Jeden z najbardziej znanych cytatów z Chestertona głosi, że człowiek, który przestaje wierzyć w Boga, nie przestaje wierzyć w cokolwiek, tylko zaczyna wierzyć w byle co. Chesterton wyraża tu dość uniwersalną zasadę, która znajduje zastosowanie w wielu pokrewnych przypadkach. Przykładowo: człowiek, który nie uznaje żadnych prawd absolutnych, nie przyjmuje postawy powściągliwego sceptycyzmu, tylko zaczyna utożsamiać z prawdą każde swoje widzimisię; człowiek, który nie ma w życiu żadnego "wyższego sensu", nie skupia się na poszukiwaniu własnych "małych sensów", tylko gotowy jest uprzykrzać cudze życie dowolnym bezsensem; zaś człowiek, który nie chce poświęcać się w imię jakiejkolwiek "wielkiej sprawy", nie okazuje bezwzględnego szacunku ludzkiej podmiotowości, tylko gotowy jest poświęcać innych w imię dowolnie błahych spraw.
Ostatnimi czasy powyższe stało się tak wyraziste, jak nigdy przedtem - po raz pierwszy w historii celowo włożono bowiem kij w coś, co rzeczywiście zasługuje już na miano nie ludzkiej cywilizacji czy ludzkiej społeczności, a jedynie ludzkiego mrowiska. W konsekwencji w domniemanych "liberalnych ironistach" niemal natychmiast odezwali się totalitarni histerycy, zażywający rzekomej "lekkości bytu" błyskawicznie popadli w ociężałość wegetacji, a pozorni "śmiałkowie odważnie stawiający czoła absurdowi istnienia" z miejsca ujawnili się jako tchórze epatujący absurdem swoich wyobrażeń o istnieniu.
I choć wzmiankowany obrót spraw nie powinien być w żadnej mierze zaskoczeniem, mimo wszystko warto potraktować go jako nauczkę oraz przestrogę. Jeśli bowiem - póki jeszcze czas - nie przestanie się uciekać od "absolutnych fundamentów", to nie tylko coraz bardziej jałowo będą brzmieć zapewnienia o nie byciu "absolutystą" i "fundamentalistą", ale też coraz bardziej nieuchronnie (i nieświadomie) będzie się zniewolonym przez takie fundamenty i absoluty, które w najmniejszym stopniu zasługują na to miano.
Showing posts with label fundamentalizm. Show all posts
Showing posts with label fundamentalizm. Show all posts
Sunday, January 30, 2022
Tuesday, October 6, 2015
Sekularyzm, religia i przyszłość libertarianizmu
Wiek XXI będzie z dużym prawdopodobieństwem wiekiem znacznie bardziej religijnym, niż wiek XX. Wskazują na to spektakularne bankructwa wszelkich XX-wiecznych ideologii aspirujących do stania się świeckimi zastępnikami religii, postępująca w zglobalizowanym świecie utrata sprawczego znaczenia przez grupy narodowe, czy wreszcie trendy demograficzne. Dlatego też najprawdopodobniej jednym z najważniejszych wyzwań edukacyjnych, jakie staną przed wszystkimi osobami świadomymi faktu, że nienaruszalność wolności osobistej i własności prywatnej jest fundamentem każdego zdrowo funkcjonującego społeczeństwa, będzie przekonujące wykazanie, że bezwzględny szacunek dla tych dwóch wartości jest również fundamentem każdej dojrzałej i pogłębionej praktyki duchowej.
Będzie to wyzwanie o tyle trudne, że wymagać ono będzie rozważnego pójścia pod prąd pewnych wrogich wolności osobistej interpretacji największych tradycji religijnych. Jeśli jednak wyjdzie się z rozsądnego założenia, że zaspokojenie dojrzałych potrzeb duchowych człowieka nie tylko nie wymaga siłowego podporządkowywania swojej woli innych, ale wręcz wymaga szacunku dla wolnej woli innych posiadających duchową naturę istot, nie okaże się to wyzwaniem niewykonalnym. Przeciwnie, z uwagi na uniwersalistyczne i transcendentne aspiracje religii, sprostanie mu może okazać się ostatnim gwoździem do trumny dwóch największych wciąż wrogów wolności osobistej - etatystyczno-scjentystycznej inżynierii społecznej i etnicznego trybalizmu.
Jako że będzie to przedsięwzięcie wymagające ogromnej ilości edukacyjnej subtelności i kulturotwórczej przedsiębiorczości, warto, by z odpowiednim wyprzedzeniem przemyślał je każdy zwolennik wartości libertariańskich, niezależnie od osobistych preferencji religijnych lub ich braku. Wybór nie leży bowiem między świecką cywilizacją a religijnym barbarzyństwem, ale między cywilizacją dojrzałej duchowości a fundamentalistycznym barbarzyństwem.
Będzie to wyzwanie o tyle trudne, że wymagać ono będzie rozważnego pójścia pod prąd pewnych wrogich wolności osobistej interpretacji największych tradycji religijnych. Jeśli jednak wyjdzie się z rozsądnego założenia, że zaspokojenie dojrzałych potrzeb duchowych człowieka nie tylko nie wymaga siłowego podporządkowywania swojej woli innych, ale wręcz wymaga szacunku dla wolnej woli innych posiadających duchową naturę istot, nie okaże się to wyzwaniem niewykonalnym. Przeciwnie, z uwagi na uniwersalistyczne i transcendentne aspiracje religii, sprostanie mu może okazać się ostatnim gwoździem do trumny dwóch największych wciąż wrogów wolności osobistej - etatystyczno-scjentystycznej inżynierii społecznej i etnicznego trybalizmu.
Jako że będzie to przedsięwzięcie wymagające ogromnej ilości edukacyjnej subtelności i kulturotwórczej przedsiębiorczości, warto, by z odpowiednim wyprzedzeniem przemyślał je każdy zwolennik wartości libertariańskich, niezależnie od osobistych preferencji religijnych lub ich braku. Wybór nie leży bowiem między świecką cywilizacją a religijnym barbarzyństwem, ale między cywilizacją dojrzałej duchowości a fundamentalistycznym barbarzyństwem.
Labels:
fundamentalizm,
libertarianizm,
religia,
scjentyzm,
sekularyzm
Subscribe to:
Posts (Atom)