Showing posts with label prakseologia. Show all posts
Showing posts with label prakseologia. Show all posts

Monday, September 29, 2025

Z okazji 144-tych urodzin Ludwiga von Misesa

144-te urodziny obchodziłby dziś Ludwig von Mises, najwybitniejszy ekonomista w historii. Warto wspomnieć przy tej okazji zwłaszcza o tym, że te wszystkie cechy jego dorobku i światopoglądu, które miałki krytyk mógłby uznać za ideowe niespójności czy osobowościowe sprzeczności, były w istocie doskonale dopełniającymi się elementami jego intelektualnej i moralnej orientacji.

Otóż Ludwig von Mises był jednocześnie bezkompromisowym liberałem w klasycznym stylu i niezłomnym arystokratą ducha, świetnie rozumiejącym, że wolność może być trwałym osiągnięciem wyłącznie w społeczeństwie jednostek aspirujących do charakterologicznej wybitności.

Był też jednocześnie bezkompromisowym zwolennikiem swobodnej konkurencji i orędownikiem ponadczasowych, obiektywnych standardów kulturowych, pojmującym w pełni, że prawdziwa cywilizacyjna jakość może być udziałem mas tylko wtedy, gdy masy zdobędą się na jej dobrowolny wybór i okażą wolę jej sumiennego kultywowania.

Był wreszcie jednoczesnym propagatorem materialno-technologicznego postępu i konsekwentnym nauczycielem prawdy, że do owego postępu nie wiodą żadne drogi na skróty - czyli prawdy, że jego trwanie musi być okupione w każdym pokoleniu cnotami roztropności, pracowitości i wstrzemięźliwości (a więc tym wszystkim, co zawiera się w pojęciu "niskiej preferencji czasowej") oraz nacechowane głębokim rozumieniem żelaznych praw ekonomii opisujących zarówno przyrodzony potencjał, jak i nieusuwalne ograniczenia zawarte w logice ludzkiego działania.

Podsumowując, Ludwig von Mises był wzorcowym wyrazicielem świadomości, że liberalizm nie ma nic wspólnego ze sloganami z gatunku "róbta, co chceta", zaś ład i porządek nie mają nic wspólnego z biurokratycznymi rojeniami o "planach gospodarczych", "politykach historycznych" czy "narodowych programach edukacyjnych". Innymi słowy, był on modelowym rzecznikiem tych kluczowych prawd, które już w jego czasach przyswoili sobie bardzo nieliczni, a które dziś jeszcze bardziej nieliczni są w stanie pojąć choćby jedynie na poziomie znaczeniowym.

Stąd upamiętnianie urodzin tego wyjątkowego myśliciela jest z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej pożądane - już choćby po to, by podkreślić, że autentyczna intelektualna wielkość wyrasta wyłącznie na gruncie moralnej bezkompromisowości, jaka zawiera się w wergiliuszowskiej frazie obranej sobie przez wzmiankowaną postać za życiowe motto: "nie poddawaj się złu, lecz występuj przeciw niemu coraz odważniej".

Monday, January 29, 2024

Natychmiastowa gratyfikacja a żywot wegetatywny

Dodatnia preferencja czasowa to logicznie konieczny element struktury ludzkiego działania oznaczający, że zawsze wolimy zaspokoić swoje cele wcześniej niż później. Preferencja czasowa może być względnie niska, jak to ma miejsce w przypadku osób cierpliwie osiągających cele czasochłonne, lub też względnie wysoka, jak to ma miejsce w przypadku raptusów oczekujących natychmiastowej gratyfikacji, natomiast zawsze musi być dodatnia.

Innymi słowy, zerowa (a co dopiero ujemna) oraz nieskończona preferencja czasowa to dwie przeciwstawne sobie logiczne niemożliwości - lub też, ściślej rzecz ujmując, dwa stany rzeczy pozbawiające człowieka statusu podmiotu wolicjonalnego i czyniące go bytem czysto wegetatywnym.

Z jednej strony bytem czysto wegetatywnym byłby więc hipotetyczny człowiek doskonale apatyczny, który w nieskończoność odkładałby podjęcie jakiegokolwiek działania, wyrażając tym samym całkowitą obojętność względem zaspokojenia kiedykolwiek jakiegokolwiek celu. Z drugiej zaś strony całkowicie wegetatywny żywot wiódłby też człowiek, którego można by umownie nazwać wzorcowym przykładem "tiktokowego zombie" - tzn. kogoś o tak krótkim horyzoncie czasowym i tak wąskim zakresie uwagi, że nie byłby on w stanie zaangażować nawet minimalnych zasobów umysłowych w proces świadomego wyboru jakiegokolwiek celu i jakichkolwiek środków, zamiast tego podporządkowując się w sposób całkowicie reaktywny bezustannemu strumieniowi błyskawicznych bodźców płynących z otoczenia.

Choć oba wyżej wymienione przykłady są tzw. typami idealnymi, których ścisłe desygnaty mogą nie istnieć w doświadczalnej rzeczywistości, nie ulega raczej wątpliwości, w kierunku którego z nich w sposób wykładniczy zbliża się obecnie spora część społeczeństwa, a zwłaszcza pewnych grup demograficznych. Stąd coraz bardziej brzemienny w treść wniosek, że najważniejszym z ludzkich celów - warunkiem niezbędnym osiągania jakichkolwiek innych celów - jest baczne i skrupulatne dbanie o zachowanie statusu wolicjonalnego podmiotu, czyli nie skazanie się na to, co C. S. Lewis nazwał kiedyś znamiennie "zniesieniem człowieczeństwa". Nie trzeba bowiem dodawać, że wystarczająco szeroko zakrojone "zniesienie człowieczeństwa" rozumiane w opisywanym tu sensie byłoby tożsame ze zniesieniem ludzkości.

Saturday, February 5, 2022

Narracja inflacyjna a świadomość ekonomiczna

Poszczególne etapy niedawnej narracji na temat zagrożenia inflacją skupiają jak w soczewce wszystkie negatywne cechy tzw. ekonomii głównego nurtu, zwłaszcza w wymiarze zastosowań w tzw. polityce gospodarczej.

Otóż najpierw słyszeliśmy do znudzenia, że szaleńcze tworzenie przez banki centralne bilionów nowych jednostek pieniężnych wcale nie musi się przełożyć na inflację cenową, bo "nie ma tu żadnej logicznej konieczności" i "dopiero przyszłość pokaże, czy ów tzw. monetarny eksperyment zakończy się fiaskiem". Trudno o wyrazistszy przejaw jałowego pozytywizmu i pseudoeksperymentalizmu w głównonurtowym dyskursie ekonomicznym.

Później, kiedy zwykli ludzie zaczęli już narzekać na ewidentną inflację cenową, słyszało się urągliwe trajkotanie o tym, że żadnej inflacji cenowej nie ma, bo nie wykazują jej arbitralnie zdefiniowane wskaźniki używane przez urzędy statystyczne. Tu z kolei widać wzorcowy przykład odrealnionego formalizmu dominujących orientacji ekonomicznych.

Jeszcze później, kiedy inflacja cenowa pojawiła się już nawet w obrębie wspomnianych wyżej wskaźników, zaczęły rozbrzmiewać oficjalne komunikaty, jakoby inflacja ta była jedynie "przejściowa", spowodowana "post-lockdownowym odreagowaniem" czy innymi przywoływanymi ad hoc behawioralnymi wymówkami. Oto i kolejna kluczowa cecha tendencji panujących w ekonomicznym głównym nurcie: przygodny psychologizm jako niewyczerpane źródło "dodatkowych zmiennych wyjaśniających".

Kiedy zaś stało się dla wszystkich jasne, że wzmiankowana inflacja nie tylko nie jest przejściowa, ale wręcz rozpędza się w coraz bardziej przewlekły sposób (ze względów tak monetarnych, jak i pozamonetarnych, związanych z rujnującymi "lockdownami", "zielonymi" regulacjami, coraz większym biurokratycznym bałaganem i reżimową niepewnością itd.), wówczas poczęły odzywać się głosy, że jest to "naturalna cena" za polityczne "ratowanie gospodarki" przed wszystkimi nieszczęściami tego świata, od krachów finansowych począwszy, a na wirusach i "zmianach klimatycznych" skończywszy. Tu widać wreszcie ukoronowanie wszystkich wyżej wymienionych mankamentów: etatystyczny absurdyzm nakazujący traktowanie monopolistycznych aparatów opresji i ich banków centralnych jako magicznych pól zakrzywiających rzeczywistość, w obrębie których przestają obowiązywać wszelkie zdroworozsądkowe prawa ekonomii.

Jeśli więc ktoś zadaje pytanie, czemu globalna gospodarka zdaje się być przez ostatnich 20 lat w stanie permanentnego i wciąż pogłębiającego się kryzysu, to odpowiedź może odnaleźć w powyższym zestawieniu zasadniczych elementów składających się na dominujący w świecie stan świadomości ekonomicznej - tak wśród "specjalistów" nadających ton "polityce gospodarczej", jak i wśród laików wykazujących wobec niego przynajmniej bierną akceptację.

Na szczęście nikt nie jest na ten stan rzeczy skazany, bo od 150 lat rozwija się tradycja wnioskowania ekonomicznego stanowiąca ścisłe przeciwieństwo wszystkich rzeczonych tendencji: tradycja stosująca logiczną dedukcję zamiast pozytywizmu i pseudoeksperymentalizmu, trzymająca się przyczynowego realizmu zamiast jałowego formalizmu, oparta na prakseologicznych prawach zamiast psychologicznych przyczynków oraz wyznająca "analityczny anarchizm" zamiast bezrefleksyjnego przyjmowania jakichkolwiek założeń politycznych. Jest to tradycja tzw. austriackiej szkoły ekonomii, z którą warto się jak najszybciej i jak najdogłębniej zapoznać, aby dołożyć swoją cegiełkę do budowy dojrzałego stanu świadomości ekonomicznej, niedopuszczającego do permanentnego inflacyjnego rujnowania globalnej gospodarki, a tym bardziej do zakłamywania owego rujnowania przy pomocy coraz bardziej urągających rozumowi manipulacji, sofizmatów i sloganów.

Monday, January 22, 2018

Polilogizm, neomarksizm i "postmodernizm"

Choć należę do osób sceptycznych wobec opinii, jakoby jungowski psycholog Peterson stanowił wielkie intelektualne objawienie, w jego publicznej działalności doceniam zwłaszcza konsekwentne podkreślanie faktu, że tzw. postmodernizm nie jest żadną powściągliwie agnostyczną odpowiedzią na XX-wieczne totalitaryzmy z ich rzekomym monopolem na prawdę, ale ideologiczną przykrywką dla neomarksizmu. Innymi słowy, tak jak klasyczny marksizm służył realizacji zasady "dziel i rządź" poprzez wzniecanie zbiorowych nienawiści wynikających z domniemanych "konfliktów klasowych", tak neomarksizm realizuje tę samą zasadę w dokładnie ten sam sposób, z tą jedynie różnicą, że "konflikty klasowe" zastępuje "konfliktami tożsamościowymi", gdzie "postmodernistyczny" pensjonarski nihilizm stanowi pretekst do wymyślania nieskończonej liczby choćby najbardziej absurdalnych tożsamości, fakt posiadania których ma dawać każdemu prawo do czucia się ofiarą "systemowej dyskryminacji", skonfliktowaną z reprezentantami "tożsamości społecznie dominujących".

Powyższy zasadniczy związek między neomarksizmem a "postmodernizmem" nie powinien zaskakiwać żadnego uważnego czytelnika dzieł Ludwiga von Misesa, który konsekwentnie podkreślał, że fundamentem marksizmu jest immanentnie nihilistyczna koncepcja polilogizmu - tzn. koncepcja, jakoby różne grupy osób posługiwały się różnymi, wzajemnie sprzecznymi rodzajami logiki, co z definicji musi czynić konflikt fundamentem wszelkich relacji międzygrupowych. Mises zaznacza przy tym, że nie należy myśleć o marksistowskim polilogizmie jako o pojęciu nacechowanym wyłącznie ekonomicznie - każdy pretekst do wzniecania wzajemnie skonfliktowanych zbiorowych nienawiści jest politycznie pożądany, jeśli tylko może posłużyć kontrolowaniu społeczeństwa zgodnie z zasadą "dziel i rządź". Neomarksizm jest jednak w tym sensie bardziej ekspansywny od marksizmu klasycznego, że o ile ten drugi twierdzi, iż linie konfliktów klasowych są ustalone obiektywnie (a kto owe ustalenia kwestionuje, ten jest "wrogiem klasowym" albo ofiarą "fałszywej świadomości"), o tyle ten pierwszy twierdzi, że mogą one przebiegać wszędzie, a każda świadomość (i każda związana z nią tożsamość) skłonna, by je mnożyć, jest ideologicznie słuszna.

Podsumowując, o ile ekonomia w duchu Misesa okazała się kluczowa dla zdyskredytowania klasycznego marksizmu i złamania jego władzy, o tyle obnażenie i pokonanie jego kulturowo-tożsamościowej wersji może wymagać intensywnego rozwoju i upowszechniania szerzej rozumianej wiedzy prakseologicznej - tzn. wiedzy podkreślającej fakt, że istnieje obiektywna logiczna struktura ludzkiego działania, która tyczy się nie tylko jego ekonomicznych aspektów, ale też szerzej rozumianej sfery kultury i tożsamości. Innymi słowy, tak jak istnieją pewne immanentnie nielogiczne wizje funkcjonowania gospodarki (do których należy wizja oparta na marksistowsko rozumianych "konfliktach klasowych"), tak istnieją również immanentnie nielogiczne wizje funkcjonowania relacji obyczajowych (do których należy wizja oparta na neomarksistowsko rozumianych "konfliktach tożsamościowych") - jeśli ktoś np. w czysto subiektywny sposób definiuje swoją tożsamość, to w żaden logicznie uzasadniony sposób nie może on twierdzić, że jej lekceważenie przez innych stanowi obiektywny przejaw "dyskryminacji" czy "opresji", itd. Prakseologia ma więc znów do odegrania niezwykle doniosłą rolę, a od tego, czy odegra ją z sukcesem, może zależeć to, czy uda się ostatecznie zahamować proces ideologicznej dewastacji społeczeństwa.

Friday, July 8, 2016

Prakseologia, subiektywizm i cel życia

Jeden z pop-filozoficznych sloganów głosi, że celem życia jest nadawanie życiu celu. Tymczasem, nawet jeśli jest to jedynie slogan, to jest to slogan głęboko prawdziwy: kluczowym elementem specyficznie ludzkiego działania jest wybór swoich osobistych, subiektywnych celów i dążenie do ich realizacji. Gdy tylko tego rodzaju aktywność się zakończy, dany podmiot przestaje być bytem teleologicznym i staje się bytem wegetatywnym. Tym samym pop-filozoficzny slogan okazuje się być podstawowym prakseologicznym aksjomatem. Co być może stanowi pewne potwierdzenie tego, że w spontanicznym ładzie "mądrości ludowej" - podobnie jak w spontanicznym ładzie prawa zwyczajowego - kryje się nieraz istotna intelektualna wartość oczekująca dalszej obróbki.

Sunday, June 5, 2016

Kantyzm, prakseologia, randyzm i noumeny

Randyzm usiłuje wyprowadzać z aksjomatu tożsamości (A=A) i z tautologicznego stwierdzenia o istnieniu istnienia daleko idące wnioski na temat obiektywnej struktury rzeczywistości i metafizycznych esencji składających się na nią obiektów. Jest to bardzo pouczający przykład filozoficznego porywania się z motyką na słońce. Otóż z samego faktu istnienia istnienia nie wynika nic względem właściwości, jakie przyjmuje istnienie jakiegokolwiek konkretnego obiektu, a co do dopiero względem jego właściwości obiektywnych czy też metafizycznie koniecznych. Podobnie, z A=A nie wynika, czy A na zawsze z konieczności pozostanie A, czy też w określonym momencie z konieczności stanie się B albo w ogóle przestanie istnieć. Bakteria=bakteria, a hominid=hominid, ale z tego rodzaju prostych tożsamości nie można wywnioskować nic względem np. natury procesu ewolucji biologicznej, a już zwłaszcza względem tego, czy jest to proces metafizycznie konieczny.

Dużo bardziej przemyślane jest pod tym względem podejście kantowskie, które, przy percepcyjnej świadomości ogromnej zmienności i przygodności procesów zachodzących w otaczającej rzeczywistości, zachowuje jednocześnie introspekcyjną świadomość tego, że istnieją pewne poznawczo nieprzekraczalne kategorie logiczne, przez pryzmat których racjonalne podmioty postrzegają ową rzeczywistość. Czy kategorie te mają status metafizycznych konieczności? Może tak, a może nie. W każdym razie zdają się go mieć z naszego punktu widzenia, i być może to jest wszystko, co możemy na ten temat powiedzieć. Umysł z konieczności tworzy świat własnych postrzeżeń, i z tego wynika świadomość zarówno jego unikatowej siły, jak i jego unikatowych słabości. Tylko tyle i aż tyle.

Dużo bardziej przemyślana jest również pod tym względem inspirowana podejściem kantowskim dyscyplina wiedzy, jaką jest misesowska prakseologia. Prakseologia, mając świadomość nieusuwalnego obciążenia racjonalnych podmiotów ich filtrującym rzeczywistość aparatem poznawczym, nie próbuje wysnuwać zbyt daleko idących wniosków dotyczących obiektywnej struktury owej rzeczywistości czy jej metafizycznych esencji. Ta świadomość prowadzi ją jednak do wniosku, że istnieje pewna logicznie nieusuwalna kategoria interakcji pomiędzy racjonalnymi podmiotami a ich wizją otaczającej rzeczywistości - kategoria działania wraz z jego przyczynową strukturą. Wniosek ten otwiera zaś przed nami ogromny obszar niezwykle użytecznej wiedzy syntetycznej a priori, której użyteczność nie wymaga umiejętności wykazania, że jest ona "metafizycznie pewna".

Tylko tyle i aż tyle - a więc tyle, ile oferuje każda należycie przemyślana filozofia, umiejąca mierzyć intelektualne siły na poznawcze zamiary.

Wednesday, February 24, 2016

Teoria, praktyka i metodologiczna dojrzałość

Metodologiczna amatorszczyzna rozpięta jest między dwoma stwierdzeniami: "to działa tylko w teorii" i "tym gorzej dla faktów". Fakty są bezużyteczne bez poprawnej teorii, a teoria - choćby i poprawna - jest jałowa w oderwaniu od faktów.

Dobrym papierkiem lakmusowym metodologicznej dojrzałości jest stosunek do metody austriackiej szkoły ekonomii, bo krytykujący ją ignoranci wpadają na ogół w pułapkę pozytywistycznej lub historycystycznej bezużyteczności, a znający ją powierzchownie neofici - w pułapkę hiperapriorycznej jałowości.

Ci tymczasem, którzy przeczytali i zrozumieli choćby to, co napisał Mises w "Teorii i historii", mogą z przekonaniem twierdzić, że nie ma nic bardziej praktycznego niż dobra teoria. W czym streszcza się nie tylko metoda rzetelnej ekonomii, ale też wszystko to, co już starożytni nazywali "mądrością praktyczną".

Thursday, December 10, 2015

Libertarianizm, prakseologia i wartości kulturowe

Od czasu do czasu podejmowane są próby wywiedzenia z czystej prakseologii wniosku, że przyjęcie pewnych konkretnych obyczajów i norm kulturowych jest warunkiem niezbędnym powstania społeczeństwa libertariańskiego. Na tej zasadzie argumentuje się na przykład, że jako iż produkcja i pokojowa wymiana dóbr jest, ceteris paribus, zawsze bardziej czasochłonna niż kradzież cudzych dóbr, powszechny szacunek dla zasady nieagresji i nienaruszalności własności prywatnej wymaga powszechnego szacunku dla cnoty powściągliwości, która jest nierozerwalnie związana z konserwatywną obyczajowością, aprobującą to, co przetrwało długotrwały proces selekcji kulturowej.

Tego rodzaju argumenty starają się jednak udowodnić zbyt wiele, wynosząc pewne konkretne cnoty czy przymioty charakteru, jak również powszechnie łączone z nimi typy obyczajowości, ponad inne cnoty i przymioty charakteru nie mniej istotne dla sprawnego funkcjonowania społeczeństwa libertariańskiego. Nawiązując do powyższego przykładu, powszechny szacunek dla zasady nieagresji i nienaruszalności własności prywatnej wymaga też szacunku dla przedsiębiorczości, czyli produktywnego, spostrzegawczego wymieniania i innowacyjnego przekształcania obiektów własności, to zaś wymaga szacunku dla cnoty odwagi, intelektualnej niezależności i niepokorności, stanowiących przeciwieństwo ściśle rozumianej obyczajowości konserwatywnej.

Podsumowując, członkowie sprawnie funkcjonującego społeczeństwa libertariańskiego musieliby wykazywać szacunek dla całego szeregu cnót i przymiotów charakteru, część z których budzi naturalne skojarzenia z obyczajowością konserwatywną, a część z których z obyczajowością progresywną. Ściślej rzecz ujmując, musieliby oni, zgodnie z antyczną zasadą jedności cnót, wypracować czy też stale wypracowywać między nimi intelektualny kompromis, pozwalający na ich wzajemne uzupełnianie się i wzmacnianie. Z tego względu błędne jest przypuszczenie, że czysto dedukcyjna refleksja na temat wartości takich jak wolność osobista i własność prywatna, czy też ich prakseologiczne fundamenty, jest w stanie powiązać je w sposób logicznie konieczny i ekskluzywny z jednym tylko typem (pokojowej) obyczajowości. Znacznie bardziej przekonujące jest przypuszczenie, że skuteczne wdrażanie tego rodzaju wartości wymaga umiejętności łączenia najlepszych cech jak największej liczby różnorodnych obyczajowości, w tym również tych pozornie przeciwstawnych. Innymi słowy, nie tylko obyczajowa różnorodność wymaga wolności, ale i wolność wymaga obyczajowej różnorodności.

Sunday, December 6, 2015

"Własność publiczna" jako prakseologiczna sprzeczność: przyczyny, skutki i implikacje

Niniejszy wpis zawiera kilka uwag wyjaśniających, dlaczego zdecydowana większość zasobów znajdujących się pod kontrolą państwa to zasoby niczyje oraz co z tego wynika.

Zacząć należy od podkreślenia, że wejście z danym obiektem w relację własności wymaga spełnienia pewnych warunków natury zarówno normatywnej, jak i technicznej. Z normatywnego punktu widzenia właścicielem można się stać wyłącznie w wyniku pierwotnego zawłaszczenia zasobów niczyich poprzez ich produktywne przekształcenie albo wskutek zdobycia pewnych zasobów na drodze sekwencji dobrowolnych wymian, której początkiem był akt pierwotnego zawłaszczenia. Z technicznego natomiast punktu widzenia, implikowanego przez punkt powyższy, właścicielem danych zasobów może być wyłącznie ktoś, kto kiedykolwiek sprawował nad nimi wyłączną (tzn. prakseologicznie jednoznaczną) kontrolę.

Jeśli więc np. państwo odebrało komuś dom, w którym mieszkał, znacjonalizowało jego sklep czy fabrykę, itp., to z moralnego punktu widzenia zasoby te pozostają oczywiście własnością wywłaszczonego. Jeśli jednak doszło do odebrania przez państwo większej grupie osób części ich kapitału finansowego, który następnie został użyty do stworzenia wszelkiego rodzaju obiektów infrastrukturalnych, to obiekty te nie są własnością wywłaszczonych, ponieważ żaden z nich nie miał nigdy nad nimi jakiejkolwiek kontroli i - jak długo znajdują się one pod kontrolą wywłaszczyciela - z prakseologicznego punktu żaden z nich nie jest w stanie wespół z innymi wywłaszczonymi sprawować nad nimi jakiejkolwiek kontroli. Ich rzekome prawa decyzyjne znajdują się w tego rodzaju sytuacji w permanentnym i immanentnym konflikcie, co logicznie uniemożliwia ich wykorzystanie, a tym samym dowodzi, że tego rodzaju prawa nie istnieją.

Libertarianizm uznaje stosunkowo wąski katalog praw - odrzucając m.in. wszelkiego rodzaju "prawa pozytywne" - właśnie z uwagi na świadomość faktu, że prakseologiczna struktura rzeczywistości wymaga, aby realne prawa nie wchodziły ze sobą w logicznie konieczny konflikt. Tzw. "prawa pozytywne" generują tego rodzaju immanentne konflikty, gdyż są z definicji oparte na relacji pasożytniczej, a więc prawnie asymetrycznej - tym samym okazują się być nie uniwersalnymi prawami, ale arbitralnymi przywilejami. Podobnie jest z "prawami" do kontroli przymusowo wytworzonej "własności wspólnej" - roszczenia wszystkich wywłaszczonych na poczet jej stworzenia wchodzą ze sobą w immanentny i permanentny konflikt, co obnaża kategorię tego rodzaju "własności" jako pojęcie prakseologicznie wewnętrznie sprzeczne. Jako że natomiast jedyny realny kontroler tego rodzaju "własności" nie zdobył jej w sposób normatywnie uprawniony, jedyną pozostającą alternatywą jest uznanie, że jest to "własność" niczyja. Tego rodzaju konkluzja jest nie tylko jedyną konkluzją uprawnioną na gruncie prakseologicznej teorii własności i powiązanej z nią libertariańskiej teorii prawa, ale też jedyną konkluzją umożliwiającą uniknięcie absurdalnych tez takich jak ta, że korzystając z "własności" państwowej o autentycznie usługowym charakterze, takiej jak infrastruktura drogowa, narusza się zasadę nieagresji.

W momencie pociągnięcia wywłaszczyciela do odpowiedzialności karnej i zmuszenia go do uregulowania swoich długów, wytworzone przez niego zasoby z dużym prawdopodobieństwem przeszłyby na własność jego ofiar, jest to już jednak zupełnie osobna kwestia. Równie dobrze mogłoby się okazać, że dług wobec wywłaszczonych może zostać uregulowany jeszcze zanim nastąpi prywatyzacja wszystkich zasobów kontrolowanych dotychczas przez wywłaszczyciela (np. dlatego, że w międzyczasie ogromnie wzrosła rynkowa wartość niektórych z nich - niektóre okazały się np. polami roponośnymi, itp.), w wyniku czego pozostałe z tych zasobów będą mogły być pierwotnie zawłaszczone przez dowolną osobę bądź grupę osób, która je produktywnie zagospodaruje.

Nawet jeśli by jednak, per impossibile, założyć, że tzw. "własność publiczna" jest własnością wszystkich wywłaszczonych podatników, w żaden sposób nie uprawniałoby ich to do blokowania wstępu na nią osobom, które nie zostały nigdy wywłaszczone na poczet jej utrzymywania, w tym np. imigrantom. Jest tak dlatego, ponieważ tzw. "własność publiczna" okala wiele obszarów całkowicie niezagospodarowanych oraz porzuconych - zarośniętych chwastami łąk i skwerów, dzikich pól, zrujnowanych gospodarstw, itp. Obszary te stanowią więc w sensie prakseologicznym ziemię dziewiczą, blokowanie dostępu do której potencjalnym pierwotnym zawłaszczycielom stanowi naruszenie zasady nieagresji. Podobnie osoba, która otoczyłaby bezludną wyspę płotem, nie podejmując następnie żadnych prób jej zagospodarowania, musiałaby się liczyć z faktem, że inni mogliby podejmować próby sforsowania tegoż płotu - i mieliby do tego pełne prawo.

Podsumowując, wytworzona w ramach etatystycznej grabieży "własność publiczna" to "własność" niczyja, prakseologiczna sprzeczność uznanie której generuje jedynie normatywne absurdy i konserwuje bastiatowską "wielką fikcję". Warto mieć tego świadomość, jeśli chce się skutecznie działać na rzecz tego, aby kiedyś stała się ona własnością czyjąś, wraz ze wszystkimi tego pozytywnymi skutkami.

Monday, November 9, 2015

Austriacka szkoła ekonomii a akademicki główny nurt

Spotykam się nieraz z następującym pytaniem: dlaczego austriacka szkoła ekonomii (ASE), pomimo swojego realistycznego podejścia, logicznego rygoru i zdroworozsądkowych konkluzji, jest tak rzadko obecna w tzw. świecie akademickim, a tam, gdzie jest w nim obecna, spotyka się na ogół w najlepszym razie z niechęcią, a w najgorszym razie z wrogością?

Odpowiedzi na to pytanie jest kilka:

1. Żyjemy wciąż w czasach bismarckowskich, w których edukacja akademicka jest w ogromnej mierze kontrolowana przez monopolistyczne aparaty opresji zwane państwami, czy to poprzez bezpośrednie posiadanie uczelni wyższych, czy to poprzez subsydiowanie i akredytowanie uczelni nominalnie prywatnych. W tego rodzaju układzie uczelnie stają się w dużej mierze tubami propagandowymi etatyzmu. Zapotrzebowanie rynkowe na akademików - czyli zawodowych intelektualnych krasomówców, sofistów i dłubaczy pojęciowych - jest stosunkowo niewielkie. Natomiast zapotrzebowanie polityczne na nich jest ogromne, gdyż to oni są najlepiej przygotowani do tworzenia i popularyzowania intelektualnej podbudowy dla etatystycznej propagandy (patrz: marxizm, keynesizm, teoria "dóbr publicznych", "sprawiedliwość dystrybutywna", "akcja afirmatywna", pozytywizm prawniczy, itp.). Tymczasem, jeśli zestawić dorobek intelektualny ASE z kilkoma najbardziej niekontrowersyjnymi, podstawowymi postulatami etycznymi - takimi jak te mówiące, że dobrobyt jest moralnie lepszy od biedy, a możliwość zaspokojenia większej liczby potrzeb jest moralnie lepsza niż możliwość zaspokojenia mniejszej ich liczby - wówczas dojdziemy do wniosków jednoznacznie i bezwyjątkowo prorynkowych. Trudno się więc dziwić, że tego rodzaju wnioski i ich "austriackie" uzasadnienia budzą w bismarckowskiej akademii instynktowną wrogość.

2. ASE opiera się na prakseologii, czyli dedukcyjnej dyscyplinie zajmującej się logiczną analizą ludzkiego działania, wymagającą w pierwszej kolejności zidentyfikowania pewnych startowych przesłanek o aksjomatycznym charakterze. Innymi słowy, ambicją ASE jest dochodzenie do wniosków, które - tak jak w przypadku logiki i matematyki - mają charakter logicznie konieczny. Tymczasem w ekonomii głównego nurtu panuje pozytywizm, zgodnie z którym żadnej tezy ekonomicznej nie da się ostatecznie dowieść ani też zdyskwalifikować na starcie jako logicznie absurdalnej - można ją tylko bez ustanku weryfikować bądź falsyfikować przy pomocy empirycznego testowania wiecznie roboczych hipotez. W świetle obserwacji z punktu pierwszego, dominacja tego rodzaju podejścia w świecie akademickiej ekonomii nie powinna w najmniejszym stopniu dziwić, gdyż dzięki niej możliwe jest bezustanne zgłaszanie się po granty w celu uprawdopodabniania nawet najbardziej logicznie absurdalnych proetatystycznych hipotez. Analogicznie, tego rodzaju podejście pozwala również na bagatelizowanie nieprzychylnych etatyzmowi wniosków płynących z ASE jako nie logicznie koniecznych, ale wyłącznie "tymczasowych" i "hipotetycznych".

3. Prakseologia w duchu ASE wykazuje w sposób wyczerpujący fałszywość scjentyzmu, czyli przekonania, że nauki społeczne, w tym ekonomia, są naukami tylko w takim stopniu, w jakim naśladują metody nauk przyrodniczych. Tymczasem mniej lub bardziej ostentacyjna akceptacja scjentyzmu jest dla akademickich ekonomistów głównego nurtu próbą podczepienia się pod prestiż nauk przyrodniczych, a tym samym uzyskanie dodatkowej amunicji w walce o etatystyczne granty i przywileje, a czasem również o pozór władzy związany z pozycją "inżyniera społecznego".

Osobiście uważam, że w dłuższej perspektywie bismarckowska akademia rozpadnie się pod presją konkurencji z MOOCami, prywatnymi akademiami online i niezależnymi instytucjami badawczymi, jak również wskutek swojej immanentnej finansowej niegospodarności, biurokratycznej hipertrofii i postępującej bezwartościowości oferowanych przez siebie usług. Tak długo jednak, jak będzie ona istnieć, nie należy oczekiwać w jej obrębie jakiejkolwiek szerzej obecnej życzliwości wobec ASE czy nawet szczerego nią zainteresowania, z powodów wymienionych powyżej.

