Showing posts with label intelekt. Show all posts
Showing posts with label intelekt. Show all posts

Tuesday, February 8, 2022

Intelektualny wandalizm a niezłomność rozumu

Najbardziej wpływowe "opiniotwórcze" ośrodki polityczne, korporacyjne, medialno-rozrywkowe i "edukacyjne" testują obecnie kwestię tego, do jakiego stopnia można całkowicie poniżyć ludzki rozum poprzez wypełnianie go treścią nie tyle nawet kłamliwą, co absurdalną, i nie tyle systemowo ideologiczną, co groteskowo samosprzeczną.

W związku z powyższym nie tyle budują one jakąkolwiek indoktrynacyjnie spójną narrację, co promują równolegle kilka wzajemnie sprzecznych narracji. Przykładowo: z jednej strony forsują one prymitywny scjentyzm traktujący "empiryczne eksperymenty" i "dane statystyczne" jako finalne i wyłączne źródło prawdy, ale z drugiej strony ochoczo stręczą one tzw. postmodernizm, czyli sugestię, że zamiast prawdy człowiek ma do dyspozycji wyłącznie nieskończoną liczbę "osobistych punktów widzenia" i "subiektywnych doświadczeń".

Podobnie, z jednej strony upowszechniają one rzekomo emancypacyjny przekaz jakoby płeć była kategorią czysto biologiczną, co miałoby sugerować, że wszelkie kulturowe różnice płciowe są czysto arbitralne bądź narzucone, a z drugiej strony coraz śmielej promują one doniesienia jakoby płeć miała być kategorią czysto psychologiczną, z czego miałoby wynikać, że sprowadza się ona wyłącznie do określonych kulturowych wyborów i preferencji nie mających nic wspólnego z biologią.

Z jednej strony głoszą one złudnie liberalną agendę "decydowania o swoim ciele", a z drugiej strony - zwłaszcza ostatnimi czasy - gorliwie wspierają jawnie totalitarną agendę wykluczania z życia społecznego osób odmawiających przyjmowania określonych preparatów farmaceutycznych.

Z jednej strony słyszy się zewsząd coraz bardziej nachalne trajkotanie o potrzebie "ratowania Ziemi przed rozpasanym konsumpcjonizmem", a z drugiej strony konsekwentne wezwania do "wywoływania inflacji celem napędzania konsumpcji" czy też podobne usprawiedliwienia inflacji już wywołanej, względnie perory o tym, jakoby tzw. dług publiczny mógł rosnąć w nieskończoność.

Z jednej strony coraz bezczelniej próbuje się stręczyć ludzkości mizantropiczny kult natury, podkreślający rzekomą mądrość zdania się na "pierwotny tryb bytowania", a z drugiej strony konsekwentnie forsuje się równie mizantropiczny kult robotów i domniemanych "myślących maszyn", mający nasuwać myśl, iż "naturalnej inteligencji" przyjdzie czas ustąpić pola "sztucznej superinteligencji".

Z jednej strony coraz głośniej gardłuje się o rzekomej potrzebie "zmniejszania nierówności" i "redystrybucji bogactwa w kierunku biednych", a z drugiej strony w kolejnym zdaniu wprost propaguje się pozbawienie owych biednych dostępu do mięsnej diety czy prywatnych samochodów.

Z jednej strony tzw. globalne elity szermują w nieskończoność pustymi sloganami o "różnorodności" i "inkluzywności", a z drugiej strony zaraz potem podkreślają konieczność zamiatania pod dywan opinii niezgodnych z rozmaitymi domniemanymi "naukowymi konsensusami" czy "zgodnymi opiniami ekspertów".

W agresywnym zalewaniu wszystkich środków masowego przekazu powyższymi narracjami nie chodzi zatem o umacnianie staroświeckiej "władzy" czy "kontroli", bo społeczeństwo całkowicie ogłupione przyjęciem za dobrą monetę podobnej dawki wielopiętrowego absurdu musiałoby się stać całkowicie bezproduktywne, a nie ma żadnego interesu ani satysfakcji w kontrolowaniu bezproduktywnej masy, na której nie da się w żaden sposób pasożytować. Zamiast tego chodzi tu wyłącznie o czysty intelektualny wandalizm i kulturową chuliganerię, bo wyłącznie do takiego celu - do całkowitej inwersji wartości - prowadzi w ostatecznym rachunku przekonanie, że jest się panem rzeczywistości, a wspomniane na wstępie "opiniotwórcze" ośrodki tkwią w owym przekonaniu już od bardzo dawna.

Aby zatem nie pozwolić im zrealizować owego celu, należy niestrudzenie trzymać się tego wszystkiego, co pozwala patrzeć na rzeczywistość w sposób trzeźwy, konstruktywny i licujący z ludzką godnością. Po pierwsze trzeba świadomie zabezpieczać siebie i swoich bliskich przed wpływem wszystkich komunikatów, których nie da się pogodzić z prawem niesprzeczności i wynikającymi zeń ponadczasowymi regułami logicznego wnioskowania. Po drugie warto znaleźć oparcie w tradycji rozumianej jako zakumulowana mądrość wieków, która przez tysiące lat umożliwiała trwanie i rozkwitanie wielkiego zbiorowego wysiłku intelektualnego, moralnego, estetycznego i duchowego zwanego cywilizacją. Po trzecie zaś należy występować przeciwko temu wszystkiemu, co w sposób jawny bądź utajony godzi w szeroko rozumianą wolność osobistą - w zakresie zarówno wyrażania myśli i stanowisk, jak i gospodarowania owocami swojej pracy.

Wówczas wyżej opisany intelektualno-kulturowy wandalizm będzie można traktować jako zjawisko bardziej śmieszne niż straszne i bardziej żenujące niż degradujące, oczekując w spokoju na jego nieuchronną autodestrukcję. Kiedy zaś będzie już po wszystkim, będzie można rzec ze zdrową satysfakcją, że nigdy nie uchybiło się darom rozumu, sumienia i godności, choćby i od pewnego momentu było się w bardzo niewielkiej mniejszości, która postanowiła być w tej kwestii niezłomna do końca.

Saturday, January 9, 2021

O oczywistym złym i nieoczywistym gorszym

Era prawdziwego antyintelektualizmu nastaje nie wtedy, gdy intelektualiści muszą drżeć przed głupotą prostaczków, ale wtedy, gdy prostaczkowie muszą drżeć przed głupotą intelektualistów. Era prawdziwej demoralizacji nastaje nie wtedy, gdy moraliści ulegają barbarzyńcom, ale wtedy, gdy moraliści okazują się barbarzyńcami. Era prawdziwej dekadencji nastaje nie wtedy, gdy esteci nie są w stanie ukulturalnić kołtunów, ale wtedy, gdy kołtuni muszą ukulturalniać estetów. Zaś era prawdziwej wrogości nastaje nie wtedy, gdy tolerancja ginie pod falą przesądów, ale wtedy, gdy tolerancja staje się najobfitszym źródłem przesądów.

Thursday, September 14, 2017

Nie ma nic takiego jak "wolnorynkowy populizm"

Nie istnieje nic takiego jak "wolnorynkowy populizm" ani (klasycznie) "liberalny populizm". Osoba rozumiejąca na przynajmniej elementarnym poziomie procesy funkcjonowania wolnego rynku musi umieć rozumować w kategoriach kosztów alternatywnych, struktur motywacji, niezamierzonych i odległych konsekwencji, scenariuszy kontrfaktycznych i ładów spontanicznych, a to wymaga wystarczającej intelektualnej subtelności, by z definicji wykluczyć taką osobę z grona promotorów lub ofiar populizmu. I podobnie, osoba rozumiejąca na przynajmniej elementarnym poziomie procesy funkcjonowania klasycznie liberalnego społeczeństwa musi umieć rozumować w kategoriach metodologicznego indywidualizmu, harmonii pokojowych interesów oraz szacunku dla uniwersalnych i przyrodzonych praw naturalnych, co również leży poza intelektualnym zasięgiem jakiegokolwiek populizmu.

