Sunday, May 24, 2026

Generatywna "AI" jako antyplatoński ideał banału

Jako że tzw. generatywna AI "uczy się" na bazie sprowadzania ogromnych zasobów danych do najprostszego wspólnego mianownika, zaś - biorąc pod uwagę swoją zdolność do zalewania Internetu nieograniczoną ilością algorytmicznych bohomazów i cyfrowej makulatury - z czasem w coraz większym stopniu zaczyna "uczyć się" od samej siebie, można skonkludować, iż dąży ona asymptotycznie do antyplatońskiego ideału form wyrażających nie doskonałą głębię oryginalnej twórczości, ale doskonałą banalność sztampowej odtwórczości.

Innymi słowy, bycie możliwie bezbłędnie i natychmiastowo odróżnialnym od "dzieł" tzw. generatywnej AI powinno być dziś traktowane jako jedno z bazowych kryteriów jakości przez wszystkich przedstawicieli tzw. branż kreatywnych. Strach natomiast przed tym, że będzie się pozbawionym źródła zarobkowania przez automatyczne generatory wzorcowej nijakości i chałtury, powinien być traktowany jako jeden z bazowych wyznaczników tego, że "artysta" go odczuwający nie jest przekonany, czy ma do zaoferowania cokolwiek poza nijakością i chałturą. Quod erat demonstrandum.

Monday, April 27, 2026

Przekraczanie zasad rządzących rzeczywistością jako punkt zbieżny wszystkich wielkich manowców

Wiele wskazuje na to, że w historii ludzkości definitywnie zakończył się już etap wymyślania wszelkiego rodzaju nowatorskich, przełomowych czy rewolucyjnych idei filozoficznych, politycznych, społecznych i religijnych. Rozpoczął się za to etap, w którym ludzkość wystawiona jest na działanie bezustannego informacyjnego szumu zawierającego w sobie spauperyzowane, populistyczne wersje wszystkich znaczących tego rodzaju idei lub ich rozmaitych połączeń.

Kluczowym zadaniem wydaje się w tym kontekście stosowanie reguł heurystycznych pozwalających niezawodnie identyfikować te idee, które są jednoznacznie szkodliwe, niebezpiecznie zwodnicze i wyjątkowo destrukcyjne. Naczelną zaś spośród owych reguł zdaje się być ta, która nieomylnym kryterium rozpoznawania szczególnie trefnych wymysłów czyni ich sprowadzalność do tego, co można by określić mianem "pierwiastka lucyferycznego" - to jest przekonania, że miarą samodoskonalenia jest przekraczanie zasad rządzących rzeczywistością (czyli, używając klasycznej formuły, stanowienie o dobru i złu).

Gdy tylko przemyśli się to kryterium wystarczająco dogłębnie, bez trudu można następnie odkryć nadzwyczaj wyraźny wspólny mianownik wszystkich najbardziej fatalnych manowców, w jakie zabrnęła kiedykolwiek ludzkość, w swoich odmianach zarówno świeckich, jak i duchowych (lub też łączących mniej lub bardziej widocznie obie te płaszczyzny). Oto dość wymowna - choć w żadnym wypadku nie wyczerpująca - lista podobnych bałamuctw:

1. Wszelkiego rodzaju gnoza, sugerująca, że kategorie prawdy i fałszu, dobra i zła, przyczyny i skutku, winy i kary itp. są przeznaczone wyłącznie dla maluczkich, podczas gdy samozwańcza elita "oświeceńców" wznosi się ponad nie i wykorzystuje je wyłącznie instrumentalnie, podporządkowując rzeczywistość dyktatowi swojej woli wyposażonej w moc "tajemnej wiedzy".

2. Wszelkie odmiany manicheizmu, który głosi, że dobro i zło oraz byt i niebyt są równorzędnymi i równoprawnymi kategoriami, a zatem należy służyć im obu jednocześnie, żeby pozostawać w bezpiecznym stanie rzekomej ontologicznej i etycznej równowagi. Jego najpopularniejszą nowożytną postacią jest oczywiście jungizm, który w ramach dbania o "rozwój samoświadomości" postuluje nie zwalczenie w sobie zła, ale obłaskawienie go i zintegrowanie się z nim.

3. Kwietystyczny pseudomistycyzm twierdzący, że postrzegalna rzeczywistość - zwłaszcza w wymiarze materialnym - jest iluzją, od której trzeba się uwolnić obojętniejąc na wszelkie jej przejawy do tego stopnia, by ulec całkowitej depersonalizacji umożliwiającej rozpłynięcie się w "błogim niebycie".

4. Wszelkiego autoramentu "dialektyka" (w znaczeniu nowożytnym), zgodnie z którą zderzanie przeciwstawnych sobie jakości prowadzi do powstania doskonalszej od nich obu "nadjakości" czy też "syntezy". A zatem: konfrontacja prawdy i fałszu ma prowadzić do odkrycia "nadprawdy", konfrontacja dobra i zła ma pozwolić na sięgnięcie szerszej perspektywy znajdującej się poza dobrem i złem itd. W wymiarze intelektualnym najpopularniejszą odmianą dialektyki jest heglizm, ufundowany na negacji klasycznych zasad logiki, zaś w wymiarze politycznym - marksizm, ufundowany na negacji współpracy jako głównej siły napędowej rozwoju społecznego.

5. Rozmaicie pojmowany "postmodernizm", którego rdzeniem jest przekonanie, że zasadnicze kategorie intelektualne, moralne, estetyczne i egzystencjalne są nieskończenie płynne, w związku z czym najlepszym, co ludzkość może uczynić, jest oddawanie się bezustannemu i całkowicie jałowemu "dialogowi" w duchu "różnorodności i inkluzywności". Innymi słowy, "postmodernizm" jest niczym innym, jak tylko rozmiękczoną i wykastrowaną formą "dialektyki", która jednakowoż jest nie mniej skuteczna w zakresie znieczulania swoich ofiar na wymogi logiki.

6. Tzw. transhumanizm, czyli topornie materialistyczno-technokratyczna gnoza dla mas, obiecująca wyzwolenie z okowów przyrodzonej ludzkiej natury dzięki zniesieniu granic między człowiekiem a maszyną, a więc bycie nie tyle "jak bogowie", co jak cybernetyczne bałwany.

7. Wszelkie nieprzeliczone "współczesne" odpowiedniki powyższych doktryn, włączając w to choćby tzw. symulacjonizm (czyli popkulturową wersję kwietystycznego pseudomistycyzmu połączonego z "transhumanizmem"), tzw. intersekcjonalną teorię krytyczną (czyli marksizm przeszczepiony na grunt szeroko rozumianej kultury i tożsamości) i radykalny ekologizm (czyli próbę zatarcia granic między światem człowieka a światem natury na przekór przykazaniu "czynienia sobie ziemi poddaną").

Podsumowując, jakkolwiek gatunkowo rozmnożone, koncepcyjnie nieprzejrzyste i natrętnie stręczone byłyby rzeczone bałamuctwa, można je wszystkie błyskawicznie przejrzeć mając świadomość ich wspólnej lucyferycznej podstawy, polegającej na nakłanianiu człowieka do intelektualnego, moralnego i duchowego samobójstwa, które wtórnie skutkuje społeczną, gospodarczą i kulturową autodestrukcją. Przejrzawszy je zaś, można skutecznie opędzać się od ich wpływu i równie skutecznie przestrzegać przed nim bliźnich, w czym powinni celować wszyscy ludzie dobrej woli, zwłaszcza mający powołanie do pracy w świecie idei.

Wednesday, April 22, 2026

Burzliwe losy "AI", czyli krótka droga od bożka postępu do głównego rozsadnika masowej chałtury

Znaczenie terminu "AI" przeszło na przestrzeni raptem kilku lat bardzo znamienną metamorfozę - jeszcze chwilę temu wypowiadano to słowo z niemal nabożną czcią, traktując je jako synonim rzekomego wykładniczego technologicznego postępu. Obecnie natomiast jest ono w większości przypadków tożsame z masowo produkowaną cyfrową tandetą - do tego stopnia, że skomentowanie jakiegoś tworu tekstowego, graficznego lub dźwiękowego określeniem "AI" kwalifikuje go niemal niezawodnie do kategorii spamu, który albo należy ignorować, albo wręcz czynnie zwalczać i blokować.

Co ciekawe i skądinąd pokrzepiające, zjawisko to działa również w drugą stronę: otóż skomentowanie danego tworu tekstowego, graficznego lub dźwiękowego sformułowaniem "to na pewno nie AI" sugeruje, że może być on godny większej uwagi, a przynajmniej nie zasługuje na bezzwłoczne skasowanie. Umiarkowanie optymistyczny wniosek jest tu zatem taki, że w konfrontacji z masową produkcją wytworów groteskowo wręcz odczłowieczonych ludzkość zaczęła, często bezwiednie, w nowy sposób doceniać swoje człowieczeństwo i jego unikatowy charakter. To zaś pozwala domniemywać, że - wbrew bezustannym wysiłkom domorosłych "rządców tego świata" - finalne zabicie człowieka w człowieku jest jednak dużo trudniejsze, niż im się zdawało.

Monday, April 13, 2026

Pycha kroczy przed upadkiem, czyli mesjańskie deklaracje jako przejaw schyłkowej formy obłędu

Pomarańczowy człowiek zupełnie otwarcie ogłosił się Mesjaszem - tzn. w takim stopniu, w jakim jednoznaczne deklaracje można wyrażać w formie obrazkowej. Jest to niemniej oświadczenie w gruncie rzeczy przewidywalne i wpisujące się w mesjańską narrację uprawianą już od dłuższego czasu przez jego środowisko polityczno-religijne.

Wszakże jego najważniejszy sojusznik, pan BN, raczył zauważyć miesiąc temu, że kampania irańska zwiastuje "powrót Mesjasza". Co jeszcze istotniejsze, członkowie ogromnie wpływowej kabalistycznej sekty Chabad Lubawicz uwielbiają podkreślać, że ich najwyższy przywódca i niekwestionowany duchowy autorytet, Menachem Mendel Schneerson, poinformował pana BN o zleconej mu przez Boga szczególnej misji - misji przygotowania gruntu pod nadejście Mesjasza i przekazania mu berła władzy nad światem.

O jakim "Bogu" tutaj mowa, nietrudno się domyślić - i chyba nawet "sztuczna inteligencja", która zmajstrowała mesjański wizerunek pomarańczowego człowieka, wykazała się w tym kontekście nadzwyczajną prawdomównością, umieszczając w tle cień postaci budzącej skojarzenia z rogatym aniołem. Jak by wszakże nie było, całą rzecz pozostaje skwitować stwierdzeniem: "Pan Bóg (prawdziwy, nie ten czczony przez domorosłych "możnych tego świata") nierychliwy, ale sprawiedliwy". Warto też pamiętać, jaki los czekał żonę rybaka z powszechnie znanej baśni o złotej rybce, gdy ta, będąc już cesarzem i papieżem, zażyczyła sobie być Panem Bogiem.

Sic semper transit gloria mundi - tyle że w końcu Panu Bogu zabraknie cierpliwości i uwolni raz na zawsze ludzi dobrej woli od wszelkich "żon rybaka" i ich obłędnych kaprysów. I choć nikt na ziemi "nie zna dnia ani godziny", widząc to, co wyprawia ta czereda równie butnych co bezrozumnych opętańców, coraz częściej ciśnie się na usta: oby jak najszybciej.

Sunday, March 22, 2026

Różne formy zabobonności na przestrzeni epok i odpowiednie sposoby radzenia sobie z nimi

Człowiek starożytny wierzył we wszelkiego rodzaju zabobony magiczne, ale ostatecznie ratowało go to, że szczerze dążył do prawdy większej od swoich fantazji.

Człowiek nowożytny wierzył we wszelkiego rodzaju zabobony ideologiczne, ale ostatecznie ratowało go to, że szczerze dążył do celu większego od swoich zachcianek.

Człowiek współczesny wierzy we wszelkiego rodzaju zabobony magiczno-ideologiczne - i ostatecznie pogrąża go to, że szczerze pławi się w samozadowoleniu równie skarlałym, co ogół jego fantazji i zachcianek.

Stąd pierwszego ocaliła wnikliwość rozumu, drugiego - dyscyplina woli, zaś ostatniego może ocalić jedynie wnikliwa i zdyscyplinowana świadomość swojej obecnej bezmyślności i tandety.

Monday, March 16, 2026

Irańska granda jako koło ratunkowe dla dyktatur

Granda irańska stanowi kolejny z nieskończonej serii dowodów na to, że wszystkie represyjne reżimy tego świata grają w ostatecznym rachunku do tej samej bramki i konstytuują obecnie jednolity globalny "system bestii". Wszakże wzmiankowana draka, wszczęta przez oś Waszyngton-Tel Awiw, przyczyniła się przede wszystkim do:

1. Wzmocnienia dyktatury teherańskiej, która - pod pretekstem obrony przed dywersją finansowaną przez zewnętrznych agresorów - uzyskała szeroki mandat społeczny do bezwzględnego tłamszenia wszelkiego rodzaju oddolnych protestów.

2. Wzmocnienia dyktatury kremlowskiej, która w sposób oczywisty korzysta na wysokich cenach ropy, wywindowanych wskutek zablokowania cieśniny Ormuz.

3. Wzmocnienia dyktatury pekińskiej, która, w świetle pogłębiającego się zaangażowania amerykańskich zasobów wojskowych na Bliskim Wschodzie, może wywierać coraz silniejszy nacisk na Tajwan i konsolidować swoje wpływy w obszarze indo-pacyficznym.

Podsumowując, nigdy nie dość podkreślania tego, co powinno być już od dawna oczywiste dla ogółu ludzi dobrej woli: nie ma już dziś żadnego geopolitycznego sporu między jakimkolwiek "imperium dobra" a jakąkolwiek "osią zła". Jest za to jedynie międzynarodowy układ diabelskich koterii, które - miotając się w coraz bardziej autodestrukcyjny sposób - usiłują z czystej złośliwości pociągnąć za sobą na dno jak najliczniejsze rzesze zwykłych ludzi powodowanych strachem, naiwnością lub fatalnie wykoślawionym instynktem przetrwania.

Tym samym jeszcze bardziej oczywista powinna być dziś konstatacja głosząca: "jeśli chcesz pokoju, trwaj w pokoju", nie dając się wmanewrować w jakiekolwiek domniemane "koalicje w słusznej sprawie". Wtedy i tylko wtedy - łącząc bezwarunkową pryncypialność z głębokim pragmatyzmem - zachowa się szansę na pozostanie wyspą względnej normalności wśród dymiących ruin samobójczego obłędu.

Wednesday, March 11, 2026

Chrześcijański syjonizm, czyli fałszywa, zgubna teologia w służbie agresywnej plemiennej polityki

Dlaczego nie tylko w wymiarze teologicznym, ale również na płaszczyźnie całkowicie praktycznej i doczesnej, istotne jest konsekwentne podkreślanie, że starotestamentowe przymierze ze starożytnymi Hebrajczykami zostało dopełnione poprzez zbawczą misję Chrystusa, a tym samym zastąpione przymierzem ze wszystkimi ludźmi należącymi do Kościoła Powszechnego i godnie uczestniczącymi w życiu sakramentalnym?

Jest tak już choćby dlatego, iż twierdzenie, jakoby po dziś dzień istniały dwa równoległe przymierza Boga z ludzkością, stanowi wodę na młyn dla wyjątkowo niebezpiecznych herezji takich jak tzw. chrześcijański syjonizm, który głosi, że realizację politycznych interesów państwa Izrael należy utożsamiać z przyspieszaniem momentu powtórnego przyjścia Chrystusa. Biorąc zaś pod uwagę, że całkowite urzeczywistnienie bieżących politycznych ambicji tegoż państwa grozi pełnowymiarową wymianą nuklearną, "chrześcijański syjonizm" można nazwać z pełną odpowiedzialnością herezją apokaliptyczną, choć wiodącą zdecydowanie nie do takiego rozstrzygnięcia, jakiego oczekiwaliby jej wyznawcy.

Rzecz jasna równie niebezpieczną ideologią byłby hipotetyczny "chrześcijański mahdyzm" głoszący, że warunkiem koniecznym paruzji jest realizacja politycznych celów Iranu bądź jakiegokolwiek innego państwa islamskiego. Niemniej, jako że spośród wszelkich politycznych mesjanizmów wykoślawiona interpretacja Nowego Testamentu sprzyja na chwilę obecną w sposób szczególny mesjanizmowi talmudycznemu (biorąc pod uwagę stopień poparcia dla niego wśród przedstawicieli reżimu zawiadującego najpotężniejszą armią świata), to zwłaszcza ten ostatni należy dziś obnażać jako nie mający nic wspólnego ani z treścią Ewangelii, ani z tradycją Kościoła.

Powinno być to skądinąd o tyle oczywiste, o ile żadnego politycznego mesjanizmu ani nacjonalistycznego tryumfalizmu nie da się pogodzić z biblijnym wezwaniem do nie pokładania ufności w człowieku, a już tym bardziej w ludzkich "książętach". Niemniej w świecie permanentnej wojny dezinformacyjnej nawet, a może zwłaszcza takie oczywistości należy przypominać z wyjątkową determinacją - już choćby po to, by choć w minimalnym stopniu zmniejszyć prawdopodobieństwo tak niefortunnego obrotu spraw, że w jego wyniku nikt nie będzie już w stanie niczego nikomu przypomnieć.