Friday, October 2, 2015

Etatyzm, prakseologia, tymologia i prognostyka

Bezpośrednie konsekwencje danych wydarzeń społecznych to ich logicznie konieczne następstwa. Odleglejsze konsekwencje danych wydarzeń społecznych to następstwa w dużej mierze empirycznie przygodne, stanowiące zwieńczenia nielinearnych, nieredukowalnie złożonych procesów społecznych. W związku z tym w analizie danego wydarzenia społecznego pod kątem jego zgodności z danym zbiorem wartości większą (choć oczywiście nie wyłączną) wagę należy przykładać do jego konsekwencji bezpośrednich.

Umiejscawiając powyższą sugestię w kontekście libertariańskiej reguły mówiącej, że niedopuszczalne jest popieranie tego, co prowadzi do konserwacji lub rozrostu etatyzmu, należałoby uściślić tę regułę w sposób następujący: niedopuszczalne jest przede wszystkim popieranie tego, co prowadzi do konserwacji lub rozrostu etatyzmu w sposób bezpośredni.

Tego rodzaju uściślenie wpływa w sposób istotny na postrzeganie pewnych zjawisk i instytucji, których ocena w świetle wartości libertariańskich nie jest jednoznaczna, choć niektórym może się taka wydawać. Czasem np. traktuje się wszelkiego rodzaju ruchy secesjonistyczne jako immanentnie godne poparcia z libertariańskiego punktu widzenia. Tymczasem secesja jest jedynie warunkiem koniecznym, ale nie wystarczającym poszerzenia zakresu wolności osobistej. Jeśli secesji dokonują wojujący etatyści, to bezpośrednią jej konsekwencją będzie wzmocnienie etatyzmu na świeżo odłączonym terytorium. W tym miejscu często pojawia się argument, że secesja immanentnie wymusza reformy liberalizacyjne, bo mniejsze jednostki administracyjne w mniejszym stopniu mogą sobie pozwolić na inflacjonizm, protekcjonizm, fiskalizm, itp. I jest to co prawda argument prawdziwy, ale nie decydujący, bo odwołujący się do konsekwencji niebezpośrednich, a tych nie da się przewidzieć wyłącznie na gruncie prakseologicznym. Otóż zamiast z czasem wprowadzić liberalizacyjne reformy, taka świeżo odłączona jednostka administracyjna może równie dobrze szybko zbankrutować, a następnie błagać o bycie wykupioną i na powrót wchłoniętą przez jednostkę, od której dokonała secesji, tym samym ostatecznie wzmacniając ideowo tendencję centralizacyjną, sprzyjającą rozrostowi etatyzmu. Innymi słowy, w świetle opisanej w poprzednim akapicie reguły na poparcie zwolenników wolności osobistej powinny zasługiwać tylko ruchy secesjonistyczne zdominowane przez zwolenników wolności osobistej, bo tylko te mogą w sposób logicznie konieczny bezpośrednio doprowadzić do osłabienia etatyzmu.

Podobnie ma się sprawa np. z kwestią masowej imigracji do "państw opiekuńczych". Długoterminowe konsekwencje tego rodzaju imigracji są prakseologicznie nieprzewidywalne - mogą one wzmocnić tendencje etatystyczne poprzez zwiększenie liczby koniecznych do obsłużenia "zasiłkowych pasożytów", ale mogą je też osłabić poprzez szybsze doprowadzenie do bankructwa "państw opiekuńczych", a tym samym do zdyskredytowania ich idei. To, czy większa część imigrantów stanie się "zasiłkowymi pasożytami", czy też nie, zależy również w dużej mierze od tego, jak wszyscy produktywni ludzie dobrej woli zagospodarują ów kapitał ludzki - jaką przedsiębiorczą, edukacyjną i kulturotwórcza ofertę przedstawią składającym się na niego jednostkom (tutaj godni swojego miana libertarianie mają szczególne pole do popisu). Tymczasem popieranie prób zamykania przed nimi państwowych granic prowadzi w sposób bezpośredni i logicznie konieczny do wzmocnienia etatyzmu - łamania swobody przepływu i zrzeszania się ludzi, zwiększania wydatków na "obronność", podsycania atmosfery urzędniczej kontroli i ksenofobicznej paranoi, itp. Innymi słowy, również tutaj przykładanie największej wagi do prakseologicznie przewidywalnych, bezpośrednich konsekwencji danych działań daje nam wystarczająco jasną odpowiedź na temat ich (nie)zgodności z danym zbiorem wartości.

Podsumowując, prakseologia bez tymologii ma równie ograniczoną użyteczność, co tymologia bez prakseologii, nawet jeśli w przewidywaniu i wartościowaniu konsekwencji danych wydarzeń większą wagę powinniśmy przykładać do tych z nich, które dają się analizować przede wszystkim na gruncie prakseologii - tzn. do konsekwencji bezpośrednich i logicznie koniecznych. Tylko tego rodzaju podejście umożliwia wydawanie odpowiednio pogłębionych sądów normatywnych tam, gdzie wymaga ich złożoność danej sytuacji.