Friday, January 22, 2010

Balzac o urzędnikach / Balzac on officials

There is a race of quill-drivers, confined in the columns of the budget between the first degree of latitude (a kind of administrative Greenland where the salaries begin at twelve hundred francs) to the third degree, a more temperate zone, where incomes grow from three to six thousand francs, a climate where the bonus flourishes like a half-hardy annual in spite of some difficulties of culture. A characteristic trait that best reveals the feeble narrow-mindedness of these inhabitants of petty officialdom is a kind of involuntary, mechanical, and instinctive reverence for the Grand Lama of every Ministry, known to the rank and file only by his signature (an illegible scrawl) and by his title—“His Excellency Monseigneur le Ministre,” five words which produce as much effect as the il Bondo Cani of the Calife de Bagdad, five words which in the eyes of this low order of intelligence represent a sacred power from which there is no appeal. The Minister is administratively infallible for the clerks in the employ of the Government, as the Pope is infallible for good Catholics. Something of this peculiar radiance invests everything he does or says, or that is said or done in his name; the robe of office covers everything and legalizes everything done by his orders; does not his very title—His Excellency—vouch for the purity of his intentions and the righteousness of his will, and serve as a sort of passport and introduction to ideas that otherwise would not be entertained for a moment? Pronounce the words “His Excellency,” and these poor folk will forthwith proceed to do what they would not do for their own interests. Passive obedience is as well known in a Government department as in the army itself; and the administrative system silences consciences, annihilates the individual, and ends (give it time enough) by fashioning a man into a vise or a thumbscrew, and he becomes part of the machinery of Government.

Jest pewien naród pierzasty, zamknięty w budżecie między pierwszym stopniem szerokości północnej, pod którym leży niby Grenlandia administracyjna, kraj honorariów wynoszących tysiąc dwieście franków, a stopniem trzecim, pod którym zaczyna się strefa cieplejszych honorariów wynoszących od trzech do sześciu tysięcy, strefa umiarkowana, w której gratyfikacja przyjmuje się i kwitnie, pomimo trudności uprawy. Rysem charakterystycznym, który zdradza najlepiej niedołęstwo i tępość umysłu tej rasy służalczej, jest szacunek jakiś mimowolny, machinalny, instynktowy dla tego Dalajlamy wszelkiej władzy, którego urzędnik zna tylko z nieczytelnego podpisu i nazywa jego ekscelencja ministrem. Te trzy słowa znaczą tyle, co Il Bondo Cani kalifa bagdadzkiego i wyobrażają w oczach tej rasy znędzniałej władzę uświęconą, nieodwołalną. Jak papież dla chrześcijan, tak minister w oczach urzędnika jest administracyjnie nieomylny; świetność jego osoby odbija się na jego czynach i słowach oraz na słowach wymówionych w jego imieniu; haft jego munduru okrywa wszystko i uprawnia każdy czyn spełniony z jego rozkazu; tytuł ekscelencja świadczący o czystości jego zamiarów i świątobliwości jego chęci, służy za paszport najdzikszym ideom. Na samo wspomnienie jego ekscelencji, nieboracy owi podejmują się najskwapliwiej tego, czego nie zrobiliby we własnym interesie. Biura mają, tak jak armia, swoje bierne posłuszeństwo: za pomocą tego systematu zagłusza się sumienie, unicestwia człowieka i zmienia go w końcu w śrubę lub muterkę połączoną z machiną rządową.

- Honore de Balzac, "Le Pere Goriot"

Friday, January 15, 2010

Le Guin o patriotyzmie / Le Guin on patriotism

Czy nienawidzę Orgoreynu? Nie, dlaczego? Jak można nienawidzić albo kochać kraj? Tibe o niczym innym nie mówi, ale ja tego nie rozumiem. Znam ludzi, znam miasta, wioski, wzgórza, rzeki i skały, wiem, jak jesienią słońce zachodzi za pewnym polem w górach, ale jaki sens ma przecinanie tego wszystkiego granicą i nadawanie temu nazwy po to, żeby przestać to kochać od linii, gdzie nazwa przestaje obowiązywać? Co to jest miłość do swojego kraju? Czy to oznacza nienawiść do innych krajów? W takim razie to nic dobrego. Może to po prostu miłość własna? W takim razie to nic złego, ale nie należy z tego robić cnoty ani profesji... Kocham wzgórza domeny Estre, tak jak kocham życie, ale taka miłość nie zna granicy, za którą zaczyna się nienawiść. A poza tym jestem, mam nadzieję, ignorantem.

Hate Orgoreyn? No, how should I? How does one hate a country, or love one? Tibe talks about it; I lack the trick of it. I know people, I know towns, farms, hills, and rivers and rocks, I know how the sun at sunset in autumn falls on the side of a certain plowland in the hills; but what is the sense of giving it a name and ceasing to love where that name ceases to apply? What is love of one’s country; is it hate of one’s uncountry? Then it’s not a good thing. Is it simply self-love? That’s a good thing, but one mustn’t make a virtue of it, or profession… Insofar as I love life, I love the hills of the Domain of Estre, but that sort of love does not have a boundary-line of hate. And beyond that, I am ignorant, I hope.

