Wednesday, December 31, 2025

The Economics and Sociology of Global Totalitarianism

The present paper argues that the state can be defined primarily in terms of its pursuit of ever greater coercive control over a given territory, which implies that the ultimate goal of political expansion - in terms of both scale and scope - is the establishment of a totalitarian world state.

Next, the paper identifies a range of strategies that could be implemented in order to bring such an entity into de facto existence even in the face of strong opposition of the majority of the global population. The pretext of global crisis management, the ESG agenda, and the ascent of CBDCs are discussed in this connection. Subsequently, various countermeasures against global totalitarianism are briefly considered.

The paper concludes with the observation that the same characteristics of today’s world that are conducive to the potential emergence of a dictatorial world state can also be used to the unique advantage of those determined to nip this process in the bud.

[Read More]

Tuesday, December 30, 2025

O płciowej neutralności i osobowej bylejakości

Jako że "osoba" jest słowem rodzaju żeńskiego, prawdziwie pedantyczne trzymanie się tzw. dyrektywy o neutralnych płciowo nazwach stanowisk w ogłoszeniach o pracę wymaga posiłkowania się płciowo nieokreślonym zaimkiem "ktoś". Wzorcowe w tym kontekście ogłoszenie może zatem brzmieć następująco: "poszukujemy byle kogo na stanowisko kierownicze".

Takie podejście do sprawy będzie nie tylko niezawodnie spełniać wymogi wzmiankowanej dyrektywy, ale również idealnie oddawać jej ducha: ducha osobowej bylejakości nieudolnie maskowanego coraz liczniejszymi i coraz niedorzeczniejszymi warstwami ideologiczno-biurokratycznego bełkotu. Oby więc okazało się, że coraz większa liczba osób płci obojga gotowa jest w sposób zgoła nieneutralny wyegzorcyzmować owego ducha bez jakiejkolwiek zwłoki i bez wszelkiego pardonu - zewsząd i raz na zawsze.

Saturday, December 27, 2025

Prawda Bożego Narodzenia a brukowa propaganda

Na przestrzeni dziejów wykorzystywano w pracy misyjnej rozmaite argumenty mające uwydatnić doniosłość prawd celebrowanych w czasie Świąt Narodzenia Pańskiego - były to m.in. argumenty filozoficzne, teologiczne, biblijne i cywilizacyjne. Dziś wyjątkowo wymowna staje się jednak inna kategoria argumentów, którą - z braku lepszego określenia - można by nazwać kontrastowo-samozachowawczą.

Otóż szczególnie sugestywna staje się w tym kontekście bezgranicznie tandetna propaganda, która wylewa się w dniach świątecznych z wszelkiego rodzaju wysokonakładowych gadzinówek, uwzględniając cały szereg odmian, w tym odmianę bałamutno-ćwierćinteligencką ("Czy wiecie, że Chrystus mógł mieć żonę albo mogło w ogóle go nie być?"), ckliwo-terapeutyczną ("Najlepsze porady umożliwiające przetrwanie kolacji wigilijnej") i plotkarsko-skandalizującą ("Kolejna patologia na parafii!").

Kontrast między filozoficzną głębią, teologiczną wzniosłością i etyczną ekspansywnością Bożego Narodzenia a wichrzycielską miałkością, sentymentalną oślizłością i szyderczym chałturnictwem wzmiankowanej propagandy staje się wówczas tak wyrazisty i dojmujący, że człowiek może niemal namacalnie poczuć, iż po jednej stronie ma chwałę Nieba, a po drugiej ohydę piekła, pragnąc jak najściślej przylgnąć do tej pierwszej i raz na zawsze oczyścić się z tej drugiej.

Innymi słowy, może wówczas niezawodnie rozeznać, do jak wielkiej godności został powołany i jak karykaturalnie desperacko ową godność próbują dziś podeptać wszelkie ośrodki wpływu tchnące siarkowym swądem. To zaś może się dla wielu okazać doświadczeniem silniejszym i duchowo skuteczniejszym niż lektura "Summy Teologicznej", obcowanie ze sztuką Fra Angelico czy nawet świadectwo nawrócenia bliskich. W trwającym wciąż świątecznym okresie pozostaje zatem życzyć podobnych doświadczeń jak najliczniejszym spośród tych, którzy najpilniej ich potrzebują.

Tuesday, December 16, 2025

Mesjasz nie ma żadnego powodu, żeby świętować zapowiedź swojego własnego przyjścia: czyli dlaczego Chrystus nie obchodził Chanuki

Czy Chrystus obchodził Chanukę? Według wykładni nowotestamentowej Chanuka - czyli święto oczyszczenia świątyni jerozolimskiej po jej sprofanowaniu przez kulty pogańskie - upamiętniała wydarzenia stanowiące zapowiedź przyjścia Mesjasza będącego Nową Świątynią, zniszczoną i w trzy dni odbudowaną na znak odkupienia grzechów ludzkości. Gdy więc Mesjasz przyszedł, wszelkie święta i obrzędy zwiastujące Jego nadejście straciły swoje znaczenie, gdyż bezzasadne jest rytualne wyglądanie przyszłości, która już stała się teraźniejszością.

Stąd Chrystus nie miał żadnego powodu, by obchodzić Chanukę - i na to też wskazuje Ewangelia, wspominając jedynie, że przechadzał się tego dnia w świątyni. Zagadnięty zaś wówczas przez Żydów, podkreślił swoją mesjańską tożsamość, jasno sugerując, żeby nie zajmować się już ceremoniami mającymi miejsce w martwym budynku, po którym niebawem nie zostanie kamień na kamieniu, tylko iść za Tym, który, jako niezniszczalna świątynia, jest dawcą życia wiecznego. W odpowiedzi doczekał się jedynie próby pojmania i ukamienowania, co jednoznacznie potwierdziło słowa, które skierował chwilę wcześniej pod adresem swoich rozmówców: "nie jesteście z moich owiec".

Podsumowując, Chrystus nie świętował Chanuki, ci zaś, którzy wciąż ją świętują, "nie są z Jego owiec", będąc duchowymi spadkobiercami tych, którzy oskarżali Go tamtego dnia o bluźnierstwo i podnosili przeciw Niemu kamienie. Quod erat demonstrandum.

Ponadczasowy punkt oparcia jako niezbędny warunek oporu w czasach powszechnej tandety

Kluczem do zrozumienia minorowej atmosfery obecnych czasów jest nie ich szczególne okrucieństwo, wyuzdanie czy obrazoburstwo, tylko ich wyjątkowa tandeta: ich okrucieństwo jest na tyle kiczowate, że mało kogo jest w stanie autentycznie poruszyć, ich wyuzdanie na tyle szczeniackie, że mało kogo jest w stanie autentycznie zgorszyć, a ich obrazoburstwo na tyle żenujące, że mało kogo jest w stanie autentycznie zbulwersować.

Innymi słowy, w przeciwieństwie do wszelkich wcześniejszych "wieków ciemnych", jakościowa nędza obecnego czasu jest na tyle niewydarzona, że nie stwarza żadnego solidnego punktu oparcia, od którego można by się z powodzeniem odbić, by w rezultacie wznieść się ku lepszemu. Stąd podobny punkt oparcia mogą dziś odnaleźć jedynie ci, dla których jest on zjawiskiem całkowicie ponadczasowym i niezależnym od zastanych okoliczności: zawsze tak samo prawdziwym, ożywczym i wskazującym niezawodną drogę do ostatecznego celu.

Wednesday, December 10, 2025

Reżimowy paternalizm, wychowawcze obowiązki i zakazany owoc mediów społecznościowych

Reżim australijski - który, co wiadomo od czasów festiwalu chińskiej grypy, idzie obecnie w awangardzie totalitarnych impertynencji - odtrąbił właśnie całkowity zakaz dostępu do tzw. mediów społecznościowych dla osób do 16-go roku życia.

Czy zwłaszcza niektóre z owych mediów można nazwać z pełną odpowiedzialnością wielkimi, wyjątkowo agresywnymi pralniami mózgów? Niewątpliwie tak. Niemniej teraz, dzięki cenzorskiej inicjatywie reżimu australijskiego, owe wielkie pralnie mózgów uzyskają dodatkowo status zakazanych owoców, co uczyni obcowanie z ich odmóżdżającym wpływem bezprecedensowo atrakcyjną ofertą, noszącą znamiona nielegalnego rytuału przejścia dla "niepokornej młodzieży". Ewentualnie w rezultacie owe media zostaną uznane przez "niepokorną młodzież" za zbyt pruderyjne i wydelikacone, co skłoni ją do udania się w podróż po możliwie najbardziej wynaturzonych zakamarkach darknetu.

Jest prawdą odwiecznie obowiązującą, że czego reżim się nie dotknie w swojej "opiekuńczej" socjoinżynierii, to albo zohydzi (w takim stopniu, w jakim jest to rzecz dobra), albo uświetni (w takim stopniu, w jakim jest to rzecz zła). Każdy więc rodzic, który oczekuje, że reżim wraz ze swą pałkarską topornością zastąpi go w roli wychowawcy, prosi się o wyjątkowo upokarzającą wychowawczą porażkę - to zaś, że będzie się ona tyczyła "wirtualnych" obszarów ludzkiego życia, w żaden sposób nie zmieni jej jak najbardziej realnego charakteru.

Oby w porę zrozumieli to wszyscy, którzy - choćby wyłącznie poprzez nadmiar bierności - pozwalają domorosłym dyktatorom na racjonowanie dostępu do źródeł informacji i narzędzi komunikacyjnych, niezależnie od "oryginalności" używanych w tym kontekście pretekstów. I oby, zrozumiawszy to, docenili zakres wychowawczej odpowiedzialności, która idzie w parze z naturalną wolnością zarówno ich samych, jak i ich podopiecznych.