Na przestrzeni ostatnich dni w mediach jak najbardziej głównego nurtu z nadzwyczajną częstotliwością zaczęły pojawiać się artykuły o tytułach takich jak "Mysterious disease is killing hundreds" czy "Doctors baffled by sudden adult death syndrome in healthy young people". Innymi słowy, z nadzwyczajną troską postanowiono pochylić się nagle nad kwestią zdrowych młodych ludzi padających ofiarą nagłej śmierci sercowej, do tego stopnia, że przykładowo w Australii postanowiono stworzyć po raz pierwszy rejestr podobnych przypadków, co naturalnie sugeruje, że ostatnimi czasy pojawiło się owych przypadków niepokojąco wiele.
Cała sprawa to oczywiście, jak sugerują wzmiankowane wyżej nagłówki, zagadka opakowana w tajemnicę i przykryta enigmą. Pod tym względem konkurować z nią może jedynie nieprzenikniona kwestia tego, w jaki sposób globalna gospodarka mogła znaleźć się na progu stagflacji po kilkunastu latach wytężonego tworzenia pieniądza z powietrza połączonego z bezprecedensowym populistycznym rozdawnictwem, niszczeniem energetyki "zielonymi regulacjami" i paraliżowaniem społeczeństw tzw. lockdownami.
Jest to sprawa zagadkowa do tego stopnia, że nawet użyta w jej kontekście medyczna nazwa jest ostrożnie uznaniowa. Gdyby zatem przemianować inkryminowaną dolegliwość na, powiedzmy, "syndrom przytłoczenia nadmiarem bezpieczeństwa i skuteczności", to w żaden sposób nie uchybiłoby to jej enigmatyczności. Nagłówki i artykuły zawierające tę drugą nazwę mogłyby co prawda sprawdzać się dużo lepiej jako narzędzia psychologicznego drażnienia i nękania zwanego gaslightingiem, ale zaiste trudno sobie wyobrazić, dlaczego komukolwiek miałoby zależeć na nadawaniu im podobnej roli. Ot, po prostu należy pogodzić się z faktem, że świat zawsze będzie pełen tajemnic.
Showing posts with label medycyna. Show all posts
Showing posts with label medycyna. Show all posts
Saturday, June 11, 2022
Friday, November 26, 2021
"Antyszczepionkowiec" jako synonim czynnego bojownika o wolność osobistą?
Za to, że "antyszczepionkowiec" staje się powoli synonimem czynnego bojownika o wolność osobistą i nietykalność cielesną, odpowiedzialni są wyłącznie propagandziści i siepacze totalitaryzmu hipochondrycznego. Kto językową manipulacją wojuje, od językowej manipulacji ginie. Tak jak w pewnym okresie historii każdy przyzwoity człowiek - niezależnie od swojego statusu gospodarczego - uważał się za "kułaka", "burżuja" i "obszarnika", tak obecnie każdy przyzwoity człowiek - niezależnie od swoich przekonań medycznych - otrzymuje wszelką motywację ku temu, by utożsamić się z tymi wszystkimi, których agitatorzy globalnej dyktatury hipochondrycznej określają mianem "antyszczepionkowców".
Na ogólnoświatowej hybrydowej wojnie przeciwko ludzkości każdą broń można i należy obracać przeciwko swojemu przeciwnikowi - wtedy zatem, gdy przeciwnik szybciej psuje język, niż da się go reperować, jego obelgi pozostaje zaadaptować jako komplementy. W powyższych okolicznościach tylko w ten sposób można ocalić jakąkolwiek możliwość niezakłamanej komunikacji, uzupełniając ją o jak najszerszą solidarność w walce z tymi, którzy - w imię totalnej wojny wydanej ludzkiej wolności i godności - konsekwentnie dążą do tego, żeby podobna komunikacja (i wynikająca z niej solidarność ludzi dobrej woli) stała się absolutnie niemożliwa.
Na ogólnoświatowej hybrydowej wojnie przeciwko ludzkości każdą broń można i należy obracać przeciwko swojemu przeciwnikowi - wtedy zatem, gdy przeciwnik szybciej psuje język, niż da się go reperować, jego obelgi pozostaje zaadaptować jako komplementy. W powyższych okolicznościach tylko w ten sposób można ocalić jakąkolwiek możliwość niezakłamanej komunikacji, uzupełniając ją o jak najszerszą solidarność w walce z tymi, którzy - w imię totalnej wojny wydanej ludzkiej wolności i godności - konsekwentnie dążą do tego, żeby podobna komunikacja (i wynikająca z niej solidarność ludzi dobrej woli) stała się absolutnie niemożliwa.
Saturday, December 19, 2020
O zdrowym sceptycyzmie wobec nieznanych specyfików: podejście heurystyczne
W kwestii podejścia do "oczywistego farmaceutyku" laicy niemal z definicji zmuszeni są do posługiwania się zasadami heurystycznymi. Żadne alternatywne rozwiązanie nie byłoby tu uzasadnione, gdyż ślepe opieranie się na "autorytecie ekspertów" byłoby rezygnacją nie tylko z intelektualnego instynktu samozachowawczego, ale też z właściwie rozumianego ducha nauki, w świetle którego większość nie musi mieć racji, zwłaszcza jeśli chodzi o sądy prospektywne.
Wspomniane zasady heurystyczne stwarzają tymczasem znaczne pole dla zdrowego sceptycyzmu. Wystarczy wymienić tu trzy z nich:
1. Zasada optymalizacji ryzyka. Mając do wyboru ryzyko znane i względnie umiarkowane lub ryzyko nieznane (a więc potencjalnie fatalne), rozsądnie jest wybrać to pierwsze. Grupy niskiego ryzyka w sposób w pełni uzasadniony mogą więc uznać groźbę znanej i mało śmiertelnej choroby za rzecz mniej niebezpieczną niż groźby związane z niepewnym środkiem zaradczym. W wymiarze prospektywnym jest tak wręcz z definicji, bo nie da się powiedzieć nic konkretnego o długofalowych skutkach ubocznych nowego specyfiku w momencie oddawania go do masowego użytku.
2. Zasada ograniczonej racjonalności. Mając do czynienia z produktem, który wedle zdroworozsądkowej definicji oparty jest na technologii eksperymentalnej (tzn. nigdy wcześniej nie dopuszczonej do stosowania na ludziach), rozsądną jest niechęć do wejścia w rolę "królika doświadczalnego". W odpowiedzi bywa się nieraz zarzucanym rzekomymi "eksperckimi danymi", z których ma wynikać, że rzeczona technologia wcale nie jest eksperymentalna, bo np. istnieją już pokrewne produkty "nieeksperymentalne" tworzone w oparciu o "tę samą zasadę" itp., ale tu właśnie znajduje zastosowanie zasada ograniczonej racjonalności, tzn. świadomości ograniczoności czasu i zasobów kompetencyjnych laika. Innymi słowy, jako że tego rodzaju "wiadomości suplementarnych" nie da się na ogół z laickiego punktu widzenia rzetelnie zweryfikować (podobnie jak istniejących zawsze głosów sprzeciwu wychodzących od "ekspertów mniejszościowych"), nie powinny one wpływać na percepcję faktu bazowego, tzn. faktu, że zgodnie z pierwotnym przekazem podanym do publicznego użytku ma się do czynienia z eksperymentalnym novum. Czyli ze zjawiskiem, które roztropność nakazuje przyjmować z naturalnym dystansem.
3. Zasada zademonstrowanej preferencji. Jeśli producenci pewnych specyfików w pierwszej kolejności zapewniają sobie immunitet od odpowiedzialności za wszelkie ich niepożądane skutki, to tym samym przyznają oni, że owe skutki nie tylko mogą zaistnieć, ale też mogą być na tyle poważne, by - w razie braku wspomnianego immunitetu - w stopniu znaczącym nadszarpnąć ich zasoby finansowe w przypadku konieczności wypłaty odszkodowań. Jest to fakt ważący więcej niż choćby i najbardziej solenne zapewnienia co do bezpieczeństwa rzeczonych specyfików, gdyż czyny znaczą więcej niż słowa, a jurydyczne czyny znaczą dużo więcej niż marketingowe słowa.
Dodatkowym atutem powyższych zasad jest to, że mają one powszechne zastosowanie, a więc nie wymagają przyjęcia dodatkowych założeń o charakterze bioetycznym czy politycznym (co nie znaczy oczywiście, że nad przyjęciem podobnych założeń nie należy się poważnie zastanowić). Uprawomocniają więc one postawę sceptycznego dystansu - tzn. decyzję o niestawaniu w pierwszym szeregu użytkowników - nawet wówczas, gdy nie mamy ani moralnych zastrzeżeń co do natury danego produktu, ani moralnych podejrzeń co do intencji jego producentów czy dystrybutorów. Tylko tyle i aż tyle.
Wspomniane zasady heurystyczne stwarzają tymczasem znaczne pole dla zdrowego sceptycyzmu. Wystarczy wymienić tu trzy z nich:
1. Zasada optymalizacji ryzyka. Mając do wyboru ryzyko znane i względnie umiarkowane lub ryzyko nieznane (a więc potencjalnie fatalne), rozsądnie jest wybrać to pierwsze. Grupy niskiego ryzyka w sposób w pełni uzasadniony mogą więc uznać groźbę znanej i mało śmiertelnej choroby za rzecz mniej niebezpieczną niż groźby związane z niepewnym środkiem zaradczym. W wymiarze prospektywnym jest tak wręcz z definicji, bo nie da się powiedzieć nic konkretnego o długofalowych skutkach ubocznych nowego specyfiku w momencie oddawania go do masowego użytku.
2. Zasada ograniczonej racjonalności. Mając do czynienia z produktem, który wedle zdroworozsądkowej definicji oparty jest na technologii eksperymentalnej (tzn. nigdy wcześniej nie dopuszczonej do stosowania na ludziach), rozsądną jest niechęć do wejścia w rolę "królika doświadczalnego". W odpowiedzi bywa się nieraz zarzucanym rzekomymi "eksperckimi danymi", z których ma wynikać, że rzeczona technologia wcale nie jest eksperymentalna, bo np. istnieją już pokrewne produkty "nieeksperymentalne" tworzone w oparciu o "tę samą zasadę" itp., ale tu właśnie znajduje zastosowanie zasada ograniczonej racjonalności, tzn. świadomości ograniczoności czasu i zasobów kompetencyjnych laika. Innymi słowy, jako że tego rodzaju "wiadomości suplementarnych" nie da się na ogół z laickiego punktu widzenia rzetelnie zweryfikować (podobnie jak istniejących zawsze głosów sprzeciwu wychodzących od "ekspertów mniejszościowych"), nie powinny one wpływać na percepcję faktu bazowego, tzn. faktu, że zgodnie z pierwotnym przekazem podanym do publicznego użytku ma się do czynienia z eksperymentalnym novum. Czyli ze zjawiskiem, które roztropność nakazuje przyjmować z naturalnym dystansem.
3. Zasada zademonstrowanej preferencji. Jeśli producenci pewnych specyfików w pierwszej kolejności zapewniają sobie immunitet od odpowiedzialności za wszelkie ich niepożądane skutki, to tym samym przyznają oni, że owe skutki nie tylko mogą zaistnieć, ale też mogą być na tyle poważne, by - w razie braku wspomnianego immunitetu - w stopniu znaczącym nadszarpnąć ich zasoby finansowe w przypadku konieczności wypłaty odszkodowań. Jest to fakt ważący więcej niż choćby i najbardziej solenne zapewnienia co do bezpieczeństwa rzeczonych specyfików, gdyż czyny znaczą więcej niż słowa, a jurydyczne czyny znaczą dużo więcej niż marketingowe słowa.
Dodatkowym atutem powyższych zasad jest to, że mają one powszechne zastosowanie, a więc nie wymagają przyjęcia dodatkowych założeń o charakterze bioetycznym czy politycznym (co nie znaczy oczywiście, że nad przyjęciem podobnych założeń nie należy się poważnie zastanowić). Uprawomocniają więc one postawę sceptycznego dystansu - tzn. decyzję o niestawaniu w pierwszym szeregu użytkowników - nawet wówczas, gdy nie mamy ani moralnych zastrzeżeń co do natury danego produktu, ani moralnych podejrzeń co do intencji jego producentów czy dystrybutorów. Tylko tyle i aż tyle.
Subscribe to:
Posts (Atom)