Istnieje więc jak najbardziej populizm nacjonalistyczny, socjalistyczny, interwencjonistyczny, a nawet scjentystyczno-technokratyczny, gdyż ich wspólnym mianownikiem jest eksploatowanie prymitywnej, instynktownej wiary w transformacyjną moc zorganizowanej, masowej agresji, ale - niemal z definicji - nie istnieje populizm wolnorynkowy ani klasycznie liberalny. Ilekroć więc ktoś zetknie się z krytyką promowania lub uprawiania tego rodzaju rzekomego "populizmu", ten nie powinien mieć wątpliwości, że ma do czynienia z typowym populistą. Mimo swej względnej intelektualnej subtelności, rzetelna wiedza społeczno-ekonomiczna może być popularna, ale nigdy nie może być populistyczna - takie mogą być jedynie wszelkie wrogie jej przesądy.

Tuesday, July 19, 2016

Wolność osobista a intelektualna niezależność

Każda wystarczająco refleksyjna jednostka staje się ostatecznie jedynym członkiem swojej osobistej szkoły naukowej. Co oznacza, że może cały czas sympatyzować, a nawet współpracować z pewnymi osobami, instytucjami i ruchami intelektualnymi, ale poparcie wyraża wyłącznie wobec ich poszczególnych działań i stanowisk, nie wobec ich całkowitej działalności czy misji programowej. Czasem zaś - gdy zacznie to sugerować intelektualny rachunek zysków i strat - całkowicie przestaje zaznaczać swoje związki z pewnymi osobami czy środowiskami, których słuszne idee wydają się być coraz silniej wymieszane z ideami nieakceptowalnymi.

Wynikła z tego samotność - czy, jak kto woli, osobność - nie jest jednak przygnębiająca, ale wyzwalająca, pozwalająca na unikanie rozczarowań, podejrzeń o nielojalność i poczuwania się do zbiorowych win. Zdaje się też być ona naturalnym stanem dojrzałego indywidualizmu, który - nie ustając w swojej bezkompromisowej refleksyjności - cały czas ewoluuje w swoich poszukiwaniach, prowadząc daną jednostkę do unikatowego celu, do którego nie jest w stanie jej doprowadzić żadna zewnętrzna siła. Jeśli nie tym jest autentyczny szacunek dla intelektualnego wymiaru wolności osobistej, to trudno powiedzieć, czym jest.

Thursday, June 9, 2016

Zaangażowanie ideowe jako wewnętrzna uczciwość

Zaangażowanie ideowe to w ostatecznym rachunku kwestia uczciwości wobec własnego intelektu, sumienia i poczucia smaku. W swojej dojrzałej formie jest ono niezależne od możliwości pełnego wdrożenia danych idei w konkretnych uwarunkowaniach kulturowych czy organizacyjnych. Innymi słowy, np. dojrzały anarchokapitalista nie musi wierzyć (choć oczywiście nie powinien też z góry nie wierzyć), że za jego życia uda się zlikwidować monopolistyczne aparaty opresji i wszelkie instytucjonalne przeszkody na drodze swobodnego rozporządzania swoją wolnością osobistą i własnością prywatną.

Bardziej liczy się to, że - dysponując stosowną wiedzą, przemyśleniami i doświadczeniami - nigdy nie obrazi on własnego intelektu, sumienia i poczucia smaku uznając przed sobą lub innymi, że istnienie monopolistycznych aparatów opresji jest uzasadnione i słuszne, a wolność osobista i własność prywatna może być przez nie naruszana w imię zbiorowych resentymentów i plemiennych fikcji. Tylko wtedy będzie też w swojej postawie wiarygodny, a tym samym nie tylko intelektualnie uczciwy wobec samego siebie, ale też intelektualnie przekonujący dla innych, łącząc w sposób naturalny względy deontologiczne i utylitarne.