Friday, July 10, 2026

Szydercza parodia "Odysei" jako przejaw trwającego pędu ku duchowej autodestrukcji

Ewidentnie wydany został odgórny rozkaz, żeby we wszelkich kanałach informacyjnych rozpocząć zmasowaną kampanię marketingową filmu będącego podobno ekranizacją "Odysei", który to film już na długo przed wejściem na ekrany zdążył okryć się groteskową niesławą. Dość wspomnieć, że murzyńska aktorka ma w nim odgrywać rolę Heleny Trojańskiej, a więc postaci, której imię znaczy tyle, co "jasna" lub "świetlista" i której skóra jest opisywana w "Iliadzie" jako mająca kolor kości słoniowej.

Niemniej bardziej znamienny jest w tym kontekście charakter owej kampanii marketingowej. Otóż w dużej mierze nie tyle usiłuje ona zachęcać do obejrzenia wzmiankowanego filmu, co - idąc w zaparte - próbuje infantylnie i nieudolnie wyszydzać tych, którzy słusznie dopatrują się w nim niemal podręcznikowego wzorca "marksizmu popkulturowego". To zaś prowadzi do nieodkrywczego, ale dla wielu wciąż nie dość oczywistego wniosku - a mianowicie do konkluzji, iż tzw. wysokobudżetowy przemysł rozrywkowy już od dłuższego czasu nie dba o zarabianie pieniędzy czy wypracowywanie zysków. Co więcej - nie dba on już nawet o skuteczność w zakresie ideologicznego urabiania odbiorców, bo na chwilę obecną idzie on już wyraźnie pod prąd oddolnej reakcji globalnego społeczeństwa wobec jego nachalnych zapędów indoktrynacyjnych.

Co zatem jest jego celem? Otóż jest nim folgowanie czystej, bezinteresownej, wichrzycielskiej złośliwości - i pod tym względem nie różni się on niczym od obecnego świata tzw. globalnej polityki czy międzynarodowej biurokracji. Wszakże wojny wszczynane dziś przez rozmaitych politycznych decydentów nie mają żadnych konkretnych i konwencjonalnie korzystnych celów - ani materialnych, ani ideologicznych. Podobnie ma się rzecz z obostrzeniami narzucanymi przez rozmaite biurokratyczne koterie - wszystkie one zdają się być obliczone na maksymalnie małostkowe upokorzenie ich ofiar i żywicieli, co w ostatecznym rachunku jest długofalowo samobójcze z punktu widzenia przede wszystkim tychże koterii.

Innymi słowy, mamy dziś do czynienia z tak ogłupiałym, złośliwym, szyderczym i finalnie autodestrukcyjnym pędem po stronie wszelkiego autoramentu wpływowych grup decyzyjnych, że można go sensownie postrzegać wyłącznie w kategoriach metafizycznych i duchowych, streszczających się w tym przypadku w archetypicznej formule "nie będę służył" (tzn. będę psuł, mącił, niszczył, bałamucił i wykoślawiał, bo rdzeń mojej tożsamości stanowi bunt wobec obiektywnego porządku rzeczywistości).

To z kolei prowadzi do konstatacji, że również od wszystkich ludzi dobrej woli należy dziś oczekiwać odłożenia perspektywy materialnej czy ideologicznej na drugi bądź trzeci plan i traktowania służby obiektywnemu porządkowi rzeczywistości jako nadrzędnego celu samego w sobie. Tylko w ten sposób bowiem można wzbudzić w sobie dość motywacji, determinacji i hartu ducha, by ostatecznie i trwale pokonać opisany wyżej front złowrogich sił - zwłaszcza w sytuacji, gdy przeważająca część materialnych, organizacyjnych i instytucjonalnych zasobów znajduje się wciąż w jego rękach. Nic wszakże nie pozostało na tym etapie ogółowi ludzi dobrej woli, jak tylko albo z miejsca wywiesić białą flagę, albo iść do końca po całkowite zwycięstwo - jest to więc wybór tak oczywisty i wyrazisty, jak jeszcze nigdy dotąd.

No comments:

Post a Comment