sytuacji granicznych mogą sprawić, że właściciel zdecyduje się na ułaskawienie włamywacza, a tym samym de facto zdjęcie z niego statusu przestępcy. Jeśli nie zdecyduje się on na to z własnej inicjatywy, to może go do tego skłonić np. groźba ostracyzmu ze strony lokalnej społeczności, która może domagać się od niego podobnego aktu humanitaryzmu. Jeśli nie przekona go i to, to lokalna (albo nawet ponadlokalna) społeczność może w ramach własnej humanitarnej inicjatywy zdecydować się na urządzenie zbiórki na pokrycie strat poniesionych przez właściciela, tym samym de facto zwalniając włamywacza z konieczności poniesienia kary restytucyjnej. Podobnych możliwości, podyktowanych okolicznościami łagodzącymi sytuacji granicznych, jest wiele, i libertariańska koncepcja praw własności w pełni bierze je pod uwagę.
Jeśli nie dojdzie jednak do realizacji którejkolwiek z nich - innymi słowy, jeśli nikt z wiedzących o sytuacji włamywacza i okolicznościach, w jakich zmuszony był on działać, nie zdecyduje się na udzielenie mu pomocy - to będzie to świadczyło o tym, że na mocy konsensusu społecznego zasługuje on na poniesienie kary. Niezgoda libertarian na dekryminalizację naruszeń praw własności nawet w sytuacjach granicznych ma na celu podkreślenie, że naruszający je musi liczyć się z podobnym ryzykiem, jakkolwiek niewielkie mogłoby ono być, gdyż tego wymaga szacunek dla praw i reguł pokojowego międzyludzkiego współżycia oraz dla cywilizacji dobrobytu, która może być zbudowana wyłącznie na ich fundamencie.
Labels:
etyka,
libertarianizm,
prawa własności,
restytucja,
sytuacje graniczne
Subscribe to:
Posts (Atom)