Jeśli ktoś boczy się na istnienie bilionerów (czy, z angielska, trylionerów), należy zapytać go o to, czy jeszcze bardziej boczy się na istnienie pieniądza dekretowego (pieniądza tworzonego wskutek decyzji politycznych pod postacią czysto wirtualnych wpisów księgowych), banków centralnych (centralnoplanistycznych politbiur do spraw zdalnego sterowania stopami procentowymi i podażą pieniądza) i reżimowego protekcjonizmu w postaci grantów, subsydiów, kontraktów rządowych i kredytu z powietrza dla firm odpowiednio skoligaconych z czynnikami reżimowymi.
Jako że bowiem powyższe zjawiska instytucjonalne są w obecnym świecie warunkiem koniecznym zaistnienia bilionerów, chęć wywłaszczenia tych ostatnich przy jednoczesnym braku elementarnej wiedzy na temat procesów polityczno-gospodarczych, które w niemerytokratyczny sposób sprzyjają wykładniczemu rozdymaniu największych z wirtualno-giełdowych fortun, świadczy wyłącznie o bezwstydnej ekonomicznej ignorancji połączonej z hołdem składanym zawiści, roszczeniowości i próżniactwu.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment