Wszechobecność "sztucznointeligentnej" papki werbalnej oraz ochoczość, z jaką masy użytkowników Internetu posiłkują się jej generatorami, obnaża w bezprecedensowym stopniu fakt, iż możliwość publicznego wyrażania swojej opinii na rozmaite tematy nie jest wartością samą w sobie - staje się ona natomiast wręcz antywartością w momencie, gdy podobne opinie są wyrażane przez postacie funkcjonalnie niepiśmienne, a do takich zalicza się lwia część osób sięgających entuzjastycznie po czatbotowe protezy.
Z powyższego nie wynika rzecz jasna, jakoby wolność słowa nie była jedną z fundamentalnych wartości społecznych. Wynika z tego jednakże, iż wolność słowa z konieczności idzie w parze z zobowiązaniem do wykształcenia w sobie autentycznie własnego, indywidualnego głosu i stylu wypowiedzi odzwierciedlającego naszą niepowtarzalną osobowość i nasz unikatowy zbiór przekonań, który jesteśmy gotowi gruntownie uzasadnić i za który jesteśmy gotowi brać odpowiedzialność.
Tylko tak traktowana wolność słowa może bowiem nie dopuścić do zaistnienia sytuacji, w której domniemany vox populi staje się nieodróżnialny od ogłuszającego skrzekotu elektronicznych papug - a więc od wyjątkowo perfidnej formy wieży Babel, gdzie wszyscy zdają się mówić tym samym, automatycznie tłumaczonym językiem, ale język ten staje się nośnikiem groteskowej wręcz beztreściwości, wśród której ginie wszelka szansa nie tylko na odkrycie, ale nawet na zdefiniowanie prawdy (a zwłaszcza Prawdy przez wielkie P).
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment