Tuesday, May 19, 2020

Prawdziwy i fałszywy wzrost gospodarczy oraz ich granice - webinarium Instytutu Misesa

Pod tym adresem można obejrzeć nagranie przeprowadzonego przeze mnie webinarium pt. „Prawdziwy i fałszywy wzrost gospodarczy oraz ich granice" zorganizowanego pod egidą Instytutu Misesa.

Kluczową umiejętnością pozwalającą na dokonywanie rzetelnych osądów ekonomicznych jest zdolność do odróżniania prawdziwego i iluzorycznego wzrostu gospodarczego. W ramach niniejszego webinarium przedstawiłem główne czynniki odpowiadające za oba te zjawiska, ze szczególnym uwzględnieniem ich wzajemnych zależności. Zastanowiłem się też nad tym, jakie są na daną chwilę dalsze perspektywy rozwojowe globalnej gospodarki, zwłaszcza biorąc pod uwagę stan wiedzy społeczeństwa w zakresie omawianej tematyki.

Thursday, May 14, 2020

Dobrobyt jako dowód, nie cel produktywności

Solidny rozwój gospodarczy jest w stanie trwać tak długo, jak długo bogaci zachowują się tak, jakby byli biedni: tzn. cały czas ciężko pracują, choć nie muszą. Perspektywy przyspieszonej zapaści gospodarczej pojawiają się natomiast na horyzoncie wtedy, gdy biedni zaczynają zachowywać się tak, jakby byli bogaci: tzn. nie chcą pracować, choć zdecydowanie powinni.

Innymi słowy, solidny rozwój gospodarczy jest w stanie trwać tak długo, jak długo społeczeństwo zachowuje świadomość, że dobrobyt jest przede wszystkim nie celem, a dowodem produktywności. Przyspieszona zapaść gospodarcza następuje natomiast wtedy, gdy społeczeństwo zaczyna uważać, że w świecie dobrobytu produktywność jest nie warunkiem godnego życia, ale luksusem lub fanaberią.

Saturday, May 2, 2020

Męstwo i roztropność jako warunki normalności

Przedłużająca się obecna sytuacja może posłużyć współczesnemu człowiekowi jako istotna lekcja klasycznych cnót męstwa i roztropności, z którymi dawno wziął on rozbrat. Każdy prędzej czy później zechce w pełni powrócić do normalnego życia, ale na pytanie, w jakim stopniu będzie to bezpieczne, nie odpowie nikomu w sposób wiarygodny żaden mniej lub bardziej samozwańczy ekspert.

Innymi słowy, prędzej czy później każdy będzie musiał dokonać indywidualnego osądu w zakresie tego, jak szybko i gruntownie zechce na powrót znormalizować swoje życie, i jakie związane z tym nieznane ryzyka będzie gotów zaakceptować. Co więcej, każdy będzie musiał przy tej okazji uzyskać lub pogłębić swoją świadomość faktu, że normalność nie jest stanem danym na zawsze, ale zdobyczą, o którą nieraz trzeba zawalczyć, jeśli nie chce się jej bezwiednie przehandlowywać na coraz gorsze namiastki.

Podsumowując, przedłużająca się obecna sytuacja będzie konsekwentnie popychać coraz większe rzesze osób w kierunku zrozumienia prawdy, że męstwo i roztropność nie są wyłącznymi przywilejami bohaterów i świętych, ale warunkami niezbędnymi minimalnie godnego życia, tzn. życia nie będącego jałowym bytowaniem mentalnie zniewolonego paranoika. Oczywiście nic ani nikt nie jest w stanie zagwarantować, że, zrozumiawszy ową prawdę, zechce się ją właściwie wykorzystać. Nie sposób jednak nie docenić konieczności tak wyrazistej z nią konfrontacji, naświetlającej mocno różnicę między życiem a jego ersatzem.

Friday, May 1, 2020

Charakter jako ostateczny gwarant solidności

Ostatecznym gwarantem społeczno-gospodarczej solidności (czy nawet, jak to określa modny żargon, "antykruchości") jest jakość występującego w danym społeczeństwie osobowego charakteru i powstałych na jego bazie międzyosobowych więzi. Charakter zaś to nie po prostu "indywidualny typ osobowy", ale dysponowanie całym zestawem silnie rozwiniętych osobowych przymiotów (albo, w mowie klasycznej, cnót) obejmujących wszelkie kluczowe w tym kontekście płaszczyzny: intelektualną, moralną, estetyczną i duchową.

Charakter jest przede wszystkim kluczowym spoiwem organizacyjnej i instytucjonalnej złożoności - dzięki niemu można konsekwentnie osiągać gabarytowo wielkie cele i stawiać czoła gabarytowo wielkim wyzwaniom, nie posiłkując się przy tej okazji protezami i ersatzami w postaci kolejnych warstw biurokratycznych reguł i wsobnych specjalizacji. Najbardziej natomiast "kruche" i niesolidne okazują się te systemy społeczno-gospodarcze, które są złożone jedynie z pozoru - takie, które są pełne organizacyjnych labiryntów i technologicznych udogodnień, a jednocześnie podszyte charakterologiczną miałkością i osobowościową przeciętnością.

Systemy "charakterne" potrafią zachować swój wewnętrzny wigor zarówno w latach tłustych, jak i w latach chudych - czasem to wręcz te drugie najbardziej sprzyjają jego odnowie. Natomiast systemy zwiotczałe w swoim bezpodstawnym samozadowoleniu zachowują się na ogół jak domki z kart nawet przy najlżejszym podmuchu niepowodzenia. Jedyną ich nadzieją jest wtedy to, że ogromna obfitość udogodnień i protez zgromadzona przez ich co bardziej zapobiegliwych przedstawicieli będzie się wyczerpywała na tyle wolno, że na powrót zdąży się przepracować najważniejszą w tym kontekście lekcję: tą mówiącą, że nawet nieskończenie wiele nieskończenie wymyślnych metod budowania na piasku w najmniejszym stopniu nie zastąpi budowania na skale.

Monday, April 27, 2020

Racjonalność w ekonomii: kiedy interes jednostki wchodzi w konflikt z interesem grupowym?

Pod tym adresem można obejrzeć nagranie przeprowadzonego przeze mnie webinarium pt. „Racjonalność w ekonomii: kiedy interes jednostki wchodzi w konflikt z interesem grupowym i jak temu zaradzić?" zorganizowanego pod egidą Instytutu Misesa.

Wśród rozmaitych problemów stojących na drodze harmonijnej współpracy rynkowej wymienia się nieraz sytuacje, w których interes własny poszczególnych jednostek wchodzi w konflikt z interesem całej grupy dotkniętej rezultatami konkretnych działań. W ramach niniejszego webinarium przedstawiłem rozmaite przykłady powyższego zjawiska oraz różne metody stosowane przez podmioty rynkowe w celu niwelowania jego niekorzystnych skutków. Innymi słowy, starałem się wykazać, iż przedsiębiorczy proces rynkowy nie tylko generuje naturalne harmonie ekonomiczne, ale też wytwarza na bieżąco nowatorskie sposoby likwidowania potencjalnych ekonomicznych dysharmonii.

Tuesday, April 21, 2020

The Ongoing History of Civilizational Change

When pre-civilizations become too small for their liveliness, they give way to civilizations. When civilizations become too pleased with their greatness, they give way to anti-civilizations. When anti-civilizations become too exhausted with their wickedness, they give way to pseudo-civilizations. When pseudo-civilizations become too saturated with their smugness, they give way to bygone civilizations. And since history does not repeat itself, God only knows what happens next.

Saturday, April 4, 2020

Czy koronawirus oddzieli prawdziwy wzrost gospodarczy od fałszywego?

To, że wybuch pandemii — a więc podręcznikowe wręcz zjawisko o charakterze „realnym” — okazał się w tym kontekście katalizatorem obnażającym nagromadzone przez ostatnich kilkanaście lat problemy gospodarcze o charakterze monetarnym, jest dobrym przyczynkiem do refleksji na temat różnic między realnym a iluzorycznym wzrostem gospodarczym, jak również, co istotniejsze, na temat granic obu z nich.

Z jednej strony wszelkie obiektywne wskaźniki gospodarcze — takie jak realne PKB per capita czy odsetek osób żyjących w ubóstwie — demonstrują jednoznacznie, że od czasu wybuchu rewolucji przemysłowej na przełomie XVIII i XIX wieku mamy do czynienia z bezprecedensowo szybkim tempem jak najbardziej rzeczywistego wzrostu i rozwoju gospodarczego. W sensie bezpośrednim za zjawisko to odpowiada pogłębiająca się intensyfikacja czynników takich jak specjalizacja, podział pracy, akumulacja kapitału, innowacyjność oraz przedsiębiorczość. W sensie ostatecznym natomiast kluczowy zdaje się tu być wpływ stosownych idei oraz wyrosłych na ich gruncie instytucji, gdzie wśród tych pierwszych należałoby wymienić locke’owską laborystyczną teorię własności, Smithowską niewidzialną rękę czy tzw. burżuazyjną godność, zaś wśród tych drugich silne prawa własności, swobodę konkurencji czy stabilność monetarną.

Tymczasem z drugiej strony należy zauważyć, że w ów imponujący i jak najbardziej prawdziwy wzrost zwłaszcza w ciągu ostatniego stulecia wmieszał się jego fałszywy odpowiednik, pozostający z tym pierwszym w relacji czysto pasożytniczej. Wśród jego głównych źródeł można wymienić m.in. powstanie czysto dekretowych systemów monetarnych, regularną ekspansję pustego kredytu oraz konsekwentnie wzrastający poziom finansowania inwestycji długiem zamiast kapitału własnego, zaś za jego zasadniczy przejaw można uznać regularnie nawracające cykle koniunkturalne, znamionowane m.in. spektakularnym pęcznieniem i pękaniem baniek cenowych na rynkach aktywów. Czysto pasożytniczy charakter owego sztucznego wzrostu jest podstawowym faktem, który trzeba zawsze podkreślać przy omawianiu podnoszonej tu tematyki. Nie jest on bowiem w stanie w żaden sposób trwale spotęgować realnych procesów wzrostowych opisywanych w poprzednim akapicie, ale jest w stanie pojawić się wyłącznie w otoczeniu owych procesów, drenując istotną część ich produktywnego potencjału.

Jak zostało wcześniej zaznaczone, ostatecznym czynnikiem wpływającym na proporcje występowania obu rzeczonych rodzajów wzrostu jest intelektualna i moralna świadomość ich charakteru wśród ogółu członków społeczeństwa. W związku z tym szczególnie godne uwagi jest w tym kontekście to, jak wygląda typowa reakcja na sytuację, w której materialne zjawiska uderzające w realny rozwój gospodarczy ujawniają przy okazji godzące w niego zjawiska strukturalno-finansowe, będące podwaliną rozwoju iluzorycznego. Otóż, najkrócej rzecz ujmując, reakcja ta polega niemal zawsze na dolewaniu oliwy do ognia. Gdy rozprzestrzeniający się wirus przerywa globalne łańcuchy dostaw, obnażając tym samym w bezprecedensowo dobitny sposób „zzombifikowaną” naturę wielu międzynarodowych firm, w odpowiedzi następuje tym intensywniejsza kreacja kredytu z powietrza, dodatkowo cementująca ich strupieszałość. Gdy strach przed epidemią przekłuwa nabrzmiałe bańki cenowe na rynkach aktywów, monetarni centralni planiści prześcigają się w decyzjach o zbijaniu stóp procentowych do zera. A gdy kwarantannowe przestoje ujawniają zakres zaburzeń w obrębie kapitałowych struktur produkcji, tym bardziej próbuje się odwlekać stosowne procesy dostosowawcze — związane z bankructwami, zwolnieniami i upłynnieniami — składając na wyprzódki obietnice „pieniędzy z helikoptera”. Innymi słowy, potężny cios wymierzony realnemu wzrostowi, osłabionemu już wcześniej pasożytniczymi nawarstwieniami rozwoju sztucznego, zdaje się prowokować w sposób nieomal naturalny coraz intensywniejsze — i jak najbardziej celowe — osłabianie tego pierwszego.

Nasuwająca się tu ekonomiczno-socjologiczna refleksja na temat granic wzrostu jest nie tyle pesymistyczna, co otrzeźwiająca. Granice wzrostu sztucznego, posiłkującego się inflacyjną sztuczką tworzenia „darmowego kredytu”, są precyzyjnie określone: wyznacza je bądź to wejście danej gospodarki w stan recesji, bądź to — w najgorszym przypadku — całkowite zniszczenie działającego w jej obrębie systemu finansowego i monetarnego. Trudniejsza jest natomiast odpowiedź na pytanie, gdzie przebiegają granice wzrostu realnego, związanego z czynnikami zwiększającymi fizyczną produktywność gospodarki oraz jej organizacyjną efektywność. Jedna możliwa w tym kontekście odpowiedź brzmi następująco: wzrost i rozwój gospodarczy spowalniają w sposób trwały (lub nawet się zatrzymują) wtedy, gdy zbyt duży staje się rozziew między sprzyjającymi im czynnikami, a odnośnymi miękkimi instytucjami, przede wszystkim tymi o charakterze ideowym. Ściślej rzecz ujmując, akumulacja kapitału nie jest w stanie postępować w obliczu powszechnego przekonania, że rzadkość kapitału może być zmniejszona poprzez monetarne manipulacje, specjalizacja i podział pracy nie są w stanie postępować w obliczu powszechnego przekonania, że każdemu należy się „dochód bezwarunkowy”, a przedsiębiorczość nie jest w stanie funkcjonować w atmosferze konsekwentnie pogłębiającej się reżimowej niepewności. Zjawisko to można również przedstawić na bazie prawa malejących przychodów: przyrastający zasób kapitału fizycznego i organizacyjnego w oderwaniu od komplementarnego wobec niego kapitału intelektualnego i etycznego z czasem będzie przynosił coraz bliższe zeru lub nawet ujemne zwroty.

To, że opisany wyżej rozziew musi naturalnie rosnąć w miarę upływu czasu, nie jest, rzecz jasna, żadną logiczną koniecznością ani quasi-heglowskim prawem historii. Nie wydaje się jednak przesadą traktowanie powyższej prawidłowości w kategoriach solidnie umocowanej empirycznej generalizacji, zawartej już w biblijnej frazie „gdzie dobra się mnożą, mnożą się ich zjadacze”. Parafrazując inną znaną frazę, dobrobyt rozleniwia, a spektakularny dobrobyt rozleniwia spektakularnie. W momencie zaś, gdy nawet tak potężny szok podażowy, jakim jest wybuch globalnej pandemii, zdaje się nie tylko w żadnej mierze nie odwodzić społeczeństwa od wiary w najbardziej siermiężne ekonomiczne sofizmaty, ale wręcz ową wiarę umacniać, prawdopodobnym staje się wniosek, że definitywnie przekroczony został krytyczny próg społecznej roszczeniowości połączonej z ekonomiczną ignorancją.

Jak wspomniałem wcześniej, ów wniosek warto traktować w kategoriach nie tyle pesymizmu, co otrzeźwienia — nie tyle zniechęcenia, co nabrania szerszej i bardziej realistycznej gospodarczej perspektywy. Jeśli słusznie zakładamy, że — jak każdy przejaw postępu wykładniczego — obecna krzywa epidemiologiczna ulegnie w pewnym momencie zasadniczemu spłaszczeniu, powinniśmy poczynić to samo założenie w odniesieniu do krzywej opisującej trwający od dwustu lat wykładniczy wzrost gospodarczy. W obu tych przypadkach musimy bowiem w równym stopniu respektować ogólne prawo domagające się zachowania długoterminowej fizycznej (a może i metafizycznej) stabilności otaczającego nas świata.

W powyższej obserwacji nie zawierają się jakiekolwiek ustępstwa wobec doktryn prymitywistycznych, neoluddystycznych czy neomaltuzjańskich. Zawiera się w niej za to kolejne potwierdzenie odwiecznej, logicznie koniecznej prawdy, że życie na kredyt w pewnym momencie się kończy — przy czym wyjątkowo spektakularnie kończy się ono wtedy, gdy jest życiem na kredyt intelektualny i kulturowy. Idee, których kulminacją był wybuch rewolucji przemysłowej, kształtowały się mozolnie przez kilka tysięcy lat — ich podstaw intelektualnych należy szukać w klasycznym okresie starożytnej Grecji, ich podstaw organizacyjnych należy upatrywać w osiągnięciach starożytnego Rzymu, a ich podstaw duchowych w chrześcijaństwie oraz biblijnym judaizmie. Naturalną jest tu zatem konkluzja, iż odzyskanie rozwojowego impetu rewolucji przemysłowej może wymagać trwającego przynajmniej kilka wieków mozolnego odzyskiwania stosownej intelektualnej i kulturowej świadomości oraz dojrzałości. To przynajmniej zdaje się sugerować najszerzej rozumiane prawo malejących przychodów oraz wymóg elementarnej równowagi w obrębie najszerzej rozumianej instytucjonalnej struktury produkcji.

Tym natomiast, co z dużym prawdopodobieństwem może się odbywać w międzyczasie, może być nie apokaliptyczna zapaść czy gwałtownie postępująca gospodarcza prymitywizacja, ale długotrwała „rekonwalescencyjna stagnacja”. Innymi słowy, świat dającej się przewidzieć przyszłości może być nie światem latających samochodów czy turystycznych lotów na Marsa, ani też nie światem samowystarczalnych, quasi-amiszowskich osad, ale światem przewlekłego rozwojowego status quo, oznaczającego nie „koniec historii” rodem z książek Fukuyamy, ale kluczową okazję do przemyślenia i powolnego przetrawienia ostatnich kilku wieków historycznego dynamizmu w jego zarówno dobrych, jak i złych aspektach. Co istotne, jest to wizja nie wykluczająca tego, że nadal będzie trwał tzw. efekt doganiania, w ramach którego — nawet jeśli wolniej niż dotychczas — kraje rozwijające się będą się zbliżały do rozwojowego status quo krajów rozwiniętych. Co zaś jeszcze istotniejsze, jeśli odbudowywaną w tym okresie intelektualną i kulturową świadomość oraz dojrzałość traktować jako dobra par excellence jakościowe — a więc takie, które najtrudniej uchwycić w typowych makroekonomicznych wskaźnikach produktywności — wówczas można mieć poważne wątpliwości co do tego, czy ów okres należałoby rzeczywiście określać jako stagnacyjny. Tak czy inaczej, obecne kwarantannowe spowolnienie życia — czy też przynajmniej przestawienie go na jakościowo inny rodzaj prędkości — może być tu postrzegane jako znamienny prognostyk.

Niezależnie jednak od tego, w jakim stopniu powyższe przewidywania okażą się trafne, rola krzewicieli rzetelnej wiedzy ekonomicznej pozostaje niezmienna: jest nią niestrudzone opisywanie kluczowej różnicy między prawdziwym a fałszywym wzrostem gospodarczym, tak aby zmaksymalizować szanse na kontynuację (lub odrodzenie) tego pierwszego oraz zminimalizować materialnie i intelektualnie szkodliwy wpływ tego drugiego. W przypadku bowiem obu tych zjawisk szeroka akceptacja dla prawdziwych bądź fałszywych idei ekonomicznych (oraz ich normatywnych implikacji) jest kwestią absolutnie zasadniczą.

[Przedruk z mises.pl]