- Ursula Le Guin, "Left Hand of Darkness"

Friday, January 8, 2010

Kundera o emocjonalnym kiczu

Tam, gdzie przemawia serce, nie wypada, aby rozum zgłaszał wątpliwości. W krainie kiczu panuje dyktatura serca. Ale uczucie, które budzi kicz, musi być takie, aby mogły je podzielać masy. Dlatego kicz nie może się opierać na sytuacji wyjątkowej, ale na podstawowych obrazach, które ludzie mają wbite w świadomość: niewdzięczna córka, odtrącony ojciec, dzieci biegnące po trawniku, zdradzona ojczyzna, wspomnienie pierwszej miłości. Kicz wyciska dwie łzy wzruszenia. Pierwsza łza mówi: jakie to piękne, dzieci biegnące po trawniku! Druga łza mówi: jakie to piękne, wzruszyć się wraz z całą ludzkością dziećmi biegnącymi po trawniku! Dopiero ta druga łza robi z kiczu kicz. Braterstwo wszystkich ludzi świata można zbudować wyłącznie na kiczu.

(...) Kiedy wyobraziła sobie, że świat radzieckich kiczów miałby się stać rzeczywistością, a ona miałaby w niej żyć, mróz jej chodził po plecach. Bez najmniejszego wahania wybrałaby życie w rzeczywistym reżymie komunistycznym z wszystkimi jego prześladowaniami i kolejkami po mięso. W rzeczywistym komunistycznym świecie da się żyć. W świecie spełnionego komunistycznego ideału, w tym świecie uśmiechniętych idiotów, z którymi nie mogłaby zamienić słowa, w ciągu tygodnia umarłaby z przerażenia.

- Milan Kundera, "Nieznośna Lekkość Bytu"

Monday, January 4, 2010

Samuel o władzy / Samuel on power

Oto jest prawo króla mającego nad wami panować: Synów waszych będzie on brał do swego rydwanu i swych koni, aby biegali przed jego rydwanem. I uczyni ich tysiącznikami, pięćdziesiątnikami, robotnikami na roli swojej i żniwiarzami. Przygotowywać też będą broń wojenną i zaprzęgi do rydwanów. Córki wasze zabierze do przyrządzania wonności oraz na kucharki i piekarki. Zabierze również najlepsze wasze ziemie uprawne, winnice i sady oliwkowe, a podaruje je swoim sługom. Zasiewy wasze i winnice obciąży dziesięciną i odda ją swoim dworzanom i sługom. Weźmie wam również waszych niewolników, niewolnice, waszych najlepszych młodzieńców i osły wasze i zatrudni pracą dla siebie. Nałoży dziesięcinę na trzodę waszą, wy zaś będziecie jego sługami. Będziecie sami narzekali na króla, którego sobie wybierzecie, ale Pan was wtedy nie wysłucha.

This is what the king who will reign over you will do: He will take your sons and make them serve with his chariots and horses, and they will run in front of his chariots. Some he will assign to be commanders of thousands and commanders of fifties, and others to plow his ground and reap his harvest, and still others to make weapons of war and equipment for his chariots. He will take your daughters to be perfumers and cooks and bakers. He will take the best of your fields and vineyards and olive groves and give them to his attendants. He will take a tenth of your grain and of your vintage and give it to his officials and attendants. Your menservants and maidservants and the best of your cattle and donkeys he will take for his own use. He will take a tenth of your flocks, and you yourselves will become his slaves. When that day comes, you will cry out for relief from the king you have chosen, and the Lord will not answer you in that day.

(1 Sam 8: 11-18)

Sunday, January 3, 2010

Cudzes - Zabobony urzędnicze

URZĘDNIK. Urzędnicy w ścisłym słowa znaczeniu, tj. członkowie państwowej biurokracji, wykonującej władzę (w przeciwieństwie do pracowników upaństwowionych przedsiębiorstw) są potężną klasą, złożoną w większości z pasożytów i wyzyskiwaczy. Nowsze badania wykazały, że w dziejach często są okresy, w których urzędnicy wyzyskują w okrutny sposób twórczych pracowników; tak było w dawnym Egipcie, tak jest dzisiaj w krajach komunistycznych. Ale i w innych liczba i potęga klasy urzędników stale rośnie.

Aby ukryć pasożytniczy charakter swojej klasy, urzędnicy szerzą zabobony, mówiące o “państwie”, “władzy”, “klasie” itp., podczas gdy chodzi w rzeczywistości o nic innego niż o interesy ich klasy. Urzędnicy mają bowiem naturalną skłonność do mnożenia się jak króliki. Aby zapewnić posady swoim kuzynom i przyjaciołom, starają się, by ukazywały się coraz nowe ustawy i rozporządzenia. Klasa urzędników jest rodzajem raka społecznego, który rozrasta się kosztem zdrowego organizmu i - jak rak - zabije go, jeśli się nie położy tamy jego rozwojowi. Obalenie zabobonów szerzonych przez urzędników jest warunkiem przynajmniej częściowego uwolnienia społeczeństwa od wyzysku.

- o. J. M. Bocheński, "Sto zabobonów"