Odkładając na bok przepychanki orderowe jako przejaw spektaklu dla gawiedzi, należy docenić fakt, że w tzw. dyskursie publicznym nie ma już przynajmniej żadnych "świętych krów". Ściślej rzecz ujmując, żaden reżim nie może już liczyć na to, że będzie się go zagłaskiwać w oparciu o czarnoksięskie uniwersalne wytrychy takie jak "interesy geopolityczne", "krzywdy historyczne", "systemowy rasizm" czy też inny anty-izm, zwłaszcza jeśli zachowuje się on w sposób wyjątkowo i niemal rozmyślnie arogancki wobec swoich domniemanych sojuszników.
Nie ma w tym kontekście znaczenia to, czy dany reżim znajduje się we wschodniej Europie, czy na Bliskim Wschodzie, ani też to, czy jego, zdawałoby się, kluczowy sojusznik znajduje się w jego bezpośrednim sąsiedztwie, czy za oceanem. Grunt za to w tym, żeby wszyscy ludzie dobrej woli jak najszybciej i jak najskuteczniej doprowadzili wszystkie pasożytujące na nich reżimy do materialnego bankructwa - biorąc pod uwagę, że ich ostateczne bankructwo intelektualne i moralne jest już dla nich przypuszczalnie aż nadto widoczne